 |
Medyk Konin - AZS Wrocław 2:0 (0:0)
24.08.2019 12:00
Stadion im. Złotej Jedenastki Kazimierza Górskiego, Konin
Ekstraliga Kobiet
Widzów:
~150
Cena biletu:
- (mecz niebiletowany)
| |
Z pewnym opóźnieniem rozpoczynam chomiczy sezon 2019/20. Za to z rozmachem, bo od razu od meczu aktualnego wicemistrza Polski i zdobywcy Pucharu Polski (dla nieogarniętych - chodzi o tę samą drużynę).
| | Dotarcie na mecz |
    |
Jak pewnie obydwaj Czytelnicy zdążyli zauważyć, Chomik jest raczej zorientowany na Wschód Polski niż na Zachód. Nigdy wcześniej nie byłem w województwie wielkopolskim w celach meczowych; co więcej, ze zdziwieniem stwierdziłem, że Konin stał się nowym najdalej wysuniętym na zachód miejscem w Polsce, w którym byłem na meczu.
Konin leży przy autostradzie A2 oraz na trasie kolejowej z Warszawy do Poznania, tak więc jest całkiem dobrze skomunikowany... o ile ktoś chce poruszać się tylko po osi Warszawa-Poznań (problem zaczyna się, gdy ktoś próbuje odbić od tego odcinka - np. żeby dostać się czymś do położonego ok. 50km na południe Kalisza, musiałbym dojechać koleją do Poznania i stamtąd dopiero jechać Kolejami Wielkopolskimi). Wybrałem się tam pociągiem relacji Białystok - Gorzów Wlkp., wsiadając w Warszawie o 7:25 i wysiadając w Koninie już o 9:46 (nieco wcześnie, ale pozwoliło to zoptymalizować koszty).
Czas pomiędzy przyjazdem do Konina a meczem Medyka spożytkowałem, zwiedzając odrobinę miasto. Dworzec kolejowy znajduje się w części miasta położonej na północ od Warty (a, właśnie, przez Konin płynie Warta, taki metrowy ciek wodny, który widziałem w Zawierciu), na południe od Warty leży Starówka. Na Starym Mieście odbywał się akurat jarmark św. Bartłomieja - nie zgłębiałem dokładnie, o co chodzi w tym wydarzeniu, w każdym razie miałem okazję poprzeglądać trochę vinyli i... zaopatrzyć się w litewski kwas chlebowy. Aciu! Po południu miały miejsce również występy artystyczne, ale w tym wydarzeniu nie brałem już udziału - mogę jednak oddać głos komuś, kto był i podzielił się swoją opinią na portalu LM.pl:
nagłosnienie okropne jak na miasto i takie swieto niestac miasta na odpowiednie nadłosnienie mtylko zwykle mono piekna orkiestra z kopyta i brak odpowiedniego naglosnienia dwa glosniki na stojaku i zaprasza kalele wstyd miasta jaki prezyden t takie miasto
Niech nikt mi czasem nie zarzuca, że moja pisanina jest niegramatyczna.
| | Stadion |
    |
Grosics - Buzanszky, Lorant, Lantos - Bozsik, Zakarias - Budai (względnie Palotas/Toth), Kocsis, Hidegkuti, Puskas, Csibor. Zdarza mi się, że mam problemy z podaniem, ile dokładnie mam lat, ale te nazwiska mogę wyrecytować nawet wybudzony o 3 w nocy. Tyle tylko, że tym razem chodzi nie o Aranycsapat, a o naszą Złotą Jedenastkę, prowadzoną przez Kazimierza Górskiego (co na wszelki wypadek doprecyzowywane jest w oficjalnej nazwie stadionu). Stadion został oddany do użytku mniej więcej w 1975 roku i początku nosił on nazwę XXX-lecia PRL . Obecna nazwa jest oczywiście dużo lepsza tylko tych trzech iksów trochę szkoda.
