glownachomikmapatrocinytags
Südtirol Bolzano - Mantova 1911 0:3 (0:2)
2026.04.25 15:00
Stadio Druso/Drusus-Stadion, Bolzano/Bozen
Serie B
Widzów: 5.063
Cena biletu: 23.50 € (Tribuna Canazza, w tym haracz 1.50€ dla Vivaticket.it)
             

Kolejna chomicza wycieczka, tym razem północne Włochy. Zaczynamy od Tyrolu Południowego i malowniczego miasta Bolzano (czy też Bozen, ponieważ region jest dwujęzyczny).

Dotarcie na mecz
 
 

Moją wycieczkę zacząłem oczywiście od lotem tanią linią lotniczą - bez większych przygód wyruszyłem z lotniska Warszawa-Okęcie w sobotę punkt 6:00, a na lotnisku Mediolan-Bergamo wylądowałem mniej więcej o czasie (8:05). Pod lotniskiem Aglio e Olio Orio al Serio czekał już na mnie tani Flixbus relacji Genoa - Bolzano, który planowo odjeżdżał spod lotniska o godzinie 9:00. Co ciekawe, w rzeczywistości wyjechaliśmy spod lotniska... o 8:50 - nie wiem, czy to dlatego, że zweryfikowano już, że wszyscy są na pokładzie, czy po prostu kierowca zgodnie z włoską sztuką organizacji nie pomyślał o spojrzeniu na rozkład. Podróż odbyła się bez większych przygód (poza tym, że mogłem podziwiać piękny krajobraz Doliny Adygi) i o 12:15 byliśmy na miejscu.

Na miejscu, czyli gdzie? Otóż, jak to zwykle bywa w przypadku Flixbusa... w dupie, a konkretnie to na położonym na obrzeżach miasta dworcu Bolzano-Sud. Stąd, zanim dotarłem do centrum miasta, odbyłem dłuższy spacer (najpopularniejszą fauną, jaką spotkałem, były szurające w trawnikach jaszczurki) i w ostatecznym rozrachunku stwierdziłem, że nie miałem już czasu, aby zobaczyć podobno piękne stare miasto. W każdym razie, na podstawie tego wycinka, który miałem okazję zobaczyć, mogę stwierdzić, że Bolzano to ładne miasto, położone bardzo malowniczo, bo w dolinie pośród wysokich gór.

Bolzano/Bozen jest stolicą Tyrolu Południowego - czyli tej części Tyrolu, która po I wojnie światowej w ramach krojenia Austro-Węgier i jakiegoś traktatu pokojowego zmieniła swoją przynależność państwową i została przyłączona do Włoch. Region ten za czasów Mussoliniego był poddawany przymusowej italianizacji, a prawa ludności niemieckojęzycznej zostały zagwarantowane dopiero po II wojnie światowej. Aktualnie miasto i region są oficjalnie dwujęzyczne: wszelkie nazwy i komunikaty podawane są zarówno po włosku jak i po niemiecku. W przestrzeni publicznej przeważa co prawda język włoski (zgodnie ze statystykami, posługuje się nim 3/4 ludności), ale na ulicach można usłyszeć również rozmowy prowadzone po niemiecku.

Stadion
 
 

Stadio Druso (Drusus-Stadion) został nazwany na cześć Druzusa Starszego, czyli rzymskiego wodza żyjącego w I w. p.n.e., który zapisał się w historii przede wszystkim... udanymi kampaniami wojskowymi przeciwko Germanom. Jego imię było ponoć często wykorzystywane przez włoskich faszystów w ramach polityki historycznej, szczególnie na terenie Tyrolu Południowego, co miało na celu wykazanie miejscowej ludności, że te tereny były obiecane Włochom już 2000 lat temu z punktu widzenia szerszej historii tereny te powinny być traktowane jako włoskie. Przyznam, że to dla mnie dość zaskakujące, że ta nazwa stadionu jest stosowana do dzisiaj.

