 |
Rīga FC - RFS 0:1 (0:0)
12.11.2022 13:00
Skonto stadions, Rīga
Optibet Virslīga
Widzów:
2.875
Cena biletu:
5 (normalny)
| |
Po 4 latach znowu zdaję relację z Łotwy - znowu Virslīga, znowu Rīga, znowu mecz derbowy. Tym razem emocje są większe - mecz jest o wszystko (przy odpowiednim splocie wydarzeń, Riga FC mogła zdobyć dziś Mistrzostwo Łotwy), a poza tym, w dzisiejszej relacji odblokowujemy nowe postaci (brat cioteczny, siostra cioteczna i jej chłopak).
| | Dotarcie na mecz |
    |
    |
Jak można wywnioskować ze wstępu, tym razem nie była to typowa chomicza wyprawa. Tym razem chodziło o weekendowy wypad w większym gronie (z siostrą cioteczną, jej chłopakiem oraz bratem ciotecznym - przy czym, brat pojawił się już raz na łamach Chomika przy okazji meczu Slovana), a meczyk był tylko jednym z elementów wycieczki.
Zdecydowaliśmy się na wypad do Rīgi z paru podstawowych powodów. Przede wszystkim, miasto jest ciekawe, loty z Polski są tanie, nocleg też był tani - moja interpretacja tego jest taka, że ze względu na rzekome zagrożenie wojenne (Rosja nie zaatakuje przecież członka NATO; choć atak na Ukrainę też wydawał się niemożliwy) popularność kierunku znacznie spadła, a wraz z nią ceny usług turystycznych. A propos Rosji, kolejną zaletą Rīgi jest to, że w zasadzie wszędzie można się tu dogadać po rosyjsku - wiadomo, jebać Rosję, русский военный корабль, иди нахуй i tak dalej, ale sam język jest piękny (już samo zacytowane słowo корабль jest bardzo wdzięczne i dźwięczne; ma ono w sobie wiele gracji i romantyzmu).
Tak więc dotarcie na mecz rozpoczęło się od naszego przylotu na Lidosta Riga o 9:50 czasu lokalnego (biorąc pod uwagę inną strefę czasową, oznacza to, że wylecieliśmy z Modlina o 7:30, tak więc już na starcie byliśmy przemęczeni). Stamtąd dojechaliśmy do centrum autobusem komunikacji miejskiej (transfer z lotniska do centrum kosztował więc tyle, co bilet jednorazowy, czyli 1.15... a w zasadzie kosztowałby tyle, ale kupiliśmy bilety u kierowcy za 2, czyli nadal nieźle), gdzie zaczęliśmy zwiedzanie. Na początek szło dosyć opornie (KMWTW), ale udało nam się zaliczyć Centraltirgus, Stare Miasto, Latvijas Okupacijas Muzejs (muzeum przybliżające historię lat 1940-1990, kiedy zamiast niepodległej Łotwy istniały różne ersatze, jak Generalbezirk Lettland czy Łotewska SRR), nabrzeże Daugavy (nad którym dzieci z pomocą rodziców próbowali wyprawić z nurtem rzeki styropianowe łódki ze światełkami), wjechaliśmy na taras widokowy Łotewskiej Akademii Nauk oraz zobaczyliśmy dość improwizowane Musu Berniba Muzejs (muzeum, w którym znajdowały się różne zabawki z czasów radzieckich). Teoretycznie odhaczyliśmy również siedzibę łotewskiego oddziału KGB oraz muzeum getta ryskiego, ale w obydwu przypadkach okazało się, że możemy obejrzeć jedynie ogólnodostępne wystawy.
