 |
Polonia Warszawa - Świt Nowy Dwór Mazowiecki 2:2 (1:0)
25.10.2017 19:00
K6, Stadion im. Kazimierza Sosnkowskiego, Warszawa
3. liga, gr. I
Widzów:
600-700?
Cena biletu:
20 zł (normalny)
| |
„Próba generalna” na Konwiktorskiej przed sobotnim szlagierem z Widzewem. Termin dość niespodziewany, ponieważ oryginalnie mecz miał odbyć się w sobotę 14 października, jednak w wyniku panującej wówczas w obozie gospodarzy epidemii anginy (w tamten weekend, w meczu rezerw w ataku grał bramkarz), mecz przeniesiono.
| | Dotarcie na mecz |
Ta historia nie będzie imponująca – wyszedłem z pracy (ciesząc się, że nagle w środku tygodnia wpadł mecz III ligi i to nie o 17 gdzieś na Ursusie) i pojechałem metrem na stację Dworzec Gdański. Stamtąd poszedłem na stadion.
Zakupiłem w kasie bilety, zarówno ten na dzisiejszy mecz jak i na wspomniany już spektakl z Widzewem, który ma odbyć się w sobotę. Z tym „spektaklem” wcale nie ironizuję, ponieważ prognozowana frekwencja na tym meczu to jakieś 5000 osób. Z czego 1700 miejsc wykupił Widzew. A że Łodzianom mało było i tego, organizatorzy meczu zablokowali 24 października możliwość dopisywania się do bazy kibiców (bilety można kupować jedynie będąc w tej bazie). Również pani, która również stała w kolejce po bilety, odbiła się przez to od kasy. Cóż, organizacyjnie Polonia nigdy szału nie robiła.
| | Stadion |
    |
Przez te parę miesięcy (od ostatniego raportu z Konwiktorskiej na tej stronie) nic się nie zmieniło – jak stał, tak stoi. Ewentualnie mogę podzielić się spostrzeżeniem, że w nocy wygląda lepiej niż w dzień.
Nie wiem, czy to kwestia tego, że mecz odbył się w środę, czy tego, że wszyscy właśnie ogarniają gadżety, barierki i kiełbasę na sobotni mecz, ale dzisiejsza organizacja pozostawiała wiele do życzenia. Nie było moich ulubionych programów meczowych (nie widziałem może zbyt wielu materiałów innych zespołów, ale zaryzykuję stwierdzenie, że pod względem jakości programów meczowych Polonia wyróżnia się nie tylko w III lidze, ale nawet w Polsce), nie było również kartek ze składami. W Sklepie Kibica nadal nie ma kubków, ale jest już na nie gotowa półka, więc na Widzewie powinny już być. W sklepie nie było również Skarbów Miasta, ale na szczęście znalazłem je na stoisku kibiców i w końcu nabyłem tę zacną książkę.
Pomimo średniej frekwencji, stoiska gastronomiczne działały pełną parą. Przy okazji muszę poskarżyć się na muzykę odtwarzaną przed meczem, ponieważ jej jakość drastycznie spadła i teraz zamiast piosenek o Warszawie są grane teraz przede wszystkim kawałki w stylu rmf fm, czy innego radia eska. Nie wiem, kto wpadł na taki pomysł i kto go opiniował.
| | Atmosfera |
    |
Biorąc pod uwagę, że Polonia idzie ostatnio na rekord jeśli chodzi o liczbę remisów oraz głupio traconych bramek, jak również i niezbyt przystępny termin meczu, frekwencja nie mogła być dobra. Na mecz przyszło co najwyżej kilkaset osób, a umowny młyn tworzyło jakieś 100-150 rozproszonych po sektorze widzów.
