 |
Pogoń Tczew - Śląsk Wrocław 3:3 (2:2)
25.03.2023 12:00
Tczew, Stadion Miejski im. Jana Stachowiaka
Orlen Ekstraliga Kobiet
Widzów:
150-200
Cena biletu:
- (mecz niebiletowany)
| |
Po nieco zbyt długiej przerwie Chomik ponownie rusza w Polskę. Tym razem oglądam Ekstraligę Kobiet w Tczewie, a przeciwnikiem gospodyń jest... jak zwykle już zespół z Wrocławia (nie jest to przeze mnie jakoś zamierzone, ale za każdym razem natrafiam właśnie na ten zespół).
| | Dotarcie na mecz |
    |
Moja podróż zaczęła się w sobotę rano w Warszawie - o godzinie 8:13 ze stacji Warszawa Gdańska odjechał mój pociąg relacji Łódź Fabryczna - Kołobrzeg (nieistotny fakt - jechałem w przedziale pełnym emerytek, które akurat zmierzały do różnych nadmorskich sanatoriów). Mój pociąg nie był żadnym ekspresem, ale o dziwo, dojechał do Tczewa o czasie, o godzinie 11:10.
Z racji tego, że do meczu pozostało mi zaledwie 50 minut, nie miałem za bardzo czasu na zwiedzanie miasta. Na szczęście, kulturówkę związaną z Tczewem miałem odhaczoną już dawno - rok temu podczas powrotu z meczu w Chojnicach rozplanowałem sobie podróż w taki sposób, że spędziłem w Tczewie ok. 2 godziny. Zobaczyłem wtedy kawałek miasta, stojącą przed dworcem lokomotywę, brzeg Wisły i oczywiście słynny najdłuższy w Polsce most kolejowy. Miałem wówczas okazję zobaczyć również stadion, dlatego też wyjątkowo nie miałem problemu, żeby dziś trafić na miejsce rozgrywania meczu (jest to kilka minut spacerem ze stacji kolejowej).
| | Stadion |
    |
    |
Stadion Miejski im. Jana Stachowiaka (wieloletni prezes Unii Tczew) - nie mylić z innymi tczewskimi stadionami, takimi jak nieco nowszy stadion lekkoatletyczny im. Alfonsa Guzińskiego (tczewski trener i działacz sportowy). Arena dzisiejszego meczu składa się z boiska znajdującego się w (chyba) naturalnym zagłębieniu terenu, a miejsca dla widzów znajdują się na poszczególnych stokach otaczających murawę. Co ciekawe, jest to stadion stricte piłkarski, co oznacza, że na szczęście dla widzów nie ma na nim bieżni, więc miejsca dla widzów nie są zbytnio oddalone od murawy.
Na stoku ciągnącym się wzdłuż linii bocznej boiska znajduje się główna trybuna stadionu, zgodnie z oficjalnymi danymi licząca jakieś 1200 miejsc. Konkretnie, jest to 9 rzędów (a w porywach 10) niezbyt wygodnych siedzeń bez oparć. Zgodnie z archiwalnymi zdjęciami, kiedyś na trybunie białe i niebieskie siedzenia tworzyły napis UNIA TCZEW , ale obecnie kolor siedzisk jest raczej jednolity, a konkretnie wypłowiały jasno-niebieski; dodatkowo, wschodnia część głównej trybuny jest obecnie wyłączona z użytku i częściowo rozebrana. Naprzeciwko głównej trybuny, na przeciwległym stoku, znajduje się zadaszone stanowisko dla kamerzysty oraz wydzielony i ogrodzony sektor gości. Z tyłu, już zza ogrodzenia stadionu można również w całkiem niezłych warunkach podziwiać wydarzenia boiskowe, na co dzisiejszego dnia zdecydowało się jakichś 10 widzów.
Przy trybunie głównej znajduje się również budynek klubowy wyglądający trochę jak większy dom jednorodzinny (albo, patrząc na jego niemal doskonałą symetrię, bliźniak). Na budynku znajdują się napisy POGOŃ TCZEW oraz MKS GRYF TCZEW , ale niestety, nie było na nim żadnej tablicy wyników (swoją drogą, wyglądało to trochę kuriozalnie, gdy któryś z kibiców sprawdzał w Internecie wynik meczu, na którym aktualnie był). Na meczu nie było też żadnego spikera stadionowego, który informowałby widzów o tym, jaki jest aktualny wynik albo kto strzelił bramkę/ dostał kartkę - co prawda na stadionie rozstawiono całkiem potężne głośniki, ale służyły one tylko do tego, by przed meczem puszczać na cały regulator gównianą muzykę klubową (na tyle głośną, że fale dźwiękowe odbijające się od położonych za stadionem domów stały się wtórnym źródłem dźwięku, o ile takie pojęcie istnieje). No cóż.
