glownachomikmapatrocinytags
FC Bălţi - Dacia Buiucani 0:0
28.06.2025 20:00
Stadionul Municipal Bălţi
Liga 7777.md
Widzów: 1.620
Cena biletu: 20 MDL (normalny)
             

Sezon 2025/26 rozpoczynamy... już w czerwcu, bo właśnie tak szybko rusza w tym sezonie liga mołdawska (w końcu, trzeba zdążyć przed Mistrzostwami Świata 2026). A rozpoczynamy go w mołdawskim mieście Bielce - po mołdawsku rumuńsku Bălţi, a po rosyjsku Бэлць.

Dotarcie na mecz
 
 

Ostatnimi czasy dość łatwo jest dotrzeć do Mołdawii, ponieważ do Chişinău (Kiszyniowa) da się dolecieć tanimi liniami lotniczymi z co najmniej trzech miast w Polsce, w tym z Warszawy. Niestety, ze względu na ograniczoną możliwość wzięcia w tym momencie urlopu, nie mogłem skorzystać z lotów na najprostszej trasie Warszawa - Chişinău (które mi nie pasowały czasowo), tylko musiałem pokombinować. Do Mołdawii dostałem się, przylatując w sobotę rano (w dniu meczu) do Kiszyniowa... z lotniska Katowice-Pyrzowice (przy okazji, z Mołdawii do Warszawy wróciłem w poniedziałek, z przesiadką w Bukareszcie).Moja podróż z założenia miała być tania, a więc jak zwykle postępowałem względem siebie dość radykalnie. Piątek spędziłem normalnie w pracy, a wylot z lotniska w Pyrzowicach miał miejsce w sobotę o 6:30, stąd, żeby zdążyć, pojechałem tam z Warszawy nocnym Flixbusem.

Na lotnisko w Chişinău (w zasadzie to pod Chişinău, bo znajduje się ono w odległości kilku kilometrów od miasta) dolecieliśmy planowo ok. godziny 9:15. Po opuszczeniu lotniska wsiadłem w miejski autobus i za cenę 6 lejów mołdawskich (1,35 zł!!!) dojechałem aż do centrum Kiszyniowa, gdzie zacząłem na szybko zwiedzać okolicę. Tutaj trzeba zaznaczyć, że Mołdawia to najprawdopodobniej najbiedniejszy kraj w całej Europie, tak więc krajobraz był dość specyficzny. Elewacje poradzieckich bloków są w okropnym stanie, a dodatkowo praktycznie każdy właściciel mieszkania przerabia swój balkon zgodnie ze swoją koncepcją, przez co bloki prezentują się trochę jak slumsy. Chodniki i drogi są w stanie naprawdę przeróżnym, od całkiem przyzwoitego do ekstremów zagrażającym ludzkiemu zdrowiu (np. w postaci dziur na wylot w wiadukcie). Na placu przed dworcem kolejowym oraz w całej okolicy mieszkańcy powykładali na chodniku przeróżne towary, którymi handlowali (na samym dworcu praktycznie nic się nie dzieje, bo na rozkładzie tego dnia były chyba tylko dwa pociągi). Były to głównie ubrania i przedmioty codziennego użytku, ale były też pojedyncze osoby, które handlowały książkami oraz różnego rodzaju radzieckimi pamiątkami. U jednego z handlarzy kupiłem dwa ciekawe znaczki, następnie obejrzałem kilka ciekawych miejsc w stolicy, wymieniłem euro na leje mołdawskie i udałem się na piechotę w stronę dworca północnego, skąd o 12:00 odjeżdżał mój autobus do Bielców.

