 |
Atalanta BC - Bologna FC 1:2 (1:0)
03.03.2024 18:00
Gewiss Stadium, Bergamo
Serie A
Widzów:
14.931
Cena biletu:
60 +3,30 (Intero, Tribuna Rinascimento)
| |
Czas na danie główne wycieczki do Włoch - mecz czołowych drużyn Serie A (tzn. poziom, który nie jest często widywany na Chomiku).
| | Dotarcie na mecz |
    |
    |
Jest to chronologicznie kolejny już mecz opisywany w ramach wielkiej wyprawy do Włoch, w której miało wziąć łącznie 5 osób, ale ostatecznie do Bergamo dotarliśmy jedynie ja oraz Kolega A., a.k.a. Afrowiórka (zgodnie z aliasami nadanymi przy okazji relacji z San Marino). Stąd, moją drogę do Bergamo zdążyłem opisać już przy okazji poprzedniej relacji, z meczu w Brescii. Tamtejszą opowieść mogę więc uzupełnić o to, jak spędziliśmy wraz z A. czas w Bergamo.
Po co przybywa się na weekend do innego kraju? Oczywiście, żeby popracować zdalnie. Pierwszą część piątku spędziliśmy przy komputerach, gdzie każdy łączył się ze swoim pracodawcą. Kiedy już A. odrobił swoje obowiązki u Szwajcara, a ja swoje u Niemca (ale za to za polską pensję), opuściliśmy nasze lokum mniej więcej o godzinie 17:00 w celu zwiedzania miasta. Nasze lokum znajdowało się w dzielnicy Citta' Alta (Stare Miasto), tak więc zwiedzanie mogliśmy rozpocząć od razu po wyjściu - Bergamo jest bowiem naprawdę ładnym miastem, a położone na wzgórzu, otoczone murami obronnymi Stare Miasto jest wyjątkowo godne polecenia. Miejscowość jest dość niedoceniana, ponieważ turyści kojarzą ją głównie z pierwszej w Europie masowej fali zachorowań na COVID lotniska Mediolan-Bergamo, na które przylatują tańsi operatorzy niż na Mediolan-Malpensa. Bergamo jest więc traktowane zazwyczaj jako niepotrzebny przystanek w trakcie podróży do Mediolanu (sam poczułem się dość oryginalnym turystą, ponieważ przyleciałem specjalnie do Bergamo i nawet nie pojawiłem się w Mediolanie).
Po obejrzeniu Citta' Alta zeszliśmy do właściwej części miasta, gdzie podziwialiśmy stare kamienice, stare kościoły, brukowane drogi jednokierunkowe, po których kierowcy zapieprzali zdecydowanie zbyt szybko i inne tego typu widoki. Przede wszystkim jednak, udaliśmy się do Atalanta Store znajdującego się przy Viale Papa Giovanni XXIII (św. papież Jan XXIII urodził się w diecezji Bergamo i jest jednym z patronów miasta). Sklep Atalanty oferował szeroką gamę produktów, wśród których znajdowały się takie nietypowe akcesoria jak np. nóż do pizzy (nie jest to chyba jednak aż tak dziwne, ponieważ pizza jest we Włoszech podstawowym pożywieniem) czy dezodorant (rozważałem jego zakup, bo i tak czegoś takiego potrzebowałem, ale uznałem, że cena powyżej 5 to jednak trochę zbyt dużo). Ostatecznie zdecydowałem się na podstawowy pakiet chomiczy, tzn. kubek + szalik (no i dodatkowo zrzuciliśmy się z A. na upominkowy breloczek dla tych osób ze składu sanmaryńskiego, które nie mogły wziąć udział w wycieczce do Bergamo).
