 |
Drogowiec Jedlińsk - Tygrys Huta Mińska 0:3 (0:1)
06.09.2025 14:00
Stadion w Jedlińsku
5. liga mazowiecka, gr. II
Widzów:
100-120
Cena biletu:
- (mecz niebiletowany)
| |
Dziś w V lidze mecz dwóch drużyn o pięknych unikalnych nazwach, w którym dwa gole zdobywa znany z Ekstraklasy piękny unikalny Wojciech Trochim, a na boisku gra również Łukasz Broź.
| | Dotarcie na mecz |
    |
Przyznam, że kiedy tylko dowiedziałem się, że istnieje drużyna o tak wspaniałej nazwie jak Drogowiec , od razu zacząłem szukać w jaki sposób można dotrzeć do Jedlińska, ale niestety, nie jest to łatwe. A w zasadzie to jest to w miarę łatwe, tyle że trzeba tego umiejętnie poszukać w Internecie, bo ani Google Maps ani portal e-podroznik.pl nie mają wiedzy o istnieniu linii autobusowej A relacji Radom Dworzec PKP - Jedlanka, która biegnie przez Jedlińsk.
Skoro już wiedziałem jak dostać się do Jedlińska, wdrożyłem swój plan w życie. Zacząłem od stacji Warszawa Wschodnia, skąd o 9:54 odjeżdżał pociąg relacji Olsztyn Główny - Kraków Główny. Na stacji Radom Główny znalazłem się ok. 11:35, czyli z 20-minutowym opóźnieniem. Było mi to nawet na rękę, ponieważ autobus linii A odjeżdżał spod dworca dopiero o godzinie 12:23, a ja i tak nie miałem nic zaplanowanego, aby zabić czas w Radomiu (poza odwiedzeniem sklepu spożywczego). Mniej więcej o czasie na przystanku pojawił się autobus, w który wsiadłem, a który po 35 minutach dojechał na ulicę Warszawską w Jedlińsku.
Przyznam, że nie przygotowałem się zbyt dobrze do mojej wizyty w Jedlińsku i praktycznie nic nie wiedziałem o tej miejscowości. Jedynie to, że jest to wieś (choć całkiem spora, bo liczy ona prawie 2 tys. mieszkańców) położona na północ od Radomia. Nie miałem jednak w Jedlińsku czasu na zwiedzanie, stąd z przystanku udałem się prosto na stadion - a po meczu z kolei ze stadionu prosto na przystanek. I tak jedyną atrakcją miejscowości wydaje się być pochodzący z XVII-XVIII wieku kościół katolicki (kościół św. Apostołów Piotra i Andrzeja). No i oczywiście stadion.
| | Stadion |
    |
Stadion w Jedlińsku położony jest tuż przy drodze wojewódzkiej 735 Radom Północ - Szydłowiec, a przejeżdżające nieopodal obiektu samochody i tiry zwiększają doznania płynące z oglądania piłkarzy Drogowca w akcji. Stadion jest częścią większego kompleksu sportowo-rekreacyjnego, w skład którego wchodzą dwa boiska (główne oraz boczne), orlik, boisko do siatkówki plażowej, szereg wiekowych domków letniskowych (?) oraz zadaszona scena. Ta scena jest bardzo ciekawym elementem, ponieważ w odległości kilkunastu metrów od niej znajduje się spora metalowa trybuna licząca jakieś 350 miejsc siedzących - i co ciekawe, jest to najbardziej imponująca trybuna w całym kompleksie sportowo-rekreacyjnym.
Trybuna na boisku głównym jest bowiem nieco skromniejsza - składa się ona z trzech rzędów krzesełek w kolorach żółtym i niebieskim. Krzesełka są przyzwoite, ale sama trybuna jest po prostu dość niska i siedząc na niej można patrzeć z zazdrością na znajdującą się w oddali 6-poziomową stalową konstrukcję ustawioną naprzeciwko sceny. Na obiekcie znajduje się dość standardowa tablica wyników, na której pokazywany jest jedynie wynik (bez wyświetlania nazw drużyn - grają GOSPODARZE oraz GOŚCIE ) oraz czas w minutach i sekundach. Co ciekawe, na stadionie zastosowano dopuszczalne przez przepisy, ale bardzo rzadko stosowane rozwiązanie, jakim jest umieszczenie sześciu chorągiewek na boisku - poza czterema chorągiewkami w narożnikach mieliśmy jeszcze dwie kolejne na wysokości linii środkowej boiska. Na wszystkich chorągiewkach znajdował się sympatyczny herb Drogowca (choć trochę Clip-artowy , w szczególności ten piorun). Na stadionie znajduje się oświetlenie treningowe oraz nagłośnienie, które niestety tego dnia nie było wykorzystywane do popisów konferansjerskich (nie pamiętam, czy spiker w ogóle się odzywał), a do odtwarzania dość miernej popowej muzyki.
