glownachomikmapatrocinytags
Avia Świdnik - Świdniczanka Świdnik 1:3 (0:1)
09.09.2023 16:00
Stadion Miejski w Świdniku
3. liga, gr. IV
Widzów: 1950
Cena biletu: 10 zł (normalny)
           

Najprawdopodobniej pierwsze w historii Derby Świdnika na poziomie centralnym (choć tak naprawdę powinien się on nazywać ćwierćcentralny). Zakończone absolutnie sensacyjnym wynikiem.

Dotarcie na mecz
 

Jak wierni fani Chomika pewnie pamiętają, jeszcze poprzedniego dnia byłem w Radomiu, gdzie oglądałem inny trzecioligowy spektakl. Po obejrzeniu meczu Broni wróciłem jednak z powrotem do Warszawy i dopiero nazajutrz wyruszyłem stamtąd do Świdnika. Na stacji Świdnik Miasto, a więc tuż obok Stadionu Miejskiego pojawiłem się po godzinie 11:00. Ze stacji udałem się na piechotę do domu (jakieś 4 kilometry - oczywiście potem należało pokonać ten dystans w drugą stronę).

Po drodze właściwie na każdym mijanym przeze mnie słupie ogłoszeniowym wisiał dostojny plakat zapraszający na Wielkie Derby Świdnika. Niestety, większość z nich była pozaklejana jakimś szajsem (np. matura dla dorosłych), ale w końcu udało mi się znaleźć słup, na którym plakat był nienaruszony. Co prawda był on przyklejony w sposób, który uniemożliwiał jego zdjęcie, ale przynajmniej można było mu zrobić... też zdjęcie.

W końcu, po godzinie 15:00 wsiadłem na rower i pojechałem na stadion na ul. Sportowej - zależało mi, żeby być stosunkowo wcześnie, ponieważ stojaki rowerowe przy stadionie są dość oblegane. Kupiłem w kasie całkiem estetyczny bilet, a także otrzymałem malutki program meczowy i wszedłem na teren stadionu. Ze względu na znaczne zainteresowanie meczem, tego dnia dla kibiców była otwarta północna trybuna stadionu, dlatego też skorzystałem z tej rzadkiej okazji i zasiadłem właśnie na tej trybunie. Przed pierwszym gwizdkiem dołączył do mnie również K., tym razem wraz ze swoim Tatą, tak więc dzisiejszy meczyk oglądaliśmy we trójkę. Jak wyliczył Tygodnik Kibica, K. pojawił się w chomikowych relacjach już po raz 4. w tym roku (poprzednie gościnne występy: Piaseczno, Ursus i Radom).

Stadion
 

Rzadko to się zdarza w Świdniku, ale dzisiejszy mecz zgłoszono jako imprezę masową (powyżej tysiąca osób). Oznaczało to, że poza trybuną południową udostępniono tym razem dla publiczności również trybunę północną, co nie zdarza się często. Skorzystaliśmy więc z okazji i zasiedliśmy właśnie tam - co prawda oglądaliśmy przez to mecz pod słońce, ale jednocześnie mieliśmy bardzo dobry widok na wydarzenia boiskowe (ponieważ trybuna ta znajduje się nieco bliżej boiska niż południowa), jak również na młyn Avii (który pozostał tam gdzie zwykle, czyli na zachodniej części trybuny południowej).

Trybuna północna liczy siedem rzędów przeważnie żółtych krzesełek, na których krzesełka niebieskie tworzą dość oczywisty napis - AVIA ŚWIDNIK -. Na wschodnim krańcu trybuny znajduje się wydzielony sektor przeznaczony dla gości, ale tego dnia nie był on używany, a nieliczni fani Świdniczanki siedzieli na trybunach wraz z gospodarzami.

