glownachomikmapatrocinytags
Pogoń Szczecin - Legia Warszawa 0:1 (0:0)
2026.07.24 20:30
Stadion im. Floriana Krygiera, Szczecin
PKO BP Ekstraklasa
Widzów: 20.757
Cena biletu: 80 zł (normalny, sektor A10)
             

Rozpoczynamy sezon 2026/27 - byłem bardzo głodny piłki nożnej, ponieważ wybrałem się na mecz już pierwszego dnia nowego sezonu Ekstraklasy.

Dotarcie na mecz
 
 

Chyba już nieraz przytaczałem na łamach Chomika to powiedzenie - nieważne ile masz wyjazdów, ważne, ile masz Szczecinów. Co prawda powiedzenie dotyczy kibiców jeżdżących za swoją drużyną na wyjazdy, a nie ludzi zwiedzających sektory piknikowe, ale mimo wszystko, skądś się wzięło. Szczecin to północno-zachodni biegun Polski, do którego nie jest tak łatwo się dostać. A jak ja się tam dostałem tym razem?

No więc... stosunkowo łatwo. W tym tygodniu spędzałem urlop rodzinnie w małej miejscowości pod Kamieniem Pomorskim. A skoro już spędziliśmy stosunkowo dużo czasu ze sobą, pod koniec tygodnia postanowiłem odłączyć się od reszty w celu zobaczenia jakiegoś dobrego futbolu - ostatni mecz na żywo oglądałem bowiem ponad miesiąc temu (w międzyczasie były co prawda transmisje meczów Mistrzostw Świata 2026, ale to nie to samo). Moja podróż zaczęła się gdzieś przed południem kiedy wybrałem się na przystanek autobusowy (swoją drogą, pomalowany w granatowo-bordowe barwy i wyposażony chyba w prawdziwe krzesełka ze starej Paprikany) we Wrzosowie koło Dziwnówka, gdzie ok. 12:00 wsiadłem w busa zmierzającego do Kamienia Pomorskiego. Po kilkunastu minutach byłem w Kamieniu Pomorskim - na dworcu spożyłem pysznego pasztecika z maszynki (polecam - lepsze niż w wielu szczecińskich lokalach), po czym o 12:45 wsiadłem w szynobusa relacji Kamień Pomorski - Wysoka Kamieńska. W Wysokiej Kamieńskiej przesiadłem się w pociąg relacji Świnoujście - Poznań Główny, z którego o 14:20 wysiadłem na stacji Szczecin Główny.

Do meczu było jeszcze całe 6 godzin, które poświęciłem na spokojne zwiedzanie Szczecina. I tutaj mała dygresja - nie mam pojęcia, czemu w celu obrażania kibiców Pogoni wyzywa się ich od Paprykarzy. Tzn. oczywiście rozumiem, że wynika to z tego, że szlachetna sztuka wyrobu paprykarza kojarzona jest właśnie ze Szczecinem, tylko... co to w ogóle za inwektywa? Przecież paprykarz jest prawdopodobnie największą marką i dumą Szczecina - to tak, jakby np. kibiców Avii wyzywać od wuesek albo motorów. Dlatego też podczas zwiedzania Szczecina obskoczyłem parę atrakcji związanych z paprykarzem (przy czym, nie byłem przy pomniku Paprykarza, bo już go kiedyś widziałem). Najpierw udałem się na Stare Miasto, gdzie odwiedziłem lokalny sklep z pamiątkami, w którym zakupiłem m.in. tzw. Paprykrówki Szczecińskie, czyli krówki o smaku paprykarza, a także skarpetki z tym samym motywem. Następnie skierowałem się do restauracji o przepięknej nazwie Rybarex, gdzie skosztowałem lokalnych dań rybnych, a paprykarza też nie mogło zabraknąć. Później udałem się na stadion Pogoni, gdzie w FanStorze zakupiłem paprykarza Kibica Pogoni (a także odebrałem w kasie kartonikowy bilet na dzisiejszy mecz), po czym wybrałem się do swojego miejsca noclegowego, które (jak przystało na najtańszy obiekt w Szczecinie) znajdowało się na totalnych obrzeżach miasta. O godzinie 18:46 wsiadłem w tramwaj, który zabrał mnie na przystanek Karłowicza, skąd na stadion Pogoni jest już bardzo blisko.

Stadion
 
 

Stadion Pogoni opisywałem już na łamach Chomika nieraz. Najpierw w 2022 roku, gdy był jeszcze w budowie, a następnie w 2025 (z perspektywy trybuny szumnie nazywanej VIP). Tym razem zająłem miejsce w narożnym sektorze stadionu, nieopodal młynu kibiców Pogoni. Trochę mi zajęło, żeby trafić tam miejsce w systemie biletowym, ponieważ kiedy zdecydowałem się wybrać na mecz z Legią, już dawno było po sold-oucie. Przed meczem jednak zaczęły się zwalniać pojedyncze miejsca. Najpierw udało mi się kupić bilet w sektorze zabramkowym w pobliżu sektora kibiców gości - nie było to wymarzone miejsce, ale lepsze niż żadne. Następnie udało mi się przebookować swoje miejsce i tak znalazłem się w narożniku przy sektorze gospodarzy, co uznałem za satysfakcjonujące.

