glownachomikmapatrocinytags
Avia Świdnik - Stal Stalowa Wola 3:1 (1:1)
15.08.2020 13:00
Stadion Miejski w Świdniku
3. liga, gr. IV
Widzów: 400
Cena biletu: - (mecz niebiletowany)
       

Jak co roku, reportaż ze Świdnika i aktualny przegląd tego, co dzieje się w moim mieście. Tym razem Avia podejmowała dawno niewidzianą na tak niskim poziomie Stal Stalowa Wola i... rozjechała ją.

Dotarcie na mecz
 

Tradycyjnie już, na mecz Avii wybrałem się wraz z bratem, a jako środek transportu ponownie wybraliśmy rowery. W przypadku meczów Avii, część relacji związana z dotarciem na mecz od dawna nie zawiera nic ciekawego, czy szczególnego, stąd chciałbym napisać coś o swoim tegorocznym spostrzeżeniu. Otóż w ciągu ostatnich dwóch lat w Świdniku powstało bardzo dużo dobrych tras rowerowych (choć sami mieszkamy na uboczu miasta, pokonaliśmy 4-kilometrowy dystans dzielący nas od stadionu jadąc właściwie wyłącznie po ścieżkach rowerowych). Jest to dla mnie szczególne zaskoczenie, biorąc pod uwagę, że Świdnik to typowe miasto ściany wschodniej, jeden z pionierów uchwał anty-LGBT, jeden z beneficjentów słynnych tekturowych promes - generalnie zawsze myślałem, że klimat polityczny nie powinien tu sprzyjać wegetarianom i cyklistom. A jednak.

Dodatkowo, na garażach pod miastem pojawiło się fajne nowe graffiti i w końcu jest co wrzucić do galerii na Chomiku.

Stadion
 

Stadion nie uległ wielkim zmianom w stosunku do poprzednich lat i nie ma co powtarzać tego, co zostało już opisane tu, tu i tu. Jedyne, co zauważyliśmy, to nowe oznaczenie sektora fanatyków (choć w przypadku Świdnika takie określenie jest lekko na wyrost), estetycznie wysprayowane na ścianie przy wejściu na sektor. A poza tym, nic się nie zmienia. Przed meczem z głośników leci nadal ta sama muzyka, więc zamiast odśpiewać hymn państwowy w stulecie jednej z przełomowych bitew w historii świata, słuchaliśmy na trybunach tego samego co zwykle gównianego latino z refrenem o treści ojojoj. Kiedy spiker stadionowy mówi o sponsorach klubu, okazuje się, że nadal są to Gmina Miejska Świdnik, miejskie przedsiębiorstwo komunalne i miejska elektrociepłownia (tzn. tak naprawdę sponsorem jestem ja). Niestety, ze względu na środki ostrożności związane z potencjalnym rozprzestrzenianiem COVID-19, przed meczem nie były rozdawane programy meczowe, które w poprzednich sezonach oceniałem bardzo dobrze.

Atmosfera
 

A propos covidziku, mam wrażenie, że nie zmienił on totalnie nic na stadionowych trybunach. Ja co prawda przejąłem się wytycznymi sanitarnymi, więc specjalnie wraz z bratem wzięliśmy na mecz dowody osobiste (czego zwykle na Avii nie robiliśmy), w razie gdyby należało potwierdzić, że jesteśmy osobami z jednego gospodarstwa domowego i że możemy siedzieć obok siebie na trybunie. Prawdę mówiąc, nie wiem, czy kogokolwiek by to obchodziło, bo ludzie siedzieli na stadionie w grupkach jak zwykle.

To, co nie było tego dnia jak zwykle, to oczywiście sektor gości, który ze względu na różne covidowe ograniczenia, był tego dnia zamknięty. A szkoda, bo w normalnych warunkach po Stalówce można byłoby się spodziewać fajnej grupy wyjazdowej. Nie oznacza to, że na meczu nie było nikogo ze Stalowej - np. przed nami siedziała incognito kilkuosobowa grupka gości z Podkarpacia, ale o tym, że są to kibice gości, dowiedzieliśmy się jedynie z urywków ich rozmów. Co do szeroko pojętych gości, kilkanaście minut po pierwszym gwizdku na trybunach pokazała się... cała drużyna ŁKS-u Łagów w dresach klubowych (wśród których wyglądem i posturą wyróżniał się oczywiście Amarildo Balotelli - swoją drogą, bardzo ciekawy i odważny wybór przydomku). Beniaminek trzeciej ligi następnego dnia miał grać mecz w Chełmie i po drodze postanowili widocznie zajrzeć do Świdnika. Niezależnie od tego, czy było to motywowane chęcią przeanalizowania gry przeciwnika (z którym zagrają w listopadzie), czy chęcią popatrzenia na mecz, piłkarze z Łagowa naprawdę muszą lubić swoje zajęcie.

W sektorze fanów pojawiło się dziś całkiem dużo osób, które prowadziły przyzwoity doping - co więcej, pierwsze zawołania były intonowane w momencie, gdy gospodarze akurat przegrywali 0:1. Najpierw zaczęło się od dość standardowych przyśpiewek w stylu Była, będzie, jest - Avia FKS!, czy Avia, Avia... (na dość znaną melodię, której nazwy jednak nie znam). Była też piosenka Hej, Avia Pany, Klubie kochany..., przy czym nie pamiętam już, czy śpiewane były dalsze wersy tej piosenki, które znalazłem w Internetach:

...Strzelicie dwie bramy, strzelicie trzy bramy,
A my sobie pochlamy!

