 |
Ursus Warszawa - ŁKS 1926 Łomża 1:1 (0:0)
24.03.2018 15:00
Boczne boisko stadionu RKS Ursus
3. liga, gr. I
Widzów:
>200
Cena biletu:
10 zł (normalny)
| |
Dziś odwiedzamy trzecią siłę Warszawy (albo też drugą, to zależy od tego czy akurat jest w tabeli nad Polonią czy pod), czyli RKS Ursus. Dla mnie jest to co prawda już kolejna wizyta, ale jeszcze nie zdarzyło mi się opisywać tego klubu na Chomiku.
| | Dotarcie na mecz |
    |
Dojazdy na mecz w obrębie Warszawy nie są zwykle emocjonujące i dramatyczne - tak było też i w tym przypadku. Jedyną atrakcją związaną z dojazdem był remont torów na odcinku Warszawa Zachodnia - Grodzisk Mazowiecki, przez który nie mogłem po prostu przyjechać Kolejami Mazowieckimi na stację Warszawa Ursus. Stąd, miałem okazję bliżej zapoznać się z Warszawską Koleją Dojazdową, której trasa biegnie nieco inaczej niż Kolei Mazowieckich, (a z której z reguły nie korzystam).Trasa WKD biegnie na tyle inaczej niż KM, że wysiadłem na stacji w miejscowości Opacz, skąd miałem najlbliżej na stadion na Sosnkowskiego 3. Po jakichś 15 minutach spaceru byłem na miejscu.Przecież ostrzegałem, że dojazdy w obrębie Warszawy nie są emocjonujące.
| | Stadion |
    |
    |
Bardzo lubię obiekt Ursusa, ponieważ jest on idealnie skrojony na miarę takiego klubu. Solidny, trzecioligowy klub (naprawdę solidnie zakorzeniony w trzeciej mazowieckiej, spędza tu już 8. sezon - choć w zeszłym sezonie był bliski spadku do czwartej ligi, a przed katastrofą uratowało go zwycięstwo w ostatniej kolejce z walczącym o awans ŁKS-em i surrealistyczna wygrana Huraganu Wołomin z rezerwami Jagiellonii), bez mocarstwowych planów, za to bardzo poukładany. Obiekt liczy oficjalnie 1020 miejsc siedzących, a na tę liczbę składa się trybuna główna z pomarańczowymi i niebieskimi krzesełkami układającymi się w wyraz URSUS, niewielka trybunka pod wyświetlaczem (na wyświetlaczu niestety nie można wyświetlać nazw drużyn i na stałe znajduje się tam napis URSUS - GOŚCIE ), gdzie czasami tworzy się młyn, oraz ogrodzony sektor gości. Na stadionie jest niestety bieżnia, ale ze względu na jej nienaganny stan i intensywnie bordowy kolor akurat w tym przypadku komponuje się ona przynajmniej z kolorystyką stadionu. Po rundzie jesiennej za pieniądze z budżetu obywatelskiego zainstalowano na trybunie głównej całkiem estetyczne częściowe zadaszenie w kolorze niebieskim, ogrodzono stadion i postawiono bramki biletowe. Oczywiście to nie jest tak, że wcześniej łatwo było wejść na mecz na lewo, bo sam kompleks OSiR jest ogrodzony. Tyle tylko, że sprzedaż biletów i kontrolę przeprowadzano wcześniej w bramie OSiR, a jest wiele osób, które udają się na teren kompleksu np. plac zabaw, mini-park linowy na pływalnię albo pograć w tenisa. Teraz stadion został wyodrębniony z OSiR w nieco bardziej profesjonalny sposób.OK, skoro już opisałem stadion, to czas na typowy kreskówkowy gag:- To gdzie odbędzie się dzisiejszy mecz? - Widzisz ten stadion? Taki ładny, z pomarańczową trybuną i niebieskim dachem? - Tak.- To nie tam.Ze względu na ostatnie wariacje pogodowe, murawa nie nadawała się jeszcze do gry (albo też chciano przełożyć oficjalne otwarcie odnowionej trybuny na lepsze warunki niż 5'C), dlatego też dzisiejszy mecz odbywał się na bocznym boisku ze sztuczną murawą. W trzeciej lidze coś takiego jest dopuszczalne. Tutaj opis stadionu nie nastręcza większych trudności. Trybuna jest jedna - cztery rzędy niezbyt wygodnych czerwonych siedzisk bez oparcia. Za to bardzo schludna, ponieważ siedzenia są nowe, barierki też, a stopnie trybuny wyłożone są równą kostką brukową. Mecz można również bez problemu obejrzeć za darmo - zza ogrodzenia za jedną z bramek, lub ewentualnie wzdłuż linii bocznej (co może być nieco problematyczne, ponieważ chyba znajduje się tam droga). Wyświetlacz jest identyczny jak na boisku głównym, z tym, że znajdują się na niej tym razem napisy GOŚCIE - GOSPODARZE (w tej kolejności).Należy też wspomnieć (trochę nie po kolei, ale nie chciałem umieszczać tego elementu tuż obok suchych żartów), że na terenie OSiR znajduje się też stała wystawa o Krzysztofie Nowaku (Numer 10 naszych serc ), najsłynniejszym wychowanku klubu RKS Ursus. Krzystof Nowak spędził w Ursusie całą juniorską karierę, skąd ruszył w świat większej piłki, grając najpierw w niesławnym Sokole/Miliarderze z Pniew/Tych, następnie w Panachaiki, Legii (tu akurat tylko 1 mecz), Atletico Paranense, w końcu trafiając do VfL Wolfsburg, gdzie przez trzy kolejne sezony był podstawowym zawodnikiem. Jego karierę, a następnie życie przedwcześnie zakończyła choroba ALS.