Próbowaliśmy też lokalnych specjałów - a w zasadzie to głównie ja ich próbowałem i mimo moich usilnych starań ciężko mi było przekonać do tego pozostałych. Trzeba jednak przyznać, że łotewska kuchnia nie jest specjalnie kusząca, ponieważ jej sztandardowe dania, których próbowałem, to pelekie zirni ar speki (gotowany szary groch ze smażonymi kawałkami boczku) oraz kartupelu pankukas (dość standardowe placki ziemniaczane). Nikt nie chciał też jeść bałtyckiego przysmaku jakim są suszone rybki, bo podobno pachną jak karma dla rybek (to akurat prawda, ale poza tym są bardzo dobre). Dużo lepiej szło nam z różnego rodzaju napojami, bo piliśmy jakąś łotewską lemoniadę, łotewskie piwo (choć akurat ja nie jestem entuzjastą piwa), łotewski kvass, a nawet dziwny łotewski surogat whisky czy też likier Vana Tallinn (co prawda będąc w Rīdze, powinniśmy spożywać słynny Rigas Melnais Balzams, ale nierozcieńczony w drinku/herbacie jest w zasadzie niepijalny).
No i przede wszystkim, jedną z atrakcji była ostatnia kolejka Virslīgi. Wszyscy uczestnicy wycieczki spontanicznie i jednogłośnie zadecydowali o obejrzeniu Rīgas Derbijs, a następnie z pieśnią na ustach udali się na Skonto stadions.
| | Stadion |
    |
    |
Skonto stadions - stadion, na którym kiedyś swoje mecze rozgrywała słynna drużyna Skonto Rīga (drużyna ta w latach 1991-2004 zdobyła Mistrzostwo Łotwy 14 razy z rzędu, obecnie już nie istnieje, ponieważ zbankrutowała), a obecnie gospodarzem obiektu jest klub piłkarski Riga FC (co wiąże się z faktem, że kiedyś krzesełka na trybunie wschodniej tworzyły napis SKONTO , a obecnie już RIGA FC ). Stadion ten był niegdyś podstawowym obiektem, na którym mecze rozgrywała reprezentacja Łotwy (tu odbył się m.in. mecz Łotwa-Polska w ramach el. ME 2004, zakończony wygraną Polaków 2:0; jak jednak wiadomo, ostatecznie piłkarscy mocarze z 2-milionowego kraju wyprzedzili nas w grupie), obecnie LFF preferuje raczej nowszy, efekciarski i niefunkcjonalny Daugavas stadions.
Stadion został ponoć zbudowany w 2000 roku, a jego pojemność waha się od 8 do 9,5 tys. miejsc siedzących, w zależności od wersji językowej Wikipedii źródła internetowego. Jest to stadion stricte piłkarski (co oznacza, że na szczęście nie ma na nim bieżni), na którym znajdują się dość proste, kanciaste i w pełni zadaszone trybuny - posiada jednak on parę wyróżniających go osobliwości. Jedną z nich jest brak południowej trybuny zabramkowej - za jedną z bramek po prostu znajduje się ogrodzenie, a nad nim dość wysoko rozpięta siatka do wyłapywania piłek. Sprawia to bardzo dziwne wrażenie, tym bardziej, że okoliczny krajobraz nie jest zbyt powabny, bo za trybuną znajduje się duży parking i jakiś nieużytek, a za nimi parę niezbyt efektownych kamienic. Nie wiem, jaki dokładnie był tego cel, ale strzelam, że takie odsłonięcie stadionu może sprzyjać utrzymaniu murawy w należytym stanie, co jest istotne na tej szerokości geograficznej. Z kolei północna trybuna zabramkowa istnieje, jednak jest ona przycięta do jakichś 3/5 linii końcowej boiska, bo dalej zaczyna się już budynek Olimpiska Skonto Halle, którego bordowa ściana (nie znam się na odcieniach, ale jeśli to jest ten sam kolor co łotewskiej flagi, to zgodnie z ustawą Latvijas valsts karoga likuma piemerošanas noteikumi jest to karminowy ) stanowi bardzo charakterystyczny element stadionu. Hala ma kształt przyciętego walca, co w pewnym sensie pasuje do tych kanciastych trybun, dzięki czemu cały stadion sprawia wrażenie, jakby był niedopracowaną wizualizacją machniętą na szybko w programie 3D na pół godziny przed zajęciami. Wbrew pozorom, jest to bardzo urzekające.
