 |
Brescia Calcio - Palermo FC 4:2 (4:2)
02.03.2024 14:00
Stadio Mario Rigamonti, Brescia
Serie B
Widzów:
5.319
Cena biletu:
20 (Intero, Gradinata Alta)
| |
Dawno nie było relacji zagranicznej - a konkretnie, od maja 2023 i od meczu w Kopenhadze. Tym razem, po raz pierwszy na Chomiku, relacja z Włoch! Z gościnnym udziałem A. i na stadionie, na którym zastosowano... bardzo osobliwe rozwiązania architektoniczne.
| | Dotarcie na mecz |
    |
    |
We Włoszech wziąłem się z tego powodu, że na ten weekend zaplanowaliśmy zwiedzanie Bergamo wraz ze składem sanmaryńskim, rozszerzonym o jeszcze kolejną osobę (skład sanmaryński - nasza 4-osobowa grupa, w ramach której obejrzeliśmy w 2022 roku w Serravalle na żywo mecz San Marino - Malta). Niestety, w związku z różnymi przykrymi/nieprzyjemnymi okolicznościami, do Włoch mogło dotrzeć tylko 40% zaplanowanego składu, a konkretnie ja oraz A., a.k.a. Afrowiórka (alias wymyślony na potrzeby wspomnianej relacji z San Marino).
Moja droga do Bergamo była jedną z najprostszych, ponieważ przyleciałem tam w czwartek 29.02.2024 samolotem relacji... Świdnik - Bergamo. W Świdniku znajduje się bowiem Port Lotniczy Lublin, tak więc teoretycznie mógłbym tego dnia nawet przyjść na samolot prosto z domu (w każdym razie, podrzucił mnie tam mój Tata). Podczas wylotu miała miejsce mała komplikacja, ponieważ strona Ryanair uległa awarii i nie byłem w stanie pobrać biletu na lot - na szczęście przypadkowo miałem go już pobranego na służbowym laptopie (owszem, musiałem wziąć go na wyjazd) i na pierwszej bramce biletowej nawet zadziałało. Niestety, na drugiej bramce laptop nie zmieścił się już do czytnika, więc musiałem przesłać bilet na telefon - to było z kolei trudne dlatego, że hala odlotów lotniska w Świdniku to jakaś cholerna klatka Faradaya i internet mobilny właściwie tam nie działa, na szczęście jednak w końcu udało się poprzez lotniskowe Wi-Fi.
Po przylocie o 22:20 na lotnisko Milan-Bergamo zacząłem doświadczać na własnej skórze jak wygląda włoska organizacja. Z lotniska udałem się bowiem na przystanek autobusowy, na którym znajdowały się dwa rodzaje automatów biletowych i choć drukowane przez nie bilety były diametralnie różne, to okazało się, że obydwa rodzaje nadawały się na linię autobusową 1✈ (w Bergamo oprócz linii 1✈ znajduje się też linia 1, 1A, 1B i 1C - może byłoby lepiej, gdyby nadano im po prostu różne numery?), która prowadziła aż do Citta' Alta (gdzie na miejscu czekał już na mnie A.). W autobusie nie było żadnej informacji (dźwiękowej/ tekstowej), która wskazywałaby na to, na jakim jesteśmy przystanku - w autobusie co prawda znajdowały się monitorki, ale wyświetlano na nich jedynie... reklamy. W końcu, autobus zatrzymał się w środku miasta, przy dolnej stacji miejskiego funikularu. Jak się okazało, był to przystanek końcowy - nie wiem dlaczego, ale autobus pojechał niezgodnie z rozkładem (lub też pojechałem po prostu opóźnionym autobusem). Choć przyznam, że była to akurat całkiem sprzyjająca okoliczność, ponieważ dzięki temu mogłem przejechać się Funicolare di Bergamo Alta, której górna stacja znajduje się właśnie na Citta' Alta. Na górnej stacji czekał już na mnie A., który miał na sobie legendarną czapkę z San Marino. Z górnej stacji Funicolare udaliśmy się do naszego miejsca noclegowego.
