 |
KS Stadion Śląski Chorzów - AKS II Mikołów 3:1 (0:1)
19.05.2018 14:00
Boczne boisko MORiS Chorzów (ul. Lompy)
Klasa A, gr. Katowice
Widzów:
20-30
Cena biletu:
- (mecz niebiletowany)
| |
Czas na duży clickbait - w dzisiejszym poście Chomik przyjeżdża do Chorzowa, by zobaczyć Stadion Śląski Chorzów (pewnie się nie możecie doczekać tych kwiecistych opisów dot. wielotysięcznych trybun, błyszczących telebimów i innowacyjnego dachu).
| | Dotarcie na mecz |
    |
Do Chorzowa dostałem się Kolejami Śląskimi (szacunek dla KŚ za zniżkę dla pasażerów w wieku do 26 lat, nawet jeśli już nie posiadają statusu studenta) z Gliwic, już po zakupie biletu na szlagier decydujący o utrzymaniu w Lotto Ekstraklasie oraz piastowskich pamiątek. Na stacji Chorzów Batory zameldowałem się o 13.23, tak więc do godziny 14.00 miałem czas, aby trafić na piechotę na arenę chorzowskiego szlagieru. Kluczyłem trochę po chorzowskich ulicach pomiędzy oldschoolowymi śląskimi kamienicami (przy jednej z nich miałem okazję zobaczyć coś, co nazwałem HKS-owym zakątkiem , gdzie kilku gości słuchało rapsów i spożywało różnego rodzaju trunki pod udanym graffiti przedstawiającym chorzowskiego Adlera), raz po raz gubiąc się i zerkając na podrukowane mapki. Po drodze mijałem również stadion na Cichej, który jest ulokowany wprost bajecznie, bo jakieś 5 minut spaceru od stacji. W końcu trafiłem na arenę dzisiejszego meczu.
| | Stadion |
    |
Stadion Śląski w Chorzowie - piękny wielofunkcyjny stadion o pojemności 55 tys. widzów, następca legendarnego obiektu, na którym w '57 roku po dwóch golach Gerarda Cieślika odnieśliśmy wielkie zwycięstwo nad Wielkim Bratem... no dobra, dosyć tych sucharów. KS Stadion Śląski Chorzów ma piękną, romantyczną nazwę, ale obecnie nie ma zbyt dużo wspólnego z legendarną śląską areną. Jako drużyna A-klasowa nie ma ona zbyt dużych możliwości finansowych, więc dzisiejszy mecz rozegrała na bocznym boisku Stadionu Miejskiego w Chorzowie (nie mylić ze stadionem Ruchu - swoją drogą, Chorzów ma całkiem niezłą kolekcję stadionów). Wspomniany Stadion Miejski w Chorzowie to schludny obiekt lekkoatletyczny z trybuną liczącą 800 żółto-pomarańczowych krzesełek. Ale boczne boisko stadionu to obiekt w stylu, który zwykłem określać mianem pełnowymiarowego orlika - sztuczna murawa i symboliczna trybunka, na której naliczyłem 160 miejsc siedzących. Ogólnie mało wygodna, ponieważ siedzenia były bez oparcia, na szczęście siedząc w ostatnim rządku można było oprzeć się o znajdującą się z tyłu barierkę. Co typowe i piękne dla Śląska, jedynym znajdującym się na niej znakiem zakazu nie był bynajmniej zakaz palenia, a zakaz spożywania słonecznika. Poza tą trybunką na obiekcie nie było już nic godnego uwagi - a przede wszystkim, należało pamiętać wynik, ponieważ nie było ani tablicy świetlnej, ani spikera.
Przy okazji omówienia stadionu, chciałbym się podzielić jedną niesamowitą ciekawostką, którą powinni umieścić pod zakrętką od Tarczyna. Otóż Stadion Miejski w Chorzowie nosi nazwę MORiS (choć zwyczajowo tego typu przybytki noszą nazwę MOSiR).
| | Atmosfera |
    |
Cóż, udając się na mecz A-klasowej drużyny z rezerwami AKS Mikołów (podczas gdy, z całym szacunkiem do Mikołowa, niewiele osób słyszało nawet o istnieniu pierwszej drużyny AKS-u) nie spodziewałem się niesamowitej atmosfery - i moje oczekiwania były w tym przypadku właściwe. W momencie pierwszego gwizdka, na trybunie poza mną zasiadały jeszcze zaledwie dwie osoby (dwie dziewczyny - wielki szacunek dla ich A-klasowej zajawki, nawet jeśli przyszły po prostu zobaczyć swoich braci/kolegów/chłopaków). W miarę upływu czasu na trybunie pojawiło się kilka osób więcej - można powiedzieć, że liczba osób fluktuowała, ponieważ niektórzy przychodzili na stadion, a potem opuszczali go, ku mojemu wielkiemu zdziwieniu. W najlepszym momencie drugiej połowy, z tych wszystkich znajdujących się na trybunie nastolatków, nastolatek, rodziców z dziećmi, paru dorosłych i mnie udało się ulepić 20 osób. Gdzieś pod koniec meczu frekwencja w sposób sztuczny poszła znacznie w górę, ponieważ za linią boczną boiska pojawiły się dwie pełne drużyny kobiet, czekające na swoją kolej (z terminarza III ligi śląskiej wynika, że były to Jaskółki Chorzów oraz rezerwy ROW Rybnik).
