glownachomikmapatrocinytags
Znicz Pruszków - Olimpia Elbląg 0:0
14.04.2018 12:00
MZOS "Znicz", Pruszków
2. liga
Widzów: 330
Cena biletu: 10 zł (normalny)
       

Chomik oficjalnie w wiosennym marazmie - tym razem ledwo rusza się poza granice Warszawy. Na dodatek powraca on w już raz odwiedzone miejsce - tyle że za pierwszym razem było to jeszcze w czasach przedchomiczych.

Dotarcie na mecz
 

Można powiedzieć, że w końcu zrobiłem to, co już dawno należało zrobić. Nie, wcale nie mówię o obejrzeniu meczu. Chodzi o to, że w końcu wybrałem się do Tworek. Na mecz postanowiłem bowiem tym razem dojechać Warszawską Koleją Dojazdową (w warszawskim folklorze zwaną wukadką) - wsiadłem na stacji Warszawa Śródmieście WKD, a wysiadłem właśnie na stacji Tworki, tuż przy słynnym szpitalu psychiatrycznym. Stacja Tworki znajduje się bowiem na terenie Pruszkowa, a od stadionu Znicza dzieli ją już tylko kilka minut spacerem - droga jest generalnie krótsza niż ze stacji Pruszków (a stację Pruszków chyba i tak akurat przebudowywali i nie wiem, czy w ogóle była wtedy czynna). Jedyną ciekawą rzeczą, o której warto wspomnieć przy okazji mojej podróży WKD jest kupno biletów jednorazowych u tego przewoźnika, ponieważ mają one całkowicie mylące nazwy. Bilety dzielą się na jednostrefowe, dwustrefowe oraz trzystrefowe, przy czym strefy nie mają w tym przypadku wymiaru geograficznego. Otóż bilet na pierwszą strefę to bilet na dowolne połączenie o czasie przejazdu do 20 minut - druga strefa to dowolne połączenie o czasie przejazdu do 40 minut, a trzecia - połączenie o dowolnej długości. To nawet pasjonujące.

Stadion
 

MSOZ Znicz w Pruszkowie to dość kameralny stadion, z jedną, schludną trybuną ciągnącą się wzdłuż linii bocznej. Trybuna ta liczy ok. 2000 miejsc siedzących (w dość neutralnych, żółto-szarych kolorach) i ma funkcjonalne i estetyczne betonowe zadaszenie. Na jej obydwu krańcach znajdują się przestrzenie użytkowe, przy czym od razu muszę się przyznać, że nie wiem, co właściwie mieści się w przestrzeni od wschodniej strony trybuny (prawdopodobnie szatnie, ponieważ stamtąd piłkarze wychodzą na mecz oraz prawdopodobnie strefa VIP-ów, ponieważ mnie tam nie wpuszczają są tam jakieś przeszklone pomieszczenia). Od zachodniej strony trybuny znajduje się punkt gastronomiczny, gdzie można zakupić herbatę, batony, pączki, a zazwyczaj również giętą oraz inne dobra z grilla (co do szeroko pojętych zakupów, wydaje mi się, że na stadionie nie można dostać pamiątek, choć muszę przyznać, że nie poszukiwałem ich bardzo intensywnie). Pomiędzy boiskiem a trybuną znajduje się niestety bieżnia lekkoatletyczna, co boli tym bardziej, że patrząc na jej stan i tak nie jest ona wykorzystywana do żadnych zawodów.

Poza główną trybuną, na stadionie znajduje się również klatka dla gości, licząca ok. 100 miejsc oraz alternatywne stanowisko oglądania meczów, jakim jest znajdujący się od zachodniej strony stadionu hotel ComfortBiznes, z którego balkonów zapewne całkiem nieźle widać wydarzenia boiskowe. Tablica wyników nie jest specjalnie imponująca, wyświetlany jest na niej wynik i czas (na tablicy wypisane jest ZNICZ - GOŚCIE). Przed meczem oraz w trakcie przerwy na stadionie leci najgorszy sort dyskotekowej pseudomuzyki, ale warto czasem wyciągnąć z uszu słuchawki, ponieważ zazwyczaj puszczają również bardzo osobliwy kawałek o Pruszkowie, którego refren brzmi mniej więcej tak:

Nie ma, nie ma jak Pruszków
Tylko tu tak piękny jest słońca wschód

W przypadku kiedy wpada bramka, na stadionie rozbrzmiewa inny kawałek, w rytmie Hej, Sokoły (śpiewają Brathanki, zostało to chyba nagrane przy okazji MŚ 2002):

Gol, gol, pierwszy dla nas,
Gratulacje, drużyna kochana!
Więcej, więcej, więcej goli,
Każdy kibic woli gol, gol, gol.

Z oczywistych względów, nie było mi dane zweryfikować, czy kawałek jest nadal puszczany w Pruszkowie. Za to tuż przed meczem puszczano soundtrack Lotto Ekstraklasy.