Jak widać, niewiele mam do opisania w tej sekcji, szczególnie że o prawie wszystkich nowinkach na stadionie w Świdniku napisałem już w majowej relacji z meczu Avii ze Stalówką. Jedyną nowinką, jaką mam dziś do opisania jest więc sposób organizacji w Świdniku imprezy masowej. Jak każdy bywalec meczów wie, organizacja imprezy masowej wymaga właściwej identyfikacji wszystkich biorących w niej udział uczestników. Spodziewałem się więc pierwszego w mojej kolekcji imiennego biletu na Avię. W rzeczywistości, zostało to rozwiązane w nieco inny sposób - kasjerzy/kasjerki pracowali w duetach, w których jedna osoba zbierała dane osobowe poszczególnych kibiców na specjalną listę, a druga wydawała standardowy kartonikowy bilet, na którym nie znajdowały się żadne szczegóły (tzn. był taki sam jak w przypadku imprezy niemasowej).

Atmosfera
 
 

Wielkie Derby Świdnika przyciągnęły na trybuny dawno niewidzianą liczbę osób. Zgodnie z oficjalnymi informacjami, mecz z wysokości trybun oglądało 1950 widzów (jestem ciekaw, czy jest to liczba orientacyjna, czy dokładna - a jeśli to drugie, to czy tym dwóm brakującym osobom nie wstyd, że przez nich zamiast liczby symbolizującej Avię wyszła ta symbolizująca Motor Lublin). Atmosfera była bardzo pozytywna, a na pikniku kibice gospodarzy byli przemieszani z nielicznymi kibicami gości. Kibice z młyna Avii pozdrowili trenera Świdni, Łukasza Gieresza, który w przeszłości bronił bramki Avii przez większość swojej kariery (zresztą, chyba połowa kadry Świdniczanki ma w swoim CV występy w Avii). Wśród pikników dominowały barwy żółto-niebieskie, ale zdarzały się też zielone koszulki Świdni, noszone głównie przez dzieciaki ze szkółki. Ja jako kibic sukcesu na wszelki wypadek przywiozłem sobie na mecz obydwa szaliki, żeby je wymieniać w miarę rozwoju wydarzeń boiskowych.

W młynie Avii było dziś jakieś 100-150 kibiców. Fani wywiesili na swoim sektorze dwie większe flagi o treści po prostu Avia Świdnik, a także jedną mniejszą z herbem Avii oraz tarczą z charakterystyczną literą H. Kibice mieli dziś bogaty repertuar i nawet to i owo sobie zanotowałem, m.in. takie rzeczy jak:

O, MKS-ie, Klubie ty nasz!
Wierzymy w Ciebie, że dzisiaj wygrasz!


Avia na tronie!
W żółto-niebieskiej koronie!


Dla Was głośno dziś śpiewamy, Avio, wygramy!

Żółty jesienny liść, niebieski morza brzeg!
Wygraj dla nas, Avio, wygraj dla nas, Avio,
Wygraj dla nas dziś ten mecz!

Piknik również został zaktywizowany, ponieważ pośpiewaliśmy sobie na dwie trybuny dość standardowe rzeczy takie jak Kto wygra mecz?. Atmosfera była generalnie pozytywna (i to pomimo utrzymującego się przez większość czasu niekorzystnego dla Avii wyniku), ale klimat popsuł się przy golu dla Świdniczanki na 2:1 w 83. minucie. Piłkarze gości świętowali gola wraz z całą ławką rezerwowych centralnie przed młynem i zdaje się, że jeden z jej piłkarzy, a konkretnie Michał Paluch, wykonał w stronę kibiców żółto-niebieskich jakiś prowokacyjny gest (Paluch należy akurat do tej połowy kadry Świdni, która nie ma Avii w CV... za to spędził on wiele sezonów w Motorze). Na sektorze momentalnie zapanował chaos, a następnie z trybun poleciały bluzgi i do końca meczu dominującą piosenką była po prostu Jazda z kurwami!.... ja z kolei zapobiegawczo wymieniłem zielono-biało-czerwony szalik na żółto-niebieski.

Mecz
 
 

Już sam fakt rozgrywania derbów Świdnika w III lidze jest dość dziwny, ale jeszcze dziwniejsze było to, że do tego meczu Avia przystępowała z pozycji... lidera. Co prawda 6 kolejek to dopiero jakieś 18% sezonu, ale można było mieć wrażenie, że Avia w tym sezonie rzeczywiście chce powalczyć o najwyższe cele (być może właśnie po to latem sprowadzono do Świdnika dwóch piłkarzy z bardzo konkretnymi nazwiskami - Patryka Małeckiego i Adriana Paluchowskiego). Z kolei Świdniczanka z bilansem 1-2-3 trzymała się lekko ponad strefą spadkową, głównie dzięki zwycięstwu parę tygodni wcześniej w meczu ze Starem Starachowice.

