 |
LKS Wierzchowiska - Respekt Myślenice 0:1 (0:0)
22.10.2017 14:00
Stadion w Wierzchowiskach (pow. Świdnicki)
2. liga kobiet, gr. małopolska
Widzów:
50-60
Cena biletu:
- (mecz niebiletowany)
| |
Dziś opiszę swój pierwszy w życiu mecz piłki nożnej kobiet – w Wierzchowiskach w ramach 8. kolejki II ligi miejscowy LKS podejmował piłkarki Respektu Myślenice. Z początku chciałem zacząć tego posta od zdania „po raz pierwszy wybrałem się na mecz piłki nożnej kobiet”, ale to akurat nieprawda. Byłem w Wierzchowiskach już w czerwcu, tyle że wówczas byłem dużo bardziej zdeterminowany aby przyjechać na mecz niż drużyna gości (Orkan Bełżec) i gospodynie wygrały wtedy walkowerem. Tym razem byłem jednak pewien, że nikt sobie nie odpuści, bo do Wierzchowisk przyjeżdżał lider legitymujący się bilansem 7-0-0.
| | Dotarcie na mecz |
    |
Nazwa „II liga grupa małopolska” może być nieco myląca, ponieważ Wierzchowiska są wsią znajdującą się w powiecie świdnickim. Na tym poziomie rozgrywkowym są bowiem cztery grupy o nazwach: mazowiecka, małopolska, śląska i wielkopolska. Nie jestem wielkim etnografem (choć przed meczem w Przysusze zwiedzałem muzeum Oskara Kolberga) ale muszę przyznać, że okolicom Lublina rzeczywiście jest bliżej kulturowo do Małopolski niż Mazowsza.
Do Wierzchowisk wybrałem się rowerem mojego brata (on sam nie skusił się na II ligę kobiet, ale dzięki użyczeniu mi roweru miał jednak jakiś udział w tym meczu), jadąc głównie drogą dojazdową wzdłuż drogi krajowej S12/S17. Co ciekawe, nawet w takiej okolicy udało mi się poniekąd zgubić, ponieważ po drodze pomyliłem zakręt. Ostatecznie skończyło się tylko na tym, że zamiast od razu wjechać do Wierzchowisk Drugich, musiałem wpierw przejechać całe Wierzchowiska Pierwsze. Albo na odwrót.
Po drodze wstąpiłem do lokalnego sklepu, gdzie zakupiłem chusteczki higieniczne, ponieważ tego dnia było chłodno, wietrznie i wilgotno, stąd miałem lekki katar. Stojący przede mną w kolejce goście dużo bardziej wpasowywali się w atmosferę piłkarskiego święta, ponieważ zakupili trzy piwa i paczkę chipsów. Co ciekawe, rzeczywiście byli oni kibicami, bo widziałem ich na meczu konsumujących zakupione rarytasy.
| | Stadion |
    |
Obiekt w Wierzchowiskach położony jest obok miejscowego pola golfowego, w nizince, na naturalnych terenach zalewowych przepływającej nieopodal rzeczki. Patrząc na tę rzeczkę, można się śmiać z określenia „tereny zalewowe”, ale z ciekawostek, jakie można wyczytać na stronie klubu wynika, że kilka lat temu podczas lokalnej powodzi woda na boisku sięgała poprzeczki. Aby ograniczyć ryzyko zalania boiska w przyszłości, zostało ono niedawno podniesione o metr w górę. Efektem ubocznym tego zabiegu jest to, że boisko charakteryzuje się chyba lekkim spadkiem przy liniach bocznych, co mocno utrudnia prowadzenie piłki skrzydłami.
Z racji tego, że Wierzchowiska są niedużą wsią, lokalny stadion nie jest specjalnie imponujący – poza boiskiem, na terenie obiektu znajduje się budynek klubowy oraz trybunka. Niebieski budynek klubowy jest nieco improwizowany i większość jego powierzchni zajmują dwie szatnie (chyba blaszane). Trybuna liczy ponoć 150 miejsc i składa się z trzech rzędów niebiesko-białych krzesełek, które na pewnym odcinku przechodzą w zwykłe ławki. Na stadionie znajduje się sztuczne oświetlenie, które chyba jednak służy tylko do treningów i nie pozwala na rozegranie meczu po zmroku. Szkoda, że na stadionie nie ma żadnej tablicy wyników.