Atmosfera
 

Pruszków to jedno z tych podwarszawskich miast, w których miejscowy klub nie za bardzo kogokolwiek elektryzuje, ponieważ wszyscy kibicują tam Legii. Stąd, o ile do Pruszkowa nie przyjedzie jakaś drużyna o nastawieniu antylegijnym, atmosfera na meczach Znicza nie jest zbyt gorąca - na trybunach można dostrzec trochę barw Znicza, w okolicy wschodniego krańca trybuny jest nieliczny młyn, który czasem dopinguje drużynę, ale dominuje atmosfera koneserska. Dziś było trochę inaczej, ponieważ do Pruszkowa przyjechała Olimpia, czyli zgoda Legii. Dlatego też na trybunie głównej dominowały barwy Legii oraz Olimpii, ponieważ goście woleli nie cisnąć się w klatce i również zasiedli na trybunie gospodarzy (przy okazji zaliczyli oni tego dnia zgodowe combo, ponieważ tego samego dnia o 20.30 Legia grała na Ł3 z Zagłębiem Lubin).

Tam, gdzie skumulowali się kibice Legii oraz Olimpii, zauważyłem jedną pomniejszą flagę (przy czym nie wiem, czy była ona Olimpii, ponieważ nie znalazłem takiego wzoru w internetach), ale przede wszystkim wisiała tam duża płachta, zajmująca całą barierkę stoiska gastronomicznego oraz prowadzące do niego schody, a motywem przewodnim transparentu było PDW (nic dziwnego, że taka słaba frekwencja w Pruszkowie, skoro tyle osób siedzi). Ogólnie trochę się zawiodłem, ponieważ w zasadzie w ogóle nie prowadzono dopingu. Po raz pierwszy usłyszałem jakieś konkretne zawołanie dopiero na początku 2. połowy i było to Jesteśmy zawsze tam..., ale dochodziło ono... ze znajdującego się nieopodal stadionu Parku Potulickich, gdzie stała kilku-, a może kilkunastoosobowa grupa kibiców Olimpii. Nie zrozumiałem tego fenomenu, może chodziło o jakieś zakazy stadionowe (frekwencja na Zniczu co prawda nie powala, ale chyba każdy mecz jest tu imprezą masową, w każdym razie identyfikacja widzów metodą zeszytu i długopisu jest prowadzona), ale raczej nie, ponieważ grupa kibiców była zbyt liczna. W drugiej połowie jeden z kibiców (chyba Legii) na stoisku gastronomicznym przegrał walkę z grawitacją, ale zamiast niepokoju wywołało to na trybunach śmieszki, bo według komentarzy osób postronnych, powodem tego był alkohol. Przez całą drugą połowę dominującymi okrzykami na trybunie było typowe zrzędzenie pikników, czyli indywidualne inwektywy wygłaszane pod adresem sędziego liniowego - przestałem je jednak traktowac poważnie w momencie, gdy któryś z emerytów domagał się odgwizdania spalonego przy rzucie z autu. Pod koniec drugiej połowy usłyszałem w końcu parę przyśpiewek Olimpii (ale dość skromnych), na co uaktywniły się również dzieciaki ze Znicza, które śpiewały MKS królem jest oraz MKS Znicz Pruszków.

Generalnie pod względem zarówno atmosfery jak i poziomu sportowego mecz był mocno rozczarowujący i jako największy plus dzisiejszego dnia dopisałem sobie plakat, który ściągnąłem po meczu z okna kasy stadionowej.

Mecz
 

Jak już wspomniałem, poziom sportowy meczu nie był porywający, co miało chyba również istotny wpływ na senny klimat panujący na trybunach. Choć parę godnych odnotowania sytuacji miało miejsce. Pierwszą dobrą sytuację mieli goście, w 23. minucie, kiedy po świetnym odegraniu piętą w sytuacji niemal sam na sam z Kalinowskim znalazł się (grający tradycyjnie z mylącym numerem 6) Anton Kołosow, ale ten naciskany przez obrońcę nie trafił w bramkę. W 32. minucie z kolei swoją okazję na prowadzenie miał Znicz, kiedy po wrzutce z rzutu wolnego Klepczarek minął się z piłką, próbując wbić ją z najbliższej odległości szczupakiem do bramki. Kilka minut później Daniel (nazwisko bramkarza Olimpii) wygrał pojedynek sam na sam chyba z Kubickim, a następnie w zamieszaniu pod bramką Smoliński za mocno odegrał piłkę do kolegi - w zasadzie w niego strzelił, a piłka odbita od jego klatki piersiowej minęła minimalnie pustą bramkę.

W drugiej połowie Olimpia miała świetną sytuację ok. 61. minuty, kiedy z linii końcowej płasko w pole karne zagrywał jeden z jej piłkarzy (wspomagając się relacją z Internetu, był to Szmydt), piłkę inteligentnie przepuścił Klepczarek (przynajmniejnależałoby napisać, że było to inteligentne... gdyby nie to, że jest to stoper Znicza) i sytuację wyjaśnił dopiero Marcin Wasilewski Wasielewski, wykopując piłkę na róg. Po dośrodkowaniu z kornera obok bramki główkował Wenger. Ok. 70 mnuty dobrą sytuację miał Małachowski ze Znicza, ale jego lecący tuż pod poprzeczkę strzał głową dobrze wybronił Daniel. W ostatniej okazji meczu rzut wolny z niemalże linii pola karnego miał Znicz, jednak Włodyka minimalnie przestrzelił.

next  prev