glownachomikmapatrocinytags
Huragan Międzyrzec Podlaski - Avia II Świdnik 5:0 (2:0)
17.05.2025 12:00
MOSiR Międzyrzec Podlaski
4. liga lubelska
Widzów: ~30
Cena biletu: - (mecz oficjalnie bez publiczności)
             

Czas na mały clickbait - Chomik po raz pierwszy został doceniony jako medium i wchodzi na mecz za darmo oraz z kamizelką!

Dotarcie na mecz
 
 

Wbrew swojej nazwie, miasto Międzyrzec Podlaski znajduje się w województwie lubelskim (tak samo zresztą jak np. Radzyń Podlaski, Janów Podlaski, czy Biała Podlaska). Aby się tam dostać, udałem się na stację Warszawa Wschodnia w pociąg, który o 7:27 odjeżdżał w kierunku stacji Terespol (musiałem jechać aż na Wschodni, ponieważ była to stacja początkowa). O godzinie 8:42 wysiadłem na stacji Międzyrzec Podlaski, po czym zacząłem zwiedzać okolicę.

Co właściwie można zwiedzać w Międzyrzecu? Przede wszystkim, można obejrzeć Pałac Potockich - co prawda nie jest to XIX-wieczny oryginał, bo ten się spalił pod koniec I wojny światowej, ale obecny budynek też ma swoją historię, a otacza go bardzo ładny park i ogrody. Poza tym, w mieście znajduje się rynek - oczywiście, zgodnie z polskimi standardami, jest on wybrukowany, ale ma wokół siebie stosunkowo dużo zieleni. Miejsce to było dla mnie dość istotne, ponieważ właśnie tu przebywałem, kiedy wybiła godzina 10:00, która oznaczała, że musiałem zalogować się na 20 minut do pracy i wykonać testy oprogramowania (niestety, musiałem to zrobić akurat w sobotę o 10:00 i niestety, z tego powodu musiałem brać z sobą komputer na mecz 4. ligi lubelskiej). Po wykonaniu niezbędnych testów, pokręciłem się jeszcze trochę po mieście, a następnie udałem się powoli w stronę stadionu. W okolicy stadionu byłem na tyle wcześnie, że widziałem zajeżdżający na obiekt busik firmy Fremiks (z którą nieraz odbywałem podróże ze Świdnika do Lublina i z powrotem), w którym siedzieli piłkarze rezerw Avii.

Przyznam, że kiedy krążyłem po mieście, byłem zdziwiony, że na mieście zdarzały się różnego rodzaju stare plakaty zapraszające na mecze wyjazdowe Huraganu, ale nie uświadczyłem żadnego materiału, który zapraszałby na mecz domowy. Co więcej, promocja domowych meczów Huraganu w mediach społecznościowych również nie była zbyt nachalna. Zagadka wyjaśniła się, kiedy przyszedłem na sam obiekt i zobaczyłem, że... jest on w remoncie. Bieżnia wokół boiska była rozkopana, a trybuna prosta była jak na razie surową konstrukcją z betonu, generalnie wychodziło na to, że dzisiejszy mecz miał się odbyć bez publiczności i można go obejrzeć co najwyżej zza płotu. No cóż, takie doświadczenia chyba również są potrzebne - upatrzyłem sobie przy ogrodzeniu paletę z kostką brukową i kiedy trochę poprzestawiałem znajdujące się na niej elementy, uzyskałem całkiem stabilną platformę, na której stanąłem, dzięki czemu zyskałem cenny metr wzrostu.

Jak się okazało, widok mógł być jeszcze lepszy- jeszcze przed pierwszym gwizdkiem jedna z osób funkcyjnych zaproponowała mi nałożenie pomarańczowej kamizelki i wejście na trybunę w charakterze... powiedzmy, że mediów. I w ten sposób Chomik Piłkarski po raz pierwszy zrelacjonował mecz jako (powiedzmy) akredytowany dziennikarz. Mam nadzieję, że wywiązałem się ze swojej nowej roli poprawnie.