Najciekawszym elementem meczu byli goście, którzy zaczęli pojawiać się w swoim sektorze wyjątkowo punktualnie – na jakieś pół godziny przed meczem przez kołowrotki przeszli prawie wszyscy (dojazd z Nowego Dworu do Warszawy nie jest co prawda niczym karkołomnym, ale grupom wyjazdowym bardzo często przydarzają się różne losowe niedogodności), ale później opuścili oni swój sektor. Ponoć poszło o flagę, czy jakiś inny przedmiot, którego nie mogli wnieść na stadion, stąd postanowili, że będą dopingować drużynę zza płotu. Byli niezbyt dobrze słyszalni, ale z racji tego, że byłem już na meczu w Nowym Dworze (śpiewałem później w pracy różne piosenki o sędzi, na co jedna z koleżanek określiła odwiedzone przeze mnie miasto jako „Nowotwór”), kojarzyłem, co śpiewają, np. „Straszny Dwór, Straszny Dwór”, czy „Świt, Świt, MKS!”. Były również zaczepki w stronę gospodarzy, mianowicie słyszałem takie hasła jak: „co was tak mało, hej kurwy, co was tak mało?”, czy „jebać, jebać Polonię!”. Dodatkowo w pewnym momencie dało się słyszeć „Zostaw kibica, hej kurwo, zostaw kibica!”, co prawdopodobnie świadczy o tym, że za płotem miały miejsce jakieś przygody z mundurowymi. W przerwie było trochę napinki i wzajemne przerzucanie się zza płotu hasłami, ale w drugiej połowie gości nie było już słychać – prawdopodobnie ich nie było.
Jeśli chodzi o młyn Polonii, znajdował się on tego dnia w formie weekendowej dość piknikowej. Była jedna flaga, nie było regularnego gniazdowego, śpiewano, co ktoś zarzucił. W pierwszej połowie młyn śpiewał dość rzadko i w zasadzie uaktywnił się dopiero wtedy, gdy goście zaczęli bluzgi pod adresem gospodarzy. Piosenki śpiewane przez młyn generalnie zagrzewały do boju gospodarzy, jednak po razie odśpiewano „jazda z kurwami...” oraz „Legia to stara kurwa…” (piosenki o Świcie chyba nie istnieją). A poza tym, na trybunie dominowała atmosfera „koneserska” – kibice komentowali między sobą grę piłkarzy, niektórzy uprawiali szyderę, krzycząc np. „karny!” po faulu w środku pola. Mam wrażenie, że wszyscy oczekiwali beznadziejnej gry i się w ogóle nie zawiedli.
W drugiej połowie zaczęto śpiewać regularnie (tym bardziej, że piłkarze zaczęli dawać ku temu powody), przede wszystkim dwie piosenki: „Tu nad Wisłą, gdzie Syreni Gród, tu jest Nasz Klub, Drużyna, którą każdy dobrze zna, to Polonia!”
„Kocham Ją, Ona mnie, całe życie w trzy kolory stroi się, Wielki Klub, miłość ma, Klub Sportowy Polonia!” Nie wiem, czy to było zamierzone, ale „Czarne, Czarne Koszule” zaśpiewano chyba tylko raz.
| | Mecz |
    |
Do słabej organizacji i niezbyt gorącej atmosfery meczu należy również dołożyć mierny poziom dzisiejszego widowiska. Cały czas padało lub mżyło, a piłkarze bardzo często ślizgali się i przewracali. Za liniami nie było żadnych chłopców do podawania piłek; były trzy osoby okazjonalnie podające piłki, ale chyba były one fotografami. Na dodatek Polonia (grając u siebie) wyszła na boisko w barwach Legii, tzn. w białych trykotach i czarnych spodenkach. Świt z kolei grał w jednorodnie zielonych strojach w stylu Oldschool Legia. Zapowiadał się więc wielki mecz przyjaźni.
