glownachomikmapatrocinytags
JK Narva Trans - Nõmme Kalju FC 0:0
23.10.2022 14:30
Narva Kalev-Fama staadion, Narva
Premium Liiga
Widzów: 274
Cena biletu: 4 € (полный билет)
               

Chyba nieraz zdarzyło mi się zwierzyć na Chomiku ze swojej niezdrowej fascynacji językiem rosyjskim. Nigdy co prawda nie byłem w Rosji (i w sumie bardzo dobrze, bo aktualnie jest to kraj zbrodniarzy), ale za to od wielu lat moim celem było zobaczenie najbardziej rosyjskiego miasta w całej UE/Schengen/NATO, którym jest właśnie Narva. A w zasadzie, Нарва. Нарвочка.

Dotarcie na mecz
 
 

Z racji tego, że poprzedniego dnia oglądałem w Tallinnie mecz Flory, moja relacja zaczyna się właśnie od pobudki w tym mieście (w kapsułowym hotelu, który bardzo polecam). Przed godziną 8 opuściłem swój hostel i udałem się najpierw do centrum Tallinna, by tam nadrobić trochę turystycznych zaległości, bo w sobotę nie zobaczyłem wszystkiego, co należało zobaczyć. Będąc w centrum Tallinna, obejrzałem m.in. położony nad wybrzeżem Zatoki Tallińskiej budynek Tallinna Linnahall - jest to hala widowiskowo-sportowa wybudowana z okazji IO 1980 (w Tallinnie odbywały się wtedy konkurencje żeglarskie). Wewnątrz hala jest podobno bardzo ciekawa, ale z zewnątrz... wygląda tak źle, że moją pierwszą myślą było to, że tak ciężkiej i płaskiej konstrukcji nie da się niestety wysadzić. Następnie pouzupełniałem swoje braki w zwiedzaniu Starego Miasta, m.in. zobaczyłem dawny budynek KGB oraz rosyjską ambasadę, przed którą ustawiono barierki (mieszkańcy ozdobli je we właściwy dla tego miejsca sposób). Znów posiliłem się w upatrzonym barze mlecznym (tym razem zjadłem soljankę), a następnie o 11:14 wsiadłem na stacji kolejowej Tallinn w pociąg Elron (Eesti Liinirongid) relacji Tallinn - Narva.

Przejażdżka pociągiem była dość ciekawym doświadczeniem. Pociąg podążał na wschodnie rubieże kraju, dlatego prawie wszyscy pasażerowie posługiwali się językiem rosyjskim, z kolei wszystkie komunikaty w pociągu wyświetlane i odtwarzane były jedynie w języku estońskim (niektóre były tłumaczone na język angielski), w języku estońskim odzywały się również konduktorki. Po przejechaniu m.in. przez Tapę, Rakvere, Jõhvi, Püssi (haha, nareszcie mogę powiedzieć, że byłem w Püssi - a wy co, przegrywy?) dojechaliśmy o 13:30 na stację Narva. Stamtąd udałem się szybkim w kierunku stadionu Narva Kalev-Fama stadioon.

Narva to miasto położone na wschodnim krańcu Estonii, nad rzeką o tej samej nazwie, która przy okazji jest rzeką graniczną. Po drugiej strony rzeki znajduje się już rosyjskie miasto Iwangorod, można nawet pomachać lub też pokazać faka stojącym 150 metrów dalej na przeciwległym brzegu rosyjskim ribakom-fanatikom. Ale sama Narva też jest wystarczająco ciekawa - przede wszystkim, jakieś 95% jej mieszkańców na co dzień posługuje się językiem rosyjskim. W dość zabawny sposób kontrastuje to z faktem, że wszystkie znaki/szyldy i inne informacje są tu nadal wyłącznie po estońsku (niektóre informacje na szyldach prywatnych sklepów są podawane w języku estońskim i rosyjskim). Architektura miasta jest bardzo intrygująca, ponieważ składa się ona głównie z chujowych chruszczowek (przepraszam za to określenie, ale to pierwszy przymiotnik, jaki mi przychodzi do głowy na ich widok). W wyniku II wojny światowej zniszczeniu uległo jakieś 98% budynków, toteż w latach 50. radzieckie władze miały pretekst, żeby zrównać z ziemią wszystkie pozostałości i zbudować wszystko po swojemu od zera. W każdym razie, nastawiali tych chruszczowek do porzygu. Najbardziej surrealistycznie wyglądają jedyne ocalałe i odrestaurowane zabytki architektury (Ratusz oraz Sobór Zmartwychwstania Pańskiego), które są ze wszystkich stron otoczone tymi... nieurokliwymi chruszczowkami.