Stadion wygląda dokładnie tak, jak można byłoby się spodziewać po obiekcie oddanym do użytku w latach największej chwały polskiego futbolu. Czyli jest to dość przestarzały obiekt lekkoatletyczny. Bieżnia co prawda sprawia, że trybuny zbudowane są na planie owalu i wygląda to klimatycznie, oldschoolowo i estetycznie... ale jednocześnie powoduje, że od granicy do linii bocznej boiska jest ok. 20 metrów w linii prostej. Co więcej, w praktyce pierwsze krzesełka na trybunie zachodniej zaczynają się w odległości ok. 25 metrów od linii bocznej. Bieżnia nie pełni obecnie swojej oryginalnej funkcji, ponieważ jest wyasfaltowana. Należy jednak przyznać, że jest ona użytkowana - odbywają się na niej podobno jakieś targi czy inna giełda (na asfalcie wymalowane są linie oraz numery, które pomagają w organizacji stoisk).
Owal trybun dzieli się na cztery sektory: A, B, C i D. Sektory B i D to trybuny zabramkowe, wyłączone z użytku - do tego stopnia, że znajdują się na nich surrealistyczne tablice grożące osobom łamiącym zakaz wstępu karą więzienia lub grzywną co najmniej 2000 zł. Na koronie trybuny B znajduje się dziwaczna konstrukcja jakby inspirowana japońskimi Torii. Trybuny A i C wyposażone są w przyzwoite krzesełka, jednak komfort siedzenia na nich jest mocno ograniczony przez zbyt mały spadek trybun, przez co przyjmowana przez widza pozycja to coś pośredniego pomiędzy siedzeniem a kucaniem. Trybuna A znajduje się od zachodniej strony stadionu i ma wydzieloną strefę VIP z nieco wygodniejszymi krzesełkami oraz zadaszeniem - dużą zaletą tego zadaszenia jest to, że nie ma ono żadnych dziwnych wsporników/filarów, które mogłyby przesłaniać owym VIP-om boisko.
Stadion nie posiada sztucznego oświetlenia, ale za to jest tablica wyników, która pozwala wyświetlać nazwy drużyn, wynik oraz czas. Nie da się robić na niej żadnych graficznych ewolucji, ponieważ wszystko wyświetlane jest na niej czerwonym tekstem na czarnym tle (fani konsoli Virtual Boy byliby zachwyceni), ale jest naprawdę OK. Może o tym zaświadczyć fakt, że przy moim wzroku potrafiłem z niej odczytać wszystko, będąc na przeciwległym krańcu stadionu.
| | Atmosfera |
    |
Jak można było przeczytać w nagłówku tej relacji, mecz niestety nie był biletowany, tak więc nie posiadam żadnej materialnej pamiątki z Medyka. Nie przywiozłem z Konina również szalika, co jest moją totalną porażką, bo z tego co przeczytałem teraz w mediach społecznościowych, można je było nabyć w biurze klubu znajdującym się na terenie stadionu. Na szczęście da się to jeszcze nadrobić przez Internet, ale hańba ciążąca na Chomiku i tak będzie pamiętana przez dziesięć kolejnych pokoleń o ile oczywiście chomik w ogóle będzie miał pierwszy miot. Wiedziałem natomiast, gdzie i w jaki sposób można kupić koszulki meczowe Medyka, ale akurat tak dużego wydatku nawet nie brałem pod uwagę. Wśród kibiców na trybunach bardziej popularne były szaliki, których widziałem co najmniej kilkanaście, ale kilka osób nosiło również koszulki.