Pierwsza połowa piątku minęła nam na pracy zdalnej (tak, wiem, to dosyć smutne), a druga już na zwiedzaniu Bergamo; rozważaliśmy również wybranie się wieczorem do miasta Zanica na mecz Serie C, ale ostatecznie z tego zrezygnowaliśmy (w sumie dobrze, bo mecz tamtejszego AlbinoLeffe skończył się rezultatem 0:0). Niemniej, jak dotąd w tej relacji było zbyt mało o samej Brescii, więc może od razu przewinę akcję do soboty, kiedy to wyruszyliśmy do tego miasta szynobusem relacji Bergamo-Brescia. Na dworcu w Bergamo też nie obyło się bez przygód - kiedy w końcu o 10:03 udało nam się kupić bilety na szynobus, który odjeżdżał z dworca o 10:08, zaczęliśmy szukać naszego peronu. Jak się okazało, szynobus odjeżdżał z peronu zastępczego 1 est, który zgodnie z informacją na dworcu, znajdował się... 10 minut drogi od budynku dworca. Na szczęście, udało nam się zagiąć czasoprzestrzeń i dobiec do właściwego peronu. Zgodnie z zasadami panującymi w pociągach Trenitalia (które na szczęście A. znał dobrze, bo ja bym się tego nie domyślił), bilet należy skasować przed wejściem do pociągu, czego jednak nie zrobiliśmy, ponieważ kasownik na peronie nie działał.
Sama Brescia to całkiem fajne miasto - liczy ono nieco ponad 200 tysięcy mieszkańców, jednak rozpościera się ono na tyle, że funkcjonuje w nim metro. Po zwiedzeniu najbardziej istotnych elementów (estetyczne Stare Miasto, kilkusetletnie kościoły - w sumie, to jest chyba standardowy pakiet atrakcji w każdym włoskim mieście) i zjedzeniu włoskiego posiłku, wsiedliśmy w metro na stacji Vittoria i wysiedliśmy na stacji Mompiano. Tam trochę pokluczyliśmy dookoła stadionu (niektóre ulice były bowiem wyłączone z ruchu lub odcięte barierami), aż w końcu udało nam się dotrzeć na stadion.
| | Stadion |
    |
    |
Stadio Mario Rigamonti jest to obiekt, który wybudowano... pod koniec lat 50. Jego patronem jest urodzony w Brescii piłkarz legendarnej drużyny AC Torino, który zginął w 1949 w słynnej katastrofie lotniczej pod Turynem. Sam obiekt w momencie oddania do użytku na pewno uchodził za estetyczny i nowoczesny, ale obecnie jest on już mocno przestarzały. W skrócie, jest to kilkunastotysięczny stadion z dość niskimi kanciastymi betonowymi trybunami, które niestety oddzielone są od boiska bieżnią (to znaczy, bieżni obecnie już nie ma, ale mała to pociecha, skoro między trybunami a murawą i tak pozostał rozległy zielony pas nieużytków). Zadaszeniem objęta jest jedynie trybuna zachodnia. Przy czym, jak na razie opisałem tu jedynie bazowe/oryginalne trybuny obiektu. Ale co właściwie oznacza sformułowanie bazowe trybuny? Zaraz wytłumaczę...
Otóż od jakiegoś czasu opisywany tu stadion nie spełniał już wymogów Serie A dotyczących minimalnej pojemności obiektu (Brescia co prawda od kilkunastu lat kisi się w Serie B, ale w 2019 udało im się awansować na jeden sezon do najwyższej klasy rozgrywkowej). Aby rozwiązać ten problem bez konieczności rozgrywania meczów domowych na jakimś innym obiekcie w przypadku awansu, zdecydowano się na... tymczasową rozbudowę stadionu. Nowe trybuny złożono z metalowych prefabrykatów, na zasadzie bardzo podobnej do tego, co zrobiono w Jekaterynburgu przy okazji Mistrzostw Świata w 2018 roku. Wygląda to tak samo dziwnie jak w Jekaterynburgu i tak samo powoduje konsternację, że coś takiego jest w ogóle dopuszczalne i bezpieczne. W każdym razie, za obydwiema bramkami postawiono nowe sektory z metalowych komponentów, a każda może pomieścić niecałe 4000 widzów. Dla kibiców jest to na pewno duży upgrade, jeśli chodzi o widoczność, bo zamiast oglądać mecz z niskiej curvy wijącej się jakieś 30 metrów za linią końcową boiska, mają do dyspozycji dużo wyższy sektor i znajdujący się tuż za bramką. Trybuny zabramkowe same w sobie są zaskakująco estetyczne, ale jeśli popatrzeć na całokształt, tzn. na metalowe rusztowania widoczne po ich bokach oraz fakt, jak są one wciśnięte pomiędzy linie końcowe boiska a oryginalne trybuny zabramkowe (oryginalny stadion pod względem estetyki był bardzo spójny), wrażenie jest raczej złe.