Najbardziej natomiast urzekająca jest znajdująca się na ścianie hali tablica świetlna, która przywodzi na myśl Familiadę . Te świecące na żółto żaróweczki powkręcane w czarną tablicę wyglądają wprost przepięknie i jest to rozwiązanie 100 razy lepsze niż wyświetlanie wyniku na telebimie (choć gdyby postawiono jakiś telebim za bramką południową, wyszłoby to chyba stadionowi na plus). To, co mnie mocno zastanawia w tej tablicy to fakt, że pola do wyświetlania nazw drużyn są dość wąskie - o ile akurat dzisiaj napisy RIGA oraz RFS spokojnie się tu zmieściły, o tyle zastanawia mnie, co jest tu wyświetlane, kiedy gra... reprezentacja, co przecież się zdarza. Chodzi o to, że na pierwszy rzut oka napis LATVIJA chyba się tu nie mieści - ale chciałbym się mylić, bo wprost nie wierzę, że ktoś zaliczył tak spektakularną wtopę.
| | Atmosfera |
    |
    |
Futbol w krajach bałtyckich nie jest zbyt popularną rozrywką, jednak dzisiejszy mecz zapowiadał się na tyle emocjonująco, że na stadionie pojawiła się naprawdę imponująca liczba widzów (2875 - czyli... więcej niż łącznie na pięciu poprzednich domowych meczach Riga FC). Po piewsze, były to derby Rīgi (nazwa RFS jest skrótem od Rīgas futbola skola), po drugie, w przypadku zwycięstwa gospodarzy i jednoczesnej straty punktów przez liderującą Valmierę, Riga FC zostałaby Mistrzem Łotwy. Nawet w barze, do którego wstąpiliśmy dzień wcześniej wisiały plakaty zapowiadające Rīgas Derbijs.
Ku mojemu pozytywnemu zaskoczeniu, na stadionie działał stacjonarny sklepik Riga FC (nie zwykłe stoisko, a cały sklepik). Wpadłem tam, rozejrzałem się i bardzo szybko zdecydowałem się na wzięcie jasnoniebieskiego szalika oraz kubka Riga FC (w kasie wziąłem też darmowy nieaktualny program meczowy z eliminacji do Ligi Konferencji Europy zawsze to jakaś pamiątka). Zdziwił mnie trochę fakt, że w sklepie można było również kupić ciemnoniebieskie szaliki z herbem RFS; dopiero gdy zasiedliśmy na trybunie i zacząłem się przyglądać innym piknikom, zorientowałem się, że był to specjalny szalik z okazji derbów Rīgi, na którym znajdowały się herby obydwu ryskich drużyn (przyznam, że wtedy trochę pożałowałem swojego wyboru szalika).
Siedząc na trybunie, spożywaliśmy piwo (tzn. robiła to pozostała część wycieczki), lokalnego energetyka (to już ja) oraz obowiązkowy bałtycki przysmak meczowy, czyli czosnkowe suchariki (tak samo jak suszone rybki czy inne pelekie zirni, ten łotewski przysmak też musiałem spożywać głównie sam). Nasz sektor był wypełniony widzami, niektórzy mieli też na sobie klubowe szaliki, jednak atmosfera na trybunie była totalnie piknikowa. Czasem zdarzało się, że nagle cały piknik zaczął śpiewać Riga! Riga! i ze względu na liczbę gardeł, brzmiało to całkiem OK, ale były to w zasadzie pojedyncze zrywy. Przez większość czasu oglądaliśmy wydarzenia boiskowe dość zblazowani, bo gra gospodarzy była tego dnia bardzo męcząca (szczególnie siostra cioteczna była dość zniesmaczona tym, że piłka nożna może być tak... niewidowiskowa). Największą atrakcją na pikniku była klubowa maskotka - lew w niebieskim stroju piłkarskim, który przechadzał się tu i tam po trybunie (lew jest symbolem Rīgi, występuje też w herbach obydwu ryskich drużyn; przy okazji, nie rozumiem, dlaczego symbolem wielu europejskich miast jest zwierzę, które nawet nie występuje na naszym kontynencie). Maskotka była bardzo sympatyczna i wykonana profesjonalnie, choć miała jeden duży mankament - otóż znajdujący się w środku człowiek (bo nie wiem, czy wiecie, ale wewnątrz tych maskotek tak naprawdę siedzą ludzie) widział świat przez pysk, który... cały czas się przymykał. Biedny lew cały czas trzymał lewą rękę przy pysku, zupełnie jakby bolał go ząb.
