 |
FK Ventspils - FK Liepaja/Mogo 1:0 (0:0)
13.08.2018 17:00
Olimpiskais centrs "Ventspils"
Synot-Tip Virslīga
Widzów:
962
Cena biletu:
1,50 (normalny)
| |
Były już Derby Kowna, Derby Rigi, a teraz nadszedł czas na Derby Kurlandii. 9 na 10 respondentów słysząc Kurlandia wyobraża sobie pewnie jakąś zapadłą część Podlasia. A Wy?
| | Dotarcie na mecz |
    |
Z racji tego, że była to po prostu dalsza część opisywanej w poprzednich postach wycieczki, zacznę od momentu, w którym w poniedziałek rano stawiłem się na Riga Autoosta, skąd o 8.40 odjeżdżał autobus relacji Riga - Ventspils. Niestety, do Ventspils i z powrotem musiałem się wybrać właśnie autobusem, ponieważ Latvijas dzelzcelš od 2010 roku nie obsługuje tego miasta.
Łotwa wydawała mi się dość małym krajem, jednak droga do Ventspils trwała całe 3 godziny. W trakcie drogi uczyłem się z rozmówek łotewskich najbardziej podstawowych zwrotów grzecznościowych oraz liczb (nie mam tylko pojęcia, po co mi te liczby) oraz napawałem się nazwami kolejnych mijanych miejscowości - Spunupe (nieopodal Jurmali), Tukums (gdzie mijaliśmy stadion lidera 1. ligi), Pure, Usmę, Ugale oraz Pope. Po dotarciu do Ventspils w pierwszej kolejności wziąłem się za zwiedzanie i muszę stwierdzić, że miejscowość pod względem szeroko pojętej przytulności bije na głowę wszystkie swoje polskie odpowiedniki (a, ważna informacja, która być może została pominięta - Ventspils znajduje się nad Morzem Bałtyckim).
Po zameldowaniu się w specyficznym, ale godnym polecenia obiekcie noclegowym i zostawieniu tam zbędnego bagażu, udałem się na piechotę w stronę stadionu. Z racji tego, że przypadkowo zostawiłem tam również mapę, a internet mobilny uznaję za zbędny luksus, od pewnego momentu szedłem totalnie na azymut, ale jakimś cudem natrafiłem na kilkuhektarowe centrum sportowe, na którym mieści się stadion.
| | Stadion |
    |
W skład Olimpiskais centrs Ventspils wchodzi m.in. stadion piłkarski, hala do grania w kosza oraz, o ile dobrze zrozumiałem, hala do hokeja na lodzie. Stadion piłkarski to jedna zadaszona trybuna położona wzdłuż linii bocznej boiska, mogąca pomieścić 3200 widzów. Miejsca są dość wygodne i z racji tego, że trybuna jest podwyższona o parę metrów względem poziomu boiska, całkiem dobrze widać z niej wydarzenia boiskowe - i to pomimo obowiązkowej bieżni (cóż, bieżnia musiała być, w końcu całe centrum jest olimpijskie ). Cała trybuna jest zadaszona. Za najwyższymi rzędami znajdują się przeszklone stanowiska, które być może są stanowiskami dla mediów, lub też lożami VIP. Naprzeciwko trybuny, po drugiej stronie boiska, znajduje się tablica wyników, która pozwala na wyświetlanie takich rzeczy jak herby drużyn, ale jest dość ciemna i w mocnym słońcu prawie w ogóle nie było na niej widać przedstawianych treści.
Na tyłach trybuny, poza krową w żółto-niebieskich barwach Ventspils (figury krów porozstawiane są po całym Ventspils i służą tu za pewnego rodzaju atrakcję turystyczną) znajdują się stoiska, gdzie można zakupić piwo, napoje i przegryzki (wszystko w plastikowych kubkach, szkoda tylko, że nie było kwasu chlebowego) oraz pamiątki. Z racji tego, że byłem (jak na moje standardy) na samym końcu świata, gdzie nieprędko powrócę, rzuciłem się na te pamiątki, zakupując szalik klubowy (szarf), pin (znacziok) i breloczek (...eta wiesz'). Za ten zestaw dałem w sumie... 10,50€. Naprawdę. Dodatkowe 1€ zapłaciłem za kubek czegoś chyba typowo bałtyjskiego, czyli podłużnych sucharów chlebowych podsmażanych w oleju z czosnkiem (po rosyjsku nazywało się to po prostu suchariki). Biorąc pod uwagę, że za bilet normalny na mecz Virsligi dałem całe 1,50€ (a ulgowy kosztował połowę tego), dochodzę do wniosku, że jest tu uprawiany totalny dumping cenowy. Może chodzi o to, że burmistrzem miasta jest najbogatszy człowiek na Łotwie, który po prostu zapewnia swoim wyborcom chleb i igrzyska olimpijskie.
| | Atmosfera |
    |
Byłem dość zadowolony z całej otoczki towarzyszącej meczowi, bo w końcu było widać, że kogoś w tym kraju obchodzi mecz najwyższej klasy rozgrywkowej. Na większości słupów ogłoszeniowych znajdowały się (niestety, niezdejmowalne) plakaty zapraszające na Futbols, który miał mieć miejsce na windawskim Stadions (o ile Litwini do wszystkich rzeczowników dodają końcówkę -as, o tyle Łotysze poprzestają na dodawaniu na końcu litery s, ale za to są w tym tak konsekwentni, że jest ona dodawana nawet do wyrazów, które normalnie kończą się na literę s, tak jak np. w wyrazach Autoserviss, Fenikss, czy Albatross). Poza tym, na mecz pofatygowały się całe 962 osoby, co jak na 40-tysięczne miasto wydaje mi się wynikiem więcej niż przyzwoitym. Ponadto, wiele osób (szczególnie dzieciaki) dumnie nosiło żółte koszulki i żółte szaliki klubu. Na trybunie była też nieduża grupa kibiców z Liepaji, którzy w swoich szalikach i barwach normalnie przeszli przez całą trybunę i grzecznie zainstalowali się na jej północnym krańcu.
