 |
F91 Diddeleng - Progrès Niederkorn 1:4 (0:2)
12.02.2023 14:30
Stade Jos Nosbaum, Dudelange/Diddeleng
Nationaldivisioun (BGL Ligue)
Widzów:
480
Cena biletu:
10 (normalny)
| |
OK, dziś znów mam do zaoferowania coś specjalnego, a mianowicie relację z miejsca, które zapewne jest bardzo dobrze znane każdemu fanowi polskiej piłki nożnej - szczególnie tego, który śledzi poczynania naszych drużyn w europejskich pucharach. Przedstawiam relację ze sławnego Dudelange (a po luksembursku - Diddeleng ).
| | Dotarcie na mecz |
    |
    |
Jak hardkorowi fani Chomika Piłkarskiego zapewne dobrze wiedzą, poprzednim przystankiem w trakcie mojej pielgrzymki do Luksemburga był Maastricht, gdzie obejrzałem ciekawy mecz Eerste Divisie. Z Maastricht do Luksemburga przyjechałem niezawodnym Flixbusem (najlepsze finansowo rozwiązanie dla każdego chomika-cebulaka) - wsiadłem w zielony autobus w sobotę rano o godzinie 9.25 i wysiadłem w stolicy Luksemburga (która dla odróżnienia od samego kraju nazywana jest również Ville de Luxembourg albo Stad Lëtzebuerg) o godzinie 12:20.
Mecz w Diddeleng miał odbyć się dopiero w niedzielę, co oznaczało, że cały sobotni dzień mogłem poświęcić na zwiedzanie miasta. W standardowych okolicznościach po prostu znalazłbym sobie jakiś mecz do obejrzenia w sobotę (i to być może niejeden), a relacja z Diddeleng nosiłaby na stronie numer #127, ale tym razem nie było to takie łatwe. W ten weekend w państwie Luksemburg odbywały się co prawda aż 32 mecze na 3 poziomach rozgrywkowych, jednak... aż 31 z nich odbyło się w niedzielę (a tylko jeden w piątek wieczorem) i rozpoczynały się one między godziną 14:30 a 16:00. Mogłem co prawda zaryzykować wycieczkę do Arlon (mecz belgijskiej okręgówki) lub Metz (francuska Ligue 2.), ale wolałem nie ryzykować sytuacji, w której nie zdążyłbym powrócić na nocleg do Luksemburga. Dlatego też sobotę spędziłem niczym modelowy turysta, zwiedzając miasto Luksemburg.
Swoją drogą, miasto Luksemburg to bardzo ciekawe miejsce. Bardzo charakterystyczną cechą miasta jest to, że jest ono poprzecinane głębokimi na jakieś 30-50 metrów wąwozami/dolinami (nie wiem jak to się fachowo nazywa) rzek Alzette oraz Petrusse. Ponad dolinami poprowadzone jest kilka charakterystycznych dla miasta arkadowych mostów, bardzo malowniczych. Będąc w stolicy, warto jest zobaczyć Gare Centrale, Stare Miasto, Pfaffenthal (część miasta znajdująca się właśnie w dolinie, dokąd można zjechać słynną windą lub funikularem), czy TSUE. Biorąc pod uwagę, że nie spieszyło mi się z powrotem do mojego hostelu (znów dla oszczędności spałem w pokoju wieloosobowym), wsiadłem nawet w komunikację miejską i z ciekawości dojechałem do położonego za miastem lotniska. Bardzo fajnie jeździło mi się po okolicy, szczególnie biorąc pod uwagę, że transport publiczny w państwie Luksemburg jest darmowy (to jest dopiero najlepsze finansowo rozwiązanie dla każdego chomika-cebulaka).
W niedzielę natomiast nadszedł czas na główny punkt wycieczki, jakim była pielgrzymka do Kolebki Futbolu. O godzinie 9:39 wsiadłem na Gare Centrale w pociąg relacji Luxembourg - Nancy i wysiadłem o godzinie 9:50 w niezbyt znanej miejscowości Beetebuerg (Bettembourg), gdzie miałem przesiadkę. Z racji tego, że do meczu w Diddeleng było jeszcze dość długo, spędziłem najpierw godzinę na zwiedzaniu owego Beetebuergu. Prawdę mówiąc, nie było tu za dużo do oglądania - najciekawszym punktem był chyba położony na obrzeżach miasta stadion lokalnego klubu SC Bettembourg, gdzie tego dnia o 16:00 miał odbyć się mecz luksemburskiej ekstraklasy (gdybym się spiął, zapewne zdążyłbym zobaczyć ostatnie 20 minut, ale nie na tym polega groundhopping). W końcu, o 11:18 wsiadłem w pociąg bardzo krótkiej relacji Bettembourg - Dudelange i już o 11:24 wysiadłem na stacji Dudelange-Ville. Dotarcie do Dudelange uczciłem spożyciem na stacji niewielkiej luksemburskiej eau-de-vie (fr. wóda woda życia) o smaku mirabelkowym. Nie lubię co prawda smaku wódy w dodatku te mirabelki - twarde kwaśne i małe, ale musiałem w odpowiedni sposób uczcić absurdalny fakt dotarcia do słynnego Dudelange. Gdy już zwiedziłem sobie wszystko, co było warte uwagi w mieście czyli niewiele i posiliłem się kebabem, udałem się na kameralny Stade Jos Nosbaum, gdzie miało się odbyć Futbolowe Misterium.
