glownachomikmapatrocinytags
Avia Świdnik - Wólczanka Wólka Pełkińska 3:0 (1:0)
23.09.2017 16:00
Stadion Miejski w Świdniku
3. liga, gr. IV
Widzów: 400-500
Cena biletu: - (mecz niebiletowany)
       

Dziś zwiedzamy chomicze tereny rodzinne, czyli województwo lubelskie, a konkretnie Świdnik, gdzie miejscowa Avia grała z drużyną Wólczanki Wólka Pełkińska. Wólczanka kojarzona jest z jednej strony nieco humorystycznie, ze względu na dość charakterystyczny herb (ciekawe byłoby ich spotkanie z Orłem Wierzbica), ale z drugiej strony również z wielką tragedią, kiedy 26 marca 2016 w wypadku busa zginęło pięciu piłkarzy klubu. Tego dnia wybierali się oni właśnie na mecz z Avią.

Dotarcie na mecz
 

Świdnik to ok. 40-tysięczne miasto powiatowe znajdujące się pod Lublinem. Znane jest ze względu na Port Lotniczy Lublin-Świdnik, zakłady PZL-Świdnik (WSK) oraz dość ciekawą historię. Przede wszystkim ta historia rozpoczyna się zupełnie nagle – otóż nieopodal Lublina jeszcze przed wojną znajdowało się lotnisko, stąd władze postanowiły wybudować tu na początku lat 50. zakład produkcji śmigłowców i helikopterów. A następnie wybudowano bloki mieszkalne, żeby pracownicy mieli gdzie mieszkać – tak też powstał Świdnik, modelowe miasto socjalistyczne: z reprezentatywną ulicą, placem zgromadzeń, za to bez kościoła (przynajmniej aż do późnych lat 70.). Jego mieszkańcy nie byli jednak modelowymi socjalistami, ponieważ zasłynęli tzw. Spacerami Świdnickimi, nielegalną rozgłośnią radiową i strajkami na WSK, które zapoczątkowały Lubelski Lipiec ’80.

Na trzecioligowe święto udałem się wraz ze swoim bratem, którego na potrzeby posta też mógłbym jakoś nazwać (Suseł Piłkarski, Nutria Piłkarska, Piżmak Piłkarski…), ale nic nie przychodzi mi do głowy. Wybraliśmy się w zasadzie na piechotę, choć nie wiem, czy był to dobry pomysł, bo z tego co widzę na Google Maps, przeszliśmy prawie 4 kilometry. Po drodze mijaliśmy murale upamiętniające momenty z historii Świdnika, zamknięty sklep sportowy, w którego witrynie znajdował się niezbyt imponujący szalik Avii (poniżej znajdował się nawet szalik Wólczanki, w którym dla niepoznaki czerwony zastąpiono białym, a nazwę klubu słowem „JUVENTUS”), a przede wszystkim zaszliśmy do Babci. Kiedy Babcia zaopatrzyła nas w ciastka i paluszki, byliśmy już gotowi na starcia z mundurowymi i grillowanie z przyjezdnymi.

Stadion
 

Pierwsze, co rzuca się w oczy po dojściu do Stadionu Miejskiego w Świdniku, to nieczynny budynek kas. Wstęp na mecz Avii jest niestety całkowicie darmowy; zastanawiam się, czy nie byłoby opłacalne, gdyby ktoś postanowił skasować te paręset osób (zgodnie z oficjalnymi danymi ze strony Avii, dzisiejszy spektakl oglądało ich aż 500), które raz na dwa tygodnie przychodzą tu na mecz. Jeszcze jesienią 2016 roku funkcjonowało tu ciekawe rozwiązanie, polegające na tym, że w kasie można było pobrać w niej darmowy bilet (kijowej jakości i zawsze taki sam, ale jednak bilet!) i ewentualnie wrzucić do puszki co łaska, ale niestety zrezygnowano z niego. Obecnie jedna budka kasowa jest całkowicie pusta, a w drugiej stoi… zlew i kuchenka.

