glownachomikmapatrocinytags
Bałtyk Gdynia - Pogoń II Szczecin 4:3 (1:1)
25.03.2023 17:00
Gdynia, Narodowy Stadion Rugby
3. liga, gr. II
Widzów: 300-400
Cena biletu: 15 zł (normalny)
         

Drużyna ze strefy spadkowej podejmuje rezerwy. Nie zapowiadało się to za ciekawie... i dobrze, że okazało się zupełnie inaczej.

Dotarcie na mecz
 

Po ostatnim gwizdku w Tczewie, udałem się na dworzec kolejowy, skąd o 14:24 odjeżdżał mój pociąg Polregio relacji Tczew - Gdynia Chylonia. Przed odjazdem zajrzałem do piekarni, gdzie zakupiłem m.in. przysmak kociewski, którego zjedzenie wydawało mi się należytym obcowaniem z tutejszą kulturą (w rzeczywistości, w tym wypieku nie było nic oryginalnego; w każdym razie, był smaczny). Pociąg stawał na stacjach Pszczółki (:3). Pruszcz Gdański, na kilku różnych Gdańskach, jednym Sopocie, paru Gdyniach - w tym na stacji Gdynia Główna, gdzie wysiadłem ok. godziny 15:10.

Nad Gdynią akurat przechodziła ulewa, ale ja przygotowałem się na ten weekend w miarę profesjonalnie, tak więc ruszyłem w mojej nieprzemakalnej kurtce w stronę Narodowego Stadionu Rugby (za to moje buty były całkiem przemoczone, w wyniku czego następnego dnia dotknęło mnie jakieś tajemnicze kalectwo, które sprawiło, że przez cały kolejny tydzień utykałem - cóż, starość nie radość kurwa, ale ja mam dopiero 30 lat). W drodze trochę sobie pokluczyłem, żeby nie być na meczu za wcześnie - na teren stadionu wszedłem jakiś kwadrans po godzinie 16. Na stadionie niestety nie prowadzono żadnej sprzedaży pamiątek (te można nabyć jedynie w biurze klubowym na stadionie, w dzień powszedni), stąd moją jedyną materialną pamiątką z imprezy był bilet. Bilet ten jest dość osobliwym egzemplarzem w mojej kolekcji - na jego froncie widnieje jedynie informacja o tym, że jest to mecz Bałtyku Gdynia, nazwa przeciwnika znajduje się na odwrocie... przybita pieczątką. Fajna rzecz.

Stadion
 
 

Narodowy Stadion Rugby brzmi dość monumentalnie, jednak w rzeczywistości jest to obiekt o oficjalnej pojemności jakichś 2.500 widzów (na wszelki wypadek dałem separator tysięcy, żeby było widać, że nie chodziło mi o 25.000). Składa się on z jednej trybuny, która położona jest od południowej strony boiska, oczywiście wzdłuż linii bocznej (poza tym, za jedną z bramek znajduje się niewielki sektor gości, ale nie mam na jego temat nic ciekawego do powiedzenia). Należy jednak przyznać, że ta jedna trybuna jest bardzo funkcjonalna - jest ona dość stroma, dzięki czemu widok z górnych rzędów jest znakomity. Moje wrażenia były bardzo pozytywne, i bardzo podobne do tych, jakie miałem na stadionie w Stalowej Woli. Nawet konstrukcja trybuny i zadaszenia jest dość podobna (choć w Stalowej trybuna główna ma bardziej bogate zaplecze infrastrukturalne). Trybuna jest pokryta żółtymi i niebieskimi krzesełkami, czyli barwami Arki Gdynia - co wynika z faktu, że na tym obiekcie gra również sekcja rugby Arki (czytałem, że ze względu na Bałtyk na stadionie jest również domieszka białych krzesełek... ale szczerze mówiąc, nie dojrzałem jej). Poza Bałtykiem i sekcją rugby Arki swoje mecze rozgrywa tu również klub Seahawks Gdynia, który zajmuje się z kolei futbolem amerykańskim. Fakt, że na stadionie uprawia się również inne dyscypliny sportowe powoduje, że na boisku wytyczone jest całe mnóstwo dodatkowych linii o niejasnym dla mnie znaczeniu. A propos boiska - jego nawierzchnia jest niestety sztuczna. Biorąc pod uwagę, ile drużyn rozgrywa tu swoje mecze i że niektóre z tych drużyn uprawiają dyscypliny polegające głównie na tarzaniu się po boisku, żadna naturalna murawa by tego nie wytrzymała.

