 |
Hamarkameratene - FK Haugesund 5:0 (5:0)
23.11.2025 14:30
Briskeby Stadion, Hamar
Eliteserien
Widzów:
2.940
Cena biletu:
100 NOK (Voksen, seksjon Fredvang nedre)
| |
Kontynuuję swoją wycieczkę po Norwegii - tym razem jestem oglądam mecz raczej mało znanej drużyny, za to o bardzo trudnej do ogarnięcia nazwie (dlatego wszyscy skracają ją do HamKam ).
| | Dotarcie na mecz |
    |
    |
Jak pewnie dobrze pamiętają wytrwali Czytelnicy tego mogilnika, poprzedniego dnia byłem jeszcze za kołem podbiegunowym, gdzie oglądałem mecz Tromsø. Jak udało mi się następnego dnia znaleźć 1000 kilometrów dalej, gdzieś pod Oslo? No cóż, drogą lądową by się to nie udało (przy okazji, taka ciekawostka - norweskie koleje docierają do koła podbiegunowego północnego, ale najdalej tylko do Bodø), tak więc musiałem wybrać się... samolotem. Biorąc pod uwagę odległości w Norwegii, oraz tutejszą nieprzyjazną naturę, wewnątrzkrajowe loty są chyba tutaj dosyć popularne. I jak na norweskie standardy, stosunkowo tanie - np. mój bilet lotniczy kosztował ok. 21 x tyle, co jednorazowy bilet na komunikację miejską w Tromsø. Inna sprawa, że norweskie ceny po przeliczeniu na PLN wyglądają strasznie i wolę nawet nie pisać, ile kosztował ten zwykły jednorazowy bilet na autobus...
Moja podróż zaczęła się wcześnie rano, ponieważ już o 5:30 z przystanku (na szczęście znajdującego się nieopodal mojego miejsca noclegowego) odjeżdżał autobus w kierunku lotniska. Można powiedzieć, że rano obudziłem się już ubrany, ponieważ w nocy zdałem sobie sprawę, że w drewnianym domku chyba wysiadło ogrzewanie (a to był kolejny dzień, gdy temperatura utrzymywała się w przedziale -13'C/-11'C) i musiałem narzucić na siebie trochę ubrań. Autobus bez żadnych przygód dojechał na lokalne lotnisko Langnes, skąd o 7:20 odlatywał samolot Norwegian Airlines do lotniska Oslo Gardermoen. Na znajdujące się pod Oslo lotnisko dolecieliśmy planowo (czyli gdzieś o 9:20), co oznaczało, że musiałem w jakiś sposób zabić czas, ponieważ mój pociąg w kierunku Lillehammer przez Hamar odjeżdżał dopiero o 10:59. O godzinie 11:45 byłem już w Hamar.
W Hamar, czyli gdzie? No właśnie, trochę... nigdzie. W porównaniu z magicznym Tromsø wyglądało ono na zupełnie nudne i niczym się nie wyróżniające, choć ponoć leży ono nad największym w Norwegii jeziorem. Trochę się po tym mieście powłóczyłem, posiliłem się kebabem, a następnie skierowałem się w stronę lokalnego stadionu. Elementem, który najbardziej mi zapadł w pamięć podczas tego zwiedzania, była... pogoda. O ile kiedy rano opuszczałem koło podbiegunowe północne, było tam -13'C, o tyle w Hamar było... dokładnie 13'C więcej. Było to trochę problematyczne, ponieważ przy tej temperaturze cała okolica pokryła się dokładnie cienką warstwą lodu, a ja musiałem uważać, żeby się nie poślizgnąć (a przede wszystkim, żeby nie upaść na lewą rękę, którą dopiero parę dni temu przestałem nosić w ortezie).
