glownachomikmapatrocinytags
Tromsø IL - Rosenborg Trondheim 1:0 (1:0)
22.11.2025 14:00
Romssa Arena, Tromsø
Eliteserien
Widzów: 5.707
Cena biletu: 369 NOK (Ordinær, Trubune Vest)
               

W końcu odwiedziłem jakieś miejsce, które jest naj - a konkretnie, zobaczyłem najdalej wysunięty na północ stadion, na którym gra profesjonalny klub piłkarski. A to wszystko przy temperaturze -13'C i w trakcie (prawie) nocy polarnej. Dziś relacja z norweskiego Tromsø.

Dotarcie na mecz
 
 

Przyznam, że od dawna chciałem zobaczyć Tromsø na żywo, bo fakt, że za kołem podbiegunowym gra się profesjonalnie w piłkę mocno działał mi na wyobraźnię. Długo jednak nie mogłem się do tego wyjazdu zabrać, ponieważ za jedyny sensowny termin odwiedzenia Tromsø uważałem listopad - miesiąc jednocześnie dość bliski przesileniu zimowemu, a jednocześnie czas, w którym jeszcze gra liga norweska (ewentualnie mógłbym jeszcze liczyć na europejskie puchary w grudniu, ale akurat w tym sezonie Tromsø w nich nie gra). Jako finalny termin wyjazdu obrałem sobie przedostatni weekend listopada.

Mecz pomiędzy Tromsø IL a Rosenborgiem miał odbyć się w sobotę, a ja rozpocząłem moją podróż już dzień wcześniej, w piątek. O 7:10 wsiadłem w Warszawie w pociąg expressowy (udało się trafić bilet w bardzo korzystnej cenie) relacji Warszawa Zachodnia - Gdynia Główna i ok. 10:05 wysiadłem na stacji Gdańsk Główny. Mój lot tanimi liniami relacji Gdańsk - Tromsø rozpoczynał się dopiero o 16:00, więc miałem trochę czasu na zwiedzanie Gdańska. Pokręciłem się trochę po Starym Mieście, zaliczając wszystkie obowiązkowe punkty. Doszedłem do wniosku, że nabrzeża Nowej Motławy i Wyspa Spichrzów wyglądają pięknie niczym Hamburg (a nawet jest lepiej niż w Hamburgu, bo na dworcach nie mamy ćpunów, żuli i innych wykolejeńców). W końcu udałem się na gdańskie lotnisko, skąd planowo wylecieliśmy o 16:00 i równie planowo dolecieliśmy ok. 19:00 na lotnisko w Tromsø.

Pierwsze co zrobiłem na lotnisku w Tromsø, to... niczym prawdziwy Polak, zaopatrzyłem się w alkohol. W Norwegii panują ograniczenia analogiczne do Islandii, Szwecji czy Wysp Owczych, dlatego jeśli chciałem spróbować dziś czegoś lokalnego, musiałem skorzystać ze sklepu Duty Free. Następnie opuściłem budynek lotniska i udałem się na przystanek autobusowy. Pierwsze wrażenie było niesamowite - kiedy opuszczałem Polskę, temperatura wynosiła kilka stopni na plusie, podczas gdy w Tromsø miała aktualnie miejsce pogodowa anomalia. Wszystko było pokryte albo kilkudziesięciocentymetrową warstwą śniegu (tam, gdzie nie odśnieżano), albo parucentymetrową warstwą ubitego śniegu (tam, gdzie odśnieżano), a temperatura wynosiła -13'C.

Zwiedzałem miasto zarówno w piątek wieczorem, w sobotę rano przed meczem, jak i w sobotę wieczorem po meczu. W trakcie zwiedzania zaszedłem do spopularyzowanej w Internetach budki z hot-dogami z mięsem renifera; miejsce było na tyle popularne, że czekałem w kolejce jakieś kilkanaście minut (przede mną stał w kolejce Chińczyk, który zapewne robił na jakimś tiktoku wiekopomną relację z kupowania hot-doga - ze śmiertelnie poważną miną wsadził nawet telefon przez okienko, żeby udokumentować swoim widzom jak pani wkłada parówkę w bułkę). Z innych dziwnych przekąsek, spróbowałem również salami z łosia oraz snacków z suszonego dorsza. Odwiedziłem również sklep Vinmonopolet, czyli jeden z zaledwie trzech punktów w całym Tromsø, gdzie można kupić alkohol mocniejszy niż 4.5% (ponadto czwartym była strefa Duty Free na lotnisku, o której już wcześniej wspominałem). W sobotę wieczorem (już po meczu) zrobiłem również coś, czego początkowo nie planowałem, ale na miejscu zorientowałem się, że dla większości turystów jest to obowiązkowy punkt wycieczki. Wjechałem kolejką linową na lokalny szczyt Fjellheisen (choć nie jestem pewien, czy to była nazwa szczytu, czy tylko kolejki linowej), skąd wypatrywałem zorzy polarnej. I rzeczywiście, nawet coś tam dojrzałem, przy czym na zdjęciach wyglądało to bardziej spektakularnie niż w rzeczywistości (paradoksalnie, bo zwykle jest na odwrót).