Stadion
 
 

Aktualna pojemność stadionu MOSiR Międzyrzec Podlaski to... 0 miejsc. Jak wspomniałem, stadion jest aktualnie przebudowywany. Obiekt składa się więc aktualnie z boiska otoczonego ziemną bieżnią (która przed meczem była ubijana jakimś sprzętem przez ekipę budowlaną), na której docelowo będzie pewnie położony tartan. Nawierzchnia na nieukończonej bieżni była przynajmniej zwarta, za to między bieżnią a trybuną znajdował się dość szeroki pas grząskiej ziemi, który mocno irytował zawodników, którzy musieli tam wchodzić po piłkę, a ich buty zapadały się do połowy. Pas ziemi irytował również mnie, ponieważ niezależnie od tego, co docelowo będzie zrobione w tym miejscu, oznacza to, że odległość trybuny od linii bocznej boiska jest naprawdę spora.

Sama trybuna wygląda jakby jej docelowa pojemność miała wynosić kilkaset miejsc siedzących. Aktualnie składa się ona z trzech betonowych stopni, na których dałoby się zrobić cztery rzędy krzesełek (przy czym, najniższy znajdowałby się niewiele ponad poziomem murawy). Na tyłach trybuny znajduje się też kilka betonowych filarów w stanie surowym, które zapewne docelowo będą elementami zadaszenia.

Jeśli chodzi o ukończone elementy stadionu, to właściwie są to jedynie budynek klubowy oraz parking (przy czym, najprawdopodobniej zostały one zbudowane kilka-kilkanaście lat temu i nie były ostatnio przebudowywane). Na ten moment, na obiekcie nie ma ani sztucznego oświetlenia, ani tablicy wyników, ale należy docenić, że na stadionie działało stanowisko spikerskie.

Atmosfera
 

Na dzisiejszym meczu było ok. 30 osób, z czego w zasadzie wszyscy byli w żółtych lub też pomarańczowych kamizelkach. Tak więc oficjalnie mecz odbył się bez kibiców/widzów, bo wszystkie osoby zgromadzone na stadionie były osobami funkcyjnymi lub porządkowymi (względnie reprezentantami mediów(. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że to wszystko było w znacznej mierze maskaradą, ale pewną rozrywkę sprawia mi trzymanie się tutaj oficjalnych konwencji.

Zgromadzone na trybunach osoby skupiały się głównie na oglądaniu meczu - wszyscy raczej sprzyjali gospodarzom (choć ja, jako osoba związana ze Świdnikiem, po cichu liczyłem na to, że rezerwy Avii wygrają... a potem, że chociaż zremisują... a potem, że chociaż strzelą honorową bramkę). Nikt nie prowadził jednak żadnego dopingu, wszyscy ograniczali się do oklasków. Jedna z osób porządkowych (w tym przypadku nie jest to już maskarada, bo rzeczywiście brała ona udział w organizacji meczu) miała na sobie bardzo gustowny szalik Huraganu, ale stwierdziłem, że nie będę zawracał nikomu głowy z pytaniami o dostępność pamiątek i na dziś musimi wystarczyć fakt, że w ogóle ktoś zlitował się nade mną i wpuścił mnie na trybunę.

Tak przy okazji - herb Huraganu ma niesamowicie dziwne liternictwo (jeśli ktoś się zastanawia, o jaką okazję chodzi - przed chwilą była mowa o szaliku, no a na szaliku znajdował się herb). Na jego górnej części znajduje się napis KS MOSiR, co jest dosyć konfundujące, bo MOSiR zwykle nie jest integralną częścią nazwy klubu sportowego. Jak się jednak okazuje, w przypadku Huraganu... słowo MOSiR rzeczywiście figuruje w oficjalnej nazwie klubu, a przynajmniej w rejestrze KRS. Po bokach tarczy znajduje się napis MIĘDZYRZEC PODLASKI - na każdą stronę przypada po jednym słowie, przy czym po prawej stronie znajduje się napis, który należałoby raczej czytać jako IKSALDOP. Słowo Huragan też jest na herbie, a konkretnie w centralnej jego części - jedyne co jest dziwne w jego przypadku to fakt, że jest ono pisane czcionką gotycką.

