glownachomikmapatrocinytags
Olimpia Grudziądz - Miedź Legnica 0:1 (0:0)
14.10.2017 18:00
Stadion Miejski im. Bronisława Malinowskiego w Grudziądzu
Nice 1. Liga Polska
Widzów: 1.381
Cena biletu: 20 zł (normalny, trybuna A)
       

Ilekroć w weekend przypadkowo odpalam w telewizji Nice 1. Ligę, wprost nie mogę oderwać oczu. Ilekroć zaś wybieram się na 1. Ligę osobiście, moje oczy zostają wypalone. A jak było dzisiaj?

Dotarcie na mecz
 

Na mecz wybrałem się z grudziądzkiego Mniszka, gdzie o 14.00 rozgrywane były Derby Grudziądza w A-klasie. Lokalny hegemon transportu, przewoźnik Arriva, zabrał mnie ze stacji Grudziądz Mniszek do centrum Grudziądza za jedyne 2,50zł. Być może wożenie się po jednym mieście środkami transportu to przejaw lenistwa, ale… to było ponad 7 kilometrów. Ze stacji Grudziądz przeszedłem spacerem na znajdujący się całkiem nieopodal stadion Olimpii. Obszedłem go dookoła, ponieważ na trybunie głównej (kryta trybuna A) zastosowano nietypowe rozwiązanie polegające na tym, że w zależności od tego, w którym sektorze trybuny ma się miejsce, należy wejść na stadion od zupełnie innej ulicy (a mówimy ciągle o tej samej trybunie). Na stadionie przed meczem rozbrzmiewała strasznie głośna i w ogóle straszna muzyka (w sumie, już wcześniej na stronie internetowej Olimpii przeczytałem jakże zachęcającą informację, iż „W oczekiwaniu na mecz widzowie będą mogli posłuchać muzyki…”) w stylu „czeczerecze” i innych tego typu rakotwórczych kawałków.

W budynku klubowym na terenie obiektów Olimpii znajduje się Sklep Kibica, gdzie kupiłem trochę gadżetów – obowiązkowy kubek, smycz oraz pocztówkę. Trochę żałuję, że nie było już prostych kubków z herbem na biało-zielonym tle i musiałem zadowolić się nieco mniej estetycznym kubkiem ze zdjęciem stadionu. Za to smycz jest naprawdę prawilna ale i tak przypadnie bratu.

Stadion
 

Stadion Olimpii (im. Bronisława Malinowskiego, dwukrotnego medalisty olimpijskiego w biegu na 3000m z przeszkodami) składa się z trzech trybun – głównej trybuny A, znajdującej się naprzeciw niej trybuny B oraz znajdującej się na łuku trybuny C. Całość liczy ponoć 5323 miejsca. Trybuna A jest zadaszona (znajduje się na niej również kilka stalowych filarów – należy brać na nie poprawkę przy wyborze miejsca na trybunie), cała jest w całkiem wygodnych zielonych krzesełkach z wysokim oparciem. Naprzeciwko znajduje się trybuna B, która jest prostą odkrytą trybuną na wale ziemnym. Na trybunie B znajduje się również sektor gości (oznaczony literą D), który liczy całkiem dużo, bo 500 miejsc. Pomiędzy nim, a resztą trybuny jest spora przestrzeń bez krzesełek, która służy za bufor. Na łuku znajduje się odkryta trybuna nagryziona zębem czasu, z zielono-żółtymi krzesełkami układającymi się w niezbyt już wyraźny napis „OLIMPIA”.

Przy jednej z bramek znajduje się duży telebim, którego 2/3 powierzchni zajmuje aktualny czas; nazwy obydwu grających zespołów oraz wynik meczu muszą się zmieścić na pozostałej części. Jestem ciekaw, czy jest to widoczne z przeciwległego krańca trybun. Z tyłu naszej trybuny znajdowały się drewniane budki ze stoiskami gastronomicznymi, w których sprzedawano bardzo dobre jedzenie. Wszystko było robione na bieżąco i obsługa musiała nieźle zasuwać, by zdążyć z obsłużeniem wszystkich w ciągu tej 15-minutowej przerwy.

Atmosfera
 

Kiedy wybierałem sobie miejsce na trybunie, specjalnie zasiadłem tak, żeby mieć naprzeciwko sektor gości, gdzie zwykle można zobaczyć ciekawe rzeczy. Nie przewidziałem tylko jednego – klatka gości pozostawała pusta przez cały mecz. I jak się okazuje, młyn Olimpii znajduje się z całkowicie przeciwnej strony – na opisywanej już wcześniej przeze mnie trybunie C. Jeśli więc chodzi o wybór miejsca, okazało się, że wybrałem najgorzej, jak tylko się dało. To rzutowało na moją percepcję meczu, który od razu zaczął mi się mniej podobać.

Spiker przed meczem prezentował skład gospodarzy z wielkim zaangażowaniem, jednak piknik na trybunie A nie podzielał jego entuzjazmu, więc brzmiało to wszystko dość dziwacznie. Tak samo dziwacznie wyglądała jego prośba skierowana do widzów tuż przed wyjściem zawodników na murawę, aby „powstać, unieść w górę barwy klubowe i powitać zawodników”. Piknik to piknik. Nagradzał brawami (względnie czasami ganił gwizdami) zagrania gospodarzy, dyskutował na temat meczu, ale generalnie nie włączył się czynnie w oprawę meczu. Tylko raz zaktywizował się, kiedy w pierwszej połowie Olimpia wyprowadziła akcję zakończoną trafieniem w słupek – wówczas miały miejsce okrzyki „Olimpia, Olimpia!”. Poza tym, na pikniku nie działo się nic, a nasza część nie podchwyciła nawet wykrzyczanego przez młyn pytania „kto wygra mecz?”.