| | Stadion |
    |
    |
Na samym początku chcę podkreślić jedną rzecz - otóż stadion w Diddeleng wcale nie jest miejscem, gdzie dokonywały się wszystkie ciekawe wydarzenia w europejskich pucharach. Drużyna F91 Diddeleng rozgrywała swoje europejskie boje w stolicy ze względu na to, że tamtejsze obiekty spełniały niezbędne wymogi w zakresie pojemności, bezpieczeństwa, oświetlenia i tak dalej. Czego nie można powiedzieć o stadionie w Diddeleng.
Stade Jos Nosbaum to kompaktowy obiekt upchnięty w dość karkołomny sposób na wzniesieniu na przedmieściach miasta. Zgodnie z oficjalnymi danymi, stadion liczy 2558 miejsc siedzących. Nie mam dokłądnych danych na temat pojemności poszczególnych trybun, ale ok. 1000 miejsc należy przypisać do głównej trybuny stadionu. Trybuna ta liczy pięć rzędów czerwonych, białych i żółtych (dość nieoczekiwanie, kolor żółty jest podstawowym kolorem klubowym drużyny F91 Diddeleng) krzesełek. W centrum znajdują się krzesełka białe i żółte, które przeznaczone są dla posiadaczy karnetów (standardowo, jak to na Zachodzie, RODO nie jest chyba traktowane poważnie i na krzesełkach naklejone są personalia posiadaczy karnetów), a bardziej po bokach znajdują się czerwone krzesełka z domieszką białych siedzeń, które tworzą dwa napisy F91 . Trybuna jest nieco ciasna, a zadaszenie położone dosyć nisko, ale niewątpliwym plusem jest fakt, że z przodu nie podpierają go żadne filary. Dodatkowo, trybuna jest lekko podniesiona względem poziomu boiska, a odległość pomiędzy nią a linią boczną jest na tyle mała, że odbiór wydarzeń boiskowych jest naprawdę dobry. Jedynym problemem jest fakt, że nie zawsze dobrze widać, co właściwie dzieje się przy samej linii bocznej.
Naprzeciwko trybuny krytej znajduje się trybuna odkryta, mocno już nadgryziona zębem czasu. Jest ona zbudowana z betonowych stopni opartych na zboczu znajdującego się za nią wzniesienia. Stopnie są dosyć strome, co oznacza, że widoczność z wyższych rzędów jest bardzo dobra. Trybuna pokryta jest dość wyblakłymi już niebieskimi krzesełkami, z domieszką równie wyblakłych czerwonych krzesełek, znów tworzących dwa napisy o treści F91 . Południowa część trybuny odgrodzona jest od reszty dość wysokim płotem, co sugeruje, że kiedyś służyła ona za sektor gości. Nie jest on jednak używany w tym celu (w Luksemburgu kibice gości nie stanowią na stadionie zagrożenia, stąd po prostu zasiadają oni w okolicy pikniku).
Poza tym, na stadionie znajdują się niezbyt imponująca tablica świetlna oraz zaledwie treningowe sztuczne oświetlenie. Co ciekawe, na stadionie mamy w pełni naturalną murawę, co nie jest takie oczywiste w przypadku futbolu półprofesjonalnego (w takim Beetebuergu murawa na stadionie była sztuczna).