Poza zblazowanym piknikiem mieliśmy na szczęście na stadionie dwie grupy kibicowskie, które przez cały mecz prowadziły doping. Przede wszystkim, mieliśmy kilkudziesięcioosobową grupę kibiców godpodarzy, którzy byli ulokowani na trybunie zabramkowej. Większość z nich miała na sobie jasnoniebieskie koszulki oraz szaliki klubowe, a ponadto mieli parę bębnów, kilkanaście flag do machania i kilka flag rozłożonych na sektorze (flagi nie miały na sobie złożonych haseł, właściwie na każdej z nich znajdował się napis RIGA , bądź RIGA FC ), w tym na oko 7-metrową niebiesko-białą flagę miasta. Dopingowali oni dość wytrwale swoją drużynę, nie zrażając się serwowaną przez piłkarzy padaką. Z kolei na południowym skraju trybuny wschodniej (prostej) znajdowała się kilkudziesięcioosobowa grupa kibiców gości. Była ona mniej spektakulna - tylko część osób miało na sobie ciemnoniebieskie szaliki. Opróćz tego mieli jednak kilka flag do machania, a w górnej części sektora powiesili cztery niebieskie flagi, w tym dwie z herbem klubu i jedną o treści TU UN ES PAR RFS (Ty i ja za RFS ). Po końcowym gwizdku obydwie grupy odpaliły po kilka rac - gośćie z racji zwycięstwa swojej drużyny, a gospodarze z racji tego, że... skoro już je wnieśli ciekawe gdzie, to szkoda byłoby je zmarnować.
| | Mecz |
    |
    |
Jak wspomniałem, potencjalną stawką dzisiejszego meczu było Mistrzostwo Łotwy. Potencjalną, ponieważ gospodarze mogli zostać dziś mistrzami, jednak oprócz własnego zwycięstwa potrzebowali jednocześnie utraty punktów przez grającą równolegle swój mecz Valmierę (na wyjeździe przeciwko Liepaji). Co prawda pierwsze w historii mistrzostwo Valmiery byłoby dużo piękniejszą historią niż czwarte mistrzostwo założonego w 2015 roku klubu ze stolicy (RFS może poszczycić się nieco dłuższymi tradycjami, bo klub ten powstał... w 2014), ale skoro już przyszliśmy na ten mecz, liczyliśmy na to, że zobaczymy tu coś wielkiego. Jak można się domyślić, nie zobaczyliśmy.
Jak to zwykle bywa w przypadku meczu w kraju bałtyckim, na boisku zobaczyliśmy trochę starych znajomych z Ekstraklasy. W zespole gospodarzy wystąpili Szwed Doug Bergqvist (pół sezonu w Arce Gdynia), Antonijs Černomordijs (bez debiutu w Lechu Poznań), a cały mecz na ławce przesiedział Vladimirs Kamešs (pół sezonu w Pogoni Szczecin). Większy entuzjazm na pewno budziła kadra RFS, ponieważ cały mecz w bramce rozegrał znany i lubiany Pavels Šteinbors (jego chyba nie muszę przedstawiać), w obronie grał Vitalijs Maksimenko (sezon w Niecieczy), a w doliczonym czasie na boisko wszedł Deniss Rakels (jego też chyba nie trzeba przedstawiać). Ponadto, cay mecz na ławce spędził rezerwowy bramkarz Vytautas Černiauskas (jeden sezon w Koronie Kielce).
