glownachomikmapatrocinytags
Stal Grudziądz - Olimpia II Grudziądz 2:0 (0:0)
14.10.2017 14:00
Stadion Stali Grudziądz (na Mniszku)
Klasa A, gr. Toruń
Widzów: 100-150 + 1 pies
Cena biletu: - (mecz niebiletowany)
       

W mini-derbach Grudziądza Stal podejmowała na Mniszku rezerwy Olimpii. Co prawda to tylko A-klasa, jednak pod względem piłkarskim i kibicowskim (na meczu było kilkudziesięciu kibiców Olimpii z jedną flagą) było to bardzo ciekawe wydarzenie. Szczególnie dla kogoś, kto pierwszy raz w życiu był w Grudziądzu.

Dotarcie na mecz
 

Nie będę się wymądrzał na temat Grudziądza, ponieważ województwo kujawsko-pomorskie to całkowicie nie-moje tereny. Przyznam szczerze, do tej pory wiedziałem o tym mieście niewiele. Pierwsze moje skojarzenie z Grudziądzem (poza oczywiście Olimpią) to linijka wierszyka o literce G, która mówi m.in. „W Grudziądzu żądam pomnika z mosiądzu”. Stąd, nie jestem zbyt kompetentny, żeby wypowiadać się o tym mieście.

Aby zdążyć na ten wiekopomny klasyk, wstałem o 5.30, a o 7.40 ruszyłem z dworca Warszawa Zachodnia autobusem relacji Warszawa – Grudziądz. Po godzinie 12. wysiadłem w centrum Grudziądza, gdzie zakupiłem pamiątki Olimpii oraz bilet na mecz tej drużyny z Miedzią. Następnie wsiadłem w autobus linii 19 i pojechałem nim na osiedle/dzielnicę Grudziądza o nazwie Mniszek. Jak już wspomniałem, nie jestem zbyt kompetentny, żeby wypowiadać się o Grudziądzu, ale jednak coś napiszę – Mniszek sprawia wrażenie odrębnego miasteczka, ponieważ miejsce to jakieś 7 kilometrów od centrum Grudziądza (uważam, że kibice Olimpii, którzy przyjechali na ten mecz, powinni mieć za ten wyjazd naliczane kilometry). Na tym spokojnym osiedlu, wśród domków, bloków i różnie prosperujących przedsiębiorstw/zakładów, swój dom ma KS Stal Grudziądz.

Bardzo istotna dla tej relacji jest informacja, że KS Stal posiada również sekcję siatkarską. A w zasadzie Stal to przede wszystkim sekcja siatkarska, która gra w II lidze. Nie znam się na siatkówce (doceniam samą siatkówkę oraz umiejętności polskich siatkarzy, jednak sport ten nie jest moją pasją) i nie wiem, jaki to jest dokładnie poziom rozgrywkowy, jednak oznacza to, że na obiekty Stali przyjeżdżają drużyny ze Szczecina, Kołobrzegu, Gdańska, czy Sulęcina. Stąd, na terenach klubowych znajduje się hotel „Stal”, gdzie postanowiłem zanocować. Standard bardzo przyzwoity, szczególnie biorąc pod uwagę cenę za nocleg.

