glownachomikmapatrocinytags
Lech Poznań - Bruk-Bet Termalica Nieciecza 5:0 (3:0)
12.02.2022 20:00
Stadion Miejski w Poznaniu
PKO BP Ekstraklasa
Widzów: 13.151
Cena biletu: 60 zł (normalny, trybuna Anioły)
           

Chomik nadrabia swoje wieloletnie zaległości - bo nie wiem, jak to możliwe, ale nigdy nie byłem na meczu w Poznaniu. Nadarzyła się jednak idealna sytuacja, ponieważ po latach dołowania Lech w końcu był liderem Ekstraklasy, a na stadion w Poznaniu przyjechała czerwona latarnia ligi, czyli Bruk-Bet.

Dotarcie na mecz
 

Do Poznania przyjechałem w sobotę pociągiem relacji Suwałki - Świnoujście. Zgodnie z rozkładem, o 11:55 miałem w niego wsiąść na stacji Warszawa Centralna, a o 15:40 wysiąść na stacji Poznań Główny - i co ciekawe, rzeczywiście tak było, ponieważ PKP spisało się bez zarzutu. Następnie udałem się do znajdującego się nad peronami centrum handlowego (taki charakterystyczny budynek w kształcie chlebaka), gdzie znajduje się jeden z fanshopów Lecha o nazwie Stacja Kolejorz. W sklepie zakupiłem sobie obowiązkowy kubek, smycz, a także parę energy drinków Energia Lecha. Po wejściu w posiadanie tych precjozów i pokluczeniu trochę po centrum handlowym w końcu udało mi się znaleźć wyjście (przy okazji, stacja Poznań Główny oraz jej okolice to chyba jedna z najgorzej i najmniej intuicyjnie zorganizowanych przestrzeni w całej Polsce), z którego można było dostać się na przystanek tramwajowy.

Z przystanku tramwajowego udałem się... tym razem nie do hostelu, a do mieszkania brata ciotecznego (tak naprawdę to należy ono do siostry ciotecznej, ale tego typu szczegóły nie pchają opowieści do przodu), u którego tego dnia przenocowałem za cenę butelki przyzwoitego wina oraz puszki Energii Lecha. Zjedliśmy hinduskie żarcie, a po godzinie 19 opuściliśmy mieszkanie i każdy ruszył w swoją stronę - ja na piechotę na Bułgarską, a on niestety tramwajem na nockę na stację pogotowia ratunkowego (ktoś w społeczeństwie musi wykonywać odpowiedzialne zawody, żeby ktoś inny mógł łączyć tabelki w SQL-u). Swoją drogą, mieliśmy do dyspozycji tylko jeden komplet kluczy i nazajutrz po meczu miałem złożony problem logistyczny, żeby mu je dostarczyć, ale wszystko się udało.

Stadion
 
 

Stadion Lecha Poznań każdy nieraz chyba widział w telewizji, więc nie będzie miało większego sensu, jeśli zacznę tutaj opowiadać, ile poziomów liczą trybuny i że krzesełka są niebieskie, a miejsc jest ponad 41 tysięcy. Porządny stadion na europejskim poziomie, choć posiada znany chyba wszystkim mankament polegający na niedostatecznym naświetleniu murawy, co powoduje, że trzeba ją albo wymieniać dwa razy w sezonie, albo doświetlać niczym drogocenną plantację marychuanen.

Co więc ciekawego mogę napisać o stadionie? Może coś, co nie jest widoczne na pierwszy rzut oka w telewizji - a że na stadion trzeba w pierwszej kolejności w ogóle wejść, chciałbym zwrócić uwagę na niezbyt intuicyjną numerację bramek wejściowych. Moje miejsce znajdowało się na trybunie Anioły (trzy trybuny na stadionie noszą imiona słynnego tercetu A-B-C, a czwarta to po prostu Kocioł), wejście bodajże 21. Coś tam matematyki w podstawówce liznąłem, a więc podążałem za kolejnymi numerami, którymi były oznaczone wejścia - 29., 28., 27., 26., 25., 24... gdy poszedłem dalej, za winklem były już numery 6., 5., 4. Trochę już zwątpiłem, ale na szczęście za 4. znalazło się 23., 3., 2. ...aż w końcu 22. oraz 21.

