glownachomikmapatrocinytags
Warta Poznań - Raków Częstochowa 2:1 (2:1)
11.02.2024 12:30
Stadion Respect Energy, Grodzisk Wielkopolski
PKO BP Ekstraklasa
Widzów: 2.016
Cena biletu: 35 zł (normalny, sektor H)
           

Pierwsza relacja w 2024 roku - i to z bardzo ciekawego miejsca, bo ze stadionu Warty w Poznaniu Grodzisku Wielkopolskim.

Dotarcie na mecz
 

Dojazd do Grodziska Wielkopolskiego z Warszawy nie jest taką prostą rzeczą. Jak można się domyślić, nie ma bezpośredniego połączenia kolejowego i niezbędna jest przesiadka w Poznaniu. Nie pamiętam już szczegółów rozkładu, ale godziny pociągów relacji Warszawa - Poznań i Poznań - Grodzisk Wielkopolski ułożyły się tak niefortunnie, że mogłem przyjechać do Grodziska o 9:36 lub ok. godziny 12:00. Biorąc pod uwagę, że osoby z bakcylem groundhoppingu muszą pojawić się na miejscu dużo wcześniej, żeby zdążyć wszystko zwiedzić i obfotografować, oczywiście wybrałem wcześniejszą godzinę przyjazdu, co oznacza, że... wstałem o 3 w nocy, a z Warszawy wyjechałem o 5 rano.

Wystartowałem ze stacji Warszawa Zachodnia o godzinie 5:08 i dojechałem do Poznania punktualnie o godzinie 8:06, po drodze mijając m.in. stadion Warty Poznań przy Drodze Dębińskiej (już zweryfikowałem, że to nieprawda - nie wiem, co właściwie widziałem przy stacji Poznań Dębina, ale ten zielony teren to na pewno nie był stadion, bo ten jest dużo bardziej oddalony od stacji). Na stacji Poznań Główny udało mi się całkiem sprawnie przesiąść w szynobus relacji Poznań Główny - Wolsztyn; o dziwo, dość szybko udało mi się ogarnąć, skąd on odjeżdża, ponieważ w 2022 roku zmieniono totalnie absurdalną numerację peronów na intuicyjną (prawdopodobnie miało to związek z oddaniem do użytku brakującej części tunelu pod dworcem). Z Poznania wyjechałem o 8:30 i dojechałem do Grodziska Wielkopolskiego o godzinie 9:36 (po drodze mijałem różne miejscowości o ciekawych nazwach takie jak Ptaszkowo czy Kotowo), zgodnie z rozkładem. Podobno jeden z szynobusów kursujący na tej trasie ma zostać w przyszłości przemalowany w barwy Warty, ale jak na razie musiał mi wystarczyć fakt, że podróżowałem zwykłym szynobusem, ale wraz z grupą pikników w biało-zielonych szalikach. Pozwiedzałem trochę okolicę, wziąłem udział w Mszy Św. w ciekawym kościele poewangelickim w centrum miasta, po czym udałem się w stronę stadionu.

Stadion
 
 

Ze stadionem w Grodzisku Wielkopolskim wiąże się całkiem spory kawałek historii polskiej piłki - to właśnie tu jakieś 20 lat temu (ale ten czas leci) Groclin Dyskobolia Grodzisk Wlkp. podejmował w Pucharze UEFA Herthę Berlin, Manchester City czy Girondins Bordeaux. Zagraniczni dziennikarze przed tymi meczami śmiali się ze stadionu w Grodzisku, który określali mianem eleganckiego kurnika, choć nie było już im do śmiechu, kiedy Hertha i City odpadały w swoich dwumeczach za sprawą goli Rasiaka (który pokonał Kiralya) oraz Mili (który pokonał Seamana).

Stadion w Grodzisku Wielkopolskim jest co prawda kompaktowy, ale te 20 lat temu był być może najpiękniejszym obiektem w ówczesnej Ekstraklasie. Podczas gdy pół ligi kopało na starych PRL-owskich stadionach lekkoatletycznych, Dyskobolia mogła się pochwalić estetycznym obiektem stricte piłkarskim z całkowicie zadaszoną trybuną prostą. I tak jak w przypadku omawianych wcześniej na łamach Chomika stadionów w Bełchatowie czy Ostrowcu Świętokrzyskim, także i ten obiekt unaocznia jak długą drogę przeszliśmy w Polsce pod względem infrastruktury.

