 |
Mazovia Mińsk Mazowiecki - Stomil Olsztyn 1:0 (1:0)
21.06.2026 17:00
Stadion Miejski MOSiR w Mińsku Maz.
Finał baraży o udział w III lidze, gr. I
Widzów:
900-1000
Cena biletu:
20 zł (cegiełka)
| |
Zupełnie przypadkowo stałem się wielką plagą Stomilu Olsztyn. Tydzień temu w Lidzbarku Warmińskim oglądałem zwycięstwo Polonii, dzięki któremu wygrała ona 4. ligę warmińsko-mazurską, a Stomil musiał wziąć udział w barażach. A dziś zobaczyłem mecz w Mińsku Mazowieckim, gdzie Stomil finał rzeczonych baraży przegrał.
| | Dotarcie na mecz |
    |
Mińsk Mazowiecki leży w odległości jakichś 30 kilometrów od Warszawy, tak więc historia mojego dotarcia do tego miasta nie będzie jakaś imponująca. Zaczęło się od tego, że wsiadłem na stacji Warszawa Wschodnia w pociąg Kolei Mazowieckich relacji Warszawa Zachodnia - Mińsk Mazowiecki (planowy odjazd 14:20, w rzeczywistości nastąpił jakieś 10 minut później) i wysiadłem z niego na stacji końcowej (planowy przyjazd 14:59, rzeczywisty nastąpił jakieś 14 minut później). MOSiR znajduje się w odległości jakichś 5 minut spaceru od stacji Mińsk Mazowiecki, tak więc już ok. godziny 15:20 mogłem spokojnie ustawić się w kolejce do bramy nr 2.
Zainteresowanie meczem było dość spore i większość biletów rozeszła się już dzień wcześniej w ramach przedsprzedaży (prowadzonej jedynie stacjonarnie w MOSiR). Jedyną moją nadzieją, zeby wkręcić się na ten mecz było więc przyjść na stadion wystarczająco wcześnie i ustawić się w kolejce dla osób, które jeszcze nie nabyły biletu licząc, że dla mnie wystarczy. Sprzedaż miała rozpocząć się o godzinie 15:30, ale start nieco się przeciągał, a wraz z nim narastało lekkie poddenerwowanie. W międzyczasie kolejka musiała się też częściowo rozformować, ponieważ przepuszczaliśmy... autokar Stomilu, który dopiero podjeżdżał pod obiekt. Nie uspokajały również dodatkowe plotki, że biletów w ogólnej sprzedaży zostało w sumie już tylko około 180, a także, że ktoś widział kogoś, jak ten wszedł gdzieś bez kolejki i zgarnął już 20 biletów (dla kogo? wiadomo dla swoich! albo na handel ). Bałem się, że wkrótce nastąpi chaos i wjazd z bramą, albo że będzie trzeba się przepychać, w czym byłbym dość słaby - ale na szczęście w końcu sprzedaż ruszyła. Dotarłem w końcu do bramy, gdzie musiałem wyciągnąć na stolik całą zawartość swojego plecaka (chyba nigdy nie miałem do czynienia z takimi środkami bezpieczeństwa), a po pozytywnej weryfikacji mogłem zakupić sobie bardzo estetyczny bilet estetyczną cegiełkę, formalnie niebędącą biletem, ale będącą konieczną do wejścia na dzisiejszy mecz.
| | Stadion |
    |
    |
Na terenie stadionu zauważyłem jakieś banery o treści 50-lecie MOSiR i trzeba przyznać, że... to widać. Stadion jest dość przestarzały (kibice zresztą otwarcie domagają się jego modernizacji) nie uległ istotnym zmianom od czasów mojej poprzedniej relacji z Mińska Mazowieckiego, którą robiłem jakieś 9 lat temu. Tylko że jak tak zacząłem ją czytać, to w sumie niewiele w niej zgadzało się ze stanem faktycznym - np. piszę tam o 5 rzędach krzesełek, a w rzeczywistości na zdjęciu widać ich ewidentnie 6. A zresztą, te 6 rzędów krzesełek widać jedynie na miniaturce, ponieważ nie załączyłem nawet do posta pełnej galerii. No nic, widzę, że nie za bardzo mogę się oprzeć na informacjach podawanych przeze mnie kilka lat temu. Chomik Piłkarski z 2017 roku bardzo mnie zawiódł.