Stadion
 
 

Narva Kalev-Fama staadion jest to kompaktowy stadion stricte-piłkarski (w przeciwieństwie do Narva Kreenholmi staadion, który jest obiektem wielofunkcyjnym - i bardzo dobrze, że nie był on areną dzisiejszego meczu, bo jego wielofunkcyjność polega m.in. na tym, że posiada on bieżnię). W nazwie stadionu znajdują się dwa obco brzmiące słowa - Fama jest po prostu nazwą pobliskiego centrum handlowego, ale już z przetłumaczeniem słowa Kalev mam duży problem. Jest to ponoć imię mitycznego bohatera Estonii (i Finlandii), które to słowo ma w Estonii ma jakieś podniosłe, trochę nieuchwytne znaczenie (jest ono m.in. w nazwie niektórych estońskich klubów piłkarskich, estońskich stadionów, czy też estońskiego Wedla). Pierwsze, co rzuca się w oczy po przyjściu na stadion to oryginalna brama wjazdowa, której co prawda brakuje tylko, żeby grała disco-polo, ale jest bardzo pocieszna, w każdym razie, budzi sympatię. Po obydwu jej stronach znajdują się skromne kontenery, w których znajdują się szatnie i pomieszczenia klubowe.

Na stadionie znajdują się dwie trybuny, położone wzdłuż linii bocznej boiska. Jedna z nich to prosta stalowa konstrukcja, na której znajdowało się 5 rzędów krzesełek - nie była ona tego dnia (i chyba w ogóle) w użytku, toteż w relacji podzieli ona los Narva Kreenholmi staadion. Główna trybuna Kalev-Fama staadion to właściwie ta sama stalowa konstrukcja z 5 rzędami krzesełek, tyle że z kilkoma upgrade'ami. Przede wszystkim, jest ona zadaszona blaszanym, kanciastym i niskim dachem, który jest wsparty wieloma słupami, co ogranicza przyjemność czerpaną z oglądania meczu. Drugim upgrade'em jest to, że jest ona dość długa (liczy jakieś 600 miejsc), a trzecim fakt, że krzesełka są dwukolorowe - żółte krzesełka tworzą napis NARVA TRANS na niebieskim tle. Na stadionie znajduje się tablica wyników, która pozwala na wyświetlanie czasu, wyniku oraz nazw drużyn; co do tych nazw drużyn, chyba miała miejsce jakaś awaria, ponieważ o ile dobrze dojrzałem, na tablicy były wyświetlone nazwy L O C. oraz no font lib (?). Murawa na stadionie jest sztuczna i zawiera hojną porcję granulatu, którego drobinki wzbijały się w powietrze przy okazji większości zagrań.

Atmosfera
 
 

Ku mojej niepoprawnej radości, większość komunikatów widocznych na stadionie (powitanie czy też plakat przypominający o tym, żeby zachować kulturę na stadionie) było w pierwszej kolejności po rosyjsku, a dopiero w drugiej po estońsku. Również spiker stadionowy wypowiadał się po rosyjsku i chyba nawet nie powiedział nic po estońsku (choć po prostu mogłem tego nie dosłyszeć, bo nagłośnienie nie było wysokiej jakości). Mimo to, nie mogłem sobie dodać do kolekcji pierwszego rosyjskojęzycznego biletu, ponieważ... biletów tak naprawdę nie było. Po uiszczeniu opłaty 4€ otrzymałem bowiem pomarańczową opaskę na rękę. Nawet się dopytywałem na stoisku kasowym czy to naprawdę pełni funkcję biletu (okazuje się, że tak, bo z taką opaską można wychodzić ze stadionu i nań wracać). Po tym niewątpliwym rozczarowaniu dalsza część meczu była dużo słodsza, ponieważ na stoisku z pamiątkami kupiłem sobie zarówno kubek jak i szalik klubu z Narvy - od razu precyzuję, że jedynymi napisami na pamiątkach była nazwa klubu pisana po estońsku, czyli JK Narva Trans (swoją drogą, to JK jest bardzo prawilne, ponieważ jest to skrót od estońskiego słowa Jalgpalliklubi). Włożyłem kubek do plecaka, a szalik na siebie i zasiadłem na przyciasnej trybunce wraz z gospodarzami.