Nasza trybuna prosta (tzw. Gradinata) również została rozbudowana, ale trochę na innej zasadzie, ponieważ w jej przypadku dodano kolejne rzędy do już istniejącej trybuny. Dzięki takiemu rozwiązaniu wizualnie wyszło to trochę lepiej niż w przypadku obydwu trybun zabramkowych, ale rozbudowa niskiej i znajdującej się dość daleko od linii bocznej Gradinaty spowodowała, że z owych dobudowanych miejsc jest do linii bocznej naprawdę daleko (trzeba jednak przyznać, że skręcono na tyle dużo komponentów, że trybuna osiągnęła przyzwoitą wysokość).
Na stadionie znajduje się telebim, który zgodnie z najlepszymi włoskimi standardami stał na poziomie murawy w rogu stadionu przy jednej z chorągiewek, tak więc z naszej perspektywy niewiele można było na nim zobaczyć. Nie była to jednak wielka strata, ponieważ zdaje się, że podczas meczu wyświetlano na nim jedynie... reklamy (czyli włoski standard, jaki zaobserwowałem w komunikacji miejskiej w Bergamo, został zachowany). Czas i wynik wyświetlany był za to na bandach reklamowych. Ciekawą manierą zdaje się typową dla Włoch jest fakt, że na bandach wyświetlany był aktualny czas danej połowy, a nie czas całego meczu co m.in. oznacza, że w trakcie jednego meczu można celebrować papieżową dwa razy.
| | Atmosfera |
    |
    |
Pomimo tego, że na stadionie zastosowano różne dostawki, aby jego pojemność dobiła do 20, czy też do 25 tysięcy miejsc siedzących (nie wiem, jakie są dokładnie wymogi Serie A, które chciano spełnić), na dzisiejszym meczu Serie B pojawiło się dokładnie 5.319 widzów. Wydaje się, że trochę mało, choć trzeba przyznać, że widzów mogła zniechęcić średnia pogoda (kilka stopni Celsjusza i sporadyczne opady) i średnia forma gospodarzy (w 4 ostatnich meczach 2 gole dały im w sumie całe 3 punkty). Wraz z A. oczywiście zasiedliśmy na trybunie piknikowej. Nie będę się rozpisywał o atmosferze na niej, ponieważ nie prowadzono tu za bardzo dopingu (poza grupkami dzieciaków, które epizodycznie coś próbowały krzyczeć), choć trzeba przyznać, że odsetek kibiców noszących gadżety klubowe - czapki, szaliki czy też flagi, był tu całkiem wysoki. My też się wpasowaliśmy w ten krajobraz, ponieważ miałem na sobie biało-niebieski pasiak, który kupiłem sobie w sklepiku klubowym (wraz z obowiązkowym kubkiem - choć jego akurat nie eksponowaliśmy).
Od razu może przejdę do sektora fanatyków Brescii, którzy zajmowali trybunę północną. Stawili się oni na swoim sektorze w liczbie na oko nieco powyżej 1,5 tysiąca i zawiesili na przodzie trybuny dużą flagę CURVA NORD BRESCIA oraz kilkanaście pomniejszych. Tutaj muszę od razu przypomnieć o co chodzi z owym jakże pociesznie brzmiącym dla Polaka włoskim słowem curva. Otóż w przeszłości (choć dla wielu Włochów jest to nadal teraźniejszość) bieżnia na stadionie była niemalże obowiązkowa, co powodowało, że zajmowane standardowo przez największych fanów trybuny zabramkowe położone były na łukach (wł. curva oznacza zakręt, skręt lub łuk). Stąd też trybuny zabramkowe określane są właśnie tą nazwą i stąd tak wielka identyfikacja grup kibicowskich we Włoszech właśnie z tym słowem. Kibice Brescii machali flagami i prowadzili całkiem dobry doping, ale ze względu na barierę językową nie jestem w stanie nic przytoczyć. No, poza jednym hasłem, które udało nam się rozszyfrować wspólnie z A., a właściwie głównie dzięki A., który jako mieszkaniec Szwajcarii ma pewną styczność z językiem włoskim. Hasło, które udało nam się rozszyfrować brzmiało: PALERMO VAFFANCULO!
... czyli dosłownie Palermo, pierdol się . Oczywiście, to nie jest tak, że gospodarze spędzali większość czasu na lżeniu kibiców gości, po prostu dziwnym trafem była to jedyna przyśpiewka, jaką udało się rozszyfrować. A skoro mowa o gościach, przybyli oni do Brescii w bardzo godnej liczbie, ponieważ całkowicie wypełnili swój sektor, który mógł liczyć nawet 1000 miejsc. Jest to godne podziwu, biorąc pod uwagę, że tłukli się na północ Włoch aż z Sycylii. Kibice gości byli ubrani przeważnie na czarno, z akcentami w kolorze różowym, bo właśnie takie osobliwe barwy noszą piłkarze Palermo. Na płocie zawiesili oni parę flag, z których największa była ta o treści bardzo podobnej jak u gospodarzy - CURVA NORD . Poza tym, również śpiewali przez cały mecz (zdarzyło się też parę razy Brescia Vaffanculo! ), też machali flagami, a przy okazji wzbogacili widowisko, odpalając w pewnym momencie race (nie wiem, czy to włoski standard, ale dawały one więcej dymu niż światła).