| | Atmosfera |
    |
Pierwszą rzeczą, jaka rzuciła mi się w oczy po przyjściu na stadion, był kilkunastumetrowy transparent o treści WALCZYĆ TRENOWAĆ, HEJ POGOŃ MOŻE PANOWAĆ rozpięty na froncie trybuny głównej. Gdy piłkarki wychodziły na murawę, z głośników rozległ się (prawdopodobnie) hymn Pogoni Tczew - taki przyzwoicie wykonany rap, na pewno będący sporym ukojeniem dla uszu po tej całej muzyce klubowej. Ale co ciekawe, bardzo dużo działo się tego dnia również na samej trybunie - jak na mecz kobiecego futbolu, zaskakująco dużo.
Jeszcze przed meczem zwróciłem uwagę na fakt, że wiele osób na trybunie nosiło granatowo-czerwone szaliki Pogoni Tczew (ja jakoś nie miałem tego dnia werwy, by krążyć po obiekcie i wypytywać osoby funkcyjne o możliwość zakupienia jednego). Mało tego, po raz pierwszy w życiu zdarzyło mi się, że zobaczyłem na meczu... pieska ubranego w barwy klubowe (konkretnie, pelerynkę z wprasowanym herbem klubu). Kiedy już myślałem, że psi fanatyk kobiecego futbolu to będzie najlepsze co tego dnia ujrzę, ku mojej radości jeden z kibiców przyniósł na stadion bęben. W jego rytmie od początku spotkania grupa kibiców wyśpiewywała dość proste i zróżnicowane zawołania. Na początek śpiewano rzeczy w rytmie refrenu Go West! , takie jak: Tczewska! Tczewska Pogoń Tczew!
Pogoń! Pogoń Dekpol Tczew!
Swoją drogą, mam wrażenie, że Tczew to niezbyt fortunna nazwa miasta dla tych, którzy chcą wyśpiewywać różne hasła o swoim klubie. Innymi hasłami było Walczyć, Pogoń, Walczyć! , Pogoń Tczew! , czy Nic się nie stało, Pogonio, nic się nie stało! (gościnie szybko wyszły na prowadzenie). Śpiewali też m.in. dłuższą piosenkę Na trybunach śpiew, na boisku walka... , którą do tej pory kojarzyłem tylko z Lechem Poznań - było to dla mnie o tyle dziwne, że Tczew to jest chyba rejon opanowany przez fanatyków Lechii Gdańsk (zresztą, wszędzie na murach jest nasprayowany skrót od Lechia Gdańsk Fans Tczew - LGFT hehe, wygląda jak LGBT ). Biorąc pod uwagę brak spikera stadionowego, bardzo przydatny był fakt, że kibice wyśpiewywali też imiona i nazwiska strzelczyń bramek (choć ponoć przy Kornelii Okoniewskiej popełnili jakąś pomyłkę). W drugiej połowie zdarzyło im się też wyśpiewywać coś pod adresem sędzi (dlaczego? o tym w kolejnej sekcji), jednak było to nadal kulturalne Sędzia kalosz! .
Dzisiejszy mecz zgromadzil przyzwoitą widownię, której liczbę oszacowałbym na jakieś 150-200 widzów. Liczba osób na trybunie w trakcie meczu podlegała jednak znacznym fluktuacjom, ponieważ ok. 30. minuty meczu nad Tczewem przeszła ulewa (tzw. ściana wody), która dość skutecznie przerzedziła szeregi kibiców. Niektórzy pochowali się w samochodach, inni nie wiadomo gdzie, ale zdecydowana większość wróciła na trybuny i w drugiej połowie kontynuowała oglądanie meczu.
| | Mecz |
    |
    |
Faworytem meczu były piłkarki Śląska. Pogoń Tczew jest beniaminkiem Ekstraligi i po 15 kolejkach znajdowała się minimalnie nad strefą spadkową, mając na koncie 12 punktów w 14 meczach (przy jednym zaległym). Bilans Pogoni z zespołami z górnej połówki wynosił 0-0-7, przy bilansie bramkowym 3-28. Fakt, że piłkarki Śląska przed dzisiejszym meczem znajdowały się na 4. miejscu tabeli (czyli górna połówka) nie był dla gospodyń dobrym prognostykiem.
