glownachomikmapatrocinytags
GKS Bełchatów - Olimpia Zambrów 3:0 (3:0)
12.11.2023 13:00
GIEKSA Arena, Bełchatów
3. liga, gr. I
Widzów: 1440
Cena biletu: 15 zł (normalny, Trybuna Zachodnia)
               

W końcu zobaczyłem na własne oczy słynny GKS Bełchatów. Przy czym, czasy Lenczyka, Garguły i Costly'ego już dawno przeminęły, a były wicemistrz Polski obecnie kopie w III lidze (ale z widokami na coś więcej).

Dotarcie na mecz
 
 

Jak powszechnie wiadomo, Święto Niepodległości spędziłem w Łodzi, oglądając ekstraklasowy szlagier ŁKS - Piast. Po końcowym gwizdku w Łodzi moja logistyka nie była wcale prosta - na początek udałem się na stację Łódź Kaliska, skąd o 17:57 odjeżdżał pociąg Polregio relacji Łódź Kaliska - Częstochowa, który równo o 20:00 zatrzymywał się w Piotrkowie Trybunalskim, gdzie tego dnia miałem nocleg. Fakt, że pokonanie odległości między dwoma miejscami odległymi od siebie w linii prostej o niecałe 42 kilometry zajęło mojemu pociągowi całe 2 godziny był dość komiczny. Tak samo komiczny był fakt, że dwukrotnie zatrzymywaliśmy się na stacjach Łódź Niciarniana i Łódź Widzew - gdybym miał taką fantazję, mógłbym wysiąść na Widzewie o 18:27 i po 26 minutach ponownie wsiąść w ten sam pociąg (z szalikiem ŁKS-u byłoby to jednak niewskazane).

Nazajutrz o godzinie 10:50 wyjechałem z Piotrkowa autobusem relacji Warszawa - Kudowa Zdrój i wysiadłem w Bełchatowie ok. pół godziny później. Po wysiadce chwilę pozwiedzałem Bełchatów, m.in. przeszedłem się siatkarską aleją gwiazd (poza tym, w Bełchatowie nie ma zbyt wiele do oglądania), a następnie udałem się na stadion GKS-u. Po drodze minął mnie jeszcze zmierzający w to samo miejsce autokar gości.

Przyznam, że sam fakt, że mogłem pojawić się na meczu w Bełchatowie był wynikiem dość szczęśliwego zbiegu okoliczności - autobus powrotny do Warszawy odjeżdżał planowo z Bełchatowa o godzinie 15:55, podczas gdy jeszcze na parę dni przez meczem oficjalną godziną kick-offu była 14:00 (taka też była nadrukowana na moim bilecie), czyli zbyt późno, żebym zdążył na powrót. Na szczęście, ktoś poszedł po rozum do głowy i zmiarkował, że planowana godzina meczu powoduje, że Chomik mógłby nie pojawić się w Bełchatowie i zmienił godzinę na 13:00. Dopiero wtedy zdecydowałem, że w niedzielę powinienem pojawić się w Bełchatowie i zarezerwowałem niezbędne bilety autobusowe.

Stadion
 
 

Stadion GIEKSA Arena to jeden z tych obiektów, które uzmysławiają nam, jak długą drogę przebyliśmy w Polsce pod względem poziomu infrastruktury sportowej. Jeszcze kilkanaście lat temu stadion był chyba uznawany za jeden z nowocześniejszych w Polsce - inaczej nie zorganizowanoby na nim dwóch finałów Pucharu Polski (w 2007 i 2008 roku). Obecnie jest on już nieco przestarzały, choć myślę, że nadal spokojnie spełnia ekstraklasowe wymogi... a już na pewno nadaje się na 1. Ligę, bo swoje mecze domowe w poprzednim sezonie rozgrywała tu Skra Częstochowa (przyznam, że trochę żałowałem, że nie udało mi się zobaczyć któregoś z tych meczów na żywo - bycie jednym z zaledwie 50 widzów na meczu 1. Ligi na pewno byłoby ciekawym przeżyciem).