Z innych ciekawostek, Narodowy Stadion Rugby położony jest tuż obok hali sportowej (chyba sportowej), która wygląda trochę jak żeglarz portugalski (bardzo milutkie stworzenie). Niedaleko znajduje się również stacja kolejowa Gdynia Stadion, a w nieco większej odległości (ale to nadal jakieś kilkaset metrów od stadionu rugby) - stadion piłkarski Arki Gdynia. Na Narodowym Stadionie Rugby znajduje się sztuczne oświetlenie, a naprzeciwko trybuny znajduje się duży telebim (na którym przed meczem wyświetlano reklamy, a w trakcie rozgrywki - aktualny wynik). Warto też zwrócić uwagę na fakt, że w łazienkach (przynajmniej przy umywalkach) znajdują się małe okienka, przez które widać boisko. Nie jest to może idealna perspektywa do oglądania meczu, ale w trakcie mycia rąk w stadionowej łazience zawsze lepiej jest widzieć kawałek boiska niż lustro (hmmm, to zdanie brzmi trochę jakbym po prostu miał strasznie brzydki ryj).

Atmosfera
 

Pierwszą rzeczą, jaka rzuca się w oczy w uszy po wejściu na trybunę, jest naprawdę przyjemna muzyka. Lady Pank, AC/DC, osobliwe piosenki Franka Kimono... pierwszy raz od dawna dostrzegłem jakiś sens w tym, że przed meczem z głośników odtwarzana jest muzyka. Były odtwarzane nawet utwory o samym Bałtyku - a konkretnie, rockowy kawałek, którego niestety nie jestem w stanie wyszukać w Internetach, oraz dziwaczny utwór nienależący chyba do żadnego gatunku muzycznego. Ów dziwaczny kawałek był odgrywany również w momencie wyjścia obydwu drużyn na boisko, ponieważ jak się okazało, pełni on funkcję klubowego hymnu. Nawet jego słowa są osobliwe, choćby sam początek utworu:

Bałtyk, Bałtyk, Bałtyk - to nazwa polskiego morza
Bałtyk, Bałtyk, Bałtyk - nasz klub z Gdyni Redłowa

A zresztą, chyba po prostu mogę zalinkować hymn na YouTube. Z innych dziwnych elementów, w trakcie meczu spiker wielokrotnie przypominał kibicom, że Sponsorem strategicznym klubu jest Energa Grupa Orlen. Jest to dość nietypowa praktyka - do tej pory spotkałem się z tym tylko na meczu w Telszach (Litwa). Owym sponsorem tak godnym wspominania w trakcie meczu był wówczas... Orlen Lietuva.

Jeśli chodzi o atmosferę na trybunach, w momencie kick-offu frekwencja wyglądała dość blado, jednak po pierwszym gwizdku ludzie konsekwetnie schodzili się na trybuny i mam wrażenie, że widzów na meczu mogło być nawet 400 (do oficjalnej frekwencji skłonny jestem też doliczyć około dziesięciu widzów, którzy oglądali mecz zza ogrodzenia). Całkiem dużo osób na trybunie miało na sobie biało-niebieskie szaliki Bałtyku (gdzieś w centrum trybuny zasiadała również grupka kibiców gości - w każdym razie, przy golach dla gości dało się słyszeć stamtąd okrzyki radości). Co do samego dopingu, początkowo obraz meczu nie zachęcał kibiców do jakiejkolwiek aktywności, a widzowie ograniczali się do różnych pojedynczych okrzyków w stronę boiska - raczej dezaprobaty.

