 |
Puskás Akadémia FC - Debreceni VSC 1:3 (0:1)
22.08.2025 20:00
Pancho Aréna, Felcsút
Nemzeti Bajnokság I
Widzów:
1.896
Cena biletu:
3000 HUF (normalny, 2G szektor)
| |
Nie ma dowodów, że Ferenc Puskas w ogóle wiedział o istnieniu wsi Felcsut. Mimo to, to właśnie tu znajduje się ekstraklasowy klub o nazwie Puskas Akademia FC oraz stadion, w które węgierskie spółki wpompowały miliardy forintów. Zupełnym przypadkiem Felcsut jest również rodzinną miejscowością Viktora Orbana, aktualnego premiera Węgier.
| | Dotarcie na mecz |
    |
Niniejsza sekcja rozpoczyna się we wschodniej części Budapestu, gdzie o 12 oglądałem kobiece derby stolicy. Po meczu (a także zakupie kubka w sklepie klubowym Kispestu) udałem się na przystanek, skąd odjeżdżał autobus do dworca kolejowego Kobanya-Kispest. Tam wsiadłem o 15:24 w bliżej nieokreślony pociąg podmiejski i wysiadłem na stacji Budapest Kelenföld położonej już na drugim brzegu Dunaju. Po wysiadce na stacji zaopatrzyłem się w lokalnym sklepie w przekąski oraz bardzo dobre węgierskie wino (oczywiście, jak przystało na Węgry, w śmiesznej cenie), zameldowałem się w swoim hostelu, a po chwili odpoczynku, udałem się z powrotem na stację Budapest Kelenföld.
O 18:02 ze stacji odjeżdżał pociąg w kierunku stacji Tatabanya, który przejeżdżał przez miejscowość Bicske. W miejscowości Bicske należało wysiąść, ponieważ stamtąd odjeżdżał autobus komunikacji zastępczej relacji Bicske - Baracska, zorganizowany przez MAV, czyli węgierskiego przewoźnika kolejowego (nie mówię w tym miejscu o komunikacji zastępczej , ponieważ nie ma ona czego zastępować - pomiędzy tymi miejscowościami nie ma bowiem żadnych torów). W autobusie poza mną znajdowało się m.in. kilkunastu kibiców Debrecenu, którzy również wybierali się na dzisiejszy mecz (jak widać, nie musieli oni podróżować w sposób zorganizowany, jak w Polsce). Bardzo rozbawiło mnie, że jeden z kibiców na koszulce miał napisane współrzędne geograficzne miasta (jak się okazuje, jego długość geograficzna to dokładnie 21° 37' E). Mniej więcej o 18:40 nasz autobus dojechał do miejscowości Felcsut, gdzie wysiadłem na przystanku Pancho Arena. Po dotarciu na Pancho Arena musiałem chwilę pokluczyć wokół stadionu (trafiłem między innymi do kasy, na której sprzedawano bilety jedynie na sektor gości i na nieinteresujący mnie sektor gospodarzy, a także do strefy dla VIP-ów, z której oczywiście mnie wyproszono), aż w końcu udało mi się trafić w rejon właściwego wejścia, gdzie zakupiłem bilet na dzisiejszy mecz, a także odwiedziłem sklepik klubowy, w którym kupiłem sobie kubek. Stał się on wyjątkowo nudną pamiątką w mojej kolekcji- znajduje się na nim jedynie klubowy emblemat, a na odwrocie jakieś egészségedre (tzn. nierozszyfrowywalny tekst w języku węgierskim). Biorąc pod uwagę jak miernie wygląda logo klubu z Felcsut, kubek bardziej przypomina darmowy gadżet promocyjny losowej firmy budowlanej niż coś reklamującego klub piłkarski. Na szczęście, jego cena była bardzo uczciwa - po przeliczeniu waluty wychodzi mi, że kosztował on ok. 10 złotych.
Po ostatnim gwizdku mój powrót z Felcsut do Budapestu był równie ciekawy. O 22:25 wsiadłem w autobus tej samej co wtedy relacji Bicske - Baracska, który był na miejscu nieco po godzinie 23. Podróżowałem wraz z większą grupą kibiców Debrecena, którzy śpiewali różnego rodzaju egészségedre (być może również w moim kierunku), jednak nie byłem w stanie zrozumieć z tego ani słowa. W miejscowości Baracska znajdowała się stacyjka, z której o 23:15 odjeżdżał ostatni pociąg w kierunku Budapestu. Na wyświetlaczu znajdował się jednak również napis késés: 16p., co oznaczało, że w rzeczywistości z Baracski wyjechaliśmy o godzinie 23:31. Na stacji Budapest Kelenföld byłem po północy, a stamtąd udałem się w kierunku swojego hostelu.
| | Stadion |
    |
    |
Podróżując po Polsce, przywykłem już do tego, jak wygląda typowy w miarę nowy stadion - otóż jest to prostopadłościan, o dość oczywistej konstrukcji zarówno patrząc od wewnątrz jak i od zewnątrz. I przyznam, że zupełnie nie byłem przygotowany na widok czegoś takiego jak stadion w Felcsut.
