 |
Zwierzyniecki KS - Bieżanowianka Kraków 4:3 (2:1)
15.06.2019 18:00
Stadion im. Mieczysława Wawrzusiaka, Na Błoniach
Klasa A, gr. Kraków III
Widzów:
50-60
Cena biletu:
- (mecz niebiletowany)
| |
W trakcie odchamiającego wyjazdu weekendowego do Krakowa (Rynek, Wawel i te sprawy) postanowiłem obejrzeć przy okazji mecz krakowskiej A-klasy. Tym razem towarzyszyła mi siostra, dla której był to pierwszy mecz w życiu.
| | Dotarcie na mecz |
    |
Głównym celem mojego wyjazdu do Krakowa nie był mecz, a odwiedzenie siostry, stąd stwierdziłem, że opisywanie w tym miejscu mojego dojazdu z Warszawy byłoby niekoszerne. Siostra w trakcie planowania naszych krakowskich atrakcji w przypływie dobrej woli zadeklarowała się, że może obejrzeć mecz wraz ze mną, z czego nie udało jej się wycofać. Tak więc, kiedy skończyliśmy zwiedzać Kopiec Kościuszkowski, zeszliśmy od razu na Błonia. Jak każdy wie, od północnej strony Błoń znajduje się stadion Wisły, od południowej - stadion Cracovii. Nie każdy jednak wie, że to jeszcze nie wszystko, co ma do zaoferowania okolica, ponieważ od zachodniej strony Błoń znajdują się obiekty ZKS-u.
| | Stadion |
    |
Obiekt Zwierzynieckiego KS-u stosunkowo niedawno został poddany renowacji. W jej wyniku wymieniono m.in. stare ławki na trybunie na krzesełka z oparciami. Cieszy fakt, że przy okazji nie zmieniono murawy z naturalnej na sztuczną; z kolei szkoda, że zdemontowano przy okazji oldschoolową bramę z napisem Zwierzyniecki Klub Sportowy i sylwetką lajkonika, którą widziałem na internetowych zdjęciach. Trybuna jest jedna, położona wzdłuż linii bocznej boiska - składa się ona z czterech rzędów żółtych i czerwonych krzesełek. Niestety, trybuna skierowana jest w stronę zachodnią, przez co nadzisiejszym meczu (temperatura odczuwalna 45'C , jak straszyła mnie siostra) spaliłem sobie twarz.
Poza trybuną, do obiektu przynależy również budynek klubowy w żółto-czerwonych barwach i z pięknym napisem ZWIERZYNIECKI KS (dobrze, że on się ostał). Gdy patrzy się na budynek z perspektywy trybuny, w tle widać przy okazji wspomniany wcześniej Kopiec Kościuszki. Na ścianie budynku klubowego dojrzałem parę głośników, jednak nie były one wykorzystywane w trakcie meczu. Biorąc pod uwagę fakt, że na stadionie nie ma tablicy wyników, był to pewien problem (tym bardziej, że byłem tym razem na tyle wielkim ignorantem, że... z początku nie pamiętałem, jak nazywa się drużyna gości).
Tuż obok obiektu Zwierzynieckiego KS-u znajduje się obiekt Juvenii Kraków. Z informacji zebranych w Internetach dowiedziałem się, że obecnie jedyną działającą sekcją Juvenii jest sekcja rugby. Są w tym na tyle dobrzy, że grają w polskiej Ekstraklasie. Co ciekawe, patrząc na zdjęcia, obiekt Juvenii jest... gorszy niż ten należący do A-klasowego piłkarskiego ZKS-u. Drugą ciekawostką jest fakt, że według Wikipedii, Juvenia w latach 50. straciła swoje tereny na rzecz ZKS-u, w czym miał mieć istotny udział sam Józef Cyrankiewicz.
| | Atmosfera |
    |
Dobrze jest, jeżeli w meczu ostatniej kolejki sezonu przynajmniej jedna z drużyn gra jeszcze o cokolwiek. Już od dłuższego czasu wiadomo było, że ligę wygra Dąbski KS (z Krakowa, jak większość drużyn w tej grupie); Zwierzyniecki KS był drugi w tabeli i przy ewentualnej porażce mógł spaść na miejsce czwarte. Patrząc na ton zapowiedzi przedmeczowych na facebooku Zwierzynieckiego KS-u i na atmosferę dzisiejszego meczu, wywnioskowałem, że jedynie pierwsze miejsce dawało awans do okręgówki, a więc ZKS dziś grał o prestiż. Przy okazji, Bieżanowianka przed tym meczem była 6. w tabeli i w najgorszym razie mogła spaść na 8. lokatę w 14-drużynowej lidze. Czyli grała o jeszcze mniejszy prestiż.
