glownachomikmapatrocinytags
Broń Radom - Concordia Elbląg 3:1 (0:0)
08.09.2023 19:00
Stadion Broni Radom, N9
3. liga, gr. I
Widzów: 200-250
Cena biletu: 20 zł (normalny)
         

Już trzeci raz w tym roku Chomik nadaje z Radomia - i znów ze Stadionu Broni, o którym... w końcu można powiedzieć, że jest rzeczywiście Stadionem Broni. Radomiak nareszcie przeniósł się bowiem na własny stadion, o czym zresztą zaświadczyłem tydzień temu.

Dotarcie na mecz
 

Mecz odbywał się w piątek, stąd do Radomia wybrałem się bezpośrednio po pracy. Po godzinie 16:00 spakowałem do plecaka komputer i udałem się na stację Warszawa Gdańska, skąd o 16:58 odjeżdżał pociąg relacji Warszawa Gdańska - Skarżysko-Kamienna (oczywiście, bilet kupiłem sobie dopiero od stacji Warszawa Służewiec, ponieważ odcinek warszawski przejechałem w ramach biletu miesięcznego WTP). Na stację Radom Główny dojechałem punktualnie, o godzinie 18:16, następnie udałem się pieszo przez Planty w stronę stadionu na Narutowicza, po drodze oglądając ciekawe plansze informujące o historii stadionu (na których były przedwojenne ilustracye opisane przy pomocy przedwojennej ortografji).

Pomimo tego, że to tylko 3. liga, bilet na mecz można było zakupić przez Internet. Z racji tego, że jestem Chomikiem-kolekcjonerem i nie satysfakcjonują mnie PDF-owe gówno-bilety, udałem się do kasy stadionowej aby zakupić sobie bilet w formie materyalnej. Podałem kasjerce swoje dane osobowe, a ona wydrukowała mi... bilet na kartce A4, w zasadzie niczym nieróżniący się od PDF-owego gówno-biletu. Ech, inaczej zapamiętałem to miejsce.

Stadion
 

Na meczu Broni byłem już w 2017 roku, z czego zresztą zrobiłem relację w ramach cyklu Retrochomik, gdzie zdążyłem już opisać stadion MOSiR na Narutowicza. Dodatkowo, w ramach zeszłotygodniowej relacji z Ekstraklasowego meczu Radomiaka opisywałem niekończące się perypetie związane z budową stadionu na ul. Struga. Z racji tego, że w trakcie powstawania stadionu na ul. Struga Radomiak rozgrywał swoje mecze na obiekcie na ul. Narutowicza, awans RKS-u na najwyższy szczebel rozgrywek istotnie wpłynął na wygląd stadionu na N9:

Aby spełnić wszystkie wymogi tego poziomu rozgrywkowego, na Narutowicza zainstalowano m.in. podgrzewaną murawę, cztery maszty oświetleniowe, czy też dostawiono obok trybun specjalne dodatkowe sektorki, aby dobić do wymaganych 4,5 tysiąca pojemności. Sektorki co prawda już zabrano, ale stadion Broni to aktualnie nadal perła trzecioligowych rozgrywek.

Dzisiejszy mecz odbył się przy sztucznym świetle jupiterów umieszczonych na obydwu trybunach oraz wszystkich czterech masztów oświetleniowych (wydaje się, że w warunkach czwartego poziomu rozgrywkowego jupitery zainstalowane na trybunach w zupełności by wystarczały - zresztą, 6 lat temu wystarczyły).

Trochę mało wyszło tekstu w tej sekcji, a więc wspomnę jeszcze, że przed meczem i w przerwie meczu na stadionie z głośników rozlega się fatalna muzyka z gatunku, który nazywa się chyba latino. W każdym razie, obiekt MOSiR Radom przyzwyczaił mnie już do tego, bo przez lata słyszałem tu przeróżne wynalazki, takie jak disco polo czy też... niemiecki Schlager traktujący o Lukasie Podolskim. A, i jak zwykle na stadionowym telebimie znajdują się niedziałające martwe pola - tym razem przybrały one postać kolorowych podłużnych prostokątów.

Atmosfera
 

W porównaniu z poprzednim meczem Broni, który relacjonowałem na Chomiku, w zakresie atmosfery doszło tu do paru zmian. Pierwsza zmiana jest zdecydowanie pozytywna - otóż tym razem na meczu można było kupić pamiątki Broni, z czego oczywiście skorzystałem, nabywając kubek oraz szalik. Poza tym, zmiany były raczej na minus. Przede wszystkim, nie dopisała frekwencja (być może ma to związek z porą rozgrywania meczu, ewentualnie z cenami biletów, bo 6 lat temu bilet normalny na Broń kosztował... piątaka), ponieważ liczbę widzów szacuję na jakieś 200-250 osób i to bliżej tej niższej wartości. Na meczu była otwarta tylko jedna trybuna, co oznaczało, że pikniki i fanatycy znajdowali się po tej samej stronie. Zresztą, niewiele to zmieniało, ponieważ tego dnia nie było zorganizowanego dopingu. Broń chyba przez te kilka lat pogrążyła się w cieniu Radomiaka, który w międzyczasie awansował o dwie klasy rozgrywkowe w górę.