Stadion Avii jest skrojony akurat na miarę i potrzeby 3-ligowego klubu, a przy tym bardzo fajnie wygląda (choć ciężko o zły efekt wizualny, kiedy wykłada się trybuny żółtymi i niebieskimi krzesełkami). Otwarty został nieco ponad 3 lata temu meczem inauguracyjnym z jeszcze pierwszoligowym Widzewem (gładka porażka 0:3) i składa się z dwóch odkrytych trybun liczących łącznie jakieś 3000 miejsc. Trybuna główna jest częściowo zadaszona, przy czym w zasięgu tego dachu znajduje się co najwyżej 300 miejsc. Naprzeciwko znajduje się trybuna jakże typowa dla polskich stadionów – odkryta, z krzesełkami ułożonymi w nazwę drużyny, której nikt nie zasłania, ponieważ ze względów organizacyjnych nie wpuszcza się tam widzów (500 ludzi spokojnie pomieści się na głównej). Na krańcu trybuny znajduje się oczywiście klatka gości – jak dotąd nie widziałem w niej jeszcze nikogo, ponieważ ilekroć wybieram się na Avię, to zawsze przyjeżdża drużyna bez ekipy wyjazdowej (Trzebinia, Nowotaniec, czy właśnie Wólka Pełkińska raczej nie słyną z fanatyzmu).

Na stadionie znajduje się przyzwoita tablica wyników (choć zawsze żałuję, kiedy zamiast wyświetlania nazw drużyn poprzestaje się na napisach GOSPODARZE/GOŚCIE) i stosunkowo dużo toalet w równie przyzwoitym standardzie. W sąsiedztwie stadionu znajduje się również Port Lotniczy Lublin-Świdnik, stąd podczas meczu można czasem uświadczyć przelatujący helikopter lub lądujący samolot pasażerski w majestatycznych różowo-fioletowych barwach.

Atmosfera
 

Nie ukrywam, że jest to dla mnie wielka zagadka. Avia robi całkiem niezłe liczby wyjazdowe (no dobra, szału nie ma, ale nie każdy na tym poziomie rozgrywkowym ma grupy wyjazdowe – a Avia zawitała ostatnimi czasy i do Radzynia Podlaskiego i do Ostrowca Świętokrzyskiego i do Tarnowa, oczywiście również do Chełma), ale u siebie stawia na całkowity piknik. Absolutnie zero zorganizowanego dopingu – przy czym nie wiem, czy tak jest zawsze, bo jak zastrzegłem, do tej pory bywałem na stadionie głównie przy okazji meczów z drużynami niezbyt atrakcyjnymi pod względem kibicowskim. Na trybunach panuje więc pełen piknik – cały przekrój społeczny Świdnika, od emerytów po dzieciaki, siedzi na trybunie i kontempluje grę, czasami rzucając pojedynczym okrzykiem aprobaty lub dezaprobaty w stronę Żółto-Niebieskich (a czasem okrzykiem „plecy!” w stronę nieatakowanego zawodnika gości). Tak jest po wschodniej stronie trybuny głównej.

W drugiej połowie przeniosłem się z bratem na zachodnią stronę głównej, gdzie zasiadają ci bardziej kumaci. Kumaterii nie było tak wiele, jednak stężenie emblematów i gadżetów Avii i tak wzrosło 10-krotnie w porównaniu ze wschodem. Tyle że jak wspomniałem, nie przekładało się to niestety na jakąkolwiek formę zorganizowanego dopingu – może ciekawiej będzie np. na Stali Rzeszów.