Nie przeszedłem jednak przez bramki z moim wydrukowanym na kartce A4 biletem (z niewiadomych przyczyn, spodziewałem się na zimowym meczu z Bruk-Betem jakiejś koszmarnie wysokiej frekwencji i na wszelki wypadek zakupiłem sobie bilet już wcześniej przez Internet), ponieważ gdy tak krążyłem wokół stadionu, zmiarkowałem, że tutaj zdecydowana większość kibiców ma na sobie jakieś barwy klubowe, przez co swoim neutralnym wyglądem wyróżniałem się in minus. Dlatego też udałem się do stoiska z pamiątkami, gdzie wykosztowałem się na bardzo ładny szalik wyprodukowany z okazji 100-lecia Lecha - w końcu, taka okazja zdarza się raz na 100 lat (choć złośliwi powiedzą, że szalik stanie się aktualny dopiero za 70 lat), a poza tym, a nuż Lech zdobędzie Majstra (spojler - rzeczywiście zdobył) i będę miał bardzo fajną pamiątkę.

Z innych ciekawostek - pod dachem stadionu jest przewieszona tyrolka, tak więc jeśli ktoś nie ma lęku wysokości, może sobie popodziwiać stadion z perspektywy drona, choć oczywiście nie w trakcie meczu. Przed pierwszym gwizdkiem puszczana jest dość standardowa jak na imprezy masowe muzyka, jednak dużą ciekawostką jest fakt, że playlisty są komponowane przez piłkarzy Lecha. Tego dnia słuchaliśmy playlisty Kownasia - nie był to może Top Wszech Czasów Trójki (w różnych wywiadach piłkarze najczęściej przyznają, że przed meczem najbardziej pomaga im się nastroić głośna muzyka elektroniczna), ale fakt, że playlistę skomponował Kownaś, sprawił, że jakoś fajniej się tego wszystkiego słuchało.

Atmosfera
 
 

Środek lutego, 20:30, 0'C, przenikliwy wiatr i niezbyt wymagający rywal sprawiają, że dzisiejszą frekwencję (nieco ponad 13 tys. widzów) należy ocenić pozytywnie. Musimy jednak szybko przejść od pitu-pitu do konkretów, ponieważ jeszcze nie rozległ się pierwszy gwizdek, a już ujrzeliśmy gwóźdź programu. Na samym początku meczu Kocioł zaprezentował bowiem zajmującą całą trybunę sektorówkę - dość enigmatyczną niebiesko-białą flagę, na której znajdował się napis INCH BY INCH (a także czyjaś twarz, ale zgodnie z informacją z Internetu, nie była to konkretna osoba, a po prostu jakiś wzorcowy przedstawiciel gatunku homo sapiens). Mi przede wszystkim zaimponowała sprawność, z jaką sektorówkę najpierw rozwinięto, a następnie po upływie kilku minut, zwinięto. W trakcie prezentacji sektorówka ze względu na wiejący przez wejścia wiatr nadęła się jak grot w fordewindzie, ale kibice w równie sprawny sposób utrzymali ją, co też mi imponowało. Generalnie, niewiele chyba trzeba, żeby zaimponować Chomikowi.

Przed pierwszym gwizdkiem odśpiewany został też Hymn Lecha (nie zrobił on na mnie wielkiego wrażenia, dość standardowa piosenka w rytmie Yellow Submarine), potem miał miejsce kick-off, a z głośników rozległ się dźwięk startującej lokomotywy - zapowiadając niejako, co tego dnia zrobi Lech z drużyną gości. Kibice z Kotła zaczęli doping od bardzo chwytliwej piosenki (która oczywiście nie wygląda na chwytliwą, jeśli się przytoczy sam tekst), o poniższej treści:

Aeaeao, aeaeao!
Niech zwycięża Lech! Wielki Kolejorz, KKS!

Kibice z Kotła robili bardzo dobrą atmosferę, ale przyznam, że swoimi zmarzniętymi palcami nie zrobiłem za bardzo rzetelnych notatek z tego meczu. Mogę więc przytoczyć tylko parę innych piosenek - na początek tę dość standardową, śpiewaną w całej Polsce, różniącą się tylko słowami (ta z Poznania ma te słowa nawet oryginalne):

W grodzie Przemysława, gdzie koziołki bodą się
jest taka druzyna co się zwie Poznański Lech!
Lechu, Lechu, Lechu, ukochany Klubie nasz,
Lechu, Lechu, Lechu, dziś zwycięstwo pewne masz

Poza tym, odnotowałem jeszcze takie piosenki (pierwsza znów bardzo chwytliwa):

Cała Polska zna nasz kibicowski Świat!
Cała Polska wie jak Kolejorz bawi się!
Już od wielu lat z Kolejorzem każdy z nas!
Ta zabawa trwa zaśpiewajmy jeszcze raz!