Przy okazji, może wspomnę o tym, jak wróciłem ze stadionu. Otóż po meczu wybrałem się na stację kolejową, skąd o 17:12 odjeżdżał pociąg w kierunku stacji Oslo S (cokolwiek ten S znaczy, bo nie chce mi się sprawdzać). W Oslo byłem mniej więcej planowo, czyli o 18:26. Po zostawieniu większości rzeczy w swoim miejscu noclegowym, wybrałem się na spacerek po centrum miasta (lot powrotny do Polski miałem dopiero następnego dnia o 9:35). I cóż, wszystko w tym mieście było jakieś takie... nie wiem. Szyldy były głównie po angielsku, na ulicy też słyszałem głównie angielski (i trochę innych języków, w tym dość często polski). Trochę przeszedłem, dlatego później musiałem wrócić się metrem cztery stacje. Ucieszyłem się, że będę miał z tej przejażdżki jakąś pamiątkę w postaci papierowego biletu, ale na stacji nie było żadnego automatu, gdzie mógłbym go kupić. W końcu, doszedłem do wniosku, że chyba jedyną opcją, żeby przejechać się metrem jest ściągnięcie jakiejś apki. To przepełniło mnie trochę smutkiem - co to w ogóle za miejsce, nie dość, że wszędzie słyszę angielski, to jeszcze wszystko zostało poprzenoszone do apek i PDF-ów. Nagle strasznie zatęskniłem za Mołdawią i jej naturalnością, gdzie jak do tej pory w każdym środku transportu zawsze musiałem mieć jakąś interakcję z kierowcą / kierownikiem trolejbusu.
(przy okazji, muszę uczciwie przyznać, że teraz doczytałem, że papierowe bilety na komunikację miejską można ponoć kupić w kiosku - byłem pewien, że brak automatów biletowych na stacji oznacza, że bilety papierowe zostały już wycofane)
| | Stadion |
    |
    |
Według informacji z Internetów, Briskeby Stadion (jego nazwa pochodzi chyba od nazwy dzielnicy, w której jest położony) liczy ok. 6,5 tysiąca miejsc siedzących. Jego aktualny (na 2025) kształt jest ponoć rezultatem stopniowego procesu przebudowy, w ramach którego stary, oldschoolowy, sympatyczny, improwizowany stadion zmienia się w obiekt porządny, nowoczesny... i nudny jak wszystkie inne budynki w Hamar.
Pierwszy etap modernizacji mial miejsce podobno gdzieś ok. roku 2008 - w jego wyniku powstały dwie spójne trybuny - zachodnia trybuna prosta oraz północna trybuna zabramkowa. Obydwie trybuny są zadaszone, obydwie mają dwa poziomy (co akurat jest bardzo fajne, ponieważ nie jest to oczywiste, żeby na obiekcie o tak niewielkiej pojemności znajdowały się dwa piętra trybun). Pokryte są one całkiem wygodnymi czarnymi krzesełkami (krzesełka z podłokietnikami!), które w przypadku trybuny zabramkowej wzbogacone są o domieszkę krzesełek zielonych, które tworzą napis... HAMK - zapewne miał być HAMKAM , ale krzesełka z dwóch skrajnych sektorów zostały zdemontowane, żeby lokalni fani mogli kibicować na stojąco. Pierwszą połowę oglądałem z perspektywy trybuny prostej (dolny poziom trybun) i przyznam, że nie było to tak komfortowe, jak bym się spodziewał. Sektor był dość nisko położony, a przy okazji dość ciasny; w drugiej połowie przeniosłem się na górny poziom trybuny zabramkowej, gdzie było luźniej, a widoczność była dużo lepsza.
No dobra, ale jeszcze nie omówiliśmy wszystkich trybun. Vis a vis trybuny zachodniej znajduje się trybuna prosta wschodnia, która jest jednym z najdziwniejszych przypadków modernizacji, jaki widziałem. Kiedyś była to ponoć oldschoolowa trybuna z blaszanym dachem wspartym szeregiem ukośnych słupków. Modernizacja miała miejsce podobno jakieś parę lat temu i polegała ona na tym, że... zlikwidowano zadaszenie trybuny i zbudowano tuż za nią budynek, z którym jest ona częściowo zintegrowana. Dwie górne trybuny tego budynku to zwykłe przestrzenie biurowe. Wygląda to dość przygnębiająco. Na plus można zaliczyć fakt, że tym razem wzór na krzesełkach jest kompletny, bo na trybunie znajduje się pełen napis HAMKAM . W sektorze z drugą literą M ulokowano dziś kibiców gości.