Na północnym skraju trybuny znajdowała się kilkunastoosobowa grupa kibiców gości, z której większość przybyła na mecz... tym samym pociągiem co ja (Nõmme jest dzielnicą Tallinna). Mieli oni na sobie czarne barwy klubowe, z białymi i różowymi domieszkami (dość oryginalna kombinacja, która wynika chyba z tego, że Nõmme to po estońsku coś związanego z wrzosami). Z racji tego, że Estonia to spokojny kraj (nawet jeśli Estończycy przyjeżdżają do rosyjskojęzycznej Narvy), kibice gości nie byli odseparowani w jakiś szczególny sposób od gospodarzy, jedynie zajęli standardowo miejsce na skraju trybuny. Goście mieli do dyspozycji bęben, z którego akompaniamentem śpiewali po estońsku nawet całkiem złożone piosenki i oczywiście żadnej z nich nie jestem w stanie przytoczyć.

Z kolei jeśli chodzi o nasz piknik, można było na nim uświadczyć raczej niewiele barw klubowych. Doping prowadził przede wszystkim jeden gość, który zajmował miejsce pośrodku trybuny w najniższym jej rzędzie - nosił czerwoną koszulkę klubową, a także miał do dyspozycji bęben i niewielką flagę z poprzednim, oldschoolowym herbem klubu. Raz na jakiś czas walił on w bęben, wykrzykując dość proste hasła, takie jak Нарва Транс! czy Давай, давай!. Raz sparodiował też po rosyjsku jakąś piosenkę kibiców Nõmme (ale użyty idiomek wykraczał poza moje rozumienie rosyjskiego). W drugiej połowie po czerwonej kartce dla Kondrattseva zaśpiewał również trochę tendencyjne Каллю не может! Судья поможет! (Kalju nie może - sędzia pomoże!), był też osobą, która najgłośniej kontestowała decyzje sędziów. Okrzyk Сколько ты стоишь? Проститутка! wywołał ogólną wesołość na pikniku (Ile kosztujesz? Prostytutko!).

Mecz
 
 

Jak już zdążyłem wspomnieć przy okazji poprzedniej relacji, liga estońska gra systemem wiosna-jesień, stąd dzisiejszy mecz był meczem 33. kolejki, a większość dedydujących rozstrzygnięć (kwestia mistrzostwa/vicemistrzostwa/utrzymania w lidze) już zapadła. Gospodarze walczyli o zachowanie 6. miejsca, bo w najgorszym razie mogli spaść na 8., za Tammeką Tartu oraz Tallina Kalev (o, znowu Kalev). Z kolei goście zajmowali 4. miejsce w lidze, mając tyle samo punktów co zajmujący 3. miejsce klub o nazwie nie do zapamiętania (Paide Linnameeskond - swoją drogą, też z Tallinna).

Kiedy piłkarze wyszli na boisko, można było dostrzec, że dwóch graczy gospodarzy miało na sobie ukraińskie flagi (kapitan Denys Dedeczko oraz Denys Taraduda - choć nie byli to akurat wszyscy Ukraińcy w pierwszym składzie). Wbrew pozorom, cały klub Narva Trans wypowiada się w różnych mediach bardzo jednoznacznie nt. wojny na Ukrainie. Ogólnie odnoszę nieśmiałe wrażenie, że szeroko pojęci Rosjanie z Narvy, a więc: rosyjskojęzyczni obywatele Estonii, rosyjskojęzyczni obywatele o statusie to skomplikowane, czy też mieszkający w Narvie faktyczni obywatele Rosji to raczej nasi Rosjanie - tacy bardziej cywilizowani.