Atmosfera na dworcu była naprawdę przedziwna. Gdy tylko przyszedłem na miejsce, zaczepił mnie jakiś facet (wyglądający trochę jak Philadelphia Collins z Chłopaków z Baraków), który łaził przed budynkiem i krzyczał Бэлць! Бэлць!, naganiając potencjalnych pasażerów do swojej klaustrofobicznej marszrutki. Odpowiedziałem mu grzecznie, że dziękuję, ale mam już bilet kupiony przez Internet (miałem ze sobą porządny PDF z QR kodem i po angielsku). Zaczałem więc szukać na dworcu jakiejś informacji, na której byłoby wyświetlone, skąd odjeżdża mój autobus firmy Ilya Trans, ale nigdzie nie znalazłem na dworcu standardowej tablicy informacyjnej. Krążyłem tak po dworcu coraz bardziej skołowany, aż zaczepił mnie kolejny facet, a ja pokazałem mu swój bilet - powiedział mi, że numer kontaktowy na PDF-ie jest rzekomo jego, a ja mam udać się do... marszrutki Phila Collinsa. Oczywiście nie uwierzyłem w tak oczywisty kit (bo w tej historii nie zgadzało się nic, jedynie godzina odjazdu była zbliżona) i uznałem, że chciał mnie namówić na przejazd marszrutką, za który i tak musiałbym zapłacić, a kasa za mój bilet autobusowy by przepadła (nie była jakaś wielka, bo 27zł, no ale chodzi o zasady). Krążyłem więc dalej po dworcu, ale zbliżała się już planowa godzina odjazdu, a mojego autobusu nie było, więc stwierdziłem, że wsiądę do busika Phila Collinsa i zobaczę co się stanie. I stało się to, że... dojechałem do Bielców i nie musiałem nic płacić. Wszystko wskazuje na to, że mój profesjonalnie wyglądający bilet z QR kodem (którego nikt nawet nie zczytywał, bo nie miał czym) rzeczywiście był na tę kolebiącą się marszrutkę.

Miałem ze sobą książkę, ale nie byłem w stanie jej czytać, ponieważ wszystko, co widziałem za oknem, było fascynujące. Phil Collins pruł marszrutką po dziurawych drogach czasem przekraczając setkę, a czasem wyprzedzając osobówki na podwójnej ciągłej, a bus telepał się z głośnym dźwiękiem na każdym wyboju. Przy wjeździe do wIększości miejscowości zamiast standardowych tablic informacyjnych znajdowały się wymyślne witacze, niektóre naprawdę zaskakujące. Niektóre przystanki na pewno były budowane w czasach Mołdawskiej SSR - i nawet nie mówię o ich stanie (bo niektóre były utrzymywane w dobrej kondycji), a o wymyślne kształty i wzornictwo. Poza tym, w każdej wiosce czy mieścince przy drodze znajdowały się... studnie. Wielu gospodarzy stawiało je na granicy swojej posesji tak, że były one ogólnodostępne - najczęściej też były one bardzo zadbane i praktycznie zawsze znajdowały się w zadaszonych wiatach. Kiedy przejeżdżaliśmy przez miejscowość Prepeliţa, naliczyłem co najmniej 7 studni, a należy wziąć uwagę, że patrzyłem tylko na jedną stronę drogi.

Ech, treść tej sekcji wyraźnie się wydłuża, a ja dopiero w tym momencie dojechałem ze swoją relacją do Bielc (Bielców?). Bielce to drugie największe miasto w Mołdawii oraz tak zwana północna stolica kraju. Jak na stolicę, miasto robi fatalne pierwsze wrażenie, ponieważ doznaje się go na dworcu autobusowym, który mogę określić przymiotnikami: zatłoczony i zaniedbany. Nawierzchnia jest w fatalnym stanie, a główny budynek, na którym znajduje się wybrakowany dwujęzyczny napis GARA - АВТОВОКЗАЛ jest opuszczony i zamknięty na cztery spusty. Jednak w miarę zmierzania w stronę centrum w mieście robi się coraz bardziej estetycznie. Na Strada Independentei (głównym deptaku miasta) jest naprawdę ładnie - dużo przestrzeni, trochę zieleni, a budynki całkiem zadbane i wszystko wygląda niemal jak na radzieckiej pocztówce z lat 80. (a propos - na jednym z budynków można nawet zobaczyć płaskorzeźbę z profilami Marksa, Engelsa i Lenina). Nieopodal Teatru Narodowego stała budka z napisem CVAS, gdzie za 14 lejów (ok. 3,10zł) kupiłem sobie duży kubek zimnego kwasu chlebowego o chwytliwej nazwie квас советский. Udałem się też do restauracji na skraju miasta aby spróbować lokalnych dań. Wybrane przeze mnie potrawy nie były zbyt skomplikowane, ale zrobiło na mnie wrażenie, że dwudaniowy posiłek, kieliszek gaturnkowego wina oraz stosunkowo wysoki napiwek wyniosły mnie łącznie ok. 44 zł. Po zameldowaniu się w hotelu zacząłem degustować (w granicach rozsądku) zakupione po śmiesznej cenie wino ze słynnych winnic z Cricovej (niestety, nie miałem korkociągu, więc musiałem zdecydować się na wino musujące), aż w końcu będąc w lekkim stanie nietrzeźwości wybrałem się na długi spacer w stronę stadionu miejskiego w Bielcach. Co ciekawe, na osiedlu, na którym znajdował się mój hotel, można było zaobserwować całkiem nowoczesne automaty (można było płacić w nich kartą) z... czystą wodą. W Mołdawii woda z kranu podobno nie nadaje się do picia - cytując bowiem oficjalną informację na stronie naszego MSZ, stan sanitarny kraju nie jest najlepszy.