Stadion
 

Jak już wspomniałem, Stal poza sekcją piłkarską kopiącą w A-klasie posiada bardziej poważną i poważaną sekcję siatkarską. Oprócz hotelu „Stal” na terenach klubu znajduje się również skromna hala siatkarska – oczywiście wszedłem do tego budynku, mając nadzieję na jakieś pamiątki. W hali znajdował się old-schoolowy bar „Set” (chodzi oczywiście o set siatkarski), w którym paru gości siedziało za stołami i wyczekiwało transmisji meczu Premier League, w którym Liverpool grał z kimś tam. Mi osobiście nie mieściło się głowie, że można siedzieć w barze i oglądać jakieś Liwerpule w Premierlig, gdy tuż obok lada chwila miały rozpocząć się Derby Grudziądza. Kiedy byłem w barze, moją uwagę przykuła przede wszystkim półka, na której znajdowały się klubowe gadżety (!), w których zacząłem przebierać. Zdaję sobie sprawę, że gdyby nie sekcja siatkarska, produkcja gadżetów Stali Grudziądz nie miałaby żadnego ekonomicznego uzasadnienia, jestem więc bardzo wdzięczny siatkarzom. Jednocześnie uważam jednak zakupione gadżety – kubek, ołówek i… skrobaczkę do szyb za pamiątki stricte piłkarskie. Co do pamiątek, na wszystkich widnieje oczywiście herb Stali i tu należy wspomnieć parę słów o tym znaku. Herb jest dość schludny, ale w rzeczywistości jest to logotyp Zrzeszenia Sportowego Stal, którego w latach 50. używały dosłownie setki drużyn piłkarskich. Większość spośród tych drużyn zmieniła od tamtego czasu herb na coś bardziej oryginalnego (a często zmieniając również i nazwę) - Grudziądzanie należą zaś do tych bardziej leniwych i zostawili wszystko tak jak było. Ewentualnie zrobili to w pełni świadomie, przepełnieni tęsknotą za szlagierami z różnego rodzaju Ogniwami, Uniami i Włókniarzami.

Przy okazji, w przerwie meczu zakupiłem w Set Barze całkiem dobrego hot-doga i gorącą herbatę Lipton.

Hotel i hala (będąca również budynkiem klubowym) wywarły na mnie całkiem dobre wrażenie. Sam stadion szału jednak nie robi. Wzdłuż trybuny ciągną się dwa rzędy ławek, do których przytwierdzone są niskobudżetowe krzesełka w kolorach żółtym i niebieskim. Prosty metalowy płot przegradza trybunę mniej więcej na 2/3 jej długości, wyznaczając sektor gości; goście jednak z niego nie skorzystali (nie byli jednak do nikogo nastawieni wrogo, więc nie jest to żadnym problemem). Trybuny oddzielone są od boiska żółtą metalową siatką o wysokości mniej więcej 1,30m. Vis a vis trybuny znajduje się bardzo porządna tablica wyników, na której wyświetlany jest wynik oraz czas.

Mecz oczywiście nie był biletowany. A szkoda.

Atmosfera
 

Kiedy zasiadłem na trybunie, oprócz mnie były na niej jeszcze jakieś 3 osoby (w tym młody fan Stali, który jechał ze mną autobusem 19 i ponoć bywa na każdym meczu) i nic nie zapowiadało, że będziemy mieli do czynienia z jakąkolwiek piłkarską zajawką. Im bliżej było do pierwszego gwizdka, tym więcej ludzi pojawiało się na stadionie, ale to było ciągle 20-30 pikników i nic nie zapowiadało atmosfery godnej derbów. Aż tu nagle, dosłownie parę minut przed meczem, na trybunie pojawiła się spora grupa (przeważnie młodych) sympatyków Olimpii. Było ich kilkudziesięciu i co prawda zajęli miejsce nie w „sektorze” gości, a na trybunie gospodarzy, ale zachowywali się całkiem kulturalnie i nie robili przypału. Z podsłuchanych przeze mnie rozmów wynikało, że przyjechali oni na rezerwy po raz pierwszy w sezonie (nic dziwnego, jeżdżenie za rezerwami raczej nie jest standardem). Zawiesili na ogrodzeniu nieco improwizowaną flagę o treści „Walczyć, trenować” z herbem klubu i dość często skandowali różne hasła zagrzewające do boju gości. Zaczęli się od zaśpiewania hasła, które wywiesili na płocie:

„Walczyć, trenować, Olimpia musi panować!”

A następnie śpiewali takie rzeczy jak:

„Grudziądz czeka, my czekamy, na zdobycie pierwszej bramy!”

„Był, będzie, jest, grudziądzki GKS!”

„To My, Fani z Grudziądza, zna Nas cała Polska…”

„Władcy Miasta Ułanów!”