| | Atmosfera |
    |
Kiedy rozważałem odwiedzenie Jedlińska, bardzo ważnym argumentem był dla mnie fakt, że na stronie internetowej Drogowca znajdowała się informacja o możliwości zakupu gadżetów klubowych - co prawda ich ceny były podejrzanie niskie, zupełnie jak gdyby sekcja nie była aktualizowana od kilku lat... ale sama strona na pewno żyła, ponieważ aktualności w sekcji Aktualności były całkiem aktualne, co dawało nadzieję. Po przybyciu na obiekt zacząłem więc zastanawiać się, w jaki sposób mógłbym dobrać się do owych gadżetów. Postanowiłem przyczaić się przy znajdującej się obok budynku klubowego budce-kiosku z napisem BIURO i przyłapać pierwszą osobę z jakimiś emblematami klubowymi, która będzie tam zaglądać. I złapałem - jak się później okazało, trenera - który akurat niewiele wiedział o sprzedaży gadżetów klubowych (swoją drogą, bardzo mi głupio, że zabierałem cenny czas trenerowi - co prawda niecałe pół minuty, ale jednak). W końcu udało mi się dopiąć swego, kiedy w trakcie meczu zaczepiłem na trybunie osobę z identyfikatorem Drogowca, od której dowiedziałem się, że gadżety są dostępne oraz kogo powinienem zaczepić w tej sprawie. Udało mi się dzięki temu nabyć piękny błękitny szalik, a także kubek (kubek nie jest już tak piękny, bo jest dosyć standardowy... no, w każdym razie, jest on OK).
Dzisiejszy mecz zgromadził chyba nieco ponad 100 widzów, którzy glównie zgromadzili się na trybunie głównej stadionu, choć byli również i pojedynczy widzowie, którzy zajęli miejsca stojące w innych punktach wokół boiska. Na meczu panowała atmosfera koneserska, ponieważ nie było żadnego zorganizowanego dopingu (poza chyba jednym zawołaniem Kto dziś wygra ważny mecz? Oczywiście, Drogowiec! ), a nawet przysłowiowe oklaski za udane zagrania zdarzały się dość rzadko. Niewielu kibiców miało barwy, dostrzegłem chyba tylko parę niebieskich koszulek (głównie były to dzieciaki w strojach ze szkółki), stąd zakupiony przeze mnie szalik był na trybunie czymś w miarę oryginalnym. Ogólnie mieliśmy piknik, a sytuację trochę uratował kierowca tira, który przejeżdżając drogą wojewódzką obok stadionu zagrał klaksonem popularną stadionową melodię. Lokalni kibice byli za to całkiem kulturalni, bo pomimo dość frustrującego dla nich przebiegu meczu nie bluzgali bez sensu na gości, a nawet wydaje mi się, że słyszałem kogoś, kto zwracał się do Trochima (gracza Tygrysa) słowami Panie Wojtku! (nie byli to raczej kibice gości). Ogólnie, ten Jedlińsk to przyjemne miejsce do oglądania futbolu.
| | Mecz |
    |
    |
Lekkim faworytem dzisiejszego meczu byli goście z Huty Mińskiej. Są oni w tym sezonie spadkowiczem z IV ligi, a poza tym, po 4. kolejkach zajmowali oni 5. miejsce w tabeli z 9 punktami. Drogowiec miał z kolei 6 punktów i znajdował się w tabeli... zaledwie jedno miejsce niżej od Tygrysa. Jednak nawet w mediach społecznościowych drużyna z Jedlińska przyznawała, że to goście są dziś faworytem. Zresztą, to goście mieli w swoich szeregach Wojciecha Trochima - niegdyś całkiem niezłego ofensywnego gracza, który w barwach Zagłębia, Podbeskidzia i przede wszystkim Sandecji rozegrał w sumie 42 mecze w Ekstraklasie (z czego 37 w Sandecji) i strzelił 6 goli (wszystkie w barwach Sandecji). No i Łukasza Brozia - 3-krotnego reprezentanta Polski, który w Ekstraklasie rozegrał aż 249 meczów (w barwach Widzewa, Legii i Śląska), zdobywając 4 gole.