Poznań, Poznań! Hej, Kolejorz!

Należy też powiedzieć słowo o gościach - kibice Bruk-Betu zjawili się w sektorze gości w liczbie kilkunastu i zawiesili w swoim sektorze dwie flagi - K.S. Nieciecza oraz Łęg Tarnowski. Oczywiście nie byli słyszani na stadionie, ale i tak należy docenić fakt, że tłukli się przez pół Polski, żeby zobaczyć raczej spodziewaną wysoką porażkę swojej drużyny.

A, właśnie, jakoś zupełnie zapomniałem o flagach na Kotle - na samym początku na trybunie zawieszona była jedynie cholernie długa flaga Kibolski Klub Sportowy, co dobrze komponowało się z wspomnianą na początku tej sekcji dużą sektorówką. W trakcie meczu na trybunach pojawiło się również bardziej standardowe oflagowanie, a więc zobaczyliśmy takie elementy jak Miasto złą sławą owiane, Kolejorz, Lech Poznań, Forever Lech, a także parę flag upamiętniających zmarłych Kibiców, no i oczywiście standardowe PDW. Tak było.

Mecz
 

Jednym z głównych sponsorów Lecha jest STS - firma ta korzystała ze swojego przywileju sponsora i wyświetlała na stadionie swoje reklamy. Dzięki temu dowiedziałem się, że jeszcze przed pierwszym gwizdkiem kurs na remis w STS wynosił... 5,66. Dlatego też, nie zanosiło się na wielkie emocje.

I rzeczywiście tak było. Lech od początku atakował, a Nieciecza ograniczała się do średnio udanych kontr - bramki były kwestią czasu. Nieciecza utrzymała bezbramkowy rezultat zaledwie 17 minut, ponieważ w 18. minucie Kristoffer Velde wrzucił w pole bramkowe do Mikaela Ishaka, a Szwed spokojnie zmieścił głową piłkę przy słupku; Tomasz Loska nawet nie drgnął. Po tym golu Nieciecza wyprowadziła kilka średnio groźnych akcji, ale w 27. minucie sprawę raczej przesądził Jakub Kamiński, który dopadł do piłki w polu karnym i, za przeproszeniem, zajebał prosto w okno. W międzyczasie STS na swoich reklamach przestał wyświetlać kursy na remis, a zaczął wyświetlać niewiele niższe kursy na under 3.5. Pod koniec połowy Ramirez wymanewrował obrońców Bruk-Betu w polu karnym i trafił po ziemi w długi róg. Do przerwy Kolejorz prowadził 3:0.

Biorąc pod uwagę, że wynik był raczej bezpieczny, Maciej Skorża wprowadził na boisko Kownasia (w zasadzie, to wprowadził go już w 43. minucie za lekko kulejącego Ishaka). Wypożyczony z Fortuny Düsseldorf zapuszczony psychicznie i fizycznie napastnik potrzebował jakiegoś gola, żeby podreperować swoje morale i ten mecz był akurat wymarzoną okazją. Już w 47. minucie Kownaś mógł zdobyć swoją upragnioną bramkę, jednak w sytuacji sam na sam jego strzał w kierunku długiego rogu na korner odbił Loska. W 55. minucie Lech podwyższył na 4:0 - po wrzutce z wolnego w pole karne wzdłuż linii bramkowej między nogami Loski zagrał jeden z graczy Lecha, a Salamon wbił piłkę do bramki z praktycznie zerowej odległości.

Kownacki zdobył w końcu swojego gola w 85. minucie - a właściwie to zabrał go Ba Louie (tak to się odmienia?). Po wrzutce w pole karne Ba Loua uprzedził bowiem Loskę i skierował wślizgiem piłkę w stronę bramki. Ta raczej dotoczyłaby się do bramki sama, ale z metra wbił ją do pustaka właśnie Kownaś. Cóż, trochę egoistycznie, ale nie można zaprzeczyć, że to on akurat najbardziej potrzebował tego gola na podreperowanie mentalu (spojler - Kownaś rzeczywiście w tej rundzie stopniowo stawał się podstawowym graczem Lecha).

next  prev