Stadion składa się z jednej trybuny prostej, która według oficjalnych informacji liczy niecałe 1000 miejsc siedzących (których liczbę poprzednio oszacowałem na ok. 600) w postaci niezbyt wygodnych krzesełek ułożonych w 6 rzędach. Krzesełka te są w kolorach żółtym i niebieskim i... w sumie, to nie są to nawet krzesełka, ponieważ nie posiadają one oparć - raczej siedzonka. Trybuna jest niezbyt wysoka, a przy okazji jej długość jest mniejsza niż 100 metrów, co sprawia, że w takim dniu jak dziś (kiedy na meczu pojawił się komplet), wśród zasiadających na niej widzów było raczej ciasno. Pośrodku trybuny znajduje się sektor objęty dość niskim zadaszeniem. Za najwyższym rzędem krzesełek znajduje się jeszcze parę metrów wolnego miejsca, skąd znaczna grupa widzów oglądała mecz na stojąco (w sumie, takie rozwiązanie kusiło i mnie, jednak ostatecznie wolałem pilnować swojego niezłego miejsca siedzącego). Na skraju trybuny znajduje się sektor ogrodzony siatką, przeznaczony dla kibiców gości.
Na stadionie znajduje się bieżnia i to nadal taka w stylu żużlowo-ziemnym - czyli nie dość, że zwiększa ona odległość między trybuną a boiskiem, to jeszcze jej stan sprawia, że chyba i tak nie nadaje się ona do organizacji w miarę poważnych zawodów lekkoatletycznych. W ciągu tych ostatnich kilku lat w Mińsku Maz. nastąpił jeden istotny upgrade stadionu - naprzeciwko trybuny znajduje się tablica wyników. Co prawda pozwala ona jedynie na wyświetlenie wyniku i czasu (co więcej, czas mógł być wyświetlany jedynie liczbą dwucyfrową, co by stanowiło istotny problem w trakcie dogrywki), ale faktem jest, że w poprzedniej relacji z Mińska Mazowieckiego nie było nic o tablicy, a teraz już jest. Tylko już sam nie wiem, czy te 9 lat temu jej tam nie było, czy po prostu zapomniałem wtedy o niej napisać.
| | Atmosfera |
    |
Nie zaskoczę chyba nikogo, że pod względem atmosfery finał barażów o III ligę był dużym lokalnym świętem. Pomijając komplet widzów (i fakt, że niektórzy pewnie odbili się od bram), na meczu mieliśmy dwie duże dopingujące grupy kibiców. Młyn gospodarzy liczył paręset kibiców, tyle że znajdował się na przeciwnym skraju trybuny, a ja, podobnie jak choćby tydzień temu w Lidzbarku Warmińskim, wolałem wieść spokojny piknikowy żywot (choć nie byłem takim totalnym piknikiem, ponieważ zakupiłem sobie dziś na stoisku szalik Mazovii - w relacji z 2017 narzekałem, że takiej opcji nie było), więc nie wiem nawet jakie mieli flagi i nie za bardzo mogłem usłyszeć, co dokładnie śpiewali. Jednocześnie, moje miejsce znajdowało się dosłownie kilka metrów od sektora gości i w sumie to zastanawiałem się, czy moja lokalizacja jest na pewno dobra dla wiedzenia owego spokojnego piknikowego żywota. Sektor gości tego dnia pozostał dziś pusty. Dlaczego? Przyznam, że jest to historia trochę jak z internetowej pasty...