Ostatecznie przypomniałem sobie, że poza szalikiem, który potencjalnie będzie można ogarnąć przez Internet, jednak przywiozłem coś materialnego z meczu w Koninie. A konkretnie, przywiozłem karteczkę z numerkiem losu - zupełnie przypadkowo wylosowałem numer 88. W przerwie meczu odbyło się losowanie nagród, w którym można było zgarnąć podwójne zaproszenie do kina, voucher na darmową pizzę, lub wizytę w gabinecie kosmetycznym. Wszystko było do wykorzystania oczywiście w Koninie, stąd poczułem dużą ulgę, gdy spiker podał numery zwycięskich losów i nie było wśród nich ulubionej liczby neonazistów (na pizzę albo kino w Koninie mógłbym jeszcze ostatecznie przystać, ale naprawdę bałem się tego gabinetu kosmetycznego, tym bardziej, że podologiczny to chyba coś związane ze stopami). Dodatkowo 8 osób zgarnęło zestawy ze zdrową żywnością zasponsorowane przez firmę Kupiec. Ziarenka również ominęły Chomika.
Nagrody w loterii nie były jakieś szalone, ale nie da się ukryć, że ich celem było głównie zwiększenie frekwencji na meczu. Liczbę widzów na stadionie szacuję na jakieś 150, a jeśli zaniżyłem frekwencję, to 200 jest absolutnym maksimum (absolutnym minimum jest zaś 120, ponieważ taki był najwyższy numer, który wygrał w loterii). Nastrój na trybunie był piknikowy, choć trzech kibiców stojących na szczycie trybuny parę razy stanęło na barierkach z szalikami w górze i śpiewało hasła zagrzewające Medyka. Poza tym, widzowie ograniczali się do komentowania wydarzeń boiskowych, niektóre uwagi czasami krzycząc głośniej w stronę murawy, przy okazji uporczywie nazywając panią sędzię sędziną (kim?). Na trybunie dominującymi grupami byli emeryci, rodziny z dziećmi (standardowy model to tata + dziecko; zakładam, że w niektórych przypadkach mama była na murawie) oraz młodzież. I wbrew stereotypowi, kobiety nie stanowiły większego odsetka widzów niż na meczu męskiej piłki nożnej.
| | Mecz |
    |
Przyznam szczerze, nie jestem znawcą kobiecego futbolu. Wiem, kim jest Ewa Pajor, kim jest Katarzyna Kiedrzynek, kto jest Mistrzem Polski, kto jest zdobywcą Pucharu Polski, ile jest w Polsce szczebli rozgrywkowych i ile drużyn z każdego pospada po reorganizacji rozgrywek... i zapewne już to plasuje mnie w 99. kwantylu społeczeństwa pod względem wiedzy o piłce nożnej kobiet. Swoją drogą, ilekroć natrafiam w mediach na jakąś wzmiankę o piłkarkach, zawsze jest to artykuł o tym, że powinny one zarabiać tyle samo co mężczyźni, albo, że nie powinny one zarabiać nic, bo nikogo ten sport nie obchodzi. Matko, czy kiedyś natrafię na jakiegoś dziennikarza, który będzie pisał o kobiecej piłce i będzie obchodzić go... piłka?
Przy prezentacji przedmeczowych składów stwierdziłem, że nie jestem aż takim ignorantem, bo przynajmniej znam reprezentantki (a przynajmniej większość z nich). Jeśli chodzi o gospodynie, kojarzyłem Nikol Kaletkę, Natalię Chudzik, Annę Gawrońską, Natalię Pakulską i Gabrielę Grzywińską, a do tego dodatkowo Annę Bocian z drużyny gości. Czyli (poza Grzywińską) zawodniczki ofensywne Medyka i bramkarkę gości - no i biorąc pod uwagę przebieg meczu, to na pewno będą najważniejsze nazwiska. Medyk od początku atakował, choć jego akcje nie były jakieś klarowne. W 9. minucie po górnej piłce z głębi pola Bocian okazała się minimalnie szybsza od Gawrońskiej; kilka minut później wykonująca rzut wolny z boku pola karnego Chudzik zamiast wrzucać, próbowała zaskoczyć bramkarkę gości strzałem w krótki róg, ale trafiła w boczną siatkę. W 24. minucie Gawrońska po akcji lewą stroną dograła w pole karne, a wślizgiem strzelała Kaletka, ale nie trafiła czysto w piłkę. W 33. minucie po wrzutce z rzutu rożnego do piłki w polu bramkowym dopadła Gedgaudaitė, ale Bocian obroniła zarówno strzał Litwinki jak i dobitkę-rykoszet. W ciągu pierwszej połowy wrocławianki też wyprowadziły parę akcji, ale chyba tylko jedna z nich zakończyła się czymś groźniejszym dla gospodyń - strzał sprzed pola karnego Marceliny Buś obroniła raczej pewnie Stephanie Busch.