Jedyne, co bowiem zmieniło się na tym stadionie w ciągu ostatnich 20 lat, to tablica GROCLIN DYSKOBOLIA MISTRZ POLSKI, którą wymieniono na WARTA POZNAŃ MISTRZ POLSKI (przy czym, Warta rzeczywiście była Mistrzem Polski, podczas gdy na tablicy Groclinu drobnym druczkiem było dopisane słowo vice) - i m.in. właśnie dlatego stadion w Grodzisku Wielkopolskim z być może najpiękniejszego obiektu w Ekstraklasie stał się najprawdopodobniej najbrzydszym. No, może nie licząc stadionu Rakowa, ale ten de facto nie jest nawet stadionem, ponieważ dałoby się go zdemontować w parę dni.

Pojemność stadionu w Grodzisku Wielkopolskim to ok. 5,3 tysiąca miejsc siedzących, składających się z jednolitych zielonych krzesełek. Za pojemność odpowiada przede wszystkim trybuna prosta, która na oko liczy jakieś 2-2,5 tys. miejsc (nie chciało mi się już dokopywać do oficjalnych danych). Trybuna ta jest bardzo charakterystyczna, głównie dzięki swojemu zadaszeniu, które wygląda bardziej jak zadaszenie hotelu niż trybuny (i to by się zgadzało, bo ponoć na terenie stadionu znajduje się również hotel). Jeśli przyjrzeć się bliżej tej trybunie, to nie wygląda ona na zbyt wygodną, ponieważ jest ona dosyć niska, a sektory z większą liczbą krzesełek znajdują się jedynie po jej bokach, podczas gdy pośrodku znajdują się głównie loże VIP i zaledwie parę rzędów krzesełek. Nie wiem też, czy zadaszenie jest wystarczające, żeby objąć pierwsze rzędy.

I nie dowiedziałem się, ponieważ tego dnia wybrałem się na znajdującą się po drugiej stronie trybunę odkrytą. W swoim wyborze kierowałem się przede wszystkim ceną biletu chęcią patrzenia w trakcie meczu na trybunę główną (ale było to zbyt mądre posunięcie, ponieważ tego dnia cały dzień padało). Poza trybuną główną, na stadionie znajdują się dwie trybuny zabramkowe (jedna przeznaczona na sektor gości, druga... ze względu na fakt, że ciężko mówić o młynie Warty Poznań, jest raczej opustoszała) oraz fragmentaryczny sektor vis a vis trybuny głównej. Sektor ten jest zaledwie fragmentaryczny, ponieważ większość miejsca po tej stronie zajmuje zabytkowa drewniana trybuna kryta - bardzo ładna, ale obecnie wyłączona z użytku. Na stadionie znajdują się cztery maszty oświetleniowe (choć co najmniej jeden z nich technicznie rzecz biorąc jest położony już poza stadionem) i bardzo niesatysfakcjonująca tablica wyników, na której można wyświetlać jedynie wynik oraz czas w minutach (poza tym, na tablicy znajdują się jedynie napisy gospodarze i goście).

Atmosfera
 

Jeśli weźmiemy pod uwagę: potencjał kibicowski Warty, miejsce, w którym Warta aktualnie rozgrywa ona mecze (ok. 40 kilometrów w linii prostej od właściwego stadionu w Poznaniu), a także dzisiejszą pogodę i porę rozgrywania meczu (pomimo klasy rywala), to z takiego równania powinna nam wyjść frekwencja równa ok. 2.000 widzów. I rzeczywiście, oficjalna frekwencja na dzisiejszym spotkaniu wyniosła równo 2.016 osób, w tym na oko 150-200 osób z Częstochowy.

Jeśli chodzi o doping gospodarzy, dominowała atmosfera piknikowa - nie było szeroko pojętego młyna gospodarzy, a głównymi zaśpiewami były hasła Zieloni! Zieloni! oraz Poznańska Warta!, od pewnego momentu również z bębnem. Na ogrodzeniu wisiały dwie zielone flagi z hasłem Warta Poznań. Z kolei goście w swoim sektorze mieli rozwiniętą jedną dużą flagę (Fanatycy Czerwono-Niebieskich) i przez cały mecz dopingowali swoją drużynę. Jeśli chodzi o ich piosenki, repertuar nie uległ wielkiej zmianie od czasu, kiedy poprzednio relacjonowałem mecz Rakowa, w każdym razie, doping nie ustał nawet w momencie gdy wpadał drugi gol dla Warty, a po meczu podziękowali piłkarzom za walkę (był to bowiem dopiero początek wiosennego grania i kibice... jeszcze nie wiedzieli, że dzisiejszy rezultat nie jest wcale tylko wypadkiem przy pracy i czeka ich półrocze rozczarowań).

Z innych rzeczy dotyczących szeroko pojętej atmosfery, przed meczem odwiedziłem sklep klubowy, który rozstawił się w zielonym namiocie przed stadionem. W sklepie kupiłem sobie biało-zielony pasiak Warty oraz kubek, który chyba był mniej popularnym modelem w sklepiku, ale jako kolekcjoner doceniłem jego nietypowe wymiary.