Co ciekawe, kiedy przed meczem udaliśmy się ze stacji metra w stronę stadionu i poszliśmy najkrótszą możliwą trasą, przypadkowo znaleźliśmy się w terenie przeznaczonym dla kibiców gości. Dopiero kiedy trochę pokluczyliśmy i odbiliśmy się od paru barier, udało nam się wydostać z tej wydzielonej części i udać się w kierunku sektorów dla gospodarzy. Od razu mówię, że przypadkowe wmieszanie się w kibiców gości nie spowodowało dla nas żadnego zagrożenia.
| | Mecz |
    |
Mecz zapowiadał się całkiem nieźle, ponieważ spotkały się dwa zespoły kręcące się w strefie barażowej (w których drużyny z miejsc 3-8 grają o jedno miejsce w Serie A) - Brescia Calcio przed tym meczem zajmowała 7. miejsce w tabeli, a Palermo FC było o jedno miejsce wyżej. Zaraz, zaraz, jakie w ogóle FC ? Dlaczego już nie US Citta di Palermo Mecz zaczął się niesamowicie ciekawie, ponieważ już pierwsza akcja przyniosła gospodarzom gola. Z lewego skrzydła w pole bramkowe dograł Flavio Bianchi, gdzie piłka przeszła co prawda wszystkich zawodników, ale trafiła do zamykającego akcję Lorenzo Dickmanna (hehe). Obrońca Brescii zgrał z powrotem w pole bramkowe, gdzie inteligentny strzał piętką oddał Gennaro Borrelli. W momencie gdy piłka wpadała do bramki, na zegarze meczowym była dopiero 30. sekunda. Gospodarze nie nacieszyli się jednak długo tym prowadzeniem, ponieważ parę minut potem Michele Besaggio wyciął w polu karnym Francesco Di Mariano, a jedenastkę wykorzystał w 5. minucie Matteo Brunori. W 13. minucie było już natomiast 1:2, po strzale Federico Di Francesco (nie mylić z Francesco Di Mariano), który po rykoszecie od obrońcy i po słupku znalazł szczęśliwie drogę do bramki Michele Avelli.
Od tego momentu goście raczej przeważali, ale wszystko znów zostało wywrócone do góry nogami w 21. minucie. Ktoś posłał długą lagę na osamotnionego Bianchiego, którego ostatecznie sfaulował Ivan Marconi. Sędzia podyktował karnego i przyznał obrońcy Palermo drugą żółtą kartkę - następnie podszedł do stanowiska VAR i zmodyfikował nieco swoją decyzję. Ostatecznie podyktował rzut wolny na linii pola karnego i o ile dobrze kojarzę, cofnął Marconiemu żółtą kartkę, karząc go bezpośrednią czerwoną. Sam rzut wolny został wykonany beznadziejnie, ale Brescia od tej pory grała w przewadze.
W 30. minucie Fabrizio Paghera bardzo ładnym strzałem sprzed pola karnego wyrównał stan meczu. W 41. minucie Alexander Jallow dośrodkował w pole karne, a Borrelli inteligentym strzałem głową wyprowadził Brescię na prowadzenie. W doliczonym czasie pierwszej połowy Jallow dogral chyba do Nicolasa Galazziego, a jego strzał niefortunnie zablokował Di Francesco, który po raz drugi wpisał się dziś na listę strzelców, ale tym razem zaliczając samobója. W nieco ponad 15 minut Brescia wyprowadziła trzy gongi i pierwsza połowa zakończyła się całkowicie surrealistycznym wynikiem 4:2, po którym wprost nie mogliśmy się doczekać drugiej części gry.
Druga połowa jednak mocno rozczarowała, ponieważ obydwie drużyny zagrały w niej mocno zachowawczo. Brescia miała naturalnie swój wynik i skupiła się na jego obronie, z kolei samo Palermo również atakowało dość ostrożnie, żeby nie zarobić kolejnych bramek. Najbliżej gola było chyba w 62. minucie, kiedy jeden z obrońców Palermo przerwał akcję gospodarzy, omal nie kierując piłki do własnej bramki - Mirko Pigliacelli obronił jednak ten nieoczekiwany strzał. Wynik 4:2 utrzymał się już do końca meczu.
|
| |
| |
  
|
|