| | Atmosfera |
    |
    |
Na dzisiejszym meczu stawiło się w sumie 480 widzów. Ciężko jest oceniać, czy to dużo, czy mało, w każdym razie byli oni równomiernie rozłożeni na stadionie liczącym 2,5 tysiąca miejsc siedzących, więc wizualnie nie wyglądało to tak źle. Jeśli chodzi o atmosferę kibicowską, gospodarze nie przejawiali większego zaangażowania (choć tu istotny wpływ mogły mieć traumatyczne dla nich wydarzenia boiskowe), nie mówiąc o jakichkolwiek formach zorganizowanego dopingu. Największy fanatyzm na stadionie przejawiała grupka kilkunastu kibiców przybyłych z Niederkorn, którzy zainstalowali się na południowym skraju trybuny głównej z dwiema flagami - pierwsza z nich to flaga Luksemburga z wysprayowanym/wyklejonym napisem Nidderkuer (Niederkorn po luksembursku), a druga to profesjonalnie wydrukowana czarna flaga z herbem Progrèsu oraz napisem AM ASAZ FOR EIS EKIPP, EMMER DO FOR EISE PROGRES (coś na pewno przekręciłem, ale na szczęście żaden znawca języka luksemburskiego mnie tu nie poprawi). Mieli również z sobą bęben, na którym wygrywali proste rytmy, wykrzykując m.in. po prostu Progrès Niederkorn! . Generalnie, jeśli chodzi o klimaty kibicowskie, nie mam za wiele do opowiadania, dlatego więc opiszę pokrótce jak wyglądało moje zbieranie fantów na dzisiejszym meczu.
Po wejściu na stadion, w pierwszej kolejności w moje ręce wpadł całkiem gustowny i darmowy program meczowy wydany w formie porządnego magazynu w formacie A4. Nie był to w sensie dosłownym program meczowy , ponieważ nie zawierał on informacji nt. dzisiejszego meczu - była to tak naprawdę informacja o kadrze F91 na sezon 2022/23 i kilkanaście stron reklam (ciężko jednak narzekać na darmowy program meczowy, szczególnie pozyskany w Diddeleng). Lepszym źródłem informacji był zapewne (o ile ktoś zna język francuski) darmowy egzemplarz magazynu DRIBBLE! , który mi wręczono do rąk, choć zupełnie tego nie oczekiwałem (gorączkowo próbowałem sobie przypomnieć, jak jest dziękuję po francusku, aż w końcu elokwentnie odpowiedziałem gracias ). Magazyn ten jest poświęcony w całości lidze luksemburskiej, znajdowały się tam wywiady z piłkarzami/trenerami oraz raporty z przygotowań poszczególnych drużyn do rundy wiosennej. Bardzo fajna rzecz.
Najfajniejszą rzeczą są natomiast pamiątki. Kiedy tylko stoisko z gadżetami otworzyło się, dopadłem znajdującego się tam sympatycznego emeryta, choć ten dopiero rozkładał cały kramik. Jak mogłem się niestety spodziewać, na meczu nie prowadzono sprzedaży kubków (jak wspominałem, na Zachodzie są dosyć wyczuleni na punkcie przedmiotów, którymi można rzucać w kierunku boiska), ale udało mi się zakupić szalik F91 Diddeleng. Jest to wyjątkowy szalik w mojej kolekcji, ponieważ był zupełnie jak... stuła (dla niewtajemniczonych - stuła to taki szalik katolickiego księdza - zdarza mi się być u spowiedzi, a potem ją ucałowywać, to wiem). W przeciwieństwie do wszystkich moich szalików, ten konkretny był wydrukowany na cienkim, dość sztywnym materiale. Stuła z Dudelange - ktoś postronny mógłby pomyśleć, że nie chodzi tu o piłkarską pamiątkę, a o jakiś magiczny artefakt (i wiele by się nie pomylił, ponieważ to nie byle co, a PAMIĄTKA Z SAMEGO DUDELANGE/DIDDELENG!).
Skoro już uraczyłem swoją duszę faktem przywdziania stuły z Diddeleng (byłem jedną z bardzo niewielu osób, która miała na sobie jakiekolwiek barwy klubowe), przyszedł czas na uraczenie również swojej somy na stoisku gastronomicznym. Na stadionie w Diddeleng funkcjonuje bardzo ciekawe rozwiązanie polegające na tym, że na stoiskach gastronomicznych płaci się bonami pieniężnymi (Bon de Consommation), co pozwala zaoszczędzić czas ludziom, którzy wydają z okienka napoje i jedzenie. Udałem się do odpowiedniego punktu, gdzie u sympatycznej emerytki zamieniłem pieniądze na bon, a następnie wymieniłem ten bon na kubek czerwonego wina (prawdziwe luksemburskie czerwone wino - idealny rarytas dla osoby chcącej należycie przeżywać luksemburski futbol). Ze względu na to, że napoje były wydawane w plastikowych kubkach z logo F91 (co wiązało się z dodatkową kaucją 2), postanowiłem nie oddawać swojego kubka, dzięki czemu technicznie rzecz biorąc, mogę powiedzieć, że kupiłem sobie kubek F91 Diddeleng. A tak przy okazji, kupiłem też drugi kubek, który podarowałem koledze K., a.k.a. Karczownikowi (zgodnie z pseudonimem, jaki nadałem mu w relacji z Najjaśniejszej Republiki San Marino).