Piłkarki Medyka sprawiały dużo problemów (szczególnie Anna Gawrońska) obrończyniom gości, które parę razy interweniowały w polu karnym na granicy faulu. Dodatkowo raz miała miejsce sytuacja, w której piłkarka Wrocławian odbiła przypadkowo piłkę ręką na rzut rożny, a sędzia odgwizdała właśnie korner (nie wiem, jak należy to interpretować, bo mam wrażenie, że od kiedy zadałem sobie trud przeczytania przepisów gry w piłkę nożną, reguły nagle zaczęły ewoluować jak w kalejdoskopie, w każdym razie trener Medyka krzyczał rożny po ręce? to albo karny, albo od bramki! ). W końcu jednak w 36. minucie Gawrońska została już raczej jednoznacznie sfaulowana - sędzia Angelika Gębka na początku pokazała, że należy grać dalej, ale ostatecznie po konsultacji z liniową zdecydowała się na podyktowanie karnego. Do piłki podeszła Natalia Chudzik, strzeliła w lewy róg bramki, a Anna Bocian obroniła ten strzał i zdążyła dopaść do piłki przed próbującą dobijać piłkarką Medyka. Medyk atakował dalej; w 40. minucie w sytuacji sam na sam z bramkarką AZS-u znalazła się Gawrońska, ale Bocian obroniła strzał w długi róg. Pierwsza połowa skończyła się wynikiem bezbramkowym ze wskazaniem na gospodynie.
Druga połowa to nadal zdecydowana przewaga Medyka. W 53. minucie po strzale z rzutu wolnego Grzywińskiej Bocian popełniła błąd, odbijając piłkę przed siebie, jednak naprawiła swój błąd, zanim któraś z gospodyń zdążyła dopaść do piłki. W 56. minucie w końcu padł gol dla Medyka - po akcji lewym skrzydłem Dominika Kopińska dograła na środek pola karnego do Gawrońskiej, a ta dziwnym lobem a la karny Antonina Panenki (Panenki, łapiecie?) pokonała w końcu Bocian. Od tego momentu AZS nie miał już czego bronić i nieco się odkrył, czego wynikiem było więcej sytuacji dla Medyka. W 63. minucie po wrzutce z wolnego Chudzik z bliska z woleja strzelała Kopińska, a Bocian wykonała sytuacyjną interwencję w stylu Courtois. Przez drugi czas była to jednak jedyna akcja, po której piłkarki z Konina stworzyły rzeczywiste zagrożenie, akcje skutkowały głównie seryjnym wywalczaniam rzutów rożnych. W 83. minucie jeden z takich rzutów rożnych ciekawie rozegrała Grzywińska, prawie wkręcając piłkę do bramki. Medyk dobił piłkarki AZS-u dopiero w doliczonym czasie gry - po dograniu na dobieg Gawrońska wyprzedziła obrończynię gości i mając przed sobą bramkarkę, odegrała do Chudzik, która strzałem do pustej bramki ustaliła wynik na 2:0 (Gawrońska do bramki i wywalczonego karnego dodała asystę). Przed końcem meczu żółtą kartkę za krytykowanie decyzji trójki sędziowskiej zdążył jeszcze zobaczyć trener Medyka.
Medyk obronił pozycję lidera, a AZS Wrocław z 3 punktami w 4 meczach ma pod sobą jedynie 3 drużyny, które nie zgromadziły jeszcze punktu.
|
| |
| |
  
|
|