Nie wiem czy jest sens opisywać dokładnie aktualny stadion. Oczywiście, mogę przytoczyć tutaj kilka podstawowych informacji, posiłkując się Internetem. Oficjalna pojemność stadionu to 21.163 widzów. Stadion jest w pełni zadaszony, a trybuny pokryte są bordowymi oraz granatowymi krzesełkami, na których złote domieszki tworzą napis POGOŃ 1948 (jest on jednak dość rzadko widoczny, ponieważ frekwencja zazwyczaj tu dopisuje). Więc może napiszę coś o ofercie lokalnych stoisk gastronomicznych. Cieszą się one dobrą prasą, zresztą, już dwa razy miałem okazję zjeść giętą na stadionie Pogoni i za każdym razem była pyszna. Tym razem jednak, w ramach eksperymentu, zdecydowałem się wypróbować coś, co nieczęsto widuje się na polskich stadionach, a mianowicie bułkę z paprykarzem szarpaną wieprzowiną. Nie była to tania opcja, ale jakościowo mój posiłek był bardzo dobry - mam jednak pewien zarzut, że w smaku była ona dosyć zachowawcza, ponieważ mięso nie było za bardzo doprawione. A przy okazji, po zakupie swojego posiłku trochę pożałowałem, że nie zdecydowałem się na tradycyjną giętą stadionową, ponieważ (o ile mnie oczy nie myliły), na stoisku z grillem węglowym uwijał się sam właściciel Pogoni, czyli słynny Alex Haditaghi.

Atmosfera
 
 

Temperatura dzisiejszego meczu była bardzo wysoka. Niezależnie od prezentowanego poziomu sportowego, Legia przeważnie przyciąga na stadion komplet widzów. Poza tym, dzisiejszy mecz miał dodatkowy smaczek kibicowski, związany z faktem, że Pogoń i Legię przez długi czas łączyła zgoda - a konkretnie do 2013 roku. Po zakończeniu zgody relacje między kibicami obydwu klubów zmieniły się na jakiś czas w neutralne, by finalnie przejść w etap pełnej kosy. A ja zająłem miejsce w narożniku przy młynie Pogoni. Zapowiadała się bardzo ciekawa atmosfera.

Z racji zajmowanego przeze mnie miejsca na stadionie, w dzisiejszej relacji nie będzie wiele o kibicach gości. Nie, żebym ich lekceważył, bo przecież wypełnili oni swój sektor chyba w pełni. Problem w tym, że znajdowali się oni w totalnie przeciwnym kącie stadionu niż ja, stąd nie za bardzo wiem, co śpiewali. Wywiesili oni w swoim sektorze kilka flag, a w centrum najbardziej widoczna była flaga zgodowa Legii i Zagłębia Sosnowiec - tak jakby chcieli podkreślić, że zgoda z Pogonią nie jest im potrzebna, ponieważ mają lepszą (i bardziej wierną).

Kibice zgromadzeni w Piekiełku od początku meczu zapodawali bardzo dobry doping. Z różnych piosenek zarejestrowałem m.in. takie:

Od Szczecina do Opola
płynie piosnka ta wesoła:
Czy staruszek, czy małolat
Każdy śpiewa: Pogoń gola!
Pogoń gola! Pogoń gola!


Wygraj, wygraj ten mecz!
Niech się niesie zwycięska pieśń!


Kto dzisiaj mecz wygrywa?
POGOŃ!
Kto punkty trzy zdobywa?
POGOŃ!
Kto Mistrzem Polski będzie
POGOŃ!

... jeśli ta piosenka miała dalszy ciąg, to już go nie zapamiętałem, bo przyznam, że trochę rozbroiła mnie ta fraza, że Pogoń zostanie Mistrzem Polski (podczas gdy każdy kibic w Polsce dobrze wie, kim jest drużyna znana jako zero tituli). Poza dopingiem pozytywnym, mieliśmy jednak oczywiście do czynienia z bluzgami. Kibice Pogoni odśpiewali m.in. piosenkę Legia to stara kurwa..., a ponadto uraczyli nas dość specyficznym zaśpiewem o treści Stara kurwa i gołębie - Legia, Zagłębie!. Kibice gości nie pozostawali dłużni, ponieważ śpiewali z kolei Pogoń to faja, Widzewowi liże jaja! (to akurat zostało wyśpiewane tak głośno, że dotarło aż do mnie). Biorąc pod uwagę ten specyficzny klimat, bardzo ciekawym smaczkiem była jedna z piosenek, którą zaśpiewali kibice Pogoni:

Tylko Pogoń, ukochana Pogoń!
Cały Szczecin czeka na zwycięstwo Twe!

