glownachomikmapatrocinytags
Miedź Legnica - Warta Poznań 0:0
27.06.2020 12:40
Stadion im. Orła Białego, Legnica
Fortuna 1. Liga
Widzów: 1.016
Cena biletu: 20 zł (Trybuna A)
         

Na koniec swojej covidowej wycieczki po Dolnym Śląsku odwiedziłem Legnicę, gdzie dwa zespoły walczące o awans do Ekstraklasy uraczyły mnie niesamowitym zakalcem.

Dotarcie na mecz
 

Jak wierni czytelnicy zapewne wiedzą, w czwartek byłem we Wrocławiu, a w piątek w Lubinie. Legnica znajduje się zaś na trasie kolejowej pomiędzy tymi dwoma miastami, przy czym od Lubina (w którym nocowałem po poprzednim meczu) dzieli ją jakieś 20 kilometrów. Mimo to, dotarcie z Lubina do Legnicy zajęło mi ponad dwie godziny. Wszystko ze względu na różne covidowe obostrzenia, takie jak brak możliwości wnoszenia na stadion plecaków i brak możliwości zostawienia czegokolwiek w punkcie depozytowym. Biorąc pod uwagę, że na dworcu w Legnicy (a w zasadzie w ogóle w Legnicy) nie ma jakiejkolwiek możliwości przechowania bagażu, stwierdziłem, że... po prostu pojadę koleją przez Wrocław, gdzie była najbliższa znana mi przechowalnia.

Dworzec kolejowy w Legnicy jest dość ciekawą konstrukcją, ponieważ jest to jedna z niewielu w Polsce stacji kolejowych z halą peronową - jeśli wierzyć Wikipedii, zwiedziłem tym samym już wszystkie tego typu dworce w Polsce (pozostałe to Wrocław, Kraków i Bytom). Dworzec aktualnie jest w trakcie renowacji i to w sumie całkiem dobrze, ponieważ cała hala grucha złowieszczo, a ze sklepienia raz na jakiś czas spadają ptasie odchody.

W Legnicy poza samym stadionem moim drugim celem był oficjalny sklep Miedzi Legnica znajdujący się w Galerii Piastów. Długo błądziłem po galerii zanim go w końcu znalazłem, parę razy mijając jakieś stoisko, gdzie nachalny sprzedawca za każdym razem mnie zaczepiał, raz nawet pytając mnie, ile mam lat (?). W końcu udało mi się znaleźć nieoznaczoną na żadnej mapie centrum handlowego Strefę Miedzi. Tam spotkało mnie jednak rozczarowanie, ponieważ kubki w sklepie skończyły się, a w wyniku różnych covidowych komplikacji nie zorganizowano jak na razie nowej dostawy. Zamiast tego kupiłem sobie w charakterze pamiątki odznakę klubową.

Swoją drogą, obecny herb Miedzi to wyjątkowa osobliwość. Łączy on w sobie unikalny oldschoolowy emblemat z lat 70. oraz... jakiś nowoczesny koszmarny ClipArt z lwem, który został dodany do herbu kilka lat temu.

Stadion
 
 

Stadion im. Orła Białego, poza tym, że ma całkiem oryginalną nazwę, jest również ciekawie położony, bo pośrodku parku miejskiego (idąc parkiem, mija się m.in. XIX-wieczny pomnik Śpiącego Lwa, który jest ponoć jednym z symboli miasta - tak więc ClipArtowy lew z herbu Miedzi, choć nadal wygląda koszmarnie, bynajmniej nie został dorzucony do herbu na zasadzie ło, dajmy do herbu jakieś mocne zwierze). Stadion liczy ok. 6200 miejsc siedzących, znajdujących się na czterech trybunach, z których każda stanowi oddzielną konstrukcję, tzn. nie są one w żaden sposób ze sobą połączone. Wszystkie trybuny są zadaszone, przy czym pierwotnie jedyną zadaszoną trybuną była Trybuna A (wschodnia), a na pozostałych wybudowano zadaszenie w 2017 roku. Trybuny stadionowe mają specyficzny kształt - próbując to opisać, powiedziałbym, że mają... łamany kontur. Dobra, przyznaję, że nie wiem, jak to powiedzieć. W każdym razie, odkąd zadaszono wszystkie trybuny, łamany kontur nie jest tak dostrzegalny. Na tyłach każdej z trybun na konstrukcji dachu jest rozciągnięta jakaś tkanina, co jest niegłupim rozwiązaniem - stosunkowo tanio, całkiem estetycznie i bardzo praktycznie. Na pewno chroniło to przed piekącym słońcem, a jeśli chodzi o wiatr, to niestety tego dnia nie było jak tego przetestować.

