glownachomikmapatrocinytags
Kauno Žalgiris - Stumbras Kaunas 0:2 (0:0)
11.08.2018 13:00
S. Dariaus ir S. Gireno Stadionas, Kaunas
A Lyga
Widzów: ~200
Cena biletu: 3 (normalny)
       

Tym razem postanowiłem sprawdzić, jak wygląda futbol u naszych północnych sąsiadów i zobaczyć mecz A Lygi. I to nie byle jaki mecz, a od razu Derby Kowna - czyż nie brzmi to naprawdę kusząco?

Dotarcie na mecz
 

Z początku wcale nie planowałem obejrzenia tego meczu. Zamierzałem pojechać do Wilna, gdzie tego dnia o 13 miał zostać rozegrany mecz FK Trakai - Suduva Marijampolje (trochę ubolewam, że nie grają w Trokach, bo to dopiero byłaby znakomita sceneria), a o 19 mecz Žalgiris Vilnius - FK Jonava. Niestety, ze względu na bardzo dobre wyniki litewskich drużyn w europejskich pucharach, gdzie Suduva pokonała w pierwszym meczu na wyjeździe Jurmalę, a Żalgiris przegrał w Sevilli jedynie 0:1, mecze ligowe tych drużyn poprzekładano na późniejsze terminy. O ile o przełożeniu meczu Troków z Suduvą wiedziałem już tydzień wcześniej, o tyle mecz Žalgirisu został oficjalnie przełożony dopiero w piątek, kiedy miałem zaplanowaną już całą wycieczkę oraz wykupiony bilet autobusowy relacji Warszawa - Vilnius. Musiałem wdrożyć plan awaryjny i wybrać drugi Žalgiris, wysiadając przystanek wcześniej, w Kaunas.

W Kaunas pojawiłem się o 8 rano lokalnego czasu, a mecz miał miejsce o 13, zdążyłem więc zwiedzić Kowno (m.in. zobaczyć znajdującą się na wyspie na Niemnie halę Žalgirisu), oraz zakupić wszystkie niezbędne pamiątki z Litwy, takie jak kwas chlebowy, serki w czekoladzie i inne tego typu rzeczy, których nie ma w Polsce. Co do pamiątek, nie zapomniałem oczywiście o tych najważniejszych i zaszedłem do oficjalnego sklepu Žalgirisu, gdzie zakupiłem kubek (cena: 7€) oraz breloczek. Na gadżetach znajdował się herb z piłką do kosza oraz hasłem BC Žalgiris (BC, czyli Basketball Club) - zakupiłem je w pełni świadomie, ponieważ... sekcja piłkarska drużyny gra z właśnie takim znakiem na koszulkach. Kauno Žalgiris to bowiem przede wszystkim sekcja koszykarska, w 1999 roku klub ten wygrał nawet Euroligę (cokolwiek to znaczy, bo nie znam się totalnie na koszykówce; nawet jeśli okazałoby się, że był to jakiś odpowiednik Pucharu UEFA, nadal robi wrażenie). Sekcja piłkarska to tylko interesujący dodatek do klubu; co prawda znalazłem źródła, w których występuje ona pod nazwą Spyris Kaunas i z innym herbem, ale nie mam pojęcia, skąd wzięła się ta informacja - na meczu nie spotkałem się ani z taką nazwą, ani z takim logotypem.

Stadion
 

S. Dariaus ir S. Gireno stadionas to stadion lekkoatletyczny, ponoć wybudowany w 1925 roku (przy okazji zamieszczam istotną informację - Darius oraz Girenas to bynajmniej nie imiona świętych, a nazwiska przedwojennych litewskich lotników, którzy zginęli w katastrofie lotniczej). Wydaje mi się jednak, że niewiele zachowało się oryginalnej konstrukcji z tamtego okresu, a rok budowy to tylko wikipedyczna ciekawostka - to trochę tak, jakby napisać, że Stadion Narodowy powstał w 1955 roku.

Co do samego stadionu, to jak zdążyłem wspomnieć, jest to obiekt lekkoatletyczny, co wiąże się z tym, że wokół boiska znajdują się przeróżne sprzęty i maszty, nie mówiąc o bieżni lekkoatletycznej, a wszystko to oczywiście mocno obniża komfort oglądania meczu. Ze względu na to, że raz na jakiś czas odbywają się tutaj naprawdę duże wydarzenia sportowe (na bieżni znajdował się napis European Athletics U23 Championships Kaunas 2009), cała płyta utrzymywana jest w nienagannym stanie. Czego nie można powiedzieć o trybunach, które są jednak z trochę innej epoki. Betonowe trybuny okalają plac gry z trzech stron tworzą dwa pierścienie - niższy, zadaszony, oraz wyższy, bez zadaszenia (za to ten wyższy stanowi zadaszenie niższego). Zgodnie z oficjalnymi źródłami, stadion liczy 9180 miejsc, co jest weryfikowalną liczbą, ponieważ na wszystkich trybunach znajdują się krzesełka. Krzesełka były nieco brudne i zaniedbane, a kiedy próbowałem zetrzeć z nich warstwę szarego kurzu, ten zmieniał kolor na zielony.