Od początku gra toczyła się na połowie Świdniczanki i w zasadzie ten obraz nie zmienił się przez cały mecz - przy czym, to nie jest tak, że Świdnia została zepchnięta do rozpaczliwej obrony. Goście mieli swój pomysł na mecz, który polegał na całkiem inteligentnym bronieniu się i wyprowadzaniu szybkich kontr. Taktyka wypaliła po raz pierwszy już w 14. minucie, kiedy to Świdnia wyszła na prowadzenie. Kamil Sikora zagrał z własnej połowy na prawe skrzydło do Huberta Kotowicza. Pomocnik Świdni miał dośrodkować w pole karne, ale zaskoczył Tadeusza Grabowskiego (a ciekawe, czy czasem też nie zaskoczył siebie samego) skutecznym centrostrzałem. Po uzyskaniu przez gości prowadzenia obraz gry nie za bardzo się zmienił - Avia prowadziła grę i waliła głową o mur, podczas gdy Świdnia wyprowadzała całkiem fajne kontry. Wszystko mogło się zmienić w 31. minucie, kiedy któryś z obrońców Świdni zupełnie niepotrzebnie sfaulował Pawła Ulicznego (Uliczny w momencie faulu był w narożniku pola karnego i to tyłem do bramki), a sędzia wskazał na wapno. W pojedynku między Adrianem Paluchowskim (napastnik Avii, który w czasach kiedy byłem jeszcze licealistą w barwach Legii ustrzelił hat-tricka z Zagłębiem Lubin; w sumie, wspominałem już o tym przy okazji relacji z meczu w Puławach) a Pawłem Sochą górą był bramkarz Świdniczanki. Do przerwy utrzymywał się więc sensacyjny wynik 1:0 dla Świdni.

Po przerwie obraz gry właściwie się nie zmienił - Avia wyprowadzała swoje akcje, ale wszystko kończyło się niecelnymi strzałami, dobrymi interwencjami Sochy lub dobrymi blokami obrońców Świdniczanki. Dużo w grze Żółto-Niebieskich zmieniło na pewno wprowadzenie w 64. minucie na boisko 41-letniego Wojciecha Białka, którego długowieczność i piłkarski skill są dla mnie nie do pojęcia. W 66. minucie Biały wrzucił z rzutu wolnego w pole bramkowe, a któryś z graczy Avii zagrał w stronę długiego słupka, gdzie z bliskiej odległości gola strzelił Kamil Rozmus. Zdobyta bramka podjarała piłkarzy Avii, którzy atakowali dalej. Najbliżsi gola byli w 80. minucie kiedy Adrian Bielka zagrał z prawego skrzydła do Białka, a Biały oddał inteligentny strzał, który trafił jedynie w poprzeczkę bramki Sochy. Nie wiem, czy mecz można było obstawiać na żywo, ale jeśli tak, to kurs na wygraną Świdni mógł w tamtym okresie dość szybko rosnąć.

I nagle nastąpiła 83. minuta. Któryś z obrońców Świdni przejął piłkę pod własnym polem karnym i zagrał długą piłkę w stronę Michała Zubera i tak rozpoczęła się kontrrra w stylu świdnickim (PDK). Zuber ścigał się z dwoma obrońcami Avii i ostatecznie znalazł się w sytuacji sam na sam z Grabowskim; bramkarz Avii wygrał ten pojedynek, ale odbita piłka nieszczęśliwie trafiła powracającego Tomasza Midzierskiego, który zaliczył tym samym bramkę samobójczą. Pięć minut później Świdniczanka wyprowadziła kolejną kontrę, w wyniku której Zuber już w legitny sposób pokonał Grabowskiego, tak że tym razem bramkę zapisano rzeczywiście jemu. Pierwsze w historii Wielkie Derby Świdnika na sensownym poziomie ligowym zakończyły się absolutnie sensacyjnym wynikiem 1:3.

next  prev