Przez pierwsze pół godziny na boisku panowała równowaga – Świt grał słabo, Polonia beznadziejnie. Świt konstruował niezbyt groźne akcje, czasami próbował też strzałów z dystansu (całkiem inteligentnie, biorąc pod uwagę pogodę). W 24. minucie Polonia wyprowadziła niezłą kontrę, która skończyła się wrzutką do Marczaka – ten zdążył jedynie przyjąć piłkę i obrońca Świtu od razu wybił ją na korner. Za to w 36. minucie Marczak miał już więcej szczęścia – oddał strzał z nieco ponad 20 metrów, a piłka odbiła się jeszcze od głowy jednego z obrońców Świtu i wpadła do bramki Mateusza Prusa. Wtedy też zaczął się krótki okres dominacji Polonii, kiedy wyprowadziła parę dobrych akcji. W 38. minucie po strzale z rzutu wolnego Prus wypuścił piłkę z rąk, po czym wygrał w walce o nią z jednym z piłkarzem Polonii, który i tak był na spalonym. W 39. minucie Chałas dostał dobre podanie na dobieg i mocnym strzałem trafił do bramki Świtu. Mateusz Prus nie interweniował, ponieważ boczny znów zasygnalizował spalonego. Grzegorz Kujawa nie skorzystał z VAR, a szkoda.
W drugiej połowie obydwie drużyny zaprezentowały się nieco lepiej. W 55. minucie Chałas dostał dobre podanie na dobieg, wbiegł w pole karne Świtu, ale zdecydował się na strzał dopiero wtedy, gdy miał już ostry kąt, z którego nie dało się nic zrobić. W 62. minucie, po najgorszym możliwym rozegraniu kornera przez Polonię z kontrą ruszył Mariusz Gabrych. Przebiegł on w zasadzie całe boisko, a żaden z Polonistów nie mógł go dogonić – po wymanewrowaniu paru z nich oddał strzał sprzed linii pola karnego, który został odbity przez jednego z obrońców. Po tym rykoszecie piłka dziwacznym lobem opadała tuż pod poprzeczkę i w równie dziwaczny sposób odbił ją ręką przed siebie Mateusz Tobjasz (który grał z tajemniczym numerem 2). Piłkarz Świtu, który chciał dobić piłkę do bramki, faulował jednak bramkarza Polonii. W 70. minucie Świt jednak wyrównał. Po wrzutce z rzutu wolnego kolejny kryminał popełnili obrońcy Polonii, który odpuścili Mariusza Gabrycha, a ten oddał strzał głową w długi róg. Tobjasz wybrał zaś najgorszy moment, aby się poślizgnąć i nagle zrobiło się 1:1.
W 81. minucie Polonia ponownie wyszła na prowadzenie. Dobrym pressingiem wykazał się Patryk Zych, dzięki czemu piłkę na 30. metrze przejął Bartosz Wiśniewski. Kapitan Polonii wbiegł w pole karne (przy okazji o mało nie został wycięty przez obrońcę Świtu, który chyba się w tej akcji poślizgnął) i świetnym strzałem w okno pokonał Prusa. Polonia do końca meczu spokojnie broniła prowadzenia i nic nie zapowiadało katastrofy w ostatniej akcji meczu.
Świt dostał bowiem ostatni rzut rożny (nie wiem, czy czasem zamiast tego rożnego nie powinno być autu bramkowego dla Polonii). W pole karne gości wybrał się nawet Mateusz Prus, co próbowałem uwiecznić na moim smartfonie – od kiedy jednak wgrały się na nim super aktualizacje androidowe, działa on z opóźnieniem i często się zawiesza. Zaczął robić zdjęcia dopiero gdy Świt wykonał korner – i w ten sposób udało mi się uwiecznić, jak Karol Drwęcki perfekcyjnym strzałem w długi róg przy samym słupku ratuje Świt od porażki. Inna sprawa, że wywinął się kryjącym go obrońcom Polonii niczym juniorom.
Kiedy tylko Polonia wznowiła z koła środkowego, arbiter zakończył mecz. Tym samym Polonii udało się rzutem na taśmę przedłużyć passę remisów do pięciu.
|
| |
| |
  
|
|