Według Internetów, oryginalny stadion powstał w 1930 roku, a następnie był on przebudowywany w latach 60. i w latach 2019-2022. Nie wiem, ile na obecnym obiekcie jest z poprzednich wersji stadionu, ale analiza zdjęć wskazuje na to, że na głównej trybunie zachodniej (Tribuna Zanvettor) została zachowana oryginalna zewnętrzna fasada z lat 30., co jest godne pochwały. Aktualnie stadion składa się z dwóch trybun prostych - zachodniej (Tribuna Zanvettor) oraz wschodniej (Tribuna Canazza). Obydwie trybuny są w pełni zadaszone, obydwie liczą po ok. 2750 miejsc, a krzesełka są w kolorze przeważnie czerwonym (w sumie oficjalna pojemność stadionu to ok. 5500 miejsc). Bardzo fajnym elementem jest to, że w wyniku którejś przebudowy (chyba tej ostatniej) ze stadionu została zlikwidowana bieżnia, dzięki czemu trybuny znajdują się blisko od boiska. Mogłyby być one trochę bardziej podniesione względem boiska, ale nie ma tragedii, wydarzenia boiskowe widać całkiem dobrze. Dobrze widać też znajdujące się w tle trybun okoliczne szczyty górskie, co dodaje na pewno uroku podczas oglądania meczu. Poza tym, na stadionie znajduje się oczywiście sztuczne oświetlenie (cztery maszty oświetleniowe) i mała tablica wyników... niewidoczna z mojej trybuny. Co prawda zgodnie z włoskim standardem, wynik i aktualny czas prezentowane są również na bandach reklamowych za bramkami - w tym przypadku również tak było, ale pokazywano tam jedynie czas. Z kolei zgodnie ze standardem Tyrolu Południowego, komunikaty były podawane przez spikerów w językach włoskim i niemieckim.
Bilet na dzisiejszy mecz kupiłem w przedsprzedaży przez Internet. Wiązało się to niestety z zapłaceniem haraczu w wysokości 1.50€ platformie Vivaticket.it, ale dzięki temu mogłem sobie zarezerwować całkiem niezłe miejsce. Przed meczem próbowałem wyprosić w kasie papierowy ekwiwalent mojego biletu, ale niestety okazało się to technicznie niemożliwe. Na szczęście mam z tego meczu pamiątkę w postaci biletu kartonikowego, ponieważ wychodząc ze stadionu znalazłem w korytarzu bilet należący do jakiegoś randomowego Włocha. Z innych rzeczy związanych tematycznie z niniejszą sekcją mógłbym wspomnieć coś o stadionowym cateringu. W ofercie gastronomicznej nie było żadnej giętej stadionowej (choć na jednym z zamkniętych okienek wisiało stare menu sugerujące, że kiedyś na stadionie oferowano currywursta) i zdecydowałem się na hot-doga. Bułka była zaskakująco smaczna, ale sama parówka była całkowicie przeciętna. Nie wiem, jak prawdziwi Tyrolczycy mogą w ogóle serwować coś takiego zamiast prawdziwej kiełbasy.

Atmosfera
 

Dzisiejszy mecz zgromadził prawie komplet publiczności, ponieważ przy pojemności stadionu 5500 na trybunach pojawiło się nieco ponad 5000 widzów (czyli być może nawet doszło do sold-outu, tyle że część uprawnionych nie pofatygowała się na widowisko). Jeśli chodzi o piknik, na którym zasiadałem, nie działo się tutaj zbyt wiele - przeważnie włoscy widzowie żywo gestykulowali i komentowali między sobą wydarzenia boiskowe, ale na naszym sektorze nie było przejawów zorganizowanego dopingu. Na sektorze nie było też zbyt wiele barw, tak więc ze swoim szalikiem (a, właśnie, przed meczem kupiłem sobie szalik - niestety, z cienkiego materiału, ale za to ładnie wyglądający i przy okazji w dobrej cenie, bo załapałem się na jakąś promocję' niestety, w trakcie meczu nie sprzedawano kubków) nieco się wyróżniałem.

Na skrajnych sektorach trybuny znajdowały się dwa konkurujące młyny - jeden gospodarzy i drugi gości (przy okazji, nie wiem, czy sektor gości w ogóle był jakoś specjalnie odseparowany od reszty trybuny). I przyznam szczerze, wyglądały one bardzo podobnie - obydwa sektory były wypełnione ludźmi noszącymi czerwono-białe barwy, którzy przez cały mecz dopingowali i machali flagami, jedynie cieszyli się w różnych momentach (choć akurat kibice Südtirolu nie mieli dziś za bardzo okazji do radości). Mam wrażenie, że to kibice z Mantovy dopingowali głośniej, za to kibice gospodarzy mieli głośniejszy bęben - dzięki czemu brzmiało to jakby jedni akompaniowali drugim. Kibice Südtirolu wyróżniali się też tym, że akompaniowała im czasem trąbka - tzn. nie chodzi o to, że jakiś debil dmuchał w wuwuzelę, a o całkiem eleganckie proste melodie wygrywane na prawdziwej trąbce.