Stadion składa się w sumie z pięciu odrębnych trybun i podobnie jak w przypadku stadionu w Ostrowcu Świętokrzyskim, największymi i najbardziej reprezentacyjnymi trybunami są te zabramkowe - w każdym razie, to właśnie one znajdują się na większości reprezentacyjnych zdjęć stadionu zamieszczanych w Internetach. Szczególnie reprezentacyjna jest trybuna południowa, która liczy nieco ponad 2000 miejsc siedzących i która w tłustych latach bełchatowskiego futbolu służyła za młyn (biorąc pod uwagę, że aktualne czasy są raczej chude, dziś trybuna była nieczynna). I tak samo jak w Ostrowcu, trybuny proste są zdecydowanie niższe od tych zabramkowych. Dodatkowo należy dodać, że stadion jest nieco patchworkowy, wygląda trochę jakby poszczególne elementy były oddawane do użytku w różnych momentach życia klubu. Szczególnie nietypowo wygląda wschodnia część stadionu, gdzie mamy jedynie fragment trybuny prostej (sektor A), a następnie przerwę i odcinający się od reszty stadionu budynek klubowy (na którym znajdują się siedzenia VIP w ramach sektoru E)

Stadion jest wyposażony w sztuczne oświetlenie, podgrzewaną murawę, telebim i jest całkowicie zadaszony. I właśnie to zadaszenie jest najbardziej charakterystycznym elementem obiektu, ponieważ pomimo jego generalnej patchworkowości, wszystko spina motyw półwalców, które są powtarzającym się elementem zadaszenia każdej z trybun. Nie wiem, czy pełni to jakąś konkretną architektoniczną funkcję (np. rozłożenie sił działających na konstrukcję), czy tylko funkcję estetyczną, ale w każdym razie, na pewno dodaje to obiektowi rozpoznawalności.

Atmosfera
 
 

Kupując w kasie bilet (swoją drogą, bilety są porządne, kartonowe i całkiem estetyczne), zaopatrzyłem się również we wszystkie niezbędne gadżety, tj. w szalik oraz kubek. Miałem pewien problem ze świadomym wyborem poszczególnych wzorów, ponieważ klęcząc przed niewielkim okienkiem kasowym miałem duży problem z dojrzeniem szczegółów, ale mam wrażenie, że dokonane przeze mnie wybory były całkiem gustowne. Następnie wszedłem na stadion, obfotografowałem wszystko co się dało, zjadłem giętą jak na piknika przystało i zabrałem się za kontemplowanie wydarzeń meczowych.

Albo też przedmeczowych. Podczas wyczytywania składu Gieksy jako tło muzyczne wykorzystano riff z utworu Ich Tu Dir Weh autorstwa Rammstein (o ile oczywiście można mówić o riffie w przypadku gatunku muzycznego innego niż metal), z kolei gdy piłkarze wchodzili na boisko, towarzyszył im utwór Links 2-3-4 od tego samego zespołu. Byłem ciekaw, czy w takim razie jako podkład muzyczny po strzelonej bramce zostanie wybrane np. Mehr, ale tu zastosowano jakiś bardziej konwencjonalny kawałek rockowy.