A w rytmie piosenki „Dziewczyna o Perłowych Włosach” węgierskiego zespołu Omega śpiewano: „Hej, hej, hej, GKS – Chlubą Miasta Olimpia jest!”

Śpiewano też:„Tylko Olimpia! W Grudziądzu tylko Olimpia!” – co wymaga krótkiego wyjaśnienia z mojej strony, ponieważ do tej pory myślałem, że śpiewając to, kibice Olimpii mają na myśli swoją przewagę nad bardziej „lokalnymi” klubami piłkarskimi, takimi jak Stal, czy Wisła. W rzeczywistości, największym grudziądzkim rywalem Olimpii jest Grudziądzki Klub Motorowy, czyli drużyna żużlowa. Przyznam szczerze, sytuacja, w której kibice piłkarscy walczą o prymat w mieście z kibicami żużlowymi jest dla mnie czymś zupełnie nowym. Miasto jest pokryte głównie grafami Olimpii, jednak na murach można znaleźć przeróżne skróty, a GKM zdarza się prawie równie często co GKS. Stosunkowo często można też dojrzeć WFCG (Widzew Fan Club Grudziądz). A powracając do skandowanych haseł:

„My jesteśmy Grudziądzanie, cała Polska już nas zna,
My się nigdy nie boimy, to grudziądzka Olimpia!”

Jeśli chodzi o kibiców gospodarzy, na trybunach panował piknik. Z podsłuchanych rozmów wywnioskowałem, że jeszcze parę lat temu na Stali znajdowała się grupa, która również mogłaby zagrzać do boju swoich piłkarzy, ale to już przeszłość. W momencie, gdy padały bramki, dało się słyszeć z trybun okrzyki radości i brawa dla piłkarzy, ale generalnie Stal czasy ewentualnej jakości kibicowskiej ma już niestety za sobą. Siedząc na pikniku wysłuchiwałem trochę komentarzy widzów sprzyjających raczej Stali, a rej na trybunie wodził kibic starszej daty, który przyszedł na trybunę z psem (piesek nazywał się Zosia – jedno z dzieci na trybunie było zachwycone, że pies również oglądał mecz). Kibic ten głośno, a czasami również w przaśny sposób („mamy róg rożny”), komentował zawodników obydwu drużyn. Stwierdził również, że data 1923, którą legitymuje się Olimpia Grudziądz, jest datą przesadzoną, ponieważ sama sekcja piłkarska miała powstać dużo później (nie spina mi się to z danymi z Wikipedii). W przerwie meczu opuścił stadion.

Przed końcem pierwszej połowy kibice Olimpii odpalili piro, ale niestety były to tylko petardy hukowe. Ogólnie jestem zwolennikiem rac, co do których mam tylko jedno „ale” – aby tylko odpalający race kibice nie rzucali nimi w stronę innych osób. Jednak jeśli chodzi o petardy hukowe, nie mam w tym przypadku żadnego „ale” – napieprzanie zwykłymi petardami dla samego huku jest jak dla mnie totalnie bezsensowne. A Zosi również się nie podobało (kibice zaśpiewali też raz „jebać psy, jebać psy” – ale chyba nie o te „psy” im chodziło).

W drugiej połowie kibice gości zwinęli swoją flagę, ich liczba mocno się przerzedziła, ale raz na jakiś czas coś tam zaśpiewali. Pod koniec meczu zaśpiewali zaś „chuj z wynikami, Olimpio, jesteśmy z Wami!”, a po meczu podziękowali piłkarzom za walkę, bo rzeczywiście zaangażowania nie można było im odmówić. Po meczu wszyscy kulturalnie rozeszli się.

Mecz
 

Przed meczem Stal traciła do rezerw Olimpii jeden punkt w tabeli A-klasy. Generalnie obydwa zespoły nie wyglądają, jakby miały walczyć o awans do okręgówki, ale klasa drużyn jest mniej więcej równorzędna, dzięki czemu derby zapowiadały się całkiem ciekawie.