Poza tym, muszę powiedzieć o ciekawej rozrywce, której oddawaliśmy się wieczorami - chodzi oczywiście o oglądanie włoskiej telewizji (a o czym innym pomyśleliście?). Spożywaliśmy dziwne tanie włoskie produkty, takie jak włoskie wino z kartonu, oliwki suszone na słońcu czy też anchovis w zalewie cytrynowej (no i szwajcarski ser, który przywiózł A., no ale to nie było ani tanie, ani włoskie) i oglądaliśmy specyficzne włoskie programy. Próbowaliśmy złapać transmisję hitu Lazio-Milan, ale jedyne co znaleźliśmy, to bardzo nietypowy program, w trakcie którego ludzie w studio relacjonowali na żywo przebieg meczu, rozrysowując na tablicy przebieg najważniejszych akcji. Jednym z ekspertów, który brał udział w programie był sam Cesare Prandelli (albo jego sobowtór), tak więc długo zachodziliśmy w głowę jak to możliwe, że telewizję stać na zatrudnienie Prandelliego, ale już nie na transmisję meczu. Poza tym, namiętnie oglądaliśmy telesprzedaż, która jest chyba narodowym hobby Włochów (Silvio Berlusconi pozostawił po sobie wielką kolekcję bezwartościowych obrazów, którą ponoć skompletował, oglądając nocami tego rodzaju programy). Ze wszystkich ofert najbardziej zaskoczyła nas rzeźba, która o ile dobrze zrozumiałem, przedstawiała psa ruchającego psa, który ruchał kolejnego psa, który ruchał jeszcze jednego psa (po szczegóły zapraszam do galerii). Ponadto, bardzo ciekawie wyglądała telesprzedaż prowadzona przez sympatycznego starszego gościa, który miał graby wielkie jak murarz i prezentował na nich drobną damską biżuterię.
W dniu meczu udaliśmy się rano do Cattedrale di Sant'Alessandro Martire, żeby posmakować oryginalnej włoskiej Mszy św. Oczywiście, niewiele z tego zrozumieliśmy, ale udało nam się rozszyfrować, że Ewangelia była o Chrystusie mówiacym zburzcie ten przybytek, a ja go odbuduję w trzy dni , a kazanie było pełne słów Dio, Gesu, Croce, corpo, sangue, conversione, czy redenzione. Po Mszy pozwiedzaliśmy trochę miasto, a następnie udaliśmy się na Stazione Bergamo, skąd... A. odjechał pociągiem w stronę Mediolanu, a docelowo do Zurychu. A. był bowiem akurat tym członkiem naszego wyjazdu, który od początku nie planował udziału w meczu Atalanty. Stąd, na dzisiejszy mecz wybrałem się sam. Po naszym rozejściu się udałem się na małe zwiedzanie miasta, zameldowałem się w swoim miejscu noclegowym (właścicielka w zasadzie nie mówiła po angielsku, ale o dziwo, dogadaliśmy się poprzez machanie rękami i język włoski), a następnie skierowałem się w stronę stadionu Atalanty.
| | Stadion |
    |
    |
Zgodnie z informacjami zaczerpniętymi z Internetów, obiekt w Bergamo został oddany do użytku w roku 1928 i nosił wówczas imię Mario Brumany. Z racji tego, że Brumana był bohaterem faszystowskim, po roku 1945 stadion musiał zmienić swoją nazwę - najpierw na Stadio Comunale, a później na Stadio Atleti Azzurri d'Italia. Obecną nazwę, Gewiss Stadium nosi on od 2019 roku. Ostatnia zmiana nazwy miała na pewno sens, ponieważ właśnie w 2019 roku rozpoczęto przebudowę trybun zabramkowych, które z łukowatych konstrukcji ukształtowanych tak ze względu na obecność bieżni lekkoatletycznej zaczęły zmieniać się w nowoczesne trybuny zabramkowe położone tuż za liniami końcowymi boiska. Spośród trybun zabramkowych w momencie rozgrywania meczu do użytku kibiców została oddana tylko jedna, północna (czyli znowu - Curva Nord), z kolei na trybunie południowej nadal trwały prace konstrukcyjne. Obecnie stadion jest w stanie pomieścić kilkanaście tysięcy kibiców.