Zgodnie z oficjalnymi danymi, dzisiejszy mecz przyciągnął na trybuny 1440 widzów, co jest bardzo dobrym wynikiem, szczególnie biorąc pod uwagę dzisiejsze warunki pogodowe (parę stopni na plusie, temperatura odczuwalna zapewne jeszcze o parę stopni niższa). W samym młynie GKS-u (ulokowanym naprzeciwko mnie, na sektorze A) znajdowało się jakieś 300-400 kibiców, którzy prowadzili dobry doping przez cały mecz. Niestety, z przyczyn technicznych nie zrobiłem akurat żadnych notatek, a więc w tej sekcji nie przytoczę żadnej odśpiewanej piosenki (choć było tego dużo). Na pewno kibice solidnie oflagowali swój sektor - zawiesiili flagi o treści CRAZY FANS, GKS, Bełchatów, Bełchatowianie oraz Brunatna Stolica. Przy okazji, skoro już mowa o brunatnym kolorze, na pikniku mecz umilała klubowa maskotka właśnie w tym kolorze, a konkretnie był nią... Mamut. Dość oryginalny wybór (z tego co wyczytałem w Internecie, kilkanaście lat temu na terenie Kopalni Węgla Brunatnego Bełchatów został odkopany całkiem dobrze zachowany egzemplarz tego zwierzęcia).

Mecz
 
 

Dzisiejsze spotkanie było starciem lidera (GKS Bełchatów, 30 punktów po 15 meczach) z ligowym średniakiem (10. miejsce, z 18 punktami po 15 kolejkach). Nie okazało się ono zbyt pasjonujące ponieważ wszystko rozstrzygnęło się dość gładko w pierwszej połowie. Goście z Zambrowa wyprowadzili co prawda na początku parę akcji, ale to pierwsza sytuacja Gieksy od razu dała bramkę gospodarzom. Przemysław Zdybowicz zagrał na dobieg w pole karne do Patryka Skóreckiego, który... ograł jednego z obrońców, drugiego wziął na zamach, a następnie ustawił się na wprost bramki gości i pokonał strzałem po ziemi Leo Przybylaka. Postawa defensorów gości wyglądała zupełnie jak w symulatorze gry w piłkę nożną na niskim poziomie trudności (albo mówiąc prościej - jak FIFA na beginnerku).

Potem mieliśmy trochę bezładnej kopaniny, z której w 27. minucie niespodziewanie wyłoniła się kolejna akcja bramkowa Gieksy, przy której przy okazji znów nie popisali się obrońcy Olimpii. Kiedy wydawało się, że piłkarze z Zambrowa przerwali skutecznie kontrę Bełchatowian, Mateusz Szymorek odebrał piłkę jednemu z obrońców, a następnie rozegrał dwa podania z Serhijem Napołowem i w sytuacji sam na sam pokonał Przybylaka. Właściwie była to kolejna bramka w stylu FIFA na beginnerku. W 39. minucie było już 3:0. Z rzutu rożnego na krótki róg dośrodkował Napołow, a tam któryś z graczy Gieksy z najbliższej odległości skierował piłkę do bramki nogą (nie wiem, co robili w tym czasie obrońcy, w zasadzie to była znów FIFA na beginnerku) - zgodnie z protokołem meczowym był to Szymorek.

Z całą pewnością to Olimpia miała w pierwszej połowie wyższe posiadanie piłki, jednak niewiele jej z tego przychodziło i w miarę poważnie zagroziła bramce gospodarzy dopiero pod koniec pierwszej części gry. W 42. minucie bliski bramki dla gości był Jakub Jakimiuk, ale piłkę spod nóg wygarnął mu bramkarz Leonid Otczenaszenko. W 45. minucie niezły strzał z dystansu oddał Denis Gojko, ale piłka przeleciała nad poprzeczką bramki GKS-u.

Druga połowa została odbębniona na zasadzie formalności. Olimpia co prawda atakowała, szukając bramki honorowej, ale niewiele z tego przychodziło. Bliżej podwyższenia wyniku był natomiast GKS - w 63. minucie Brunatni wyprowadzili kontrę, którą Hubert Karpiński zdecydował się wykończyć sam, ale jego strzał po ofiarnej interwencji obrońcy trafił jedynie w poprzeczkę. Ten sam napastnik miał kolejną bardzo dobrą sytuację w 86. minucie, kiedy przegrał pojedynek sam na sam z Przybylakiem. Koniec końców, w drugiej połowie wynik nie uległ zmianie. GKS wygrał pewnie 3:0 i obronił pozycję lidera.

next  prev