Jeśli chodzi o inne istotne informacje, stadion posiada cztery maszty oświetleniowe - dość oczywiste, biorąc pod uwagę, że jeszcze w zeszłym sezonie Miedź gościła na tym stadionie ekstraklasowych przeciwników. W jednym z rogów stadionu pomiędzy trybunami stoi nowoczesny telebim do wyświetlenia wyniku i innych fajnych rzeczy (przy czym Klub nie zainwestował w jakieś oszałamiające animacje), a w przeciwległym rogu znajduje się stara tablica wyników (taka, na której jest napisane GOSPODARZE - GOŚCIE), która nie była używana.

Stadion prawie w całości pokrywają szare krzesełka. Osobiście nie przemawia do mnie ten pomysł; być może ktoś doszedł w Legnicy do wniosku, że i tak wszystkie krzesełka stadionowe z czasem zszarzeją na słońcu, więc w takim razie opłaca się zrobić trybuny od razu na szaro (w Kielcach zresztą też na to wpadli). Może stała za tym wizja jakiegoś projektanta, ale wygląda to wszystko trochę dołująco, szczególnie gdy w czasie pandemii kibice mogą zajmować tylko co czwarte krzesełko. Jedyne kolorowe krzesełka dojrzałem w centrum trybuny A, w sektorze VIP. Drugim, pomniejszym problemem stadionu jest fakt, że część miejsc znajdujących się w dole trybuny A ma nieco ograniczoną widoczność ze względu na ławki rezerwowych. Ale że problem dotyczy tak naprawdę 1% miejsc na stadionie, to gdyby nie fakt, że udało mi się zasiąść na jednym z tych 1% krzesełek, nie zwróciłbym na ten problem uwagi.

Atmosfera
 

Przy okazji poprzednich relacji pisałem pokrótce, co zrobiły poszczególne kluby w celu ograniczenia ryzyka zarażenia się na meczu SARS CoV-2. W Legnicy, tak jak na innych stadionach, istniał obowiązek dezynfekcji rąk, noszenia maseczek w trakcie przemieszczania się po stadionie, trzymania dystansu społecznego i zajmowania odpowiednich miejsc na trybunie (i tak samo jak na innych stadionach, nie mierzono kibicom temperatury, wbrew temu, czego należałoby się spodziewać). Przed meczem oraz w jego trakcie spiker parokrotnie przypominał, że wraz z wejściem na stadion każdy kibic świadomie zrzeka się wszystkich ewentualnych roszczeń i przyjmuje na siebie ryzyko zarażenia się COVID-19. I w kółko informował, którymi wyjściami mają po meczu wychodzić osoby z poszczególnych sektorów, żeby zminimalizować mieszanie się poszczególnych osób. Tego rodzaju komunikaty brzmią już co prawda trochę absurdalnie, ale z drugiej strony, wolę oglądać mecz w takich warunkach niż wcale.

Biorąc pod uwagę ciągle istniejący w społeczeństwie strach przed SARS, oraz że zgodnie z rozporządzeniem Premiera na meczu mogło znaleźć się maksymalnie jakieś 1500 widzów, oficjalna frekwencja na meczu (1016 osób) to całkiem przyzwoity wynik. Jednak aktualnie mierna gra i wyniki Miedzianki, pandemia, pora dnia (spowodowana transmisją meczu w Polsacie), oraz temperatura powietrza sprawiły, że na trybunach panował właściwie totalny piknik. Młyn był mocno przerzedzony, a w zasadzie jedynym zawołaniem, które niosło się po stadionie, było kilkunastokrotnie intonowane Miedzianka! Miedzianka! Miedzianka!.