Dotychczasowy remont stadionu dotyczył jedynie trybun zabramkowych, tak więc obiekt prezentował się dość nietypowo. Mieliśmy więc na nim dość niskie i ciasne trybuny proste (objęte przynajmniej w większości zadaszeniem) oraz obszerne, nowoczesne trybuny zabramkowe (w pełni zadaszone, z czego jedna jeszcze nie została oddana do użytku). Jeśli właśnie takie jest zamierzenie, stadion docelowo będzie wyglądał dosyć nietypowo, bo zwykle więcej budżetu ładuje się w bardziej intrantne trybuny proste. Niestety, remont trybun prostych na pewno nie będzie już taki (nomen omen) prosty, ponieważ front wschodniej trybuny prostej Rinascimento wskazuje na to, że jest to bardzo cenny zabytek i nie można tego sobie ot tak zburzyć.
Poza dwiema trybunami prostymi i dwiema nowoczesnymi trybunami zabramkowymi (z czego jedna jest ciągle w budowie), przy jednym z narożników boiska znajduje się bardzo specyficzny sektor, który jest przeznaczony dla kibiców gości. Nie wiem, czy jest to jakaś tymczasowa dostawka, czy może fragment starej południowej trybuny zabramkowej (czyli starej curvy - hehe, łapiecie?), w każdym razie, chciałem zaznaczyć, ze poza omawianymi już tutaj czterema trybunami, na stadionie znajduje się jeszcze piąta.
Ze względu na znaczną popularność szlagieru, jakim był mecz Atalanty z Bologną, bilet na ten mecz ogarnąłem sobie dużo wcześniej przez Internet (przy okazji, zapłaciłem 3,30 niezrozumiałego haraczu dla internetowego pośrednika). Niestety, tym razem nie udało mi się ogarnąć fizycznej wersji biletu, więc tym razem muszę zadowolić się wersją PDF (jak się potem okazało, punkt obsługi klienta znajdował się w dość niepozornym miejscu i był on otwierany zaledwie na godzinę przed pierwszym gwizdkiem, więc nie jest to takie dziwne, że nie udało mi się go znaleźć). Z innych ciekawostek organizacyjnych, wszedłem na stadion złą bramą, ale pomimo to, wpuszczono mnie (musiałem potem przedostawać się na inną trybunę), za to mało brakowało, a nie zostałbym wpuszczony na dzisiejszy mecz ze względu na służbowy komputer w plecaku. W każdym razie, w momencie kiedy powiedziałem, że nie będę rzucał komputerem w stronę murawy, trochę rozładowało to atmosferę i dostałem polecenie, żeby to było ostatni raz. Oczywiście, przytaknąłem, bo jest raczej mało prawdopodobne, że powrócę akurat do Bergamo na kolejny mecz.
| | Atmosfera |
    |
    |
Dzisiejsze wydarzenie zgromadziło na stadionie niecałe 15 tysięcy widzów, co jest na pewno wynikiem dość marnym jak standardy na Serie A. Jak już jednak wspomniałem, Gewiss Stadium aktualnie przechodzi przebudowę, co spowodowało, ze jedna z trybun zabramkowych nie była ukończona - a patrząc na zdjęcia, wszystkie trybuny były praktycznie pełne, tak więc to 15 tysięcy widzów to jest maksimum aktualne pojemności obiektu (jak już wspomniałem przy okazji poprzedniej relacji, wymogi Serie A to co najmniej 20 tysięcy, lub nawet 25 tysięcy miejsc siedzących, ale widocznie na czas przebudowy stadionu przysługuje dyspensa). Wszystkie sektory gospodarzy były szczelnie wypełnione, prawie cały swój sektor zapełnili również goście.