Zasiadłem z siostrą na trybunach na kilka minut przed pierwszym gwizdkiem, jak się okazało, nieopodal obserwatora PZPN (też raz na jakiś czas notował coś w kajeciku i z początku zastanawiałem się, czy też prowadzi jakiegoś niskobudżetowego bloga). Przed meczem tłumaczyłem siostrze poszczególne elementy obrządku, choćby to, dlaczego piłkarze po ustawieniu się w rządku na środku boiska wietrzą pachy (w momencie pierwszego gwizdka na trybunie było co najwyżej kilkanaście osób, stąd nie domyśliła się, że chodzi o pozdrawianie widowni). Na trybunach nic się nie działo (atmosfera koneserska, czasami dało się słyszeć pojedyncze oklaski), dlatego w trakcie meczu zajmowaliśmy się głównie omawianiem tego, co widzieliśmy na boisku, a ja tłumaczyłem siostrze, co znaczą okrzyki plecy! czy czas! . Siostra bardziej zaangażowała się w oglądanie meczu w momencie gdy rozpoznała w stoperze z numerem 14 swojego kolegę (był to całkowity zbieg okoliczności, ponieważ to ja wybierałem mecz, który mamy zobaczyć). Od tego momentu śledziliśmy bacznie każde zagranie Macieja Szmala.
W przerwie meczu udaliśmy się do ulokowanego w pobliżu stoiska food-truckowego, gdzie zaopatrzyliśmy się w hipsterskie nachosy, przez co spóźniliśmy się na drugą połowę o całe trzy minuty (co za wstyd); jak się okazało, na szczęście nie przegapiliśmy żadnej bramki. Przy okazji, trzeba przyznać, że widzowie w trakcie pierwszej połowy sukcesywnie zbierali się na stadionie i w drugiej połowie było ich na trybunach ok. 50. Były nawet pojedyncze przejawy dopingu, ponieważ kilka razy rozległo się (zawsze były to jednak próby indywidualne, bez form zorganizowanych) zawołanie KS Zwierzyniecki! . Pierwsze zorganizowane śpiewy miały miejsce dopiero po meczu w szatni gospodarzy, którzy śpiewali tak się bawi, taki się bawi ZKS! .
| | Mecz |
    |
Przed meczem obstawiłem wynik 5:3 dla ZKS-u. Nie, żeby ten mecz był obsługiwany przez bukmacherów, po prostu musiałem coś odpowiedzieć siostrze na pytanie ile będzie? (nie opierałem się na żadnej skomplikowanej analizie, wziąłem pod uwagę tylko lokaty obydwu drużyn w tabeli oraz poziom rozgrywkowy, na którym grały).
Od pierwszych minut było widać, że to ZKS lepiej operuje piłką, z kolei Bieżanowianka stawiała na indywidualne zrywy i długie piłki w kierunku napastników. Tyle że te długie piłki wyglądały w taki sposób, że w 8. minucie meczu naliczyłem gościom już cztery spalone. Ale za którymś razem się udało, ponieważ w sytuacji sam na sam z Wojciechowskim znalazł się Czyżowski. Bramkarz ZKS-u wygrał jednak ten pojedynek i odbił piłkę na róg. W 14. minucie akcja ZKS-u lewym skrzydłem została przerwana faulem, dzięki czemu gospodarze otrzymali rzut wolny w okolicy narożnika boiska. Po wrzutce w pole bramkowe i strzale głową Rutkowskiego piłka wpadła do bramki Bieżanowianki. Cztery minuty później mogło być 2:0, ponieważ dobrą piłkę otrzymał Młodnicki, który miał możliwość wbiegnięcia z nią wpole karne i znalezienia się sam na sam z bramkarzem. Postanowił on jednak przełożyć goniącego za nim obrońcę i oddać strzał sprzed linii pola karnego, który po rykoszecie minimalnie minął bramkę.