Odrobinę więcej jakości piłkarskiej miała być może Olimpia, ale cały mecz ustawiła sytuacja z 7. minuty. Wtedy bramkarz Olimpii wyszedł poza swoje pole karne, przerwał akcję gospodarzy i zamierzał spokojnie rozegrać piłkę. Nikt nie krzyknął mu jednak formułki „plecy!”, w wyniku czego ubiegł go czający się za jego plecami napastnik Stali. Gracz Stali odegrał ją do kolegi, który oddał strzał – bramkarz zaś odbił tę piłkę ręką. Z racji tego, że był on nadal poza polem karnym, za swoje zagranie otrzymał czerwoną kartkę. Jak stwierdził w przerwie meczu w barze „Set”, przyjechał na stadion swojej byłej drużyny bardzo zmotywowany, żeby się tutaj pokazać z dobrej strony, ale jak na ironię, wszystko wyszło mu zupełnie na odwrót.

Pomimo gry w osłabieniu, to Olimpia jako pierwsza miała groźną sytuację – w 16. minucie centrostrzał z rzutu wolnego odbił w bok bramkarz Stali, a stojący przed pustą bramką napastnik Olimpii w nie najłatwiejszej sytuacji przeniósł głową piłkę nad poprzeczką. Stal wyprowadzała jednak dobre kontry – w jednej z nich piłkarz w żółto-niebieskiej koszulce znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem. Ten go wyciął (czy nie powinno być karnego?), a dobitka innego piłkarza została odbita na rzut rożny. W 45. do jednego z piłkarzy Stali została posłana niezła górna piłka – uprzedził on wychodzącego z bramki bramkarza, jednak odbita przez niego piłka wyleciała na aut bramkowy.

W drugiej połowie pierwszą groźną sytuację miała Olimpia – w 56. minucie jeden z graczy biało-zielonych ograł bramkarza i posłał podanie wzdłuż linii bramkowej, którego nikt nie zamknął. Błyskawiczną kontrę Stali przerwał znakomity wślizg ostatniego obrońcy. Ogólnie piłkarze grali w tym meczu twardo, ale dość fair – było mało chamskich fauli, a całkiem dużo imponujących wślizgów. Sędzia również dość dobrze czuł grę i nie przerywał akcji na krzyk piłkarzy. Bramkarz Stali krzyknął zaś po jednej z akcji do swojego kolegi „Kurwa, graj z jajem, do chuja!”, czym zdradził, że ułożenie genitaliów odgrywa istotną rolę w dzisiejszym futbolu.

W 67. minucie jeden z piłkarzy Olimpii wbiegł w pole karne w asyście dwóch stoperów Stali – ci przerwali akcję, ale napastnik gości padając, nadział się na łokieć obrońcy gospodarzy. Być może nadawałoby się to nawet na rzut karny. W 71. minucie rzut karny był natomiast ewidentny, ponieważ po kornerze Stali jeden z piłkarzy Olimpii przy próbie zablokowania strzału odbił dość przypadkowo piłkę ręką. Do piłki podszedł „Rybka” (Rybik) i pewnym strzałem w swój prawy róg wyprowadził „Stalenkę” (o ile dobrze zapamiętałem, tak ją nazywali piłkarze) na prowadzenie.

Goście mogli zrewanżować się w 75. minucie, kiedy w sytuacji sam na sam bramkarz wyciął napastnika gości. Sędzia podyktował za to zagranie rzut karny, ale dał bramkarzowi jedynie żółtą kartkę. Bramkarz Stali zrehabilitował się i bardzo dobrze wyciągnął strzał w lewy róg swojej bramki. Pod koniec meczu Olimpia zaryzykowała i zaatakowała większą liczbą graczy. Pozwoliło to Stali na wyprowadzanie kontr, a po jednej z nich w sytuacji sam na sam Rybik podwyższył w 83. minucie na 2:0. Taki też wynik pozostał do końca meczu.

next  prev