 |
Ruch Chorzów - Korona Kielce 1:1 (0:0)
26.11.2023 15:00
Stadion Śląski, Chorzów
PKO BP Ekstraklasa
Widzów:
13.099
Cena biletu:
70 zł (normalny, sektor 9G)
| |
Kolejna na łamach Chomika relacja ze Stadionu Śląskiego w Chorzowie! Ale tym razem już na serio.
| | Dotarcie na mecz |
    |
Przyznam szczerze, że tę listopadową wycieczkę na Śląsk zaplanowałem z półrocznym wyprzedzeniem i bynajmniej nie chodziło mi wtedy o piłkę nożną. Na 26 listopada zaplanowany był koncert Tilla Lindemanna w katowickim Spodku , a ja, jako wierny fan solowej twórczości wokalisty Rammstein nie mogłem tego wydarzenia przegapić. Stary DDR-owski skandalista nie zawiódł - było wyświetlanie na scenie pornoli, pani klawiszowiec tańcząca na rurze w bikini, rzucanie w publiczność ciastami i martwymi rybami. I nawet nie wszystko poszło z playbacku!
A wracając do tematyki piłkarskiej, bardzo się ucieszyłem, kiedy po opublikowaniu szczegółowego terminarza 16. kolejki Ekstraklasy okazało się, że mecz Ruchu zaplanowano również na 26 listopada i to na taką godzinę, że mogłem jednego dnia obskoczyć obydwa wydarzenia (mecz i koncert). Jak do tej pory nie miałem jeszcze okazji oglądać meczu na Stadionie Śląskim (choć na samym obiekcie byłem już dwa razy - tyle że w obydwu wypadkach chodziło o koncert grupy Rammstein).
Na Śląsk dotarłem pociągiem Bathory relacji Terespol - Bohumin (przy czym, w Bohuminie pociąg jedynie zmienia szyld i jedzie dalej - o ile dobrze kojarzę, to aż do stacji Budapest Nyugati). Do pociągu wsiadłem o godzinie 8:29 na stacji Warszawa Gdańska i wysiadłem w Katowicach o 11:19. Po małym zwiedzaniu Katowic i zakupie biletu w absolutnie frustrującym automacie Transportu GZM (nie akceptował on płatności kartą, nie wydawał reszty i nawet nie akceptował banknotów 10-złotowych, choć miał on wejście na banknoty, a ja miałem do uiszczenia 11,20zł) wsiadłem w tramwaj i dojechałem na pętlę pod Stadionem Śląskim.
Na stadionie skorzystałem z punktów gastronomicznych, gdzie zakupiłem sobie wuszt, a także po raz pierwszy spróbowałem na stadionie grzanego wina (tego dnia temperatura była ujemna i dający złudne ciepło napój alkoholowy wydawał mi się nieoceniony). Niestety, już po pierwszym łyku zorientowałem się, że z moim napojem było coś nie tak - otóż nie zawierał on alkoholu. Przyznam, że dawno nie poczułem takiego rozczarowania.
| | Stadion |
    |
    |
Na początek tej sekcji warto przede wszystkim napisać coś o... innych obiektach niż Stadion Śląski. Przede wszystkim o stadionie Ruchu na Cichej 6, który opisywałem już na łamach Chomika w 2021 roku przy okazji meczu Ruchu z Garbarnią. Rozpływałem się wówczas nad tym, jak fajnym zabytkiem jest ten obiekt i jak wielkim skarbem jest trybuna główna, której historia sięga czasów II RP, czy też oryginalne maszty oświetleniowe z 1968 roku. I tylko kibice zdawali się nie rozumieć tego fenomenu, ponieważ wywiesili wówczas na płocie transparent o treści NOWY STADION DLA CHORZOWA .
Ostatecznie to kibice Ruchu mieli rację - wraz z upływem czasu stan Świeczek stopniowo się pogarszał, a ostatnimi laty kolejne ekspertyzy ostrzegały, że w końcu może nadejść moment, kiedy stadion zostanie wyłączony z użytku ze względu na zagrożenie upadkiem któregoś z masztów. Aż w końcu w przerwie zimowej sezonu 2022/23 nadszedł ten zupełnie niespodziewany moment, kiedy stadion nagle został wyłączony z użytku ze względu na zagrożenie upadkiem któregoś z masztów. Z tego powodu Ruch zaczął w trybie awaryjnym rozgrywać swoje spotkania na stadionie Piasta w Gliwicach, a jesienią 2023 udało się go w końcu przenieść z powrotem do Chorzowa, właśnie na Stadion Śląski.