Mecz
 
 

Sytuacja przed dzisiejszym meczem IV ligi lubelskiej była następująca - Huragan znajdował się na 13. miejscu z 26 punktami, z kolei rezerwy Avii znajdowały się na 15. miejscu z 19 punktami. W IV lidze lubelskiej znajduje się łącznie 17 drużyn - nie mam pojęcia, skąd ta nieparzysta liczba, ponieważ nie znaiazłem żadnej informacji, żeby ktoś wycofał się z rozgrywek przed sezonem, lub w jego trakcie (biorąc pod uwagę, jakim chlewem jest LZPN, zakładam, że ten stan rzeczy jest po prostu w jakiś sposób powiązany z owym chlewem). Biorąc pod uwagę, że im niższa liga, tym liczba miejsc spadkowych jest bardziej nieokreślona, ciężko powiedzieć, które miejsce w tabeli było bezpieczne, a które spadkowe. Niemniej, mam wrażenie, że Huragan miał jeszcze o co grać, podczas gdy spadek rezerw Avii do okręgówki był już przesądzon - przy okazji, rezerwy legitymowały się największą liczbą straconych bramek w lidze (81 - to więcej niż ostatni w tabeli Kłos Chełm, który miał bilans 0-5-21). W każdym razie, faworytem dzisiejszego meczu na pewno byli gospodarze.

I rzeczywiście, Huragan napoczął Avię bardzo szybko, bo strzelił gola już w 5. minucie (co ciekawe, wg oficjalnego protokołu meczowego, gol padł w 11. minucie - wtf?), kiedy po wrzucie z autu Huberta Łukanowskiego w pole karne aż dwóch piłkarzy Huraganu złożyło się do strzału z woleja, co zamiast strzału skończyło się kiksem. Kiks całkiem przypadkowo okazał się jednak wizjonerskim podaniem w kierunku długiego słupka gdzie z bliskiej odległości bramkarza pokonał Jakub Łęcki Dionata Tonin (w protokole jest Łęcki - pierwszy raz widzę, żeby na poziomie 4. ligi oficjalny protokół meczowy był wypełniony losowymi danymi). Kilka minut później Tonin mógł strzelić swojego pierwszego drugiego gola, jednak przegrał pojedynek sam na sam z Piotrem Wolskim. Generalnie, Huragan przeważał przez całą pierwszą połowę, co jak dla mnie częściowo mogło wynikać z faktu, że grali z wiatrem hehe z huraganem - liczyłem więc na to, że rezerwy Avii jakoś do przerwy przetrzymają ten napór, a w drugiej połowie odrabianie wyniku pójdzie im łatwiej. W 34. minucie Tonin groźnie uderzał z rzutu wolnego, ale minimalnie nad bramką. W 39. minucie (wg protokołu w 36. - powiedzmy, że rozbieżność jest akceptowalna) goście popełnili jednak totalny kryminał w trakcie wyprowadzania piłki od własnej bramki, co skończyło się tym, że Anthony Bernardo De Souza Dorneles pokonał w sytuacji sam na sam Wolskiego. Do przerwy było 0:2.

Na początku drugiej połowy wyglądało na to, że moja hipoteza była prawdziwa - o ile w pierwszej połowie jedynym graczem Avii, który próbował z przodu zrywów był Eryk Szydłowski, o tyle na początku drugiej połowy Avia zaczęła widocznie przeważać. Było to jednak złudne i trwało zaledwie kilka minut - piłkarze Huraganu wkrótce przejęli inicjatywę, a gości utrzymywał w grze jedynie Wolski, który wykazał się świetnymi interwencjami w 53. minucie, 55. minucie (Łęcki dostał znakomite podanie i znalazł się sam na wprost bramki Wolskiego, ale jego strzał znakomicie obronił bramkarz Żółto-Niebieskich) oraz w 69. minucie. W międzyczasie jednak został pokonany w 58. minucie w sytuacji sam na sam przez De Souzę. Defensywa rezerw Avii totalnie posypała się w ostatnim kwadransie gry, którego ozdobą były dwie frajerskie bramki dla Huraganu. W 80. minucie w wyniku nieporozumienia i kolizji bramkarza z jednym z obrońców piłka trafiła do Walentyna Maksymenko, który z bliska wbił wślizgiem piłkę do pustej bramki. Dwie minuty później po zwykłej ladze z połowy Huraganu piłka przy bardzo biernej postawie obrońców Avii trafiła do Macieja Kiryluka, który w sytuacji sam na sam ustalił wynik na 5:0.

Piłkarze Żółto-Niebieskich przebudzili się na sam koniec meczu i parę razy rzeczywiście zagrozili bramce Michała Nowosza (który czekał całe 90 minut na wymienienie go w tej relacji), a Maciej Izdebski nawet oddał całkiem niezły strzał przewrotką (po którym Avia miała jeszcze korner), jednak ostatecznie wynik nie uległ zmianie.

next  prev