Stadion
 
 

Poprzednia sekcja rozciągnęła się tak bardzo, że informację o samym dotarciu na stadion postanowiłem przenieść tutaj. Na stadion udałem się pieszo z hostelu - miałem tam jakieś 2 kilometry. Po drodze mijałem zawieszone na latarniach flagi z herbem TIL, a także widziałem coraz więcej ludzi noszących klubowe emblematy na czapkach i szalikach. W końcu dotarłem pod stadion. Sklep klubowy oraz kasa biletowa znajdowała się w kontenerku ustawionym naprzeciwko wejścia na stadion - zakupiłem tam szalik w barwach Tromsø IL (po kubek TIL musiałem natomiast wybrać się po meczu do fanstore znajdującego się w centrum miasta) oraz dowiedziałem się, że w kasie biletowej nie wydaje się kartonikowych biletów i musi mi wystarczyć moja PDF-owa wersja. Informacja ta zasmuciła stojącego za mną w kolejce gościa w szaliku TIL, który chciał zapytać w okienku dokładnie o to samo. Okazał się on być groundhopperem z Anglii; zamieniliśmy trochę słów i pokazaliśmy sobie wzajemnie mapki z odwiedzonymi przez siebie miejscami - on na jakimś popularnym portalu, o którym niestety nie miałem pojęcia, a ja na dużo mniej popularnym portalu (Chomik Piłkarski), o którym oczywiście on też nie miał pojęcia. Nie było wstydu, bo mogłem pochwalić się trzema pinezkami zamieszczonymi w UK - choć akurat wszystkie były przypięte w Londynie.

No dobra, to jak się nazywa ta sekcja posta? No tak, już pamiętam - Stadion. Stadion nosi nazwę Romssa Arena i o ile dobrze zrozumiałem, słowo Romssa jest to nazwa miasta Tromsø w języku północnosamskim (jeden z oficjalnych języków Norwegii). Oficjalna pojemność stadionu to 6.691 miejsc (wszystkie siedzące), na co składają się dwie w pełni zadaszone trybuny proste i jedna odkryta trybunka zabramkowa, która służy jako sektor gości. Trybuna prosta wschodnia jest połączona z budynkiem klubowym - to stąd wychodzą na boisko zawodnicy i to tutaj znajdują się loże VIP. Mam wrażenie, że widok z tych lóż na boisko jest nie najlepszy i częściowo może go przesłaniać dość toporna i nisko zawieszona konstrukcja zadaszenia. Poniżej lóż VIP znajdują się miejsca dla zwykłych śmiertelników - sektor wyłożony jest czerwonymi krzesełkami, na których dodatkowe białe krzesełka tworzą dwa napisy o treści COOP (jest to nazwa sieci sklepów spożywczych). Trybuna zachodnia jest istotnie wyższa i ma nieco bardziej finezyjnie zaprojektowane zadaszenie. Na jej prawym skraju (prawym, jeśli patrzeć na trybunę z perspektywy murawy) położony jest sektor przeznaczony dla bardziej oddanych fanów, na którym znajduje się nawet średniej wielkości gniazdo. Trybuna również jest wyłożona krzesełkami w kolorze czerwonym, na tle których dodatkowe białe krzesełka układają się w wyraz TILNO.