Pierwszą groźną sytuację w meczu mieliśmy w 4. minucie, gdy wskutek zderzenia we własnym polu karnym na murawę padł Bergqvist. Przez moment wyglądało to niedobrze, bo wydawało się, że stracił przytomność, ale fizjoterapeuci szybko popsikali go sprayem, a Szwed mógł kontynuować grę. W 11. minucie doszło do ciekawej sytuacji, ponieważ Šteinbors dokonał podwójnego dotknięcia piłki ręką, a piłkarze Riga FC otrzymali rzut wolny pośredni w okolicach linii końcowej boiska, oczywiście w polu karnym RFS. Rozegrali go w ten sposób, że Douglas Aurélio wystawił piłkę, a strzał z ostrego kąta oddał Mikael Soisalo - prosto w interweniujących obrońców. W 20. minucie po niezłej wrzutce Soisalo niepilnowany Marcelo Torres oddał mało groźny strzał szczupakiem, z którym Šteinbors nie miał żadnego problemu. W 29. minucie piłkarze RFS oddali pierwszy celny strzał na bramkę Nilsa Purinša - strzelał Emerson Deocleciano z 25 metrów, a bramkarz gospodarzy spokojnie to obronił. W 33. minucie gospodarze mieli najgroźniejszą akcję pierwszej połowy - rzut wolny z okolicy koła środkowego wykonywał Hrvoje Babec, który zagrał lagę w pole karne, a tam minimalnie niecelny strzał głową oddał Torres. Pierwsza połowa skończyła się wynikiem 0:0, co było wynikiem sprawiedliwym, biorąc pod uwagę, że obydwie drużyny grały w ofensywie totalną padakę.
Druga połowa rozpoczęła się od bardzo mocnego uderzenia RFS - już w 46. miucie Emerson Deocleciano zagrał do totalnie niepilnowanego (?) w polu karnym Petra Mareša, a ten oddał strzał, po którym piłka... odbiła się od poprzeczki i od słupka bramki Purinša, po czym wróciła w pole gry. Po dużym zamieszaniu piłka ostatecznie znalazła się w rękach Purinša i nadal mieliśmy 0:0. Kilkanaście minut później to gospodarze mieli swoją dobrą sytuację - Torres oddał strzał z ostrego kąta, a Šteinbors wykazał się świetnym refleksem, odbijając piłkę na słupek. Mecz się nawet rozkręcał, aż w 67. minucie piłka trafiła do świeżo wprowadzonego na boisko Alaina Cedrica Herve Kouadio - Iworyjczyk pociągnął z piłką kilkanaście metrów, po czym oddał idealny strzał w okienko (piłka odbiła się jeszcze od słupka), a na deser zaprezentował jeszcze cieszynkę z całkiem poprawnym saltem. RFS prowadziła 1:0, mocno komplikując piłkarzom Riga FC drogę do tytułu - co gorsza, mniej więcej w tym czasie w równolegle rozgrywanym meczu na prowadzenie wyszła również Valmiera.
Piłkarze Riga FC rzucili się do ataku, ale ogarniczało się to tylko do szarpanych akcji i lagowania w pole karne. Nawet gdy trochę przypadkowo doprowadzali do groźnej sytuacji, ostatnie podania były nieudane, a strzały anemiczne - miałem wrażenie, że nawet gdyby sędzia doliczył tu nie 6 minut, a 6 godzin i tak nic by dziś nie wpadło do bramki Šteinborsa. Piłkarze RFS zasłużenie wygrali ten mecz. I brawo dla Gorzowa Valmiery.
|
| |
| |
  
|
|