Podobno przed meczem kibice Stomilu wysyłali do Mazovii nieformalne zapytania o możliwość uzyskania 200 biletów. Mazovia z kolei obiecała im jakieś 50 albo 100... w każdym razie, liczba 200 na pewno przekraczała formalną (a może i fizyczną) pojemność sektora, więc była nierealna. Mimo to, kibice Stomilu przyjechali do Mińska Mazowieckiego w liczbie 200 - o dziwo, w ciągu tych paru dni sektor gości nie urósł i nie było możliwości wpuścić ich wszystkich na stadion. Kibice Stomilu zdecydowali się więc solidarnie zostać poza stadionem i wspierać drużynę zza płotu od strony południowej, gdzie wywiesili parę flag. Sytuacja dla postronnego obserwatora może nieco absurdalna, jednak z punktu widzenia obydwu grup kibicowskich jej ocena była dosyć jasna. Kibice Mazovii i Stomilu śpiewali więc zgodnie takie elementy jak Wpuśćcie kibiców, hej, kurwy, wpuśćcie kibiców! , Piłka nożna dla kibiców! , Piłka nożna bez policji! , ”Zawsze i wszędzie, policja je... Przypominamy, że trwają zapisy do akademii piłkarskiej Mazovii! Młodym adeptom futbolu oferujemy opiekę wykwalifikowanej kadry trenerskiej - postanowił obwieścić nagle stadionowy spiker.
Kibice Mazy zrobili na tym meczu fajne flagowisko oraz racowisko, którego oczywiście nie udało mi się należycie uwiecznić. Poza tym, śpiewali oni przeróżne piosenki, w znacznej mierze pokrywające się z repertuarem Żylety (jak choćby okrzyki Naszaaa! Mazoviaaa! , czy piosenka Mazovia MKS! Ciebie po życia kres... ). Kibice Stomilu zajmowali się głównie wspieraniem swojej drużyny, jednak czasem poruszał ich ten legijny klimat i w kontrze do kibiców Mazovii intonowali między innymi LTSK (na co młyn Mazy odpowiadał np. Trzyliterkowa! Olsztyńska kurwa sportowa! ). W pewnym momencie spikerowi brakowało już komunikatów, którym mógłby zagłuszać wulgaryzmy, ale po jakimś czasie kibice powrócili do wspierania swoich drużyn. Po meczu miało miejsce z kolei wspólne świętowanie awansu do III ligi przez kibiców i piłkarzy, jednak przyznam, że na to już się nie załapałem, ponieważ chciałem zdążyć na pociąg powrotny z Mińska.
| | Mecz |
    |
Dzisiejszy mecz był finałem baraży o III ligę gr. I. W ramach tych baraży czterech wicemistrzów IV lig: mazowieckiej, łódzkiej, podlaskiej i warmińsko-mazurskiej grało o jedno miejsce w III lidze. Półfinały były rozegrane w środę, a w nich Stomil Olsztyn pokonał u siebie Warmię Grajewo 2:0, podczas gdy Mazovia rozjechała na wyjeździe Sokoła Aleksandrów Łódzki 4:0 (nie ma dwumeczów, co oznacza, że ten kto wylosuje granie u siebie ma generalnie duży handicap). O ile zdążyłem już w innym poście scharakteryzować to jak skończyła się IV liga gr. warmińsko-mazurska, o tyle nie miałem jeszcze okazji napisać nic o Mazovii. Otóż Mazovia znalazła się w barażach, ponieważ przegrała ona wyścig o mistrzostwo z zespołem o nazwie KTS Weszło Warszawa (chodzi o portal internetowy należący chyba nadal do Krzysztofa Stanowskiego). I to przegrała w dość spektakularny sposób. W przedostatniej kolejce Maza podejmowała bowiem KTS w meczu domowym, a obydwa zespoły przystępowały do meczu z równą liczbą punktów. Mazovia musiała jednak wygrać, ponieważ w rundzie jesiennej przegrała ona na boisku KTS-u na stadionie Hutnika Warszawa, więc remis powodowałby, że przed ostatnią kolejką (gdzie KTS podejmował spadającą już Ożarowiankę) miałaby tyle samo punktów, za to gorszy bilans meczów bezpośrednich. I co? No i przegrała u siebie z KTS-em 0:1 po golu w doliczonym czasie gry. Zamiast święta, była stypa, bo ten rezultat przypieczętował awans rywali.