Jeśli chodzi o pamiątki, tym razem nie zdecydowałem się na ich poszukiwanie, ponieważ nie jestem pewien, czy takowe istnieją (w każdym razie, nie widziałem w Internecie żadnego ich śladu). Być może spytam o to następnym razem – fajnie by było mieć w kolekcji coś z emblematem klubu, ponieważ jest on… dość interesujący. Z całym szacunkiem do klubu z Wierzchowisk, mi osobiście przywodzi on na myśl skojarzenia z burakiem.
| | Atmosfera |
    |
Na meczu stawiło się jakieś 50 osób – statystyczny profil bywalca trybun w Wierzchowiskach to rolnik w wieku 50-70 lat. Było jednak również trochę młodszych osób, np. paru graczy męskiej sekcji klubu (choć nie jestem pewien, jak to traktować, ponieważ grający w klasie B klub oficjalnie nosi nazwę LZS Wierzchowiska). W przerwie meczu pod stadion przyjechał bus, z którego wysiadła powracająca ze swojego meczu drużyna trzecioligowych rezerw (zremisowały one 1:1 w Krzemieniu z Iskrą). Kilka dziewcząt z „dwójki” zasiadło na trybunach, podbijając tym samym szacunkową frekwencję do „jakichś 60”.
W trakcie pierwszej połowy zgromadzeni na sektorze ławkowym koneserzy futbolu rozprawiali głównie o obecnej sytuacji w Legii i z początku miałem wrażenie, że dzisiejszy mecz był dla nich jedynie dobrym pretekstem, aby zgromadzić się w jednym miejscu i porozmawiać o Romeo Jozaku, czy jego niedawnej opinii, że Warszawianie grają jak kobiety. Być może chcieli zdobyć odpowiedni materiał, aby móc skonfrontować zdanie Chorwata z rzeczywistością. Żeby nie było – nie olewali oni samego meczu, śledzili wydarzenia boiskowe, ale w pierwszej połowie nie przejawiali oni wielkiego zaangażowania emocjonalnego. Jeden z nich podsumował grę Wierzchowisk z pierwszej połowy słowami „brakuje nam napastnika” (tydzień po wygranej Wierzchowisk z Bronowianką 10:0).
Po boisku niosły się głównie wskazówki trenera gości, który niemal każdej akcji musiał nadać swój stempel i zarządzić, kto i którędy powinien przegrać piłkę (kiedyś wraz z Q. zastanawialiśmy się, jak wyglądałaby FIFA, gdyby jedynym kontrolerem był mikrofon – i to było chyba najbliższe naszej wizji). W przeciwieństwie do niego, trener Wierzchowisk nie był chyba specjalnie zaangażowany. Albo drużyna realizowała założenia na tyle dobrze, że nie było po co.
W drugiej połowie sektor ożywił się – nie przejawiało się to co prawda w żadnej formie dopingu, jednak widzowie zaczęli „wykazywać zaangażowanie emocjonalne”. Dziewczyny z Wierzchowisk nie odstawały bowiem poziomem od rywalek z Respektu i dużo wskazywało, że mogą one osiągnąć w tym meczu korzystny rezultat (choćby punkt). Kibice pytali głośno „Gdzie jest ten lider?”, pokrzykiwali na trenera gości, który cały czas opuszczał przeznaczoną dla siebie strefę, czasem wyrażali swoje niezadowolenie w związku z decyzjami trójki sędziowskiej (oczywiście w sposób dość uprzejmy, ponieważ sędziowały panie). Kiedy po pierwszym kwadransie 2. połowy gospodynie zaczęły jednak oddawać pole zawodniczkom z Myślenic, kibice upatrywali w tym winy trenera:
- One robią zmiany, cały czas się rozgrzewają, a ten nic nie zmienia, zajedzie dziewczyny!