Boisko pokryte jest sztuczną murawą - nie bardzo jest tu na co narzekać, bo za kołem podbiegunowym ciężko byłoby o inną. Niemniej, trochę nie podoba mi się standard jej wykonania, bo po liniach (i generalnie po wszystkim) widać, że bramki położone są tu najwyżej, a boisko lekko opada w stronę chorągiewek bocznych. Z innych rzeczy, na stadionie znajduje się oczywiście sztuczne oświetlenie (maszty mają zupełnie inną konstrukcję niż te, do których przyzwyczailiśmy się np. w Polsce), które podczas pierwszego gwizdka pracowało już na pełnej mocy, ponieważ o tej porze w Tromsø był już półmrok (oficjalnie noc polarna miała się rozpocząć dopiero za parę dni, przy czym muszę przyznać, że byłem dość rozczarowany faktem, że ta noc jest chyba dość umowna - 22 listopada między jakąś 9:30 a 13:30 było na tyle jasno, że w mieście nie były nawet potrzebne latarnie). Dodatkowo, na stadionie znajduje się duży telebim, który jest ustawiony za linią końcową w okolicy narożnika przy trybunie wschodniej. Na telebimie puszczany jest chyba obraz z transmisji telewizyjnej, a konkretnie przebieg meczu na żywo oraz powtórki; z tego co zauważyłem, nie były puszczane jedynie powtórki sytuacji spornych. Na stadionie było dwóch spikerów, którzy zdawali się podawać te same informacje w dwóch różnych językach - jeden z nich mówił po norwesku, a drugi prawdopodobnie po północnosamsku.

Skoro już jesteśmy na meczu, warto zjeść coś z lokalnej oferty gastronomicznej. Na stoisku gastro w pierwszej kolejności poprosiłem o podejrzanie tanią (jak na stadionowe jedzenie) przekąskę z renifera - i rzeczywiście, nie było to nic imponującego, a po prostu mały zafoliowany reniferowy kabanosik. Co prawda było to dobre, ale równie dobrze można byłoby to kupić 40% taniej w sklepie jednego z głównych sponsorów klubu (Coop) i przynieść na stadion. Moim kolejnym wyborem była kiełbasa w bułce, która znów była podejrzanie tania (jak na stadionowe jedzenie). I rzeczywiście, nie była to kiełbasa w pełnym tego słowa znaczeniu - był to serdel wyjęty z ciepłej wody i umieszczony w miękkiej bułce. Była to najmniej wygodna przekąska, jaką kiedykolwiek jadłem na stadionie. Bułka była miękka, wypełnienie serdla również, za to było ono opakowane w bardzo sztywną skórę. Pierwszy kęs co prawda jeszcze się udaje, ale już kolejne zaczynają się od wyciśnięcia z serdelka mięsnej zawartości do ust, a kończą na próbie przegryzienia samej opróżnionej skóry. Mówiąc w skrócie - nie polecam.

Atmosfera
 
 

Moje miejsce znajdowało się na trybunie zachodniej - czyli tej, na której dzieje się więcej, a przede wszystkim na jej skraju zasiadają najbardziej zagorzali fani TIL (widać to choćby po ilości vlepek, którą jest oklejona ta część trybuny). Zapowiadało się, że na trybunie będzie organizowana jakaś oprawa w stylu kartoniady, ponieważ na krzesełkach na trybunie znajdowały się czerwone i białe arkusze folii. Były one porozmieszczane na całej trybunie... poza jej centralną częścią, gdzie zasiadałem m.in. ja. Być może mózg mi już wtedy przemarzł, bo przyznam się, że się nie domyśliłem jaka była tego przyczyna.

Oprawa została zaprezentowana na 5 minut przed pierwszym gwizdkiem, w trakcie przedmeczowej ceremonii, która wyglądała jak uhonorowanie odchodzącego z klubu piłkarza. Kibice, którzy mieli do dyspozycji arkusze folii, unieśli je wówczas do góry, z kolei w centralnej części trybuny... wjechała sektorówka, najprawdopodobniej przedstawiająca uhonorowanego piłkarza. Korzystając z rzadkiej sytuacji, że znalazłem się pod sektorówką, zacząłem to dokumentować, robiąc fatalnej jakości zdjęcia. Prezentacja sektorówki trwała półtorej minuty, następnie zjechała ona z powrotem na dół trybuny - i w sumie to by było na tyle (tzn. nie została odpalona żadna pirotechnika).

Dzisiejszy mecz zgromadził w sumie 5.707 kibiców, co jest chyba całkiem ładną liczbą, biorąc pod uwagę pojemność stadionu i dzisiejszą pogodę. O samej atmosferze niewiele jestem w stanie napisać ze względu na totalną barierę językową. W każdym razie, sektor ultrasów przez cały mecz dopingował i wymachiwał flagami - kiedy zaś padały jakieś krótkie zawołania, wówczas przyłączał się do nich również i piknik (najczęściej miało to miejsce kiedy krzyczono po prostu Tromsø! - jak się okazało, słowo to należy wypowiadać jako Trumse). Znaczna część pikniku nosiła dumnie różnego rodzaju barwy TIL, w postaci czerwono-białych szalików oraz czapek.