| | Mecz |
    |
Sędziami liniowymi dzisiejszego meczu byli Michał Listkiewicz oraz Katarzyna Nadolska. No dobra, może to wcale nie byli oni, w każdym razie kolor włosów pierwszego z liniowych oraz płeć drugiego zgadzały się (i miałem wrażenie, że gracze przez szacunek do siwizny oraz płci pięknej nie kontestowali za bardzo decyzji liniowych).
Cóż, udając się na mecz A-klasowej drużyny z rezerwami AKS Mikołów. Tak samo jak nie spodziewałem się wielkiej atmosfery, nie spodziewałem się również wielkiej piłki. I rzeczywiście, ujrzałem tego dnia typowy poziom A-klasowy: niby dobre tempo gry, niby przyzwoita technika piłkarzy, ale jednak głównymi katalizatorami groźnych akcji były laga do przodu oraz błędy indywidualne. A o błędy indywidualne nie było trudno, ponieważ na sztucznej murawie piłka często podskakiwała i odbijała się w nieprzewidywany sposób (w każdej akcji musiała wykonać coś nieprzewidywalnego na korzyść/niekorzyść którejś z drużyn, była ona niczym kostka w D&D). Zastanawiam się, czy aby na pewno młodzi piłkarze (w sumie drużyna KS Stadion Śląski to był taki najstarszy rocznik juniorów) grając na takim boisku, uczą się właściwej dyscypliny sportu.
Pierwsza bramka wpadła już w 4. minucie i strzelili ją goście. Piłkarz AKS-u odebrał w nieco kontrowersyjny sposób (w każdym razie, miałem wrażenie, że na granicy faulu) piłkę obrońcy Stadionu, wystawił ją koledze, a ten z bliska umieścił piłkę w siatce. I szczerze mówiąc, nie zapamiętałem dużo więcej z pierwszej połowy meczu. Rezerwy Mikołowa wyglądały nieco lepiej, pomimo tego, że grały pod słońce. W 29. minucie Stadion Śląski miał świetną okazję do wyrównania - bramkarz Mikołowa wybiegł poza pole karne celem wybicia na aut długiego podania do napastnika Stadionu. Piłkarz w czarnym trykocie był zdążył ją jednak trącić pierwszy, a ta poturlała się w stronę pustej bramki, ale minęła jej słupek od niewłaściwej strony. Do przerwy było 1:0 dla gości.
Ze względu na to, że słońce tego dnia naprawdę dawało, a piłkarze Stadionu w drugiej połowie mieli je prosto w twarz, sądziłem, że AKS ich wtedy dobije. Grający w czarnych trykotach gospodarze jednak już w 47. minucie wyrównali stan meczu - po wrzutce w pole karne gracz Stadionu przytomnym strzałem głową przelobował nie najlepiej ustawionego bramkarza. W 50. minucie bramkarz AKS-u uratował swój zespół przed utratą kolejnego gola, broniąc sytuację sam na sam, ale już w 57. minucie stał się antybohaterem meczu - po jego stracie piłki przed polem karnym gracz Stadionu strzelił do pustej bramki (golkiper Mikołowa ogólnie cały mecz grał słabo nogami i miał słabe wybicia, jednak w tej sytuacji to obrońca, który mu zagrywał, wsadził go na minę). W 70. minucie lewy skrzydłowy Stadionu Śląskiego otrzymał długą piłkę, minął bramkarza i trafił na 3:1. W ostatnim kwadransie piłkarze Stadionu mieli jeszcze dwie świetne sytuacje, ale tym razem w obydwu przypadkach bardzo dobrze interweniował bramkarz gości. W 79. minucie obronił on strzał w okienko, a w 84. strzał z bliska napastnika, który okiwał w tej akcji wszystkich obrońców, jakich miał w promieniu kilku metrów. Pod koniec meczu AKS mógł złapać jeszcze kontakt, ale po wrzutce w pole karne gracz w zielonej koszulce nie trafił z kilku metrów w bramkę.
Gdzieś w notatkach mam też zapisane, że gracz Mikołowa z numerem 17 wykonał podręcznikowy przewrót w tył z tzw. wyrzutem, czy sam nie wiem, jak to się nazywa (jest to informacja tak mało potrzebna, że nie wiedziałem jak ją wpleść w relację z wydarzeń boiskowych).
|
| |
| |
  
|
|