Jak już wspomniałem, na znajdującej się na łuku trybunie C zn/ajdował się młyn gospodarzy. Liczył na oko jakieś 150-200 osób kibice wywiesili na płocie cztery flagi, ale zaraz zakryli je większym transparentem o treści „Graffiti Konfetti Serpentyny”. I rzeczywiście, po paru minutach gry ujrzeliśmy wzbijające z młynu konfetti. Po jakimś czasie w ruch poszły zielone i białe balony – gdy kibice się nimi namachali, poprzebijali je wszystkie w przeciągu kilkunastu sekund, co dało ciekawy efekt dźwiękowy. Pod koniec połowy na bieżnię poleciały również serpentyny, dzięki czemu wypełniły się Proroctwa zapisane na transparencie (bo graffiti GKS-u widziałem już wcześniej). W drugiej połowie transparent został zdjęty i było widać wszystkie 4 flagi – flagę „Grudziądzanie”, flagę z nazwą dzielnicy, której niestety nie pamiętam (nie znam się na rejonach Grudziądza), niebiesko-białą flagę „1919”, zapewne Finishparkietu Drwęcy Nowe Miasto oraz, o ile się nie mylę, flagę upamiętniającą zmarłego kibica.

Kibice śpiewali generalnie podobne rzeczy do tych, które usłyszałem tego dnia na stadionie Stali, więc nie ma chyba sensu, abym jeszcze raz przytaczał teksty przyśpiewek (doszła jednak np. przyśpiewka „Naszym klubem GKS…”). Elementem, który różnił doping w tym meczu od tego poprzedniego (poza oczywiście mocą i częstością śpiewów) było pozdrawianie zgód. Dowiedziałem się więc, że zgodami Olimpii są Wigry Suwałki oraz Drwęca Nowe Miasto Lubawskie.

Jak dla mnie największym hitem meczu była maskotka Olimpii, którą jest biały orzeł Gieksik. Przechadzał się dostojnie po bieżni wzdłuż naszej trybuny, zatrzymywał się na jej skraju i przybijał piątki z dzieciakami. Szkoda, że nie produkują małych Gieksików, bo chętnie bym sobie jednego kupił. Na Olimpii są dostępne również bardzo fajne programy meczowe formatu A4 – koszt 2zł sztuka.

Mecz
 

Ilekroć stawiam się na meczu 1. Ligi, okazuje się, że piłkarze mają zbyt małe umiejętności, by grać dobrą dla oka piłkę, ale jednocześnie zbyt wysokie, żeby dopuszczać przeciwnika do wielu sytuacji. Stąd, zawsze oglądam męczące klincze. W sumie, tak samo było i tym razem. Klarownych sytuacji oglądaliśmy raczej niewiele.

Miedź ma kilku sensownych piłkarzy – Sapela, Bartczak, Łobodziński i Garguła kojarzą się bowiem nie tylko z pewną aferą, ale również z solidnym poziomem. I nawet próbowała grać piłką – akcje były kombinacyjne, czasami z posłaniem inteligentnego podania. Olimpia zaś stawiała raczej na długą piłkę w kierunku Ville Salmikiviego, który wydaje się być stworzony do takiej gry, ponieważ ciężko było go przestawić (choć patrząc na jego statystyki z 90minut.pl, pod względem postury jest takim mną, jeśli tylko zamienić tłuszcz na mięśnie). Pierwszą groźną sytuację odnotowałem dopiero w 26. minucie, kiedy Wojciech Małecki wyjaśnił akcję Miedzi odważnym rzuceniem się pod nogi jednego z piłkarzy. Odnotowałem również, że Miedzi udało się w pierwszej połowie spalić krótkie rozegranie rzutu rożnego. W 39. minucie któryś z piłkarzy Olimpii (Ciechanowski?) zagrał doskonałą piłkę w pole karne do Handzlika, a ten trafił w słupek. Była to najlepsza akcja w 1. połowie.

W drugiej połowie Miedź zaczęła zyskiwać wyraźną przewagę. W 54. Marquitos z Łobodzińskim rozegrali bardzo dobrą szybką akcję, ale zakończyła się ona jedynie podaniem w pole bramkowe, które wybili obrońcy Olimpii. W 57. minucie Łukasz Garguła oddał dobry strzał szczupakiem, ale Małecki odbił piłkę na róg. Miedź miała jeszcze parę niezłych sytuacji i w 71. minucie wyszła na prowadzenie. Na rajd zdecydował się Marquitos, odegrał w polu karnym piłkę do Garguły, a ten przytomnie wystawił piłkę Mystkowskiemu, który z jakichś 15 metrów trafił w długi róg bramki Małeckiego. Trzy minuty później za zahaczenie przeciwnika w środku pola drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę ujrzał Frank Adu Kwame i goście kończyli mecz w 10. Trener Nowak przeprowadził więc zmianę defensywną i wymienił Marquitosa na Pawła Zielińskiego, a Paszulewicz za obrońcę Olczyka wprowadził napastnika Wołodymyra Kowala. Olimpia jednak nie wymęczyła wyrównującej bramki. Najbliżej była w 87. minucie, kiedy po wrzutce w pole karne i dobrym zgraniu piłki strzał jednego z piłkarzy Olimpii został zablokowany przez gracza Miedzianki.

Miedź zainkasowała kolejne 3 punkty i w tym sezonie jest już realnie zagrożona awansem do Ekstraklasy. Oby tylko piłkarze w porę się ogarnęli.

next  prev