Jeśli chodzi o noszenie barw klubowych, to na moim sektorze nie miał ich prawie nikt, ale już na trybunie znajdującej się naprzeciwko całkiem duża część kibiców nosiła szaliki lub koszulki - i dobrze, bo kamery Polsatu były skierowane właśnie w tamtą stronę. Zaś na trybunie północnej, na miejscach, które w czasach przed pandemią przysługiwały gościom, dostrzegłem kilka osób, które nosiły najprawdopodobniej barwy zielone (z dużej odległości mam problem by odróżnić zielony od niebieskiego, w którym najczęściej grają piłkarze Miedzi). Na młynie wywieszono transparent z podziękowaniami dla byłego już trenera Miedzi, Dominika Nowaka o treści Trzymałeś pięść w górze, obiecałeś, że awansujemy, słowa dotrzymałeś, Trenerze, dziękujemy! (ech, trochę męcząca ta poezja) i biało-czerwoną flagę LEGNICA. Na trybunie piknikowej zawieszono transparent z hasłem SZACUNEK - Nowak, Mokry, który w drugiej połowie odwrócono, ukazując napis Walka! Walka! Walka!.

Mecz
 

W tym sezonie Fortuna 1. Ligi Miedź postawiła sobie za cel powrót do Ekstraklasy, jednak przed tym meczem zajmowała w lidze 6. miejsce, ostatnie premiujące grą w barażach o awans do PKO BP Ekstraklasy. Było to na tyle dużym rozczarowaniem, że pożegnano się z trenerem Nowakiem i dziś na ławce Miedzianki debiutował Ireneusz Kościelniak. Przeciwnikiem Miedzi była Warta Poznań, wciąż nieoczekiwanie zajmująca miejsce premiowane awansem do Ekstraklasy, ale również grająca ostatnio coraz słabiej (swoją drogą, trenerem Warty jest były trener Miedzi, Piotr Tworek, którego w Legnicy powitano brawami).

Patrząc na pozycję w tabeli obydwu drużyn, zapowiadał się bardzo dobry mecz (z tego względu Polsat postanowił go transmitować, co spowodowało, że został rozegrany o 12:40). Patrząc na dyspozycję drużyn po odmrożeniu 1. ligi, zapowiadała się straszna padaka - i niestety, to moja ocena okazała się być prawdziwa. Co prawda zaczęło się obiecująco - już w 3. minucie Miedź miała świetną okazję, kiedy po rajdzie Marquitosa i wrzutce w pole karne strzał Pietrowskiego oraz dobitkę Łukowskiego obronił Adrian Lis; po tej drugiej interwencji piłka poleciała w kierunku ustawionego w polu bramkowym Joana Romana, który miał ułamek sekundy na władowanie jej z metra do pustej bramki - jego uderzenie kolanem poleciało jednak obok słupka. W 18. minucie Miedź ciekawie rozegrała rzut wolny - podanie po ziemi trafiło do Łukowskiego, którego strzał minimalnie minął słupek bramki Lisa... i stojącego na 5. metrze Miluskovicia, który próbował ją skierować do bramki. I to by było na tyle, jeśli chodzi o pierwszą połowę, ponieważ wkrótce piłkarze zaczęli odczuwać, że grają mecz w czerwcu w środku dnia i tempo siadło.

W drugiej połowie Warta przypomniała kibicom, że również gra w tym meczu, bo w 51. minucie oddała swój pierwszy w tym meczu celny strzał na bramkę Załuski. Ogólnie w drugiej połowie to goście przejęli inicjatywę. W 70. minucie mieli najlepszą sytuację w tym meczu - wzdłuż linii bramkowej zagrał Apolinarski, a na dłuższym słupku piłkę do bramki próbował wślizgiem skierować Jakóbowski. Na szczęście dla Legniczan, uprzedził go bardzo dobrą interwencją Bożo Musa, stąd zamiast piłki Jakóbowski wślizgiem trafił w stopera Miedzi i akcja skończyła się gwizdkiem sędziego. W 76. minucie Jaroch wystawił piłkę na linię pola karnego Janickiemu, ale strzał pomocnika Warty dobrze obronił Załuska. Ostatecznie żadnej z drużyn nie udało się nic strzelić i mecz skończył się najbardziej rozczarowującym wynikiem z możliwych.

next  prev