Później zaatakowała z kolei Bieżanowianka. W 20. minucie bramkarz gospodarzy znów wyszedł zwycięsko z pojedynku sam na sam (tym razem z Wołodymirem Myszko), a cztery minuty później powinno być już 1:1. Lewym skrzydłem w stronę bramki gospodarzy pociągnął Czyżowski i znalazł się sytuacji niemal sam na sam z bramkarzem, jednak zamiast strzelać, wywabił go tylko z bramki i odegrał piłkę na środek pola karnego. Tam do piłki dopadł chyba Wojewoda i oddał strzał, który fenomenalnie obronił powracający do bramki Wojciechowski. A że niewykorzystane sytuacje się mszczą i takie tam, w 30. minucie gospodarze podwyższyli na 2:0 po mierzonym strzale sprzed pola karnego Rymarskiego. W 42. po wrzutce w pole bramkowe z rzutu rożnego i strzale głową Czyżowskiego, Bieżanowianka zdobyła bramkę kontaktową. Na przerwę drużyny schodziły przy wyniku 2:1.
Jak wspomniałem, na drugą połowę spóźniliśmy się parę minut, ale zdążyliśmy na dobrą sytuację ZKS-u z ok. 48. minuty, przy której ktoś z Bieżanowianki skrytykował grę obrońców słowami jesteście, kurwa, niemożliwi! . W 50. minucie Dziura mógł wyprowadzić Zwierzyniecki KS na dwubramkowe prowadzenie, ale po tym jak minął bramkarza rywali, wygonił się za bardzo do boku i strzelił jedynie w boczną siatkę. Później miało miejsce 5 minut, które wstrząsnęły Zwierzynieckim KS-em. W 56. minucie po wrzutce Bieżanowianki z rzutu rożnego jeden z obrońców gospodarzy wyskakując do pojedynku główkowego, ewidentnie odbił piłkę ręką, a sędzia musiał wskazać na wapno. Karnego wykonał Frankowski, który pewnym strzałem w lewy górny róg bramki wyrównał wynik meczu. Parę minut później ustawiony na 35. metrze Czyżowski po otrzymaniu długiej piłki z własnej połowy ograł obydwu pilnujących go stoperów ZKS-u w tym niestety i Szmala, wbiegł w pole karne i strzałem w prawy dolny róg wyprowadził Bieżanowiankę na prowadzenie.
Po tej akcji ZKS wyraźnie się pogubił, a Bieżanowianka dalej atakowała. W 65. minucie po nieudanej akcji oczywiście nadziała się na kontrę. Dziura przebiegł z piłką pół boiska, przechodząc w sumie trzech graczy, z których każdy próbował go zatrzymać wsposób bardziej lub mniej przepisowy (we trzech go nie potraficie zatrzymać! ). Udało mu się oddać piłkę do Protopopowa, a ten znalazł się w sytuacji sam na sam z Stochelem (nie jestem pewien, czy dobrze odmieniam) i wyrównał wynik spotkania. Od tego momentu gra się ustabilizowała i co prawda to ZKS miał groźniejsze sytuacje, ale wszystko wskazywało na to, że skończy się na 3:3. W międzyczasie w sytuacji sam na sam z bramkarzem Bieżanowianki mógł znaleźć się Dziura, jednak widząc, że jeden z obrońców gości leży na murawie, wybił on piłkę na aut (!). W doliczonym czasie drugiej połowy, ZKS wyprowadził bardzo podobną akcję do tej Bieżanowianki z 24. minuty. Jeden z graczy pociągnął lewym skrzydłem, lekko wywabił bramkarza z bramki, a następnie odegrał w środek pola karnego, gdzie przy piłce znalazł się wprowadzony parę minut wcześniej Skórski. Jego strzał był nieco brzydszy niż ten Bieżanowianki z 24. minuty, ale skuteczniejszy, ponieważ ZKS znów znalazł się na prowadzeniu. Szkoda tylko, że zabrakło czasu na 5. bramkę i nie wypełniły się moje proroctwa odnośnie do wyniku końcowego.
|
| |
| |
  
|
|