Żeby nie wyszło na to, że tylko narzekam (a zresztą, wcale nie narzekam, a opisuję w sposób obiektywny topografię stadionu; mi jak zwykle wszystko się podobało), mogę pochwalić fakt, że ze względu na wysokość trybun, z górnego pierścienia znakomicie było widać wydarzenia boiskowe. Co więcej, nasi północni sąsiedzi mają mniejsze niż my ciśnienie związane z szeroko pojętym bezpieczeństwem imprez sportowych, stąd mogłem sobie swobodnie wejść na każdą trybunę i każdy sektor, który mi pasował. Naprzeciwko trybuny znajdował się wielki wyświetlacz, na którym przedstawiono herby obydwu drużyn oraz aktualny wynik. Czas mierzony był jedynie za pomocą tradycyjnego zegara znajdującego się na tablicy wyników, który to zegar spieszył się o dobre kilka minut.

Atmosfera
 

Przed głównym wejściem na stadion stał samochód osobowy i dopiero po chwili dotarło do mnie, jaki jest tego cel. Podszedłem więc do otwartego okna i poprosiłem siedzącą w środku panią najpierw po angielsku, a następnie po rosyjsku, o bilet na dzisiejszy szlagier. Otrzymałem kieszonkową wejściówkę wydrukowaną na niezłej jakości papierze - oczywiście znajdował się na niej herb z piłką do kosza i hasłem BC Žalgiris. Na wszelki wypadek, gdyby ktokolwiek się zastanawiał - oczywiście nie prowadzono identyfikacji uczestników imprezy. Piłka nożna na Litwie ma inny status niż w Polsce. Nie ma rzesz kibiców, nie ma fanatyzmu, nie ma też ani elementu patologicznego, ani zakazów stadionowych. Generalnie nie ma kogo identyfikować i po co.

Kiedy piłkarze weszli na boisko, z głośników popłynęła chwytliwa i sympatyczna piosenka o kownieńskim Žalgirisie. Kiedy skończono ją grać, miałem wrażenie, że coś jest nie tak, ponieważ w trakcie meczu na trybunie panował jedynie szmer, a 200 žiurovu rozmawiało między sobą na przeróżne tematy, ożywiając się dopiero kiedy miała miejsce jakaś ciekawa sytuacja podbramkowa. Nawet oklaski były dosyć rzadkim zjawiskiem, a jedynymi momentami, kiedy rzeczywiście można było poczuć atmosferę meczu, były bramki dla Stumbrasa, kiedy znaczna część widzów wydawała okrzyk radości i biła brawo. Widzowie byli wymieszani na trybunach, nie było żadnych wydzielonych stref dla kibiców Žalgirisu i Stumbrasa. Co więcej, ludziom w zielonych szalikach i koszulkach nie przeszkadzała bliska obecność ludzi w szalikach koloru niebieskiego. Generalnie, styl kibicowania na Litwie nieco różni się od tego w Polsce.

Przed meczem hostessa rozdawała wśród widzów puszki Red Bulla. Nawet zawahałem się, czy również nie pójść po swoją, ponieważ miałem za sobą noc ledwo przespaną na szybie autobusu, a przy okazji darmowa puszka spowodowałaby, że zwróciłoby mi się jakieś 2/3 ceny biletu na mecz. Ostatecznie udało mi się wytrzymać próbę silnej woli i nie skorzystałem z pokusy - Red Bull jest bowiem korporacją całkowicie komercjalizującą sport i wciskającą wszędzie swoją reklamę (Red Bull NY, Red Bull Yokohama, Red Bull Salzburg to nazwy, ktore naprawdę mnie mierżą... chociaż muszę przyznać, że RB Leipzig to chyba nawet zrównoważone i godne szacunku przedsięwzięcie). To stoi w zupełnej opozycji do mojej romantycznej postawy - jechałem całą noc, żeby obejrzeć wraz z 200 ludźmi, jak Litwini kopią się po czołach w deszczu. A tak naprawdę nie miałem po prostu śmiałości, żeby podejść do hostessy po darmową puszkę i dorobiłem do tego całą ideologię.