Mamy też trybunę południową, a w zasadzie miejsce, gdzie kiedyś się ona znajdowała. Kiedyś znajdował się tam ponoć dziwaczny budynek, na którego piętrach były dobudowane różnego rodzaju sektorki, szumnie zwane miejscami VIP (choć cała konstrukcja, biorąc pod uwagę te trybunki-samoróbki oraz reklamy nie kojarzyła się z luksusem i przypominała bardziej slums). Na listopad 2025 ten oldschoolowy domek HamKamu był już zrównany z ziemią i za wielkim parawanem-piłkochwytem trwały dopiero prace przygotowawcze pod budowę czegoś nowego.
Poza tym, na stadionie znajduje się sztuczna murawa (jakaś taka brzydka, z nazbyt dużą domieszką czarnych gumowych drobinek), całkiem imponujący telebim i sztuczne oświetlenie w postaci całej serii małych masztów świetlnych. Co prawda mecz był już o 14:30, ale mimo to oświetlenie się przydało, ponieważ o tej porze w Norwegii było już szarawo (dość powiedzieć, że siedząc na trybunie zachodniej, byłem pewien, że jest ona na wschodzie).
| | Atmosfera |
    |
    |
Przyznam, że niektóre elementy organizacji meczu mnie mocno zdziwiły, lub też zaciekawiły. Zaskoczył mnie choćby fakt, że bilet normalny na mecz kosztował zaledwie 100 NOK, co jak na Norwegię było bardzo ludzką ceną. Choć jeszcze dziwniejsze było to, że bilet ulgowy dla emeryta na ten sam mecz kosztował już... 200 NOK - przypuszczam, że ktoś w końcu dostrzegł problem i dobrał się do dupy tym nierobom w ostatnim meczu domowym sezonu 2025 (przypominam, że w Skandynawii gra się systemem wiosna-jesień) zrobiono po prostu dużą promocję i założono, że emeryci będą racjonalni i też będą brali ten normalny za 100 NOK. Kiedy zmierzałem na stadion z moim biletem w formacie PDF za 100 NOK i plecakiem pełnym pamiątek z Tromsø, zastanawiałem się, czy będę miał problemy z dostaniem się na mecz. W plecaku miałem m.in. sporego kalibru salami z łosia (a może to był renifer), małe norweskie aquavity, czy też najbardziej problematyczny z gadżetów - kubek Tromsø IL. Na szczęście, kiedy pojawiłem się na stadionie na ponad godzinę przed pierwszym meczem... nic się tu nie działo. Wszedłem na trybunę chyba prawidłowym wejściem, gdzie jeszcze nie było nikogo, kto sprawdzałby bilety lub wnoszone bagaże. Czyli w tym przypadku szczęście mi sprzyjało.
Przed meczem kupiłem sobie na stoisku gastro niesamowicie dziwną przekąskę stadionową (podobno popularną w Norwegii) o nazwie wiener i lompe, czyli... serdelka zawiniętego w naleśnika. Sprzedawca wyłożył mi ten niesamowicie biedny ersatz giętej stadionowej na śmiesznym stojaczku, dzięki czemu mogłem wygodnie polać to wszystko musztardą i keczupem, a następnie zawinąć. Jak na norweskie ceny, przekąska była stosunkowo tania - kosztowała ok. 4,5 raza mniej niż kebab, którym dziś posiliłem się na mieście.
Dzisiejszy mecz przyciągnął dokładnie 2940 widzów - z tego co widzę, był to jeden z najsłabszych wyników na Briskeby Stadion w tym sezonie (najgorzej było w maju na meczu z KFUM Oslo, kiedy na meczu było jeszcze o 112 mniej). Piknik nie wyróżniał się dziś niczym ciekawym, ale mieliśmy na meczu dwie interesujące grupy kibiców. Przede wszystkim, mieliśmy młyn kibiców gospodarzy (jakieś 200 osób), którzy poobwieszali swój sektor flagami, dopingowali, machali machajkami, a w pewnym momencie nawet odpallili pirotechnikę emitującą biały i zielony dym. Ze względu na barierę językową, nie jestem jednak w stanie przytoczyć, co tam śpiewali. Fanatycy gospodarzy byli też dziś jedynym zidentyfikowanym przeze mnie źródłem gadżetów klubowych - przyznam, że nie przewidziałem tego, bo przed meczem wystrzelałem się praktycznie z całej gotówki. Na stoisku kibiców oczywiście nie oferowano płatności kartą - można było co prawda zapłacić czymś, co nazwałbym norweskim BLIK-iem , ale bez skandynawskiego numeru telefonu nie byłem w stanie tego skonfigurować. Tak więc z tego meczu nie przywiozłem ostatecznie żadnej pamiątki.