No dobra, to teraz może coś o samym Stadionie Śląskim... jest to nowoczesny stadion z 55 tysiącami miejsc siedzących. Niestety, jest to również stadion wielofunkcyjny, co oznacza, że znajduje się na nim szeroka bieżnia, jakieś rozbiegi do skoku w dal i inne tego typu elementy, które powodują, że odległość trybun od linii bocznej w niektórych miejscach przekracza 25 metrów. Jednocześnie, widoczność z trybun jest całkiem dobra, szczególnie kiedy zasiada się na wyższym pierścieniu. Stadion jest bardzo estetyczny zarówno od zewnątrz jak i od wewnątrz; od wewnątrz odpowiada za to niebieska kolorystyka krzesełek na trybunach oraz bieżni (wraz z dodatkowymi żółtymi akcentami, dzięki czemu całość nawiązuje do flagi Ukrainy Śląska). Od zewnątrz za estetykę odpowiada znajdujący się na stadionie tzw. ring główny (o, wreszcie wygooglowałem jakieś mądre słowo, które doda tej sekcji wrażenia profesjonalizmu), na którym zawieszone jest poszycie dachowe z poliwęglanu (czymkolwiek to jest). Nie znam się zupełnie na architekturze, ale konstrukcja dachu jest ponoć dość oryginalna, a jego powierzchnia sprawia, że jest to prawdopodobnie największy tego typu dach w całej Europie (choć w trakcie budowy był on źródłem problemów - w 2011 złożył się on podczas instalacji na koronie, co wydłużyło czas oddania stadionu do użytku o co najmniej parę lat).
Głównym mankamentem stadionu jest chyba fakt, że sprzedają na nim bezalkoholowy grzaniec.
| | Atmosfera |
    |
Debiut Ruchu na Stadionie Śląskim był spektakularnym sukcesem - mecz ze Śląskiem Wrocław (Śląsk na Śląskim - to ma sens) przyciągnął nieco ponad 29 tysięcy kibiców, a Niebiescy po niezłym meczu zremisowali z liderem 2:2. Dzisiejszy mecz był trzecią w tym sezonie potyczką Ruchu na Śląskim i przyciągnął on 13 tysięcy widzów - nadal całkiem niezła liczba, szczególnie biorąc pod uwagę niezbyt sprzyjające warunki pogodowe (ujemna temperatura). Tego dnia na młyn przeznaczono zachodnią trybunę stadionu, a na piknik stronę wschodnią. Nie było za to żadnego miejsca przeznaczonego dla gości - na Śląskim nie ma bowiem czegoś takiego jak sektor gości (a w zasadzie był on dopiero w fazie wydzielania - na wiosnę przyjęto tu duże grupy kibiców m.in. z Zabrza czy z Warszawy).
Na trybunie z młynem stawiło się dziś kilku tysięcy kibiców Ruchu, co jest oczywiście godnym wynikiem, chociaż na tak wielkim obiekcie jak Stadion Śląski wizualnie wypadło to średnio. Trybuny zostały poobwieszane flagami różnych lokalizacji, m.in. Racibórz, Bieruń, Piekary Śląskie, Radlin, Katowice, Ruda Śląska, Mikołów, Zawiercie, Siemianowice, Mysłowice, Żory, itp. Na dolnym pierścieniu wisiały wszystkie flagi zgodowe, czyli flagi Wisły, Widzewa, Elany, Pogoni Staszów oraz... Unii Oświęcim, co mnie bardzo zdziwiło, ponieważ byłem w tym roku na meczu w Oświęcimiu i akurat nie uświadczyłem tam wtedy żadnego klimatu kibicowskiego. Na górnej trybunie znajdowała się budząca kontrowersje flaga PSYCHO FANS , a na gnieździe budząca sympatię swoim śląskim brzmieniem flaga Chachary .
Kibice rozpoczęli doping od odśpiewania bardzo ciekawego hymnu (acapella, bez żadnego wsparcia multimedialnego) - nie będę go tu przytaczał, bo musiałbym wtedy po prostu przekopiować do mojego posta cztery zwrotki z ogólnodostępnego śpiewnika Ruchu. Ze względu na dzisiejszą grę Niebieskich w pierwszej połowie, już po 13 minutach gry na stadionie rozległo się Chorzów grać, kurwa mać! . Gwizdy i frustracja pojawiały się jednak tylko epizodycznie - śpiewano głównie różne standardowe rzeczy, m.in. te, które przytaczałem już w relacji z meczu z Garcą. Tyle że w odróżnieniu od tamtego meczu, gdzie drużyna gości nie wzbudzała w nikim silnych emocji, tym razem goście zostali parę razy poczęstowani pioseneczką Jazda z kurwami .