Na jednym z sektorów znajdowało się jednak kilkanastu kibiców, którzy raz na jakiś czas coś zaśpiewali, a mniej więcej w 60. minucie... zaczęli śpiewać przyśpiewka po przyśpiewce, niemalże bez przerwy aż do końca meczu. Repertuar był bardzo zróżnicowany, ale z wielkim wstydem muszę przyznać, że ze względu na słabą baterię w moim sprzęcie nie zanotowałem sobie ani jednej. No dobra, zapamiętałem jedną, ale dość przypadkowo, ze względu na moje podświadome zamiłowanie do wulgaryzmów - Nie podam dłoni jebanej kurwie z Pogoni!. Czasem do śpiewania włączali się również postronni widzowie z pikniku (w tym ja), ale zazwyczaj tych kilkunastu fanatyków musiało polegać na samych sobie. Wytrwałość opłaciła się, bo w doliczonym czasie gry wpadł ten upragniony gol na 4:3, a kibice nie wiedzieli co robić z tej radości - padali sobie w ramiona, skakali po trybunie pomiędzy rzędami, piękna manifestacja dionizyjskości duszy.

Mecz
 

Sytuacja przed dzisiejszym meczem wyglądała następująco - otóż Bałtyk zajmował ostatnie miejsce w swojej grupie III ligi z zaledwie 10 punktami zgromadzonymi w 20 meczach, z kolei rezerwy Pogoni były viceliderem tabeli z 44 punktami (przy jednym zaległym meczu). Biorąc pod uwagę pozycję w tabeli obydwu zespołów oraz ich aktualną formę, zapowiedzi przedmeczowe, zgodnie z którymi Gdynia miała być dla rezerw Pogoni zawsze trudnym terenem, gdzie na 10 ostatnich meczów przegrały aż 7 brzmiały absurdalnie i były odrealnione niczym horoskop. I rzeczywiście, już od pierwszego gwizdka spotkanie zapowiadało się na bardzo jednostronne. Portowcy większość czasu spędzali na połowie gości, z kolei Kadłuby (przydomek Bałtyku) naprawdę miały wielkie problemy, żeby w ogóle opuścić własną połowę. Co ciekawe, w drużynie Pogoni na def-midzie grał nie kto inny jak sam Bartosz Ława - piłkarz, który zadebiutował w Ekstraklasie w 1998 roku, gdzie grał m.in. w Pogoni, Arce (nie dość, że Śledź, to jeszcze Paprykarz! - krzyczał ktoś z trybuny), Amice i Widzewie. Obecnie piłkarz ten ma 44 lata (!) i nadal jest w stanie rozegrać pełne 90 minut na poziomie ćwierć-centralnym. W dzisiejszym meczu zajmował się m.in. biciem stałych fragmentów gry (poza wolnymi bezpośrednio zagrażającymi bramce Bałtyku, które zostawiał innym).