Na stadionie rozdawano za darmo bardzo gustowne programy meczowe rozmiaru A4, z czego oczywiście skorzystałem. Co prawda niewiele zrozumiałem z samej treści, ale wywnioskowałem np., że w Bergamo mają ostatnio bardzo duże pretensje do sędziów VAR, bo w jednym z artykułów najwidoczniej roztrząsano decyzje z ostatnich kolejek (ostatnie dwa mecze Atalanty były niedalekimi wyjazdami na San Siro, gdzie ABC kolejno zremisowała z Milanem 1:1 i przegrała z Interem aż 0:4). I chyba rzeczywiście coś w tym było, ponieważ kibice w trakcie dzisiejszego meczu raczyli sędziów raczej nadprogramową porcją gwizdów. Poza tym, w stadionowym punkcie gastronomicznym nabyłem Panino con mortadela, bardzo zaintrygowany tym, co właściwie dostanę - biorąc pod uwagę, że w Polsce mortadela jest chyba najgorszą z istniejących wędlin na rynku, za to mianem panini określane są zwykle naklejki z piłkarzami estetyczne kanapki podawane na ciepło. Rzeczywistość była dużo mniej fascynująca, ponieważ dostałem najzwyklejszą kanapkę (to właśnie oznacza we Włoszech słowo panino) z całkiem dobrą wędliną (to właśnie oznacza we Włoszech słowo mortadella).
Inaczej niż zwykle, tym razem mam całkiem dużo do napisania o mojej trybunie piknikowej. Otóż oglądanie meczu na trybunie pełnej Włochów to bardzo ciekawe doświadczenie, bo choć nie brali oni udział w zorganizowanym dopingu, reagowali oni na wydarzenia bardzo ekspresyjnie. W szczególności zapadł mi w pamięć siedzący tuż obok mnie starszy Włoch, który żywo gestykulował przez cały mecz i cały czas mówił do siebie (a być może i do mnie - tyle, że ja niestety nic nie rozumiałem, tak więc nie reagowałem). W bardziej gorących sytuacjach wykrzykiwał przekleństwa (najczęściej padało słowo Cazzo! ), ale jeszcze częściej szukał pomocy na samej górze, wykrzykując Dio Madonna! , lub też Dio Bene! . Atmosfera meczu udzielała się nie tylko jemu, ponieważ jak się okazało, na naszej trybunie znajdowało się wielu kibiców gości. Normalnie nie rzucali się oni w oczy, jednak swoją obecność ujawniali np. poprzez wystawianie środkowych palców do sędziego po odgwizdywaniu korzystnych dla gospodarzy decyzji. Nie byłem więc zbytnio zaskoczony, kiedy niektórzy kibice na pikniku podrywali się, żeby celebrować gole gości.
Jeśli chodzi o młyn gospodarzy, Curva Nord była dziś pełna, co oznacza dobre kilka tysięcy gardeł. I rzeczywiście, kiedy wszyscy kibice Atalanty zaczynali śpiewać, uderzenie było konkretne. Niestety, ze względu na barierę językową, nie jestem w stanie przytoczyć zbyt wiele przyśpiewek (co więcej, na nic mi się nie przydał fakt, że znałem już słowo Vaffanculo , bo dzisiejszego dnia ono chyba nie padło). Na trybunie wisiało wiele flag, a największymi były te o treści ATALANTA FACCI SOGNARE oraz VECCHIA GUARDIA . Kibice przez cały mecz machali różnymi flagami (to chyba włoski standard jeśli chodzi o kibicowanie), a po golu na 1:0 odpalili nawet kilka rac, które dawały dużo więcej dymu niż światła (to też jest chyba standard we Włoszech). Jeśli chodzi z kolei o kibiców gości, wypełnili oni zdecydowaną większość swojego sektora i również poobwieszali go różnego rodzaju flagami, a także przez cały mecz prowadzili doping i machali flagami-machajkami. Co ciekawe, w przeciwieństwie do wczorajszego meczu, tym razem nie mieliśmy żadnych flag o treści Curva Nord , pomimo tego, że fanatycy obydwu grających dziś drużyn zajmują właśnie północne trybuny na swoich domowych stadionach.