| | Mecz |
    |
    |
Zanim zaczniemy omawiać przebieg dzisiejszego meczu Nationaldivisoun (znanej też jako BGL Ligue), warto powrócić wspomnieniami do paru innych meczów Dudelange. Drużyna ta jest bowiem dość znana w naszym kraju, przede wszystkim za sprawą wyeliminowania Legii w 2018 roku z eliminacji do Ligi Europy. Nazwa Dudelange stała się wówczas synonimem największej kompromitacji polskiego futbolu w dziejach - raczej niesłusznie, ponieważ piłkarze F91 w kolejnej rundzie wyelminowali CFR Cluj i awansowali do fazy grupowej, gdzie choćby bezbramkowo zremisowali z Betisem Sewilla Realem Betis. W ciągu ostatnich paru lat poziom sportowy drużyny z Diddeleng znacznie spadł, jednak i tak byli oni równorzędnym rywalem dla Lecha, z którym ostatecznie odpadli w 2022 roku w fazie play-off eliminacji do Ligi Konferencji Europy. Niemniej, nazwa Dudelange już na stałe będzie budzić postrach w sercach piłkarzy polskich drużyn.
Sytuacja przed dzisiejszym meczem wyglądała następująco - piłkarze z Diddeleng byli po rundzie jesiennej liderem ligi z ciekawym bilansem, na który składało się 14 zwycięstw i... domowa porażka z viceliderem z Hesperange aż 0:4. Tak więc, F91 Diddeleng było lekkim faworytem dzisiejszego spotkania, jednak zdarzyło się, że klasowa drużyna wcisnęła im na ich własnym stadionie czwórkę. Biorąc pod uwagę, że za klasową drużynę należało uznać również Progrès (który przed dzisiejszym meczem zajmował 3. miejsce w tabeli), wiele mogło się tu dziś wydarzyć.
Przy okazji, małe objaśnienie stosowanych w relacji nazw - drużyna gospodarzy zdaje się być dość mocno przywiązana do języka luksemburskiego, co przejawia się m.in. tym, że słowo Diddeleng znajduje się w oficjalnym herbie klubu, dlatego też używam właśnie takiej nazwy. W przypadku piłkarzy gości, standardowo używaną nazwą we wszystkich materiałach jest Progrès Niederkorn - stąd, nie próbowałem używać w relacji luksemburskiej nazwy miasta (Nidderkuer ), choć osobiście uważam język luksemburski za wspaniały fenomen.
Jeśli chodzi o sam przebieg meczu, początek był dość wyrównany, choć dało się zauważyć, że to piłkarze Progrèsu wyprowadzają bardziej groźne kontry, a ich lagi są zawsze precyzyjne. Już w 10. minucie goście dostali bardzo korzystny prezent, ponieważ we własnym polu karnym przy próbie zablokowania strzału piłkę ręką zagrał jeden z obrońców F91. Jedenastkę pewnym strzałem w lewe okienko wykorzystał Bilal Ali Hend. Wynik w 19. minucie podwyższył strzałem głową Antoine Hanus (oddał on strzał szczupakiem w polu bramkowym przy dość biernej postawie obrońców gospodarzy). Po tym golu goście cofnęli się do obrony, a gospodarze zaczęli w końcu atakować, jednak niewiele z tego wychodziło. Jedyną naprawdę groźną akcję mieli gdy po świetnym zagraniu Nelito (a.k.a. Vova, Kabowerdańczyk) dość nonszalancki strzał z 12 metrów oddał Joao Magno, który trafił jedynie w poprzeczkę. Do przerwy było 0:2 dla gości.
Po przerwie było jeszcze gorzej. W 50. minucie Lucasa Foxa z bliska pokonał Elias Filet; 4 minuty później, po ciekawym rozegraniu przez gości rzutu wolnego Fox dobrze obronił strzał sprzed pola karnego, ale przy dobitce Briana Amofy był już bez szans. Po 54 minutach piłkarze lidera ligi luksemburskiej przegrywali u siebie aż czterema bramkami! Zdołali odrobić zaledwie jedną bramkę - po znakomitym strzale Edisa Agovicia z 25 metrów piłka odbiła się od słupka, a następnie pleców interweniującego Eldina Latika i wpadła do bramki (tak więc gola należy zapisać niestety Latikowi jako samobója). Gospodarzom w pogoni za wynikiem nie pomógł fakt, że w 67. minucie za brzydki faul drugą żółtą kartką, a w konsekwencji czerwoną został ukarany Mehdi Kirch. Co prawda nawet grając w dziesiątkę przeważali oni przez resztę drugiej połowy, ale cieżko mówić o przewadze, skoro piłkarze Progrèsu bronili dość bezpiecznego trzybramkowego prowadzenia, tak więc mogli cofnąć się do defensywy.
|
| |
| |
  
|
|