Poza tym, kibice śpiewali Moja jedyna miłość to jest Avia..., czy też inną popularną na różnych stadionach przyśpiewkę, w której padają m.in. słowa ...serce, serce jedyne, oddam swojej Drużynie.

Mecz
 

Do tego meczu (zaległego meczu 2. kolejki) Avia przystępowała z bilansem dwóch porażek w dwóch meczach, przy czym wszystkie trzy stracone przez Świdniczan gole padły po rzutach karnych. Z kolei dla Stali był to pierwszy mecz ligowy w tym sezonie, co było spowodowane covidowym zamieszaniem organizacyjnym, w którym Stal próbowała jeszcze zgłosić swój akces do 2. ligi (zresztą, na trykotach piłkarzy nadal znajdował się napis 2. Liga). Truskawką na torcie była rzekoma propozycja członków klubu Skra Częstochowa (przy czym, nie wiadomo, czy do włodarzy Stali nie zadzwonił po prostu jakiś internetowy śmieszek), którzy za odpowiednią gratyfikacją byli skłonni wycofać zespół z drugiej ligi, dzięki czemu Stal utrzymałaby się w lidze. Ostatecznie Stal nie skorzystała z propozycji i rozpoczęła sezon w 3. Lidze - przed tym meczem Stalówka rozegrała tylko jedno oficjalne spotkanie, w PP, w którym pokonali na wyjeździe... Skrę.

Lepiej w spotkanie weszła Stal. W 2. minucie przeprowadziła pierwszą akcję (zakończoną lekkim strzałem głową, który Andrzej Sobieszczyk obronił na raty). W 8. minucie Stal strzeliła gola, na szczęście dla gospodarzy ze spalonego, więc wynik pozostał bezbramkowy (przy czym sędzia trochę nadinterpretował tu przywilej korzyści i odgwizdał wolnego dla Stali, powracając do momentu faulu). W 11. minucie Stal zrobiła już wszystko zgodnie z przepisami - po klepce w polu karnym Śpiewaka z Fidziukiewiczem ten drugi z bliska zdobył gola na 1:0.

Wynik ten podrażnił gospodarzy (nieistotny fakt - początkowo Avia również nazywała się Stal, ale wynikało to z tego, że została założona w latach 50., więc jako przyzakładowy klub należała do ZS Stal; miała też typowy dla Zrzeszenia prosty herb z literą S i kołem zębatym), którzy w ciągu 10 minut... trzy razy trafili do siatki gości, przy czym tylko jedna bramka została uznana. Najpierw w 14. minucie gola zdobył Wojciech Białek, ale tuż przed strzałem pomógł sobie przy przyjęciu piłki ręką. W 20. minucie ten sam piłkarz znów skierował piłkę do siatki (dobitka z bliska po strzale Bartosza Mroczka i interwencji Matthew Korziewicza), ale tym razem dla odmiany Biały był na spalonym. W 24. minucie piłkarze w żółto-niebieskich trykotach w końcu zdobyli gola zgodnie z przepisami - po wrzutce z rzutu rożnego bardzo inteligentnym strzałem popisał się stoper Rafał Kursa, mieszcząc piłkę przy krótkim słupku. Po tym golu gra się wyrównała z lekkim wskazaniem na Stal - w 28. minucie Andrzej Sobieszczyk przy strzale z bliskiej odległości uratował gospodarzy instynktowną interwencją niczym ze szczypiorniaka.

Na drugą połowę Avia wyszła z zupełnie innym nastawieniem niż w pierwszej, cisnąc Stal od początku do końca i rozjeżdżając wyżej notowanego rywala. W 50. minucie gola (po dwóch dobitkach) strzelił Bartosz Mroczek, ale sędzia odgwizdał w tej sytuacji spalonego. W 53. minucie po teoretycznie bezsensownej ladze do przodu w sytuacji niemal sam na sam z bramkarzem znalazł się znów Mroczek, ale trafił w tej sytuacji w słupek. W końcu udało się wsadzić piłkę do bramki - po wrzutce Białka z prawego skrzydła z rzutu wolnego w 66. minucie gola głową strzelił Dominik Maluga. Cztery minuty później Białek znów dośrodkował z wolnego, niemal z tego samego miejsca co poprzednio, ale tym razem piłka minęła wszystkich i... wpadła do bramki przy złej interwencji Korziewicza. Piłkarze Avii i tak do końca meczu próbowali podwyższyć rezultat, jednak w dwóch dogodnych sytuacjach Białek raz strzelił obok bramki, a raz strzelił, ale ze spalonego (no, to już jest hat-trick w nieuznanych bramkach). W 84. minucie po interwencji Korziewicza Mroczek miał teoretycznie pustą bramkę, jednak wymagało to strzału z bardzo ostrego kąta. Usprawiedliwia to fakt, że nie trafił bramkę, ale nie wyjaśnia, dlaczego... przekopał piłkę poza stadion.

Między innymi z tego powodu doszło w 90. minucie do kuriozalnej sytuacji, w której na murawie zabrakło piłek. Pół minuty upłynęło, zanim ktoś zorganizował przynajmniej jeden egzemplarz i podał go piłkarzom.

next  prev