Na meczu obecna była również znaczna grupa kibiców gości (tak na oko 200-300). O dziwo, pomimo tego, że wyjazd za koło podbiegunowe brzmi jak rozrywka dla die-hardów, nie była to w pełni profesjonalna grupa wyjazdowa - kibice byli ubrani bardzo niejednolicie, a część osób w ogóle nie miała barw klubowych. Co do szeroko pojętych barw, nie dało się nie zwrócić uwagi na grupę kibiców stojących w pierwszych rzędach, którzy mieli na głowach... czerwone czapki św. Mikołaja. Ale żeby nie było - to nie jest tak, że na meczu pojawiła się przypadkowa grupa pikników. Kibice gości dopingowali przez cały mecz, a także rozwinęli na swoim sektorze kilka flag (wszystkie z białym tekstem na czarnym tle).

Mecz
 
 

Jak już wspomniałem, liga norweska gra systemem wiosna-jesień, a dzisiejszy mecz był meczem przedostatniej kolejki sezonu 2025/26. Gospodarze znajdowali się na 4. miejscu, które dawało udział w kwalifikacjach Ligi Konferencji, a w ich zasięgu nadal było 3. miejsce, które dawało udział w kwalifikacjach Ligi Europy. Z kolei goście z Trondheim znajdowali się na miejscu 8. i nie grali o nic konkretnego - w najlepszym razie mogli chyba dotrzeć na miejsce 6., które i tak nic im nie dawało. Faworytem byli więc gospodarze.

Wszystko zaczęło się zgodnie z oczekiwaniami - już w 2. minucie w dobrej sytuacji znalazł się napastnik TIL, Vegard Erlien, ale jego strzał obronił Sander Tangvik. A już w 4. minucie gospodarze wyszli na prowadzenie. Jeden z graczy Rosenborga stracił głupio piłkę na 40. metrze, Lars Olden Larssen zagrał do Ieltsina Camõesa, a Angolańczyk naprawdę kapitalnym podaniem wypuścił Rubena Yttegarda Jenssena, który w sytuacji sam na sam pokonał Tangvika. To był piorunujący początek i wprost nie mogłem się doczekać kolejnych goli - te, jak wiadomo po końcowym wyniku, ostatecznie nie chciały wpadać, choć gospodarze tworzyli sobie sytuacje. W 22. minucie Erlien dość szczęśliwie doszedł do piłki w polu karnym, ale jego strzał z 13 metrów minimalnie minął słupek bramki Rosenborga. Ten sam zawodnik kilkanaście minut później przestrzelił, znajdując się kilka metrów od bramki. Pomiędzy akcjami TIL miało miejsce parę mniej groźnych sytuacji gości - w 13. minucie Dino Islamović nieco przypadkowo o malo nie przelobował broniącego bramki TIL Jakoba Haugårda, a w 39. minucie w dobrej sytuacji strzelił jedynie w boczną siatkę bramki.

Przez całą drugą połowę jedynie gospodarze dochodzili do dobrych sytuacji, jednak strzał głową Camõesa w 47. minucie, strzał z dystansu Larsena w 51. minucie, czy strzał Leo Cornica w 79. minucie były niecelne. Do drugiej połowy sędzia doliczył aż 13 minut, co było chyba w znacznym stopniu spowodowane kontuzją Alexandra Thongla-Iad Warneryda (gdyby ktoś się zastanawiał, co to za personalia, odpowiadam - szwedzko-tajskie). W 11. minucie doliczonego czasu gospodarze wyprowadzili groźną kontrę zakończoną strzałem Larssena, który na róg odbił Tangvik. Wspomniany rzut rożny był celebrowany przez gospodarzy bardzo długo, co wywołało słuszną frustrację u gracy Rosenborga i w sumie powinno zostać ukarane żółtym kartonikiem. A kiedy w końcu Jenssen wykozłował należycie piłkę i należycie przetarł ją koszulką, oczywiście rozegrał ten stały fragment krótko, aby wraz z kolegą przetrzymać piłkę w narożniku. Ostatecznie gospodarze dociągnęli to prowadzenie do końca.

next  prev