Znaczny odsetek ludzi na pikniku miał szaliki i przyznam, że było mi trochę głupio, że nie miałem żadnych barw. Mój szalik Ruchu (który kupiłem w 2021 roku) zostawiłem jednak omyłkowo w Świdniku, a nie widziałem też sensu w kupowaniu sobie nowego na stoisku Sklepu Kibica. Zostawiłem jednak na stoisku trochę grosza, ponieważ kupiłem sobie Adlerka, czyli bardzo specyficzną maskotkę Ruchu (napakowany żółty orzeł, który wygląda, jakby chciał spuścić wszystkim wpierdol).
| | Mecz |
    |
Do dzisiejszego meczu Ruch Chorzów przystępował z pozycji outsidera (a w zasadzie jednego z dwóch outsiderów). Zaledwie 9 punktów w 15 meczach dawało Niebieskim przedostatnią pozycję - niżej był już tylko ŁKS. O ile dobrze kojarzę, dzisiejszy mecz był dla Ruchu trzecim, który Chorzowianie rozgrywali na Stadionie Śląskim w roli gospodarza - w poprzednich dwóch zremisowali oni z liderem z Wrocławia 2:2 oraz z Radomiakiem 0:0. Mecz z Koroną był właściwie ostatnią szansą, żeby nawiązać jeszcze walkę o utrzymanie. Co do Korony, po 15 kolejkach zajmowali oni 14. miejsce z 16 punktami na koncie (przy czym, mieli oni jeszcze jeden mecz zaległy - ale to niewiele zmienia, bo chodziło w tym przypadku o mecz z Rakowem, który Kielczanie koniec końców przegrali).
Tego dnia pogoda była średnia (temperatura -2'C), murawa w kiepskim stanie, a mecz nie stał na zbyt wysokim poziomie. W pierwszej połowie przewagę zdecydowanie miała Korona - ale głównie dlatego, że Ruch po prostu grał bardzo źle i mogłem na własne oczy się przekonać, że to nie przypadek, że znajdują się w tabeli na takim miejscu, a nie innym. Piłkarze popełniali błędy, które z perspektywy trybuny wyglądały jakby to była FIFA, a za padem było dziecko nierozumiejące podstaw sterowania (jak już wspomniałem, kibice już mniej więcej w 13. minucie zaintonowali po raz pierwszy Chorzów grać, kurwa mać! ). Na szczęście dla Niebieskich, Korona nie potrafiła wykorzystać swojej przewagi. Piłkarze Złocisto-Krwistych oddali w pierwszej połowie szereg średnio groźnych strzałów z okolicy linii pola karnego, które albo bronił Krzysztof Kamiński, albo leciały obok bramki. W 6. minucie strzał Dawida Błanika minął bramkę gospodarzy, tak samo potężny strzał Martina Remacle z 18. minuty. W 21. minucie strzał Ronaldo Deaconu minimalnie minął słupek bramki Kamińskiego. W 39. minucie i 41. minucie Kamiński dobrze obronił strzały odpowiednio Błanika i Dalmau. Do przerwy Ruch dociągnął wynik bezbramkowy, który należy uznać za sukces.
Za to drugą połowę Niebiescy rozpoczęli w bardzo dobrym stylu. W 49. minucie jeden z zawodników Ruchu podaniem z własnej połowy wypuścił idealnie Łukasza Monetę, który znalazł się sam na sam z Xavierem Dziekońskim. Pomocnik Ruchu przegrał pojedynek z bramkarzem Korony, ale udało mu się jeszcze odegrać piłkę do Daniela Szczepana, który z bliska zmieścił piłkę w bramce i gospodarze prowadzili 1:0. Ruch prowadził i dążył do kolejnych bramek. W 64. minucie Wiktor Długosz świetnie pociągnął lewym skrzydłem i wystawił piłkę na środek pola karnego do Kacpra Michalskiego - obrońca Ruchu niestety źle przyjął piłkę i jego strzał zablokował jeden z obrońców Korony. Dużo wiatru robił także popularny Fosa , czyli Tomasz Foszmańczyk, który wszedł na boisko w 67. minucie. Podkreśliłem wejście na boisko tego piłkarza, ponieważ był on wyraźnie lubiany przez ludzi na pikniku (nic dziwnego, to piłkarz, który miał duży udział w awansach Niebieskich do 2. Ligi, 1. Ligi i Ekstraklasy), choć równocześnie jego surowość techniczna była obiektem różnych podśmiechujek. Mi zapadła w pamięć akcja, w której wywabił on z bramki Dziekońskiego, by następnie zagrać... górną piłkę w okolice narożnika pola karnego, gdzie nie było nikogo. Nikt jednak nie narzekał, bo Ruch w miarę bezpiecznie dociągał prowadzenie do końca meczu.
Aż nagle w doliczonym czasie gry stało się coś niewiarygodnego. Z prawego skrzydła w pole karne wrzucił Jacek Podgórski, a piłkę zaatakowali Dominick Zator oraz Jewgienij Szykauka. Piłkarze Korony przeszkodzili sobie nawzajem, ale odbita przez nich piłka trafiła do niepilnowanego w polu bramkowym Miłosza Trojaka, który przytomnie umieścił piłkę w bramce. Ruch Chorzów zremisował wygrany mecz, co bardzo skomplikowało jego plany na wydobycie się ze strefy spadkowej.
|
| |
| |
  
|
|