Stadion w Felcsut powstawał w latach 2012-2014 i jest... ciężko mi powiedzieć, jaki. Jest on piękny i naprawdę unikatowy, ale jednocześnie nieco kiczowaty - w każdym razie jest to coś, obok czego nie da się przejść obojętnie. Z zewnątrz przypomina on swoim wyglądem cygański zamek , wielką gospodę lub obiekt kultu sfinansowany ze składek słuchaczy Radia Maryja. Wszystko za sprawą nieregularnego, spadzistego dachu, który otacza stadion ze wszystkich stron. Wygląda to intrygująco i cholernie nietypowo jak na obiekt piłkarski. Jednak naprawdę dziwnie robi się dopiero po wejściu do środka...
Jeśli miałbym opisać wygląd stadionu od środka w jednym zdaniu, stwierdziłbym, że gdyby w Heroes'ach w Bastionie dało się wybudować stadion, to wyglądał by on dokładnie tak jak ten obiekt. Trybuny otaczające boisko są dosyć nieregularne (szczególnie widać to po numeracji krzesełek, bo zdarza się, że w kilku kolejnych rzędach liczba krzesełek jest całkiem różna) i co ciekawe, pomimo ich znacznego rozmiaru, mieszczą one niecałe 4 tysiące widzów (co i tak wynosi 2 razy więcej niż oficjalna liczba mieszkańców Felcsut). Trybuny są bowiem zaprojektowane tak, że sektory często mają niewiele rzędów (na niektórych sektorach zabramkowych zdarza się, że jest ich zaledwie parę), a w samych rzędach też jest dosyć dużo miejsca. Naprawdę cudacznym elementem stadionu jest jednak jego zadaszenie - mnogie betonowe łuki wyrastające z trybuny przechodzą w pewnym momencie w misterną konstrukcję z giętego drewna, która wspiera cały dach. Widok ten jest naprawdę bajkowy i mam wrażenie, że nawet gdybym był Węgrem popierającym opozycję, byłbym skłonny wybaczyć Orbanowi przewalenie na ten stadion publicznej kasy (oficjalnie kasa pochodziła od firm prywatnych, ale zupełnie przypadkowo zawsze były to firmy, które zdobywały wiele intrantnych zamówień publicznych).
Nic dziwnego, że stadion w Felcsut był przedstawiony na wielu gadżetach znajdujących się w klubowym sklepiku (za to trochę dziwny dla osoby obsługującej sklepik był fakt, że nie zdecydowałem się na żaden gadżet ze stadionem). Jeśli chodzi o inne elementy stadionu, z kronikarskiego obowiązku należy wskazać, że znajduje się na nim sztuczne oświetlenie (zintegrowane z zadaszeniem) oraz dwa duże telebimy.
| | Atmosfera |
    |
    |
Dzisiejszy mecz zgromadził dokładnie 1896 widzów. Jak na węgierską ekstraklasę jest to zdecydowanie bardzo mało, jednak z drugiej strony, jest to więcej niż wynosi oficjalna liczba mieszkańców wsi Felcsut. Można więc powiedzieć, że jest średnio. Czyli zajebiście.
Wśród gospodarzy panowała atmosfera piknikowa, a jedyna grupa prowadząca doping liczyła dosłownie kilkanaście osób (składała się ona głównie dzieciaków) ulokowanych na trybunie zabramkowej. Młynek drużyny z Felcsut miał jedną machajkę, a także wywiesił aż cztery flagi. Wśród nich była Węgier z napisem VAL (miejscowość na trasie z Felcsut do Baracski, licząca prawie 2,5 tysiąca mieszkańców) oraz niebiesko-żółta flaga z napisem Vál-Völgye Ultras (o ile dobrze rozumiem, tym razem nie chodzi o miejscowość Val, a o rzekę o podobnej nazwie przepływającą również przez Felcsut). Generalnie kibice gospodarzy nie tworzyli tego dnia niezapomnianego widowiska; na stadionie nie noszono też zbyt dużo barw klubowych. No cóż, w sumie to nie wiem dlaczego brak klimatu w tak sztucznym miejscu w ogóle mnie zaskoczył.