Stadion
 
 

Stadionul Orăşenesc (Stadion Miejski) w Bielcach został ponoć zbudowany w latach 50. i jest bardzo prawdopodobne, że od tego czasu nie był on istotnie przebudowywany. Stadion składa się z dwóch trybun prostych - obydwie są niezbyt skomplikowanymi betonowymi konstrukcjami; z daleka wyglądają one całkiem estetycznie, jednak z bliska widać, że są bardzo nadgryzione zębem czasu i po 70 latach od oddania ich do użytku już trochę się sypią. Trybuny prawie na całej długości pokryte są niebieskimi krzesełkami, jedynie na paru skrajnych sektorach trybuny południowej ostały się jeszcze ławki. Trybuny nie są zadaszone, poza VIP-owskim fragmentem trybuny północnej, która pośrodku jest połączona ze znajdującym się na tyłach trybuny budynkiem stadionowym.

Z racji tego, że stadion powstał jeszcze w latach 50., znajduje się na nim obowiązkowy element, jakim jest bieżnia. Nie wiem, czy ktoś uprawia na niej lekkoatletykę, bo wygląda jakby była ona zrobiona z niskobudżetowego zamiennika tartanu. Bieżnia jest złożona z niewielkich ciemnoszarych płyt, których krawędzie odstają od podłoża i zastanawiam się, czy bieganie po tym w ogóle jest bezpieczne (widok bieżni na stadionie w zasadzie nigdy mi się nie podoba, jednak jeśli ona już tam jest, to wolę gdy jest ona utrzymana w dobrym stanie, bo to by oznaczało, że poza psuciem widoczności na obiekcie pełni ona jakieś pożyteczne funkcje). Najnowocześniejszymi elementami stadionu są na pewno sztuczne oświetlenie (na zdjęciach archiwalnych widzę zardzewiałe radzieckie konstrukcje, ale obecnie są to cztery wysokie maszty oświetleniowe w porządnym zachodnim standardzie) oraz tablica wyników (standardowy telebim) ulokowana za jedną z bramek.

Największą ciekawostką związaną ze stadionem jest fakt, że bilet na mecz kosztuje tu 20 lejów mołdawskich, a więc ok. 4,40zł. Oznacza to, że bilet na mecz mołdawskiej ekstraklasy jest tu tańszy niż np. jednorazowy bilet na komunikację miejską w Poznaniu, Łodzi czy Krakowie. Dodatkowo bilet uprawniał również do wzięcia udziału w losowaniu różnego rodzaju pamiątek piłkarskich, które miało miejsce w przerwie - niestety, ale ja od początku byłem na straconej pozycji, ponieważ numer na moim bilecie miał zupełnie inny rząd wielkości niż numery, jakie padały w trakcie loterii. Najprawdopodobniej wynika to z faktu, że byłem w kasie biletowej za wcześnie, ponieważ dostałem bilet jeszcze z poprzedniego sezonu (bilety nie były drukowane na konkretny mecz). Losowanie było prawdopodobnie jedynym sposobem, w jaki mógłbym wejść w posiadanie jakiejś pamiątki - nie prowadzono bowiem ich sprzedaży ani w kasie biletowej ani w trakcie meczu. Dostałem jedynie informację, że po meczu mogę zajrzeć w tej sprawie do budynku klubowego. Niestety, w związku z tym, jakie groźby pod koniec meczu formułowały w stosunku do sędziego pikniki, budynek klubowy po meczu był obstawiony przez ochronę. Stwierdziłem, że nie będę do nich przychodził i tłumaczył czego właściwie chcę, więc można powiedzieć, że tym razem skapitulowałem.