| | Atmosfera |
    |
Ze względu na to, że boisko boczne to tylko boisko boczne i na terenie obiektu nie ma klatki gości, tym razem nie miałem okazji zobaczyć fanów ŁKS-u, co mnie bardzo rozczarowało. Jest to bowiem dobra (szczególnie jak na trzecioligowe standardy) ekipa wyjazdowa, która wykręca przyzwoite liczby (po kilkadziesiąt osób). Oczywiście w związku z przeniesieniem meczu na orlik rezerwowy obiekt, Policja nie zezwoliła na przyjazd zorganizowanej grupy gości. Być może ktoś z Łomży nawet pojawił się na meczu incognito, ale było to naprawdę incognito, ponieważ nie słyszałem żadnych oznak radości w momencie gdy ŁKS wyszedł na prowadzenie.Pomimo niezbyt sprzyjającej pogody (zima jeszcze nie do końca w odwrocie) i niezbyt komfortowych warunków na obiekcie, na meczu zjawiło się ponad 200 osób. Nie przełożyło się to na wielkie atrakcje kibicowskie. Całą atmosferę robiło 3-4 stojących nieopodal mnie gości, którzy raz na jakiś czas wznosili różne okrzyki (pomiędzy okrzykami rozprawiali między sobą, próbując odtworzyć wydarzenia ze wspólnie spędzonego wczorajszego wieczora - taka niskobudżetowa wersja Kac Vegas). Jeden z nich miał na tyle donośny głos, że czasami nawet porywał pikników w promieniu kilku metrów, w tym mnie. Najczęściej wykrzykiwanym hasłem było Kto najlepiej w piłkę gra - KS Ursus Warszawa! , ale były też ciekawsze rzeczy, takie jak Traktorki, Traktorki, Traktorki to My! (w rytmie Kalinki ), Jesteśmy u siebie! (?), czy wreszcie mój faworyt (prawie za każdym razem cenzurowany ze względu na obecność dzieci):Czy słońce, czy deszcz - Ursus RKS!A jak spadnie grad, rozjebiemy świat,tylko Ursus RKS!
Z racji tego, że mecz odbył się na bocznym boisku, bałem się, że nie będzie on biletowany, ale na szczęście w namiocie przy wejściu na trybunę kupiłem sobie estetyczną wejściówkę. Poza tym, pod namiotem można było zaopatrzyć się w różne pamiątki, takie jak smycze, kubki, szaliki i chyba proporczyki - piszę chyba , bo wiem, że były dostępne na zamówienie przez Internet, a na stoisku akurat się za nimi nie rozglądałem. Na proporczyku znajduje się mogąca wprawiać niektórych w zdziwienie data 1929 - niedawno bowiem przekopano archiwa i odnaleziono niezbite dowody na to, że drużyna Ursusa grała już w piłkę na sześć lat przed datą, która do tej pory figurowała jako oficjalna data założenia klubu. A wszystko to jest opisane w książce Sportowe dzieje Ursusa , która była dostępna na stadionie, niestety nie w wolnej sprzedaży, a jak na razie dla osób, które ją wygrały/zarezerwowały.