Mecz
 
 

W dzisiejszym meczu zdecydowanym faworytem byli goście - Warta po 19 kolejkach znajdowała się minimalnie ponad strefą spadkową (ale tylko dzięki temu, że Korona rozegrala jeden mecz mniej) ze średnią 1.00 punktu na mecz, z kolei Raków znajdował się minimalnie za podium tabeli (ale tylko przez fakt, że rozegrali jeden mecz mniej od Lecha), a jeszcze jesienią grał w fazie grupowej Ligi Europy, choć jak pamiętamy, furory tam nie zrobił. A, byłbym zapomniał - Raków to przecież nadal aktualny Mistrz Polski.

Mecz rozpoczął się bardzo ciekawie, ponieważ już w 3. minucie Warta wyszła na prowadzenie. W pole karne zagrał z prawego skrzydła Mohamed Mezghrani (nowy nabytek Warty), źle interweniował Gustav Berggren, a do odbitej przez niego piłki dopadł Kajetan Szmyt, który oddał niezbyt mocny, ale precyzyjny strzał w długi róg bramki strzeżonej przez Vladana Kovacevicia. Bramkarz Rakowa nawet nie interweniował, licząc chyba na to, że piłka zostanie zblokowana przez któregokolwiek z obrońców Rakowa, którzy znajdowali się na linii strzału. Raków mógł wyrównać w 17. minucie, gdy po ladze do przodu w niezłej sytuacji znalazł się Ante Crnac, którego strzał po ziemi z 17 metrów minimalnie minął słupek bramki Warty (przy okazji, piłka zatrzymała się na znajdującym się nieopodal bramki banerku reklamowym Astorinu i z mojej perspektywy wyglądało to jakby zatrzepotała w siatce). W 20. minucie było już 2:0 dla półgospodarzy - Warta wyprowadziła kontrę, Dario Vizinger podał na lewo do Stefana Savicia, a Austriak po szczęśliwym rykoszecie od obrońcy Rakowa pokonał Kovacevicia. Raków miał już do odrobienia 2 bramki, a Warta - 222 drzewa do zasadzenia (zgodnie z informacjami wyświetlanymi na bandach reklamowych, każdy gol oznaczał, że zostanie zasadzone 111 nowych drzew - choć przyznam, że nie wnikałem, kto dokładnie za to odpowiada, tzn. czy klub, czy jego sponsorzy).

Raków rzucił się do odrabiania strat - w 30. minucie Wartę uratował Jędrzej Grobelny, który skrócił kąt i wygrał pojedynek sam na sam z Władysławem Koczerhinem. Odbita przez Grobelnego piłka spadła w pole bramkowe, ale tam Crnac przegrał pojedynek z obrońcami Warty i nie udało mu się skierować piłki głową do pustaka. W ostatniej minucie doliczonego czasu gry po niezłej wrzutce w kierunku dłuższego słupka Bartosz Nowak został sfaulowany przez Mezghraniego, a sędzia Frankowski po dłuższej wideoweryfikacji wskazał na wapno. Jedenastkę wykorzystał sam poszkodowany, a sędzia po tym strzale odgwizdał koniec pierwszej połowy.

Częstochowianie oczywiście atakowali przez całą drugą połowę, ale ten gol z karnego to była jedyna tego dnia ich zdobycz bramkowa. Piłkarze Rakowa walili głową w mur, a ich groźne sytuacje kończyły się głównie strzałami z nieprzygotowanych pozycji w obrońców Warty, choć parę razy musiał interweniować Grobelny, a w 67. minucie Ante Crnac z niełatwej pozycji trafił w słupek. Generalnie było to zasłużone zwycięstwo graczy Warty, podczas gdy Raków rozczarował. W ogóle, Medaliki przeszły w ciągu roku zaskakującą metamorfozę - z drużyny budowanej z nieoczywistych graczy dobieranych pod kątem konceptu znanego tylko Markowi Papszunowi (np. Cebula ze spadającej wówczas Korony, Gutkovskis z I-ligowego wówczas Bruk-Betu czy wreszcie Rundić ze spadającego wówczas Podbeskidzia, swego czasu uważany za najgorszego obrońcę Ekstraklasy) zmieniła się ona w swoje totalne przeciwieństwo, czyli klub tworzony bez koncepcji wydający grube kwoty na niewiele wnoszących piłkarzy (np. 1.3 mln euro za Crnaca, 1.5 mln euro za Johna Yeboah, 0.7mln euro za Ericka Otieno).

next  prev