Piłkarki z Wrocławia przeważały od początku meczu i wyszły na prowadzenie już w 7. minucie. Po wrzutce z kornera w pole karne strzał głową oddała Karolina Ostrowska - po drodze piłka odbiła się jeszcze od co najmniej jednej z obrończyń Pogoni, ale gola zaliczono właśnie Ostrowskiej. Przez pierwszy kwadrans piłkarki Pogoni raczej statystowały na boisku, ale na szczęście później zaczęły przejmować inicjatywę (być może wynikało to z kontuzji i przedwczesnego zejścia z boiska Marceliny Buś ze Śląska). W 22. minucie wyprowadziły kapitalną akcję - Martyna Tryka dorzuciła piłkę na 5. metr, a Magdalena Sobal znakomitym szczupakiem pokonała Annę Bocian. Jak wiadomo z poprzedniej sekcji, ok. 30. minuty nad Tczewem przeszła ulewa, która wprowadziła do gry element losowości, bo piłkarki raz po raz ślizgały się i traciły równowagę. W tych warunkach Pogoń wyszła po raz pierwszy na prowadzenie - w 39. minucie na strzał po ziemi z ok. 30 metrów zdecydowała się Kornelia Okoniewska, a piłka wpadła idealnie tuż przy słupku bramki gościń. Gospodynie nie nacieszyły się prowadzeniem zbyt długo, ponieważ już w 42. minucie po wrzutce z kornera Katarzyna Białoszewska pokonała strzałem głową Natalię Niemaszyk (która mogła się trochę lepiej zachować na przedpolu) i było już 2:2.
Druga połowa była dość wyrównana. W 64. minucie piłkarki Pogoni ponownie wyszły na prowadzenie - po wrzutce z kornera piłkę głową odegrała Joanna Jeleń, a piłka trafiła do Roksany Polańskiej, która załadowała pod ladę. Wtedy zaczął się okres kapitalnej gry gospodyń, podczas którego powinny one były rozstrzygnąć mecz. W 66. minucie Aleksandra Pąk świetnie odegrała na 5. metr do Okoniewskiej, której wystarczyło dołożyć nogę i wbić piłkę do pustej bramki. Okoniewska jednak w tej sytuacji fatalnie przestrzeliła, co mogło mieć związek z nie najlepszym stanem tczewskiej murawy, bo piłka chyba skozłowała tuż przed zawodniczką. Niecałą minutę później w bardzo dobrej sytuacji znalazła się Aleksandra Sudyk, ale jej strzał po ziemi z 15 metrów Bocian końcami palców odbiła na słupek. Okres kapitalnej gry gospodyń trwał dosłownie 4 minuty i został definitywnie zakończony przez interwencję wślizgiem Okoniewskiej na 25. metrze od własnej bramki. Interwencja co prawda była czysta, jednak sędzia ukarała zawodniczkę drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartką, a Śląsk zamienił stały fragment gry na bramkę - Joanna Wróblewska oddała mocny strzał w okno i pokonała Niemaszyk.
Swoją drogą, praca trójki sędziowskiej w dzisiejszym meczu nie była na najwyższym poziomie. Sędzia Karolina Bojar-Stefańska (osoby, które popełniają ten głupi błąd językowy i nazywają sędzię-kobietę sędziną tutaj przypadkowo mają rację, bo poza tym, że jest ona sędzią, jest również żoną sędziego Stefańskiego) momentami przestawała panować nad meczem. Jednym z przykładów była sytuacja z ok. 50. minuty, kiedy gospodyniom ewidentnie należał się korner, ponieważ strzał sprzed pola karnego ewidentnie odbił się od jednej z obrończyń Śląska i zmieniając trajektorię, wylądował w okolicy chorągiewki. Sędzia wskazała jednak na piątkę i dodatkowo ukarała zawodniczkę i trenera Pogoni żółtymi kartkami za protesty (a ową zawodniczką była... Okoniewska). W innej sytuacji doszło do dość kuriozalnej dwukrotnej zmiany drużyny, która powinna wykonać stały fragment gry. Generalnie, gospodynie miały prawo czuć się tego dnia pokrzywdzone, bo nie powinny kończyć tego meczu w dziesiątkę.
Pod koniec meczu piłkarki Śląska próbowały zdobyć czwartą bramkę, a piłkarki Pogoni zostały zepchnięte do coraz bardziej nerwowej obrony. Pod koniec meczu Wrocławianki wyprowadziły prawym skrzydłem ciekawą akcję, która skończyła się strzałem Kamili Czudeckiej w słupek (w okolicach spojenia bramki). Ostatecznie jednak gospodynie przetrwały ten napór i mecz zakończył się rezultatem 3:3.
|
| |
| |
  
|
|