Na stadionie byli jednak również goście z Debrecena. Ich sektor znajdował się zaraz koło naszego, tak więc wbrew pozorom nie miałem zbyt dobrego widoku na to co się w nim odbywało. Ciężko mi oszacować, ilu gości było w sektorze - strzelam, że 200-300. Nie jestem również w stanie powiedzieć, co właściwie wywiesili oni na płocie - jedyne, co byłem w stanie zobaczyć, to własnoręcznie zrobiony plakacik, które jakieś dziecko z Debrecena wywiesiło na części zabramkowej sektora. Plakacik był roszczeniowy, ponieważ znajdował się na nim napis GORDIC, YOUR DRESS, PLEASE! (swoją drogą, w trakcie mojej podróży mialem wrażenie, że Google Translate średnio radzi sobie z tłumaczeniem węgierskiego na angielski i na odwrót - i jak się okazuje, chyba rzeczywiście miałem rację). Kibice z Debrecena prowadzili przez cały mecz fajny, żywiołowy doping, ale oczywiście nic nie zrozumiałem z ich egészségedre i niczego tu nie przytoczę. Prawdopodobnie zdarzyło im się rzucić coś wulgarnego, ponieważ w parę razy zdarzyło się, że w trakcie przyśpiewek spiker zaczynał coś gadać. W drugiej połowie zdarzyły się niewielkie wzajemne napinki kibiców gości i niektórych gospodarzy na pikniku, a goście w pewnym momencie zaczęli krzyczeć w naszą stronę (o ile Google Translate dobrze mi to przetłumaczył) Buzi Felcsut! (czyli... Felcsut geje! ). Widać, że gracze gości doceniali oddanie swoich kibiców, ponieważ kazdej strzelonej przez nich bramce biegli oni w kierunku ich sektora, żeby cieszyć się wraz z nimi.
| | Mecz |
    |
    |
Dzisiejszy mecz był meczem 5. kolejki Nemzeti Bajnoksag. Gospodarze przystępowali do niego z pozycji... lidera, mając na koncie 9 punktów, w dodatku z czystą głową , ponieważ zdążyli odpaść z eliminacji do Ligi Konferencji już w pierwszym dwumeczu (przeciwko Arisowi Limassol - ale i tak robi wrażenie fakt, że w sezonie 2024/25 jakoś do tych pucharów się dotoczyli). Goście z Debreczyna mieli z kolei na koncie 7 punktów i zajmowali 4. miejsce w tabeli. Mieliśmy na boisku fajny polski akcent, ponieważ na środku obrony Akademii grał Wojciech Golla (swoją drogą, nie do końca rozumiem koncept Akademii , gdzie na obronie gra obrońca z zagranicy... w dodatku starszy ode mnie).
Pierwsza połowa nie była porywająca. Goście z Debreczyna lekko przeważali, ale nie mieliśmy zbyt dużo godnych uwagi akcji - i kiedy myślałem, że do przerwy nic już się nie zmieni, nastała 45. minuta, gdy na prosty, ale skuteczny rajd lewym skrzydłem zdecydował się Sandor Dominik Kocsis, który obiegł z piłką Patrizio Stronatiego i będąc w polu karnym wycofał do Balazsa Dzsudzsaka (kolejny piłkarz, którego format nie przystaje do Chomika Piłkarskiego - 13 lat temu Dynamo Moskwa zapłaciło za niego 19 mln euro), który pokonał Petera Szappanosa. Do przerwy goście prowadzili 1:0.
W drugiej połowie Puskase gracze Akademii prezentowali się bardziej przekonująco. W 60. minucie dobre uderzenie z ostrego kąta oddał Mikael Soisalo, ale Adam Varga był na posterunku. Minutę później musiał jednak skapitulować - dobre podanie otwierające zagrał Artem Faworow, a Daniel Lukacs bardzo sprawnie przyjął, obrócił się w stronę bramki i strzelił nie do obrony. Piłkarze gospodarzy świętowali wyrównanie w oprawie migających jupiterów stadionowych. Gra była całkiem wyrównana, jednak w 86. minucie goście z DVSC dość przypadkowo wyszli ponownie na prowadzenie. Sprzed pola karnego strzelał Tamas Szucs, piłka została podbita przez interweniującego wślizgiem obrońcę Akademii i lecąc po dziwnej paraboli wpadła do bramki strzeżonej przez Szappanosa. Gospodarze rzucili się do odrabiania strat i mieli parę dobrych okazji, ale nie udało im się pokonać Vargi. Za to w 90. minucie było już po meczu, bo z rzutu wolnego dograł Dzsudszak, a celnie głową strzelił Wiaczesław Kulbaczuk. Ostatecznie mecz skończył się wygraną gości 3:1.
|
| |
| |
  
|
|