Poza tym, mieliśmy na meczu grupę kibiców gości - było ich kilkudziesięciu i przez cały mecz wspierali swoją drużynę, pomimo ewidentnie niekorzystnego wyniku. Przed pierwszym gwizdkiem ośmiu bardziej hardcorowych fanów ściągnęło z siebie górne odzienie i z początku dopingowali swoją drużynę z gołymi klatami, jednak szybko się wycofali z tego pomysłu.
| | Mecz |
    |
    |
Sytuacja przed dzisiejszym meczem przedostatniej kolejki Eliteserien wyglądała następująco - Towarzysze z Hamar zajmowali 11. miejsce w lidze z 34 punktami po 28 kolejkach. Gdyby ktoś się zastanawiał, czy to dobre miejsce czy złe i ile jest drużyn w Eliteserien, spieszę z wyjaśnieniami, że dzisiejsi przeciwnicy z Haugesund zajmowali 16. miejsce w lidze... z dorobkiem 9 punktów po 28 kolejkach (czyli już wiadomo, ile jest drużyn). Nie zanosiło się na porywający mecz, bo gospodarzom nie groził już spadek na miejsce barażowe, a gościom nie groził już awans na przedostatnie miejsce (również spadkowe). Chyba dlatego bilety były dziś takie tanie...
No i rzeczywiście, dzisiejszy mecz nie był specjalnie emocjonujący, ale z całą pewnością satysfakcjonujący dla postronnego widza, bo w pierwszej połowie zobaczyliśmy prawdziwy trening strzelecki HamKam. Już w 1. minucie Kristian Strømland Lien popisał się świetnym uderzeniem, które przeniósł nad poprzeczkę Einar Bøe Fauskanger. A w 6. minucie gospodarze wyprowadzili piękną kontrę - z lewej strony dośrodkowywał Anton Ekeroth, a pięknym strzałem z pierwszej piłki popisał się Islandczyk Viðar Ari Jónsson. 11 minut później Ethan Amundsen-Day zagrał z własnej połowy podanie przez pół boiska (nie było ono jakieś niesamowite, bardziej skompromitowali się tu obrońcy gosci) do Aksela Barana Potura, a Turek zgrał piłkę w polu karnym do Liena, który bez problemu pokonał Fauskangera. W 28. minucie z lewego skrzydła dośrodkował Ekeroth, a Julian Gonstad pewnym strzałem głową podwyższył na 3:0. W 33. minucie Jónsson wyszedł w sam na sam z bramkarzem i zdołał dzióbnąć tuż przed nim piłkę, a ta trafiła do Gonstada, który wbił ją do pustaka. W 39. minucie trener gości, Toni Korkeakunnas zdecydował się na wymianę dwóch graczy - z boiska zeszli obrońca i napastnik. Nie pomogło - w 44. minucie Ekeroth zaliczył hat-tricka w asystach, kiedy jego zagranie zewniakiem wykończył szczupakiem Lien. Do przerwy było aż 5:0 dla gospodarzy.
W drugiej połowie trener gospodarzy zaczął wprowadzać zmienników, a gra trochę siadła. HamKam co prawda nadal atakował, ale nie były to tak klarowne okazje, zresztą, nie padł żaden gol. W 87. minucie goście mieli szansę na gola honorowego, kiedy bardzo dobry strzał z linii pola karnego oddał William Kaldråstøyl Valenza, ale Marcus Sandberg był na posterunku i odbił to na rzut rożny. Ostatecznie w drugiej połowie wynik nie uległ zmianie, a sędzia zlitował się i doliczył tylko minutę. Finalny wynik: 5:0.
|
| |
| |
  
|
|