Poza tym, kibice Pogoni poświęcili trochę czasu innym swoim zgodom... i kosom. Została zbluzgana Flota Świnoujście (Jebać Flotę Świnoujście, hej, hej!), a poza tym, pozdrowiono m.in. Widzew Łódź, Ruch Chorzów, Wisłę Kraków, Elanę Toruń, KKS Kalisz, Dynamo Berlin, Feijenoord Rotterdam... i chyba w tym miejscu straciłem rachubę, bo na pewno kogoś pominąłem. Poza tym, godne uwagi jest duże racowisko, które kibice Pogoni zrobili w trakcie pierwszej połowy.

Mecz
 

Jak wspomniałem, dzisiejszy mecz był meczem pierwszej kolejki sezonu 2026/27 PKO BP Ekstraklasy - żeby przedstawić sytuację przed dzisiejszym meczem, powinienem więc skupić się raczej na poprzednim sezonie. W sezonie 2025/26 Pogoń zajęła miejsce prawie dokładnie w środku stawki, czyli 9. Legia z kolei zajęła miejsce 6. - choć jeszcze na parę minut przed końcem sezonu znajdowała się na miejscu 5., które dawało jej przepustkę do eliminacji Ligi Konferencji. Straciła jednak to miejsce na rzecz GKS-u Katowice, który ugrał brakujący punkt w ostatniej akcji w meczu... w Szczecinie. Aby dodać temu wszystkiemu pikanterii, gola wpuścił stojący w bramce napastnik Filip Cuić, ponieważ podstawowy bramkarz, Krzysztof Kamiński, w debilny sposób zagrał ręką poza polem karnym i został ukarany czerwonym kartonikiem. Zapowiedź przedmeczową spina natomiast napastnik Jean-Pierre Nsame, który po sezonie 2025/26 przeszedł z Legii do Pogoni na zasadzie wolnego transferu. Uff...

W dzisiejszy mecz dużo lepiej weszła Legia, ponieważ już w pierwszej groźnej akcji zdobyła gola. W 7. minucie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego głową uderzał chyba Rafał Augustyniak, a piłka odbiła się od poprzeczki i spadła do Milety Rajovicia, który z najbliższej odległości (dosłownie, ponieważ stał właściwie na linii bramkowej) skierował piłkę do siatki. Sędzia nie uznał jednak tej bramki, ponieważ okazało się, że Duńczyk w tej sytuacji skierował piłkę do bramki... ręką. No, tak konkretnie to ramieniem; w każdym razie, bramka nie została uznana. Ogólnie dzisiejszy mecz był kompromitacją słynnego Milety, ponieważ zaliczył on hat-tricka... nawet nie zmarnowanych szans, a zniweczonych goli. W 7. minucie wystarczyło skierować piłkę do bramki klatką lub głową. W 54. minucie natomiast wystarczyło nie robić nic - strzał Łukasza Zjawińskiego najprawdopodobniej wpadłby do bramki, ale znajdujący się znów niemal na linii bramkowej Rajović postanowił go jeszcze przeciąć, wbijając piłkę do bramki. Był jednak wówczas na spalonym. W 71. minucie Rajović skompletował wspomnianego hat-tricka, ponieważ po strzale Zjawińskiego mógł dobić piłkę do opuszczonej bramki, ale trafił w stojącego przed nią Adama Szalaia. Więcej klarownych akcji Legii w sumie nie naliczyłem.

Żeby nie było, Pogoń też miała swoje sytuacje. W 31. minucie po bardzo dobrzej wrzutce z prawego skrzydła podręcznikowym strzałem głową popisał się Jean-Pierre Nsame - świetną interwencją popisał się jednak jego niedawny kolega z drużyny, Otto Hindrich. W 65. minucie po dośrodkowaniu Linusa Wahlqvista niezły strzał głową w kierunku długiego słupka oddał Fredrik Ulvestad, ale Hindrich zdążył odbić tę piłkę na korner. W 79. minucie po kiksie jednego z obrońców Legii Paul Mukairu znalazł się w sytuacji sam na sam z Hindrichem, jednak sytuacja nie była prosta i wymagała ekwilibrystycznego zagrania, które nie udało się Nigeryjczykowi. Piłka była jednak jeszcze ciągle w grze, a po kotłowaninie w polu karnym akcja skończyła się strzałem Kellyna Acosty w boczną siatkę.

OK, scharakteryzowałem już najgroźniejsze sytuacje Legii i najgroźniejsze sytuacje Pogoni, ale nadal nie było nic o bramce, a jak wiemy, mecz zakończył się wygraną Legii. No to kiedy padła ta bramka? Otóż w doliczonym czasie, w 96. minucie. Z autu wyrzucił Rafał Augustyniak, a piłka po dwóch główkach (tu trzeba oddać Rajoviciowi, że dobrze przedłużył piłkę głową) spadła pod nogi Pawła Wszołka, który oddał niezbyt dobry i prawdopodobnie niecelny strzał. Na jego linii znalazł się jednak Zoran Arsenić, który z bliska skierował piłkę w kierunku bramki Pogoni. Interweniujący Valentin Cojocaru zdołał to co prawda obronić, ale było to już minimalnie za linią bramkową. Legia Papszuna wygrała ten mecz w najbardziej papszunowym stylu z możliwych.

next