| | Mecz |
    |
Ursus w tym sezonie gra bardzo przyzwoicie i do meczu przystępował będąc na 4. miejscu w tabeli - z kolei ŁKS jest drużyną zdeklarowaną w swej nieprzyzwoitości i od kiedy pamiętam (czyli właściwie od reformy trzeciej ligi, bo wcześniej znajdowali się w grupie warmińsko-mazursko-podlaskiej, czyli poza moim radarem) broni się przed spadkiem. W zeszłym roku widziałem ją na żywo trzy razy i jej gra ani razu mnie nie porwała; stąd, gdybym miał postawić pieniądze na którąś z drużyn, moim typem byliby gospodarze. I rzeczywiście, od początku meczu Ursus atakował z pomysłem, podczas gdy goście ograniczali się do kontr. Ursus miał parę ciekawych sytuacji, ale w pierwszej połowie nic nie chciało mu wpaść. W 15. minucie Muszyński minął wychodzącego z bramki Lipca, ale wygonił się za bardzo do boku i mógł jedynie dorzucić z linii końcowej - piłkę na korner wybił szczupakiem obrońca ŁKS-u. W 19. minucie po zagraniu Dziełaka w dobrej sytuacji głową nad bramką ŁKS-u uderzył Kabala. W 27. minucie w polu karnym ładnie do nożyc złożył się Ciach, ale jego strzał został zablokowany przez obrońców; dobitka trafiła w jednego z zawodników gości w rękę, jednak sędzia nie podyktował jedenastki. W 38. minucie Lipiec obronił strzał głową aktywnego dziś Muszyńskiego. Pod koniec połowy miały miejsce dwie sytuacje ŁKS-u, choć może to trochę za dużo powiedziane. Pierwsza miała miejsce w 40. minucie, kiedy wychodzący z kontrą Gałązka oddał strzał z jakichś 40 metrów, ale piłka przeszła obok bramki; zresztą, Koncki nie był jakoś źle ustawiony, więc nawet celny strzał raczej by go nie zaskoczył. Drugą sytuację goście mieli w ostatniej minucie pierwszej połowy, kiedy bramkarzowi Ursusa piłka odskoczyła od nogi, przez co o mało jej nie stracił na rzecz piłkarza gości (w ostatniej chwili bramkarz Ursusa wybił).W trakcie pierwszej połowy doszło na boisku do paru starć, po których potrzebna była pomoc medyczna. Oczywiście nie ma w tym nic ciekawego, ponieważ takie rzeczy mają miejsce zawsze, za to ciekawa była reakcja spikera stadionowego, który zachęcał do oklaskiwania leżącego na murawie piłkarza. Moje odczucia są gdzieś pomiędzy ładny gest fair-play a to bez sensu niczym mówienie 'na zdrowie' do osoby, która kichnęła .Na drugą połowę goście wyszli trochę bardziej zmotywowani, ponieważ grali już odważniej. Na tyle, że w 63. minucie po wrzutce z kornera na 1:0 dla ŁKS-u prostym strzałem strzelił odpuszczony przez obrońców Maćkowski. Kibice Ursusa byli trochę skonsternowani, bo to była w zasadzie pierwsza dobra okazja gości. Piłkarze również, ponieważ zaraz po stracie bramki rzucili się do odrabiania strat. I już dwie minuty później udało im się wywalczyć rzut karny. Napastnik Ursusa zderzył się w walce o górną piłkę z bramkarzem, a Grzegorz Kujawa zinterpretował to (raczej słusznie) jako faul bramkarza. Do piłki podszedł trzecioligowy supersnajper Ciach i pewnym strzałem dał Traktorkom wyrównanie (pomimo rozpraszających okrzyków jednego z obrońców ŁKS-u dajesz, dajesz! ). Więcej bramek w meczu już nie padło, choć Ursus próbował coś jeszcze wcisnąć. W 68. minucie w zamieszaniu podbramkowym Prusinowski przestrzelił nad bramką, a 20 minut później jeszcze wyżej udało się kopnąć piłkę Ćwikowi, choć ten uderzał wślizgiem. Już w doliczonym czasie meczu sędzia mógł odgwizdać kolejny rzut karny, tym razem dla gości z Łomży, jednak uznał, że interwencja była zgodna z przepisami. Zdenerwowało to trenera gości, który za protesty został odesłany na trybuny - w sumie to nie wiem, czy zasiadł na tych trybunach (kibice co prawda go zapraszali i krzyczeli, żeby przyniósł ze sobą zgrzewkę Łomży), bo jakąś minutę po tej sytuacji sędzia i tak zakończył mecz.
|
| |
| |
  
|
|