A propos gadżetów Avii – są one (przynajmniej dla mnie) cholernie trudne do zdobycia. Na stadionie jak na razie ani razu nie załapałem się na jakieś stoisko, choć podobno jest większa szansa, jeśli poszuka się w budynku klubowym. Gadżety rozprowadzane są raz na jakiś czas przez samych kibiców, jednak zwykle jest to na zasadzie „kontakt na priv”, a ja sam jestem niekontaktowy niczym siatkówka. Zresztą, nie bywam tak często w Świdniku, żeby coś takiego ogarnąć…

Mecz
 

Bilans obydwu drużyn po 8 kolejkach 3. ligi, a przed tym meczem był następujący: Avia 0-5-3, Wólczanka 5-2-1. Zapowiadało się więc, że Avia z rewelacją z Podkarpacia ugra co najwyżej remis. Wólczanka wyglądała dużo lepiej od strony technicznej, ale jak się okazało, nie umiała stworzyć sobie jakichś klarownych akcji, ponieważ Avia sensownie się broniła. Goście byli za to niesamowicie beztroscy w obronie – Avia raz na jakiś czas dochodziła do bardzo groźnych sytuacji za pomocą jednego długiego podania. W zasadzie już w 1. minucie mogło być 1:0, ale piłkarz Avii w sytuacji sam na sam zdecydował się na dziwaczny lobik w kierunku długiego słupka, a piłka minęła bramkę. Z kolei w 29. minucie po kolejnej zabójczej kontrze idealną piłkę dostał Mateusz Olszak, ale jego strzał z 12 metrów niemal przeleciał nad piłkochwytami (ktoś z pikniku skwitował to słowami „wracaj do Radzynia!”). Trzy minuty później Olszak był już jednak bezbłędny – w sytuacji sam na sam minął Damiana Smolenia i strzelił do pustej bramki.

W pierwszej połowie Wólczanka miała jedną groźną sytuację, kiedy w zamieszaniu w polu karnym ktoś wrzucił w pole bramkowe, a tam pojedynek główkowy wygrał obrońca Avii, który wybił piłkę na róg. Uratował tym samym zespół, ponieważ bramkarz Wójcicki w tym zamieszaniu pozostawił tę część bramki zupełnie odkrytą.

Druga połowa rozpoczęła się od znakomitej akcji Avii, kiedy Krystian Mroczek minął dryblingiem obrońcę Wólczanki i wrzucił z lewej strony boiska prosto na głowę nieśmiertelnego Wojciecha Białka (który wszedł na boisko w przerwie). W 46. minucie było więc już 2:0. W 49. minucie miała miejsce zabawna sytuacja, ponieważ podczas kontry Wólczanki chłopcy do podawania piłek wrzucili z trybuny, niby niechcący, drugą piłkę. Sędzia nie przerwał tej akcji, jednak w trakcie najbliższej przerwy w grze podbiegł do dzieciaków i ich opieprzył („zostaw kibica, hej, kurwo, zostaw kibica…” zaintonował dla żartu ktoś na trybunie). Niemniej, w powietrzu pachniało golem dla gości, ponieważ w tej części gry przejęli oni inicjatywę. W 50. minucie żółto-niebieskich przed utratą gola uratował Wójcicki, broniąc strzał z 10 metrów. Z kolei w 57. minucie Wólczanka dostała wolnego na linii pola karnego, ale strzał został odbity przez mur na rzut rożny.

W ostatnich 10 minutach spotkania, kiedy Wólczanka zaczęła bardziej ryzykować… gra w zasadzie przeniosła się całkowicie na jej połowę. Ostro znęcał się nad nią Wojciech Białek, który w 84. minucie najpierw zahamował kontrę Avii, robiąc trzy kółeczka z piłką przed polem karnym, po czym strzelił technicznie z dystansu, a Smoleń uratował swoją drużynę, strącając piłkę na poprzeczkę. Trzy minuty później Białek będąc w polu karnym uderzył w długi róg bramki (mierzył mniej więcej w okno), a były junior Cracovii znów wykazał się świetnym refleksem i znów skończyło się tylko na rzucie rożnym. Nie miał jednak już nic do powiedzenia, kiedy w doliczonym czasie gry Piotr Piekarski otrzymał świetną wystawkę i z bliskiej odległości strzelił po ziemi.

Tym samym Avia wygrała… drugi mecz ligowy w tym roku kalendarzowym. Po wygranej z Karpatami Krosno (25 marca 2017, 2:1) klub ze Świdnika zaliczył bowiem imponującą serię 20 spotkań bez zwycięstwa.

next  prev