Przed meczem z głośników tradycyjnie (tak mi się wydaje, że jest to tradycyjne w krajach bałtyckich, w każdym razie sprawdziło się w 3/3 obejrzanych przeze mnie meczach) popłynęła klubowa piosenka, a nieduża grupka kibiców znajdujących się w południowym rogu trybuny machała żółto-niebieskimi flagami i chyba nawet coś śpiewała. Jednak w trakcie samego meczu kibice w ogóle nie byli aktywni (nawet oklaski rozlegały się stosunkowo rzadko). Jedyne okrzyki, jakie zarejestrowałem na trybunie, to Liepaja, Liepaja! , które rozległy się mniej więcej 3-4 razy w różnych momentach meczu. Najciekawszym elementem na trybunie była sympatyczna maskotka (bardzo dobrze wykonana), która buszowała po sektorach i przybijała z dzieciakami piątki.
Pod koniec meczu, poza pierwszą naprawdę żywiołową reakcją wywołaną golem Mordatenki, zarejestrowałem, że na stadionowej bieżni znalazł się stolik, a na nim dość spora kolekcja dość sporych upominków. Jak się okazało, tuż po meczu miała miejsce loteria biletowa - mam tylko nadzieję, że nie jest to jedyny powód przywoitej frekwencji na meczach Ventspils. Organizatorzy ustawili się przy stoliku i wylosowali kilka zwycięskich numerów, które podawali przez mikrofon - oczywiście po łotewsku. I tu przydały się moje poranne lekcje łotewskiego, bo mogłem stać na trybunie z biletem w ręku i nasłuchiwać w napięciu, czy nie zostałem czasem szczęśliwym posiadaczem nowego blendera, czy innego tostera. nulle nulle viens četri devini astoni ... niestety, ja zamiast dziewiątki miałem na swoim bilecie zero.
| | Mecz |
    |
Liepaja jest obecnym wicemistrzem Łotwy, z kolei Ventspils był aktualnym wiceliderem Virsligi. Do tego stawką meczu był prymat w Kurlandii. Dlatego należało się spodziewać niezłego meczu i w mojej ocenie rzeczywiście taki był.
Już w 1. minucie miała miejsce ciekawa sytuacja Liepaji, ponieważ po płaskiej wrzutce w pole karne głową przedłużył zagranie chyba Gueye, a w ostatniej chwili akcję przerwał stoper Ventspils, który przy tym prawie przelobował swojego bramkarza. Przez pierwsze kilkanaście minut to właśnie Liepaja konstruowała ciekawsze akcje, ale kiedy należało już oddać strzał, zwykle kończyło się na jakimś farfoclu obok bramki. To nie jest dobry sposób na objęcie prowadzenia, choć raz było blisko, ponieważ jednego takiego farfocla zupełnie niepotrzebnie odbił nogą Abdul-Gafar Mamah, wystawiając piłkę na 10. metr przed bramką windawian, ale na szczęście sytuację wyjaśnił inny z piłkarzy gospodarzy, który wybił piłkę w kierunku Bałtyku.
W 24. minucie miało miejsce moje ulubione przewinienie, które polega na tym, że obrońca przejął wznowioną od autu bramkowego piłkę zanim ta opuściła pole karne. Sędzia nakazał powtórzenie piątki , oczywiście ku wielkiemu zdziwieniu publiczności.
Mniej więcej od 30. minuty piłkarze Ventspilsu zaczęli przeważać, mniej więcej w 35. minucie w świetnej sytuacji z 10 metrów przestrzelił Tosin Aiyegun. Kilka minut później Adeleke (piłkarz, którego powrót do FKV oficjalnie celebrowano przed meczem, wręczając mu pamiątkowy upominek) nie trafił do bramki z ostrego kąta, kiedy oślepiony słońcem bramkarz Beglarjan odpuścił lecącą w stronę bramki wrzutkę Aiyeguna. Pomiędzy tymi akcjami miała miejsce interwencja stopera Liepaji, Seydiny Keity, który wybił piłkę z pola karnego gości czystą, nienaganną przewrotką.
W drugiej połowie nadal dominowali piłkarze Ventspilsu. Głównie polegało to na niecelnych strzałach głową oraz z dystansu. Najciekawszą sytuacją była ta z 59. minuty, kiedy po kopaninie w środku pola nagle Adeleke wypuścił Aiyeguna w sytuację sam na sam, jednak bramkarz gości wybiegł przed pole karne i zdążył wybić piłkę wślizgiem. W 80. minucie bramkarz Ventspilsu, Melničenko, obronił swój pierwszy strzał w tym meczu. A w 88. minucie mógł już wpuścić swojego pierwszego gola, bo w zamieszaniu w polu bramkowym obrońca Ventspilsu w ostatniej chwili wybił piłkę spod nóg Gueye. A że niewykorzystane sytuacje się mszczą, już w kolejnej minucie po miękkiej wrzutce chyba Aiyeguna gola sprytnym strzałem głową zdobył Anastasijs Mordatenko. Ventspils dociagnął prowadzenie już do końca i można było przystąpić do losowania blenderów.
|
| |
| |
  
|
|