Mecz
 

Przed meczem nastawiałem się mimo wszystko na futbolas na poziomie naszej ekstraklasy, ale mniej więcej po minucie uzmysłowiłem sobie, że to co widzę, to bardziej czołówka 2. ligi polskiej. Zapewne litewskie chamy Žalgiris Vilnius czy Suduva grałyby z naszymi potentatami prawie jak równi z równymi, ale w dzisiejszym meczu naprzeciw siebie stanęły dwie mocno przeciętne drużyny. Organizacja gry, jakość akcji, technika użytkowa (choć raz zaniemówiłem i tak do nikogo się nie odzywałem, kiedy Sirgedas z Žalgirisu wykonał przyjęcie kierunkowe górnej piłki piętą) to był mniej więcej poziom właśnie polskiej 2. ligi. To, co z kolei mogło się podobać, to fakt, że było bardzo mało wybijania piłki na pałę - nawet piłkarz przejmujący piłkę w swoim polu karnym częściej rozglądał się za wolnym kolegą niż wykopywał na oślep. Na trybunach było stosunkowo cicho, więc dało się dość wyraźnie słyszeć okrzyki piłkarzy - najczęściej słyszałem jakieś dziwne litewskie słowo, które brzmiało zupełnie jak zmiana!. Zakładam, że jest to litewski odpowiednik hasła plecy!.

Piłkarze obydwu drużyn poczynali sobie dość fantazyjnie w ataku i dość beztrosko w defensywie, stąd w pierwszej połowie widzieliśmy dużo niezłych akcji. Nieco lepsze wrażenie sprawiali formalni gospodarze meczu (obydwie drużyny rozgrywają swoje domowe mecze właśnie na tym stadionie), choć akurat ich najgroźniejszymi sytuacjami były strzały z dystansu, centrostrzał z rzutu wolnego (Aurimas Raginis) oraz laga w pole karne, po której Joao Figueiredo uprzedził na 15. metrze wychodzącego z bramki golkipera Stumbrasa, jednak jego strzał głową był całkowicie niecelny. Stumbras (po litewsku Żubr) rzadziej znajdował się przy piłce, ale popisał się paroma akcjami kombinacyjnymi - w najlepszej z nich Lewan Maczaraszwili jednym sprytnym podaniem oszukał całą obronę gospodarzy, a Alseny Bah z bliska z ostrego kąta strzelił wprost w bramkarza. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem bezbramkowym.

Od początku drugiej połowy padał deszcz, który mniej więcej w 60. minucie zmienił się w ścianę deszczu, która wisiała nad stadionem aż do ostatniego gwizdka. Jeszcze zanim to się stało, w 52. minucie Stumbras objął prowadzenie - w akcji dwóch obcokrajowców Rezende wrzucił podręcznikowo na długi róg, a tam głową piłkę w bramce umieścił Marcos Junior Marcosas Junioras (Litwini autentycznie dodają -as nawet do nazwisk obcokrajowców). Ten sam Junioras podwyższył w 79. minucie wynik na 2:0, kiedy po fatalnym zastawieniu przez graczy Žalgirisu pułapki ofsajdowej znalazł się sam na sam z Markasem Benetą i pokonał go pewnym strzałem w okienko. Podawał Maczaraszwili. W międzyczasie w 75. minucie miała miejsce kontrowersja, ponieważ ostatni obrońca Žalgirisu przy przyjęciu piłki pomógł sobie ręką, co wyglądało trochę jak kiks, a trochę jak umyślne zagranie - gdyby jej nie przyjął, napastnik Stumbrasa znalazłby się w sytuacji sam na sam. Sędzia ostatecznie ukarał Arunasa Klimavičiusa żółtą kartką, choć goście oczywiście dopominali się czerwonej. W drugiej połowie Žalgiris próbował szczęścia głównie z rzutów wolnych, których całkiem dużo prezentował im tego dnia sędzia - przy paru strzałach było naprawdę groźnie. Najlepszą sytuację na złapanie kontaktu mieli w 87. minucie, przy czym nie był to strzał z rzutu wolnego - po zamieszaniu w polu karnym piłkę z pustej bramki Stumbrasa głową wybił Almeida. Ostatecznie Stumbras dociągnął dwubramkowe prowadzenie do końca i wygrał Derby Kowna całkiem zasłużenie (chociaż co to są w ogóle za derby, które rozgrywane są 4 razy do roku - a na dodatek jest tu w praktyce wszystko jedno, kto jest gospodarzem, a kto gościem)

next  prev