Jeśli chodzi o widzów, na trybunach bardzo dużo osób nosiło barwy klubowe w postaci szalików lub różnego rodzaju koszulek. Bardzo urzekła mnie koszulka zgodowa, na której froncie znajdowały się znaki Broni oraz Benfiki Powiślanki Lipsko, a na plecach małe przekreślone logo Radomiaka z podpisem anty-radomiak. Doping natomiast robiony był głownie przez dzieciaki, które raz na jakiś czas wykrzykiwały jakieś hasła - były to głównie krótkie zawołania Broń Radom! Broń Radom!, oraz Była, będzie, jest! Broń RKS!. Poza tym, wśród widzów panował jednak nastrój koneserski - przez jakieś 3/4 meczu były to głównie pojedyncze okrzyki w stronę boiska, a przez ostatnie 1/4 meczu - głównie oklaski.

Mecz
 
 

Dla osoby zwracającej uwagi na herby drużyn piłkarskich dzisiejszy mecz był niczym starcie Dobra ze Złem. Gospodarze reprezentowali w tym starciu Dobro, ponieważ mogą oni pochwalić się pięknym i unikalnym historycznym emblematem, który wygląda niemal identycznie jak ten używany 50 lat temu (a może nawet i wcześniej, ale do dawniejszych informacji nie jestem w stanie się dokopać). Z kolei herb Concordii... no cóż. Wygląda on jak praca zaliczeniowa na informatykę w 6. klasie podstawówki - ma bardzo złe liternictwo i elementy graficzne, które sprawiają, że w pomniejszeniu jest absolutnie nieczytelny. Goście w tym starciu reprezentowali Zło.

Poza tym, że mecz był wielką walką Dobra ze Złem, była to również potyczka III-ligowych średniaków, ponieważ po 6 kolejkach obydwa zespoły kręciły się w połowie stawki. Od pierwszego gwizdka mieliśmy tu małe piłkarskie szachy, ponieważ dało się zauważyć, że obydwie drużyny długo utrzymywały się przy piłce, ale nie podejmowały wielkiego ryzyka. Przez pierwszy kwadrans obraz gry wyglądał tak, że podczas gdy jedna drużyna grała bezpiecznie w środku pola, druga uprawiała osławiony niski pressing, aż do momentu kiedy przypadkowo udało się jej przejąć piłkę i role się wówczas odwracały. Nie było kopaniny, ale fajerwerków też nie. Pierwsza groźna akcja miała miejsce w 15. minucie, kiedy Kacper Sionkowski (Concordia) oddał strzał sprzed pola karnego w kierunku długiego słupka. Jakub Kosiorek obronił zarówno ten strzał jak i dobitkę Łukasza Kopki. W 28. minucie goście mieli rzut wolny, który Radosław Bukacki rozegrał w ten sposób, że zamiast zagrać oczywistą wrzutkę oddał strzał w krótki róg, który obronił Kosiorek. Następnie po małym zamieszaniu niecelny strzał przewrotką z 15 metrów oddał Joao Criciuma, co trybuny nagrodziły oklaskami. W 43. minucie miała miejsce w końcu pierwsza groźna akcja dla Broni - po wrzutce z kornera i małym zamieszaniu w polu bramkowym Dorian Buczek oddał strzał zza siebie stojąc tyłem do bramki (było to bardzo specyficzne zagranie, spoza standardowego piłkarskiego abecadła) i trafił w słupek. Do przerwy było 0:0.

Drugą połowę dobrze zaczęli goście - w 52. minucie Joao Criciuma (czy też Fortunato, jak nazywał go spiker, bo jak wiemy, portugalskie/brazylijskie personalia z reguły są pokręcone) oddał znakomity strzał z 25 metrów prosto w okienko bramki strzeżonej przez Kosiorka. Gol został skwitowany przez jednego z kibiców Broni okrzykiem PATRZCIE, TAK WYGLĄDA STRZAŁ NA BRAMKĘ i w sumie miał rację, bo gospodarze jak dotąd nie decydowali się zbyt często na spróbowanie tego zagrania. Goście zaś korzystali z niego dalej. W 54. minucie Mateusz Szmydt trafił z dystansu w boczną siatkę, a w 59. minucie centrostrzał Bukackiego z rzutu wolnego minimalnie minął słupek bramki gospodarzy. 59. minuta była ważną cezurą, ponieważ wówczas trener Broni zdecydował się na wymianę aż trzech zawodników, co istotnie odmieniło oblicze meczu tego meczu. Jeden z wprowadzonych graczy, Adrian Olpiński, w 68. minucie został sfaulowany na 20. metrze przed bramką gości. Do piłki podszedł Dorian Buczek i inteligentnym strzałem obok muru pokonał Dominika Sasiaka, wyrównując stan gry. W 82. minucie gospodarze dostali natomiast karnego za zagranie ręką w polu karnym Mateusza Jońcy. Karnego pewnie wykorzystał Sebastian Kobiera i Broniarze już prowadzili. Wynik został ustalony w doliczonym czasie gry, kiedy gospodarze wyprowadzili kontrę, w której w pewnym momencie mieli przewagę liczebną 5 na 3. Buczek w sytuacji sam na sam z Sasiakiem wycofał piłkę do Jakuba Kowalskiego, a zmiennik załadował na pustaka. Zwycięstwo mogło być jeszcze bardziej okazałe, ale w ostatniej akcji meczu Maksim Kwencer przestrzelił z kilku metrów.

next  prev