Atmosfera
 
 

Pierwszy domowy mecz sezonu 2025/26 przyciągnął całkiem dużą widownię, a konkretnie 1620 osób. W zdecydowanej większości był to piknik, jednak na ponad pół godziny przed pierwszym gwizdkiem na stadion przyszła 20-osobowa grupa kibiców z flagami i barwami (a więc piknik liczył jakieś 1600 widzów), która w akompaniamencie bębnów wykrzykiwała Только Бельцы, только победа! (tylko Bielcy, tylko zwycięstwo!). Zostali oni odprowadzeni przez ochronę na trybunę znajdującą się naprzeciwko pikniku, stąd miałem całkiem dobry widok na działania młyna.

Chyba wszystkie oficjalne komunikaty, jakie wypowiedział przed meczem spiker były po mołdawsku rumuńsku, co było dość zabawne, biorąc pod uwagę, że w zasadzie wszyscy na trybunach posługiwali się językiem rosyjskim. Jak się okazało, tego dnia miało miejsce jakieś święto państwowe, stąd przed meczem został odegrany narodowy hymn. Wszyscy oczywiście powstali z miejsc, ale nie wiem, czy ktokolwiek śpiewał słowa - mam hipotezę, że wynikało to z tego, że są one po rumuńsku (paradoksalnie, pieśń nazywa się Limba Noastra, czyli Nasz Język).

Mecz rozpoczął się, piknik zasiadł na swoich miejscach, a młyn zabrał się do dopingu. Jak na swoją liczbę, kibice byli całkiem dobrze słyszalni - niestety, nie na tyle, żebym zrozumiał słowa dłuższych piosenek, dlatego w tej sekcji zawarłem jedynie krótkie zawołania. Przede wszystkim, było to wspomniane już Только Бельцы, только победа!, ale także takie rzeczy jak Вот, давай, давай! (Dawaj, dawaj!), Бельцы! Бельцы!, Бело-Синие, только Бело-Синие! (Biało-Niebiescy, tylko Biało-Niebiescy!), Столица северной Молдовы, хэй, хэй! (Stolica północnej Mołdawii, hej!). Piknik czasem dołączał się do dopingu klaskaniem, ale nie był specjalnie zaktywizowany.

Czasami jednak (szczególnie w drugiej połowie, w każdym razie im bliżej końca meczu tym częściej), doping na pikniku próbował rozkręcić spiker stadionowy, który zwracał się do kibiców: Друзья, давайте, поддержим нашу Команду! (Przyjaciele, wesprzyjmy naszą Drużynę!), po czym intonował okrzyki БЕЛЬЦЫ! БЕЛЬЦЫ!. Piknik na jakiś czas to podchwycał, dzięki czemu doping niósł się po całym stadionie, ale entuzjazm szybko wyparowywał. Pod koniec meczu zdarzało się, że pojedynczy kibice z pikniku wykrzykiwali różne rzeczy w stronę murawy (szczególnie w stronę sędziego, który prowadził to mierne spotkanie bez zarzutu).