Ze zdziwieniem stwierdziłem, że w składzie Mazovii znajduje się trochę piłkarzy o znanych nazwiskach, którzy tam kiedyś na wyższym poziomie pograli. W pierwszym składzie Mazy na boisko wyszli m.in. Michał Janota, Tomasz Wełna i Maciej Jankowski (a.k.a. Odkrycie Roku Piłki Nożnej 2008), z kolei na ławce siedział Michał Kopczyński (poza tym, coś mówiły mi nazwiska Patryka Zycha, Daniana Pawłasa, czy Emila Więdłochy, ale nie są to chyba piłkarze powszechnie kojarzeni). M.in. ta paczka weteranów powodowała, że to gospodarze byli faworytem dzisiejszego meczu. I rzeczywiście, mieli lekką optyczną przewagę, ale pierwsza połowa była generalnie padaką. Pierwszą akcją, która ożywiła trybuny była ta z 18. minuty, kiedy Michał Kuczałek zagrywał w polu karnym spod linii końcowej, a Mateusz Jońca, choć miał ręce za plecami, odwrócił się przy próbie bloku w ten sposób, że odbił to zagranie ręką. Sędzia oczywiście widział to zagranie (nawet ja widziałem z odległości 100 metrów, choć mam wadę wzroku), ale stwierdził, że nie kwalifikuje się ono na jedenastkę. Zespoły w pierwszej połowie nie wyprowadziły zbyt wiele groźnych akcji i to nawet nie jest kwestia zachowawczej gry... poziom meczu po prostu był słaby. W końcu, coś się ruszyło w doliczonym czasie gry - Maciej Jankowski dorzucił w pole karne, Kuczałek odegrał głową do niepilnowanego na 11. metrze (!!!) Patryka Zycha, a napastnik Mazy przyjął sobie piłkę i strzałem po koźle pokonał Michała Leszczyńskiego. To był dosłownie gol do szatni, bo tuż po nim sędzia odgwizdał koniec 1. połowy.
Druga połowa zaczęła się lepiej dla gospodarzy - w 49. minucie Leszczyński obronił (tym razem) strzał Zycha, a po rzucie rożnym, który z tego wyniknął, jeden z graczy Stomilu wybijał piłkę z linii bramkowej. W ogóle, Mazovia w drugiej połowie wyglądała dużo lepiej niż Stomil. W 71. minucie Mateusz Różański znalazł się oko w oko z bramkarzem Stomilu i przegrał ten pojedynek (choć nie była to jakaś setka dla Mazy, ponieważ kąt był już bardzo ostry). Goście z Olsztyna grali raczej prymitywną piłkę, która bazowała na wrzucaniu w pole karne i liczeniu na łut szczęścia. W 73. minucie byli całkiem blisko tego szczęścia, gdy po wrzutce z rzutu wolnego (z ponad 40 metrów) Karola Żwira bardzo bliski przecięcia toru lotu piłki w polu na 6. metrze był Wiktor Kulesza. Ale generalnie grali tego dnia straszną padakę i jeśli ktoś chciałby narzekać, że do III ligi zamiast Olsztynian awansowało dziś takie coś jak Mazovia, zalecałbym obejrzenie powtórki tego meczu. Podsumowaniem tej niemocy była końcówka meczu, kiedy to goście powinni atakować, jednak przez 7 minut nie zaliczyli chyba żadnego kontaktu z piłką w polu karnym gospodarzy. Mazovia za to wyprowadziła jeszcze ze dwie groźne akcje. W końcu, sędzia Różycki (zwykle widziany na boiskach I ligi) odgwizdał koniec meczu i Maza mogła świętować awans na poziom pół-centralny.
|
| |
| |
  
|
|