Gospodarze w tym meczu zaserwowali widzom totalną padakę, więc nawet mnie nie zdziwiło, że po golu na 0:3 w 83. minucie ludzie zaczęli opuszczać piknik. Niemniej, młyn gospodarzy dopingował do końca - kibice zachowali się też z klasą, gdy piłkarze podeszli po meczu do ich sektora, a ja oczekiwałem czegoś, co w Polsce byśmy nazwali rozmową wychowawczą. Ku mojemu zdziwieniu, zamiast jobów usłyszeli mimo wszystko oklaski oraz wyrazy wsparcia.

Mecz
 
 

Dzisiejszy mecz 36. kolejki Serie B (na 38 możliwych kolejek) był bardzo ważny w kontekście utrzymania w Serie B. Na 3 kolejki przed końcem ligi piłkarze Südtirolu zajmowali 13. miejsce w tabeli z 40 punktami na koncie, mając 4 punkty przewagi nad znajdującym się w strefie barażowej 16. Virtusem Entella. Piłkarze Mantovy znajdowali się w tabeli o 2 miejsca wyżej od Südtirolu, ale w sumie... również mieli na koncie 40 punktów. Kiedy Südtirol miał wygrać, jak nie teraz.

Przy okazji, jak wiadomo, moja strona aktualizowana jest ze znacznym opóźnieniem (kiedy akurat mam czas i wenę, żeby coś napisać), tak więc nie jest chyba dziwnym, że gdy to piszę, sezon 2025/26 już dawno się zakończył. A zakończył się on w ten sposób, że Südtirol wylądował na miejscu barażowym, co oznaczało konieczność rozegrania dwumeczu o utrzymanie z SSC Bari. W obydwu meczach nie padł żaden gol, dzięki czemu to piłkarze z Tyrolu Południowego utrzymali się w Serie B, ponieważ w sezonie zasadniczym znaleźli się o jedno miejsce wyżej od sympatycznej drużyny z południa Włoch. Ciekawe zasady.

Dzisiejszy mecz był dość ciężki do oglądania - gra była szarpana, było dużo fauli i głupich symulek, a pani sędzia (Maria Sole Ferrieri Caputi) trochę nie kontrolowała meczu, ponieważ oceniała wydarzenia boiskowe dość niekonsekwentnie. W pierwszej połowie ogólnie lepiej wyglądali goście z Mantovy, ponieważ próbowali grać składnie i kombinacyjnie (gospodarze głównie grali lagę), ale tak czy siak było to ciężkie do oglądania. Kiedy po pierwszej połowie sprawdziłem statystyki, okazało się, że xG gości wynosiło 0.16, a xG gospodarzy... równe 0.00. No, ale trzeba przyznać, że wynik do przerwy wynosił 0:2, tak więc coś się działo. Najpierw w 35. minucie Fahem Benaissa wycofał piłkę na 20. metr do Simone Trimbolego, a nieatakowany piłkarz Mantovy popisał się kapitalnym strzałem w okno i pokonał Mariusa Adamonisa. Od tego momentu do ogólnego obrazu gry dołączyła jeszcze irytująca gra na czas gości przy każdej możliwej okazji. W 41. minucie Mantova podwyższyła wynik - z rzutu wolnego dośrodkował Trimboli, piłka spadła pod nogi Alessio Castellinego, który wycofał piłkę na 18. metr do Tommaso Marrasa, a ten pewnym strzałem pokonał bramkarza Südtirolu. Do przerwy było 0:2.

W drugiej połowie gospodarze nieco się obudzili, a w każdym razie wyprowadzili pierwszą groźną akcję. W dobrej sytuacji znalazł się Fabian Tait, ale jego strzał z linii pola karnego został świetnie zablokowany przez goniącego go Alego Dembele (przy okazji, mieliśmy zabawną sytuację, ponieważ upadający po tej interwencji Dembele zahaczył o innego piłkarza z własnej drużyny, czyli Benaissę' Benaissa nie widział, kto go w tej sytuacji sfaulował, więc położył się i zaczął symulować uraz). Akcja jednak się nie skończyła, bo po paru sekundach w pole karne zacentrował Salvatore Molina, a strzał głową Taita trafił w słupek. W 83. minucie po raz pierwszy tego dnia coś udało się Tyrolczykom - ale niestety dla gospodarzy, w tym przypadku chodziło o pomocnika gości, Davida Wiesera (urodzony w Vipiteno/Sterzing), który przejął piłkę na 35. metrze po fatalnym zagraniu bramkarza Adamonisa i pokonał go w sytuacji sam na sam, podwyższając wynik na 3:0. Dwie minuty później gospodarze mogli mieć honorową bramkę, ale strzał Daniele Casiraghiego z rzutu wolnego z 21 metrów trafil jedynie w poprzeczkę bramki strzeżonej przez Francesco Bardiego.

next  prev