Już w 3. minucie goście mogli wyjść na prowadzenie, kiedy po ladze z głębi pola jeden z graczy Tygrysa znalazł się w sytuacji sam na sam z Witalijem Onopko, ale górą był bramkarz Drogowca. Prawdopodobnie w tej sytuacji był spalony, ale liniowy nie podniósł chorągiewki pewnie czekał, żeby sprawdzić to na VARze. Później obraz gry był dość wyrównany - co prawda to piłkarze Tygrysa prowadzili grę, ale Drogowcy sensownie się bronili i raz na jakiś czas zapuszczali się nawet pod bramkę rywali. Pierwszy gol w meczu padł w 22. minucie, kiedy Daniel Smuga oddał znakomity strzał z 25 metrów, który wpadł w samo okienko bramki Drogowca. Dwie minuty później Tygrys mógł podwyższyć prowadzenie, ale strzał szczupakiem Ihora Krasznewśkego minimalnie minął słupek. Po minucie zobaczyliśmy pierwszą groźną akcję Drogowca - po wrzutce z prawego skrzydła bardzo dobry strzał oddał Jakub Podsiadło, ale piłka minimalnie minęła spojenie bramki Tygrysa (tak to przynajmniej wyglądało z mojej perspektywy, ale mogło być to złudne, bo kilka minut wcześniej przy okazji innej akcji kilka osób z mojego sektora widziało już piłkę lecącą do bramki, podczas gdy w rzeczywistości leciała ona wzdłuż linii pola bramkowego). W 30. minucie goście wyprowadzili bardzo dobrą kontrę, w trakcie której wymienili szybko i płynnie kilka podań, ale w kluczowym momencie strzał Krasznewśkego w polu karnym został zblokowany wślizgiem przez Patryka Wołczyńskiego. Później sytuacja na boisku nieco się uspokoiła, a gracze Drogowca pod koniec pierwszej połowy zdobyli nawet bramkę. Jeden z graczy Drogowca wbiegł w pole karne i strzelił w długi róg - Igor Ostrowski sparował to uderzenie, ale wprost pod nogi innego z graczy przeciwnika, który skierował piłkę do bramki. Sędzia liniowy wskazał jednak w tej sytuacji na pozycję spaloną dobijającego. Na przerwę drużyny schodziły przy stanie 0:1.
W 53. minucie Drogowiec był bliski wyrównania, ale strzał z półobrotu Michała Rdzanka minimalnie minął bramkę Tygrysa. Minutę później Smuga przejął piłkę pod polem karnym Drogowca (prawdopodobnie pomógł sobie przypadkowo ręką), po czym minął dwóch przeciwników i oddał strzał, który bardzo dobrze obronił Onopko. W 56. minucie piłkarze Tygrysa podwyższyli prowadzenie za sprawą Trochima, który trafił z 20 metrów z wolnego w samo okno (bramkarz Drogowca w tej sytuacji nawet się nie ruszył). W 63. minucie gracze Drogowca mieli jeszcze niezłą sytuację, gdy Podsiadło przypressował ostatniego obrońcę, przejął piłkę i popędził w kierunku bramki, ale jego strzał z linii pola karnego trafił w piłkochwyt. W 70. minucie było już jednak po meczu - Trochim dostał podanie w polu karnym, obrócił się i precyzyjnym strzałem pokonał Onopkę.
Po tym golu gra nam się otworzyła - gracze Drogowca chcieli strzelić choćby honorowego gola, a gracze Tygrysa... po prostu strzelać dalej (szczególnie Trochim, który po tym drugim golu zrobił się nieco pazerny i polował na hat-tricka). Mieliśmy więc pokaz radosnej piłki, w wyniku której jednak żadna bramka już nie padła. Piłkarze Drogowca zwykle kończyli swoje akcje przeciągniętymi wrzutkami w pole karne, z których nic nie wynikało. Co więcej, udało im się nawet popsuć kontrę, w której mieli przewagę liczebną 3 na 2 (w innych akcjach oddali jednak parę groźnych strzalów, np. Filip Wojciechowski sprzed pola karnego, czy Podsiadło głową tuż obok bramki). Gracze Tygrysa również wyprowadzali swoje kontry - po jednej z nich Serhij Herasymec strzelił tuż obok bramki gospodarzy. Zobaczyliśmy też parę swobodnych zagrań Trochima, m.in. odgrywającego górną piłkę piętą. Ostatecznie mecz skończył się wynikiem 0:3 dla gości (choć tuż po zakończeniu meczu na tablicy z bliżej nieokreślonego powodu zapalił się wynik 0:4 - na szczęście zdążyłem jeszcze uwiecznić ten prawidłowy).
|
| |
| |
  
|
|