| | Mecz |
    |
    |
Dzisiejszy mecz był meczem 27. kolejki Serie A, w którym spotkały się drużyny z samej czołówki. Atalanta zajmowała przed tym meczem 6. miejsce w lidze i przy okazji bardzo dobrze radziła sobie w Lidze Europy (m.in. zdeklasowała w Sosnowcu potężny Raków), z kolei Bologna znajdowała się na 4. miejscu, premiowanym awansem do Ligi Mistrzów. Swoją drogą, Atalanta BC to jedna z piękniejszych nazw na footballowej mapie Italii, ponieważ rozwija się ją jako Atalanta Bergamasca Calcio - z kolei Bologna FC to nazwa dośc nudna, choć ciekawy jest fakt, że klub chyba posługuje się nią od samego początku swojej działalności, tj. od 1909 roku. Z innych ciekawostek, co prawda A. jechał już w stronę Szwajcarii, jednak nie byłem jedynym tego dnia Polakiem na stadionie, ponieważ w drużynie Bologni podstawowym bramkarzem był Łukasz Skorupski, a na ławce rezerwowych znajdował się trochę mniej znany Hubert Kacper Urbański.
Spotkanie mogło zoastać otwarte bardzo szybko, ponieważ już w 2. minucie Matteo Ruggeri zagrał z lewego skrzydła w pole karne do Charlesa de Ketelaere, ale napastnik Atalanty w tej sytuacji przestrzelił. Bologna pierwszą groźną sytuację wyprowadziła w 11. minucie, kiedy nad bramką główkował Giovanni Fabbian. W 15. minucie Łukasz Skorupski dobrze obronił strzał w długi róg Ademoli Lookmana, a dobitka głową Davide Zappacosty trafiła jedynie w jednego z obrońców gości. Pilkarze Atalanty wyszli na prowadzenie w 28. minucie - mocny strzał w polu karnym oddał Zappacosta, Skorupski odbił piłkę przed siebie, a tę z bliska do bramki skierował Lookman. I to by było chyba na tyle, jeśli chodzi o groźne sytuacje, w każdym razie, drużyny schodziły na przerwę przy stanie 1:0 dla Atalanty.
W drugiej połowie drużyny wyszły na boisko wyraźnie odmienione. Bologna grała szybko i z polotem, za to Atalanta dość statycznie i przewidywalnie, co szczególnie rzucało się w oczy, kiedy już piłkarze z Bergamo musieli odrabiać straty. A jak do tego doszło? Już w 54. minucie Bologna była bliska wyrównania, kiedy po wrzutce z kornera głową strzelał Riccardo Calafiori, a Marco Carnesecchi szczęśliwie zatrzymał piłkę na linii bramkowej. Dwie minuty później Atalanta nie miała już tyle szczęścia - Teun Koopmeiners sfaulował w polu karnym Alexisa Saelemaekersa, a jedenastkę spokojnie wykorzystał Joshua Zirkzee. A już w 61. minucie Atalanta przegrywała - Zirkzee podał w pole karne do Dana Ndoye, którego strzał został co prawda zablokowany, ale piłka trafiła na 18. metr do Lewisa Fergusona, który świetnym wolejem pokonał Carnesecchiego (na boisku od paru minut był już Kacper Urbański, który tego dnia pokazał się z całkiem dobrej strony, chociaż nie miał on żadnego udziału przy samym golu). Po tej bramce Atalanta oczywiście przeszła do ataku, a Bologna cofnęła się do obrony, jednak bardzo źle się to oglądało. Ataki Atalanty były bardzo czytelne, przez co gospodarze do końca meczu nie mieli żadnej klarownej sytuacji. Ostatecznie mecz skończył się wynikiem 1:2.
|
| |
| |
  
|
|