Od początku meczu było widać, że to goście z Nõmme mają trochę wyższe umiejętności, a gracze z Narvy będą się raczej bronili. W 5. minucie goście przeprowadzili pierwszą akcję skrzydłem, a z piłką w pole karne wbiegł Aleksandr Volkov. Pociągnął niemal do linii końcowej boiska i dość nieoczekiwanie oddał strzał na bramkę, który obronił Aleksei Matrossov. W 21. minucie w wyniku nieporozumienia między obrońcami Narvy do piłki doszedł Maksim Gussev, którego strzał z linii pola karnego Matrossov zgarnął spokojnie do koszyczka. Pierwsza groźna akcja miała miejsce w 26. minucie - rozpoczęła się ona lagą przerzutem do Aleksandra Kulinitša, który ograł jednego z obrońców Nõmme i odegrał do Nikity Mihhailova - jego strzał w długi róg dobrze obronił Henri Perk. Dwie minuty później gospodarze mieli kolejną groźną sytuację - do strzału w polu karnym składał się Arseni Kovaltšuk, ale skiksował, z czego wyszła całkiem przytomna wystawka do Kevina Aloe, którego strzał również obronił Perk. Inny kiks miał miejsce w 31. minucie, gdy w trakcie jednej z akcji gospodarzy gracz Narvy przypadkowo... sfaulował sędziego - na szczęście dla niego, bez dalszych konsekwencji. W 39. minucie miała miejsce bardzo groźna okazja gości - Gussev dobrze wypatrzył Volkova i dograł mu praktycznie na pustą bramkę, ale naciskany napastnik gości trafił tylko w boczną siatkę.

Druga połowa zaczęła się mocnym uderzeniem graczy z Narvy, ponieważ po ladze ze strefy środkowej boiska w sytuacji sam na sam znalazł się nieoczekiwanie Ołeksandr Kożewnikow (w przypadku obywateli Estonii stosuję oficjalną estońską pisownię, ale ten piłkarz jest Ukraińcem, więc można zastosować transkrypcję - przyp. chom.); świetnym refleksem wykazał się jednak Perk. Zaledwie 30 sekund później miała miejsce kolejna gorąca sytuacja gospodarzy, ale polegała ona akurat na tym, że w środku pola Sergei Kondrattsev wykonał coś, co wyglądało jak sanki w nogi Nikity Komissarova. Co prawda Kondrattsev chciał wykonać jedynie nakładkę, ale przy okazji się poślizgnął i wjechał z impetem w nogi przeciwnika, co sędzia nagrodził bezpośrednią czerwoną kartką. Od tego momentu wiadomo było, że dla gospodarzy remis będzie sukcesem, zaczęli więc systematycznie kraść czas. Ale czasem udało im się stworzyć coś z kontry. W 62. minucie Perk wyszedł przed pole karne, by wybić piłkę głową (była to groźna laga na Kovaltšuka) - nieintencjonalnie zagrał w ten sposób do Kożewnikowa, ale ten uderzając z pierwszej piłki nie trafił z 30 metrów do pustej bramki. Najlepszą piłkarze gospodarze mieli gdy w 65. minucie w polu karnym został przewrócony Wołodymir Pryjomow. Sędzia Kristo Tohver od razu odgwizdał karnego, a do piłki ustawionej na 11. metrze podszedł kapitan Denys Dedeczko (co ciekawe - z numerem #1 na koszulce) i... trafił w słupek. Piłkarze z Narvy skupili się więc na bronieniu swojego punktu - grali jak w transie (hehe), nie dopuszczając graczy Nõmme do dobrych pozycji strzeleckich. Z groźnych sytuacji dla gości należy tylko odnotować, że w 84. minucie mieli oni rzut wolny z odległości ok. 22 metrów, ale strzał Henriego Järvelaida minimalnie minął bramkę Matrossova.

Narva Trans null - Nõmme Kalju null. Co prawda zawsze irytuje mnie brak goli, ale ze względu na ambitną grę gospodarzy, ten rezultat cieszył mnie akurat bardziej niż ewentualne zwycięstwo Nõmme.

next  prev