… pod koniec meczu było już inaczej:
- No i na chuj zmieniał tę obronę? Dobrze się broniły, a ten zrobił zmiany i wszystko popsuł. Chuja się na piłce zna!
| | Mecz |
    |
W 7 poprzednich meczach Respekt zdobył komplet punktów – Wierzchowiska, które są beniamkiem w II lidze (weszły tam, zajmując 2. miejsce w III lidze lubelskiej, przy rezygnacji rezerw Górnika Łęczna z awansu – w pewnym sensie vice-mistrzostwo rozstrzygnęło się w momencie, kiedy Orkan Bełżec oddał ostatni mecz w sezonie walkowerem, a więc byłem jednak w zeszłym sezonie świadkiem czegoś wielkiego), legitymowały się bilansem 3-1-3. I rzeczywiście, kiedy dziewczyny rozpoczęły grę, było widać pewną różnicę w technice i ograniu obydwu zespołów, na korzyść lidera. W 17. goście goscie doprowadzili do pierwszej groźnej sytuacji, a zawodniczka z numerem 5 (nazywana przez trenera i koleżanki z zespołu „Mary”) oddała w polu karnym strzał, który obroniła Badura. W tym okresie gra jednak ustabilizowała się, a dziewczyny z Wierzchowisk zaczęły odpowiadać akcjami. W 22. minucie miały najlepszą sytuację w meczu, ponieważ Weronika Fabian w sytuacji sam na sam trafiła w słupek – w dużym zamieszaniu nikomu nie udało się dobić strzału. W 30. minucie ta sama zawodniczka ograła kolejno trzy przeciwniczki, a następnie odegrała do koleżanki, której strzał został jednak zablokowany.
Po tej sytuacji Respekt wyprowadził szybką kontrę, ale w sytuacji sam na sam szybsza była bramkarka gospodarzy (trener gości dopominał się karnego, ale faulu raczej nie było). Kilka minut później piłkarki Respektu miały jeszcze jedną taką sytuację i tym razem napastniczce udało się nawet minąć bramkarkę, jednak za bardzo wygoniła się do boku i przy nacisku jednej z obrończyń Wierzchowisk trafiła tylko w boczną siatkę. Po pierwszej połowie utrzymywał się wynik bezbramkowy, a gospodynie wcale nie odstawały od lidera.
W drugiej połowie Respekt jednak przycisnął – w 51. minucie po strzale z rzutu wolnego bramkarka Wierzchowisk odbiła piłkę przed siebie (pogoda nie sprzyjała pewnym chwytom), a dobitka była nieskuteczna. W 55. minucie zawodniczka Respektu o mało nie przechwyciła odegrania głową obrończyni Wierzchowisk do swojej bramkarki, a kilka minut później Jurka (zawodniczka Respektu) ograła kilka przeciwniczek i odegrała do koleżanki, która jednak była na spalonym (bramkarka Wierzchowisk i tak obroniła ten strzał). Sytuacje Respektu były coraz lepsze – w 73. minucie Badura obroniła kolejną sytuację sam na sam. W 78. minucie przy jednej z akcji Respektu wykazała się ona chyba niepotrzebnym wyjściem z bramki, co o mało nie skończyło się trafieniem do pustaka (obrończyni Wierzchowisk zdążyła wybić piłkę). W końcu w 81. minucie Respekt udokumentował przewagę bramką – gola strzałem z jakichś 5 metrów zdobyła Jurka.
W drugiej połowie Wierzchowiska nie miały wielu klarownych sytuacji (zapamiętałem jedną, w której zawodniczka dostała dobrą piłkę w polu karnym, ale na swoją gorszą nogę i nie wykończyła tej sytuacji); miałem wrażenie, że większość akcji gospodyń kasowała stoper Respektu Szlósarczyk. W ostatniej minucie doliczonego czasu Wierzchowiska miały szansę na wyrównanie, jednak po rzucie rożnym i ogromnym zamieszaniu w polu karnym piłkarki Respektu ostatecznie wybiły piłkę.
|
| |
| |
  
|
|