Sponsorem strategicznym klubu jest Energa Grupa Orlen

Piłkarze Bałtyku dopuszczali do kolejnych akcji gości, aż doigrali się w 22. minucie - Dawid Rezaeian wycofał piłkę w polu karnym do Kacpra Łukasiaka, który wrzucił na 5. metr do Olafa Korczakowskiego. Napastnik Pogoni uderzył piłkę głową, ta odbiła się jeszcze od poprzeczki i wpadła do bramki. Bramka zadziałała otrzeźwiająco na gospodarzy, bo w końcu zaczęli zapuszczać się na połowę rywali. Bazowali co prawda na lagach i jakichś przypadkowych zrywach, ale przynajmniej próbowali. Opłaciło się, ponieważ w 33. minucie Oktawian Skrzecz powalczył w pressingu i odebrał piłkę na 30. metrze Ławie, po czym zagrał do Ezany Kahsaya, który został chyba sfaulowany, ale piłka ostatecznie trafiła do Karola Fietza. Pomocnik Bałtyku oddał strzał z linii pola karnego, a piłka odbiła się od poprzeczki, od ziemi, ponownie od poprzeczki i wyszła w pole. Sędzia główny dostrzegł (raczej prawidłowo, ale nie była to łatwa sytuacja), że piłka przekroczyła w tej sytuacji linię bramkową, dzięki czemu stan gry uległ wyrównaniu. Pod koniec pierwszej połowy w bardzo dobrej sytuacji znalazł się (chyba) Łukasiak, który przytomnie przelobował w sytuacji sam na sam bramkarza gospodarzy, jednak jeden z obrońców Bałtyku wybił lecącą do bramki piłkę. Do przerwy gospodarze utrzymali całkiem korzystny rezultat.

Druga połowa to była już totalna jazda bez trzymanki. Od początku drugiej połowy Bałtyk wyglądał już jak równorzędny rywal dla rezerw Pogoni, ale został zgaszony przez Korczakowskiego, który strzałem w krótki róg pokonał Piotra Bochińskiego po raz drugi (ponoć 3. bramkarz Bałtyku spisywał się dziś całkiem dobrze). W 61. minucie nastąpił kluczowy moment meczu - Kahsay (napastnik, który nie miał w tym meczu wielu istotnych zagrań, ale przez całe 90 minut szarpał, biegał, pressował i generalnie był bardzo uciążliwy dla obrońców gości) przejął piłkę tuż przed polem karnym Pogoni i został sfaulowany przez spóźnionego Michała Kwietnia, za co defensor Pogoni zarobił drugie żółtko. Kadłuby przez pół godziny grały w przewadze. Skrzecz nie wykorzystał tego wolnego (strzelił obok bramki), jednak parę minut później wykazał się dużą fantazją i pięknym strzałem w długi róg trafił na 2:2. Bałtyk cisnął dalej, ale niespodziewanie to Portowcy ponownie wyszli na prowadzenie w 72. minucie - po wrzutce w pole karne Wojciech Lisowski ubiegł Bochińskiego (spory błąd bramkarza) i trafił głową do bramki. 5 minut później gracze Bałtyku wyrównali stan gry po raz trzeci - po wrzutce z wolnego w pole karne piłkę głową odegrał na 6. metr Arkadiusz Korpalski, a tam najlepiej odnalazł się Skrzecz, który trafił pod poprzeczkę.

Sponsorem strategicznym klubu jest Energa Grupa Orlen

Bałtyk po raz pierwszy wyszedł na prowadzenie dopiero w doliczonym czasie gry - po wrzutce z kornera bardzo dobry strzał głową w okienko oddał Kahsay, a jeszcze lepszą interwencją popisał się Maciej Kowal, ale piłkę z bliska dobił do bramki Igor Jankowski. Po tym golu Bałtyk cofnął się oczywiście do obrony - gracze Kadłubów tak się podjarali tym ganianiem za piłką i wybijaniem jej, że w pewnym momencie pozostawili w swoim polu karnym trzech niekrytych piłkarzy Pogoni. Tam właśnie posłali piłkę Portowcy, ale Bochiński zrehabilitował się za swój wcześniejszy błąd i obronił w stylu szczypiorniaka strzał z bliska głową. Bałtykowi udało się dociągnąć prowadzenie do końcowego gwizdka - dzięki temu spektakularnemu zwycięstwu Bałtyk przesunął się na przedostatnie miejsce w tabeli, wyprzedzając Unię Janikowo... która wycofała się z rozgrywek kilka kolejek temu, po rundzie jesiennej.

next  prev