Mecz
 

Do dzisiejszego spotkania goście z Kiszyniowa (Buiucani jest jednym z pięciu sektorów stolicy Mołdawii) przystępowali z pozycji lidera tabeli, ale generalnie ma było czym się podniecać, ponieważ za nami była zaledwie jedna kolejka gier, a Dacia grała wtedy z największymi czereśniakami ze Spartanii Sportul. Jeśli z kolei ocenimy szanse obydwu drużyn poprzez popatrzenie na wyniki sezonu 2024/25, to gospodarze zakończyli go na bezpiecznym, piątym miejscu w tabeli, za to Dacia... no, to jest skomplikowane, bo system ligowy w Mołdawii jest totalnie popieprzony. Mołdawska Super Liga liczy 8 drużyn - po fazie zasadniczej dwie najsłabsze zostają dołączone do grupy kilku najmocniejszych zespołów drugiego poziomu rozgrywkowego i grają z nimi o dwa miejsca w Super Lidze. Nie wiem jak to właściwie określić - chyba należy to nazwać trwającym pół sezonu turniejem barażowym. Chyba najprościej będzie jednak powiedzieć, że Dacia w pierwszej fazie sezonu spadła do 1. Ligi, po czym w drugiej fazie awansowała z powrotem do Super Ligi.

Jeśli chodzi o dzisiejszy mecz, to nie było to wiekopomne widowisko. Być może na mój odbiór wydarzeń meczowych negatywnie wpłynęły nieprzespana noc i spożyte mołdawskie wina (przez co od pewnego momentu myślałem już tylko o tym, żeby wrócić do hostelu i się przespać), ale zdaje się, że ten mecz to naprawdę i zupełnie obiektywnie nie były żadne delicje. W pierwszych 20 minutach mieliśmy dwie sytuacje Dacii nadające się do wzmiankowania w relacji - jedna wzięła się z tego, że Artur Nazarciuc (bramkarz Bielców) odbił piłkę przed siebie przy prostym strzale w środek bramki, a druga z tego, że Marin Căruntu (napastnik Dacii) zignorował gwizdek sędziego i po paru sekundach wbił piłkę do bramki przy totalnie biernej postawie gospodarzy; został za to ukarany żółtą kartką. Gospodarze wyprowadzili potem parę groźnych akcji, ale na uwagę zasługiwał chyba tylko strzał sprzed pola karnego w 23. minucie Ivana Urvanţeva, który ostatecznie wylądował na słupku bramki strzeżonej przez Romana Dumenco. Na przerwę obydwie drużyny schodziły przy wyniku bezbramkowym.

Druga połowa była niewiele bardziej emocjonująca od tej pierwszej. W 59. minucie napastnik gości, Vlad Lupaşco, oddał strzał poprawną przewrotką, ale tym razem Nazarciuc nie miał z tym problemów. Tak przy okazji, patrząc na nazwiska niektórych piłkarzy wymienianych w relacji (Dumenco, Nazarciuc, Urvanţev, Lupaşco...), to brzmią one bardziej jakby były pochodzenia ukraińskiego niż rumuńskiego - jednak zachowuję wszędzie pisownię rumuńską, ponieważ są oni obywatelami Mołdawii i w związku z tym właśnie taka jest ich oficjalna pisownia. W 60. minucie Dan-Angelo Boţan przejął piłkę na połowie gości i wraz z Dumitru Bivolem mógł wyprowadzić szybką kontrę - Bivol jednak się w tej sytuacji podjarał i zamiast podawać do kolegi... próbował lobować bramkarza z 40 metrów. Przelobował jednak i bramkarza i bramkę. Im bliżej było końca meczu, tym bardziej zauważalna była przewaga gospodarzy, ale niestety ich gra w ofensywie była niesamowicie toporna. Większość sytuacji rozwiązywali oni poprzez pałowanie długiej piłki prosto w ręce Romana Dumenco. A nawet jeśli ktoś zagrał ciekawe podanie na wolne pole, to akcja i tak kończyła się dorzuceniem piłki do Dumenki. Jak wcześniej wspomniałem, kiedy sędzia doliczył do tego widowiska zaledwie 3 minuty, piknik formułował w stosunku do niego różne groźby karalne, co było dla mnie niezrozumiałe. Owszem, sędzia powinien doliczyć parę minut więcej, ale nawet jeśli dałby gospodarzom jeszcze pół godziny na atakowanie, prawdopodobnie tak czy siak skończyłoby się to wynikiem 0:0.

next  prev