 |
KS Cracovia - KS Cracovia II 6:4 (3:1)
01.01.2025 12:00
Stadion Cracovii im. Józefa Piłsudskiego, Kraków
Trening Noworoczny Cracovii
Widzów:
5.003
Cena biletu:
0 zł (bilet darmowy)
| |
Odhaczam kolejny ze swoich celów z dzieciństwa - zobaczyć na żywo słynny pierwszy mecz w roku, czyli Cracovia - Cracovia II. I jak to ze spełnianiem marzeń bywa, rzeczywistość czasami nie dorównuje oczekiwaniom...
| | Dotarcie na mecz |
    |
Znalezienie się 1 stycznia 2025 o godzinie 12:00 na stadionie w Krakowie nie jest łatwym wyzwaniem logistycznym. Na szczęście dla mnie w tym przypadku okoliczności bardzo mi sprzyjały, ponieważ otrzymałem od siiostry oraz pół-szwagra (tzn. jej chłopaka) zaproszenie na sylwestra, którego organizowali u siebie w Wieliczce. Do samej Wieliczki przyjechałem w poniedziałek 30 grudnia wieczorem - wystartowałem z Warszawy o godzinie 17:40, a punktualnie o godzinie 20:06 wysiadłem na stacji Kraków Płaszów (owszem, szarpnąłem się na Pendolino - kupiłem bilet z na tyle dużym wyprzedzeniem, że jego cena była akceptowalna). Kilka minut później na stację przyjechał szynobus relacji Lotnisko Balice - Wieliczka Rynek-Kopalnia, którym dojechałem na stację Wieliczka Park o godzinie 20:29.
Między 30 grudnia a 1 stycznia był oczywiście jeszcze 31 grudnia, stąd z kronikarskiego obowiązku napiszę, że dzień ten spędziłem na pracy zdalnej, a wieczór (no i część nocy) na świętowaniu wraz z siostrą, pół-szwagrem oraz ich znajomymi faktu, że Ziemia wykonała kolejny pełen obieg wokół Słońca. Z tyłu głowy miałem co prawda, że nazajutrz muszę dojechać do Krakowa na godzinę 12:00, ale nie powstrzymało mnie to przed przedawkowaniem różnego rodzaju alkoholi oraz chwaleniem się przed znajomymi siostry tym, na jaki mecz się wybieram, choć byli oni kibicami Wisły. Na szczęście 1 stycznia udało mi się w jakiś sposób wstać, ogarnąć się i już ok. godziny 10:30 wsiadłem w autobus 304 na przystanku Wieliczka - Stacja Paliw (wbrew temu, co sugeruje nazwa przystanku, w Wieliczce jest więcej niż jedna stacja benzynowa), a punkt 11:00 wysiadłem na przystanku Muzeum Narodowe, który znajduje się nieopodal stadionu Cracovii. Po przyjściu pod stadion w pierwszej kolejności odebrałem w kasie bilet kartonikowy (wejście na mecz było darmowe, ale na szczęście biletowane), a następnie pokręciłem się chwilę pod obiektem w celu zrobienia mu kilku zdjęć. Z dużym zdziwieniem stwierdziłem, że sklep klubowy jest tego dnia otwarty, a więc wszedłem do środka, zapoznałem się ze świąteczną ofertą kubków (innych niestety chyba nie było) i obiecałem sobie, że powrócę po jeden z nich po ostatnim gwizdku. Niestety, ale moja misja mi się nie udała, ponieważ po wystaniu kilkunastu minut w kolejce okazało się, że co lepsze wzory zostały wykupione i musiałem wyjść z niczym.
| | Stadion |
    |
    |
Stadion Cracovii miałem okazję opisywać już 8 lat wcześniej (o matko, ale ten czas leci) przy okazji meczu Pasów z Górnikiem Łęczna. Od tego czasu niewiele się na tym obiekcie zmieniło - z mojej perspektywy jedyną nowością był fakt, że tym razem zamiast od strony zachodniej wchodziłem na stadion od strony wschodniej. Tego dnia organizacja meczu wyglądała bowiem w ten sposób, że wszyscy kibice wchodzili od strony bramy wschodniej (w okolicach młyna) i byli kierowani na północną trybunę prostą. Dzięki temu miałem okazję zauważyć jak ten stadion jest... ciasny i niepraktyczny. Nie chodzi mi tutaj o same trybuny, bo te są OK - problemem jest ilość miejsca w korytarzach znajdujących się na tyłach trybun. Te są bowiem cholernie ciasne i gdy te 5 tysięcy widzów zaczęło opuszczać obiekt, wyjście trwało masakrycznie długo. Jest to spowodowane przede wszystkim tym, że fasadę stadionu od strony Alei Focha zajmuje pasaż handlowy, przez co część przestrzeni została przeznaczona dla lokali usługowych. W sumie, oznacza to, że stadion częściowo na siebie zarabia (a więc może wcale nie jest on taki niepraktyczny).
To, co jeszcze jest ciekawe w stadionie, to bardzo konfundujący sposób oznaczania poszczególnych sektorów. Kiedy wybierałem swoje miejsce w systemie biletowym, pamiętałem, żeby nie było ono na samym środku trybuny, ponieważ w tym miejscu znajduje się absurdalne metalowe ogrodzenie (na co zresztą naciąłem się kilka lat temu). Wybrałem więc miejsce w centralnym sektorze A3, ale takie w miarę oddalone od linii środkowej. Co ciekawe, kiedy w końcu znalazłem swoje krzesełko, a następnie podniosłem głowę, okazało się, że moje miejsce znajduje się centralnie na wysokości tabliczki z napisem A2 . Było to konfundujące nie tylko dla mnie, ponieważ ludzie często podchodzili do stewardów i pytali ich, czy na pewno właściwie zlokalizowali swoje miejsce.
| | Atmosfera |
    |
Pamiętam, że gdy jako dzieciak czytałem o noworocznych meczach Cracovii, zastanawiałem się - jakim cudem ci piłkarze mogą rozgrywać mecz 1 stycznia, nie odsypiając nocy sylwestrowej? (to samo w sumie tyczy się skoczków w Garmisch-Partenkirchen) Kiedy już dorosłem, przestało mnie dziwić, że ludzie prowadzący sportowy tryb życia mogą rozegrać pokazowy mecz 1 stycznia, za to coraz bardziej dziwię się... że tylu widzów jest w stanie dotrzeć na to wydarzenie (to samo w sumie tyczy się widzów zawodów w Garmisch-Partenkirchen). Przyznam, że tej nocy z 2024 na 2025 rok spożywanie alkoholi trochę wymknęło mi się spod kontroli - jakoś jednak udało mi się dotrzeć na stadion na godzinę 12:00. Oprócz mnie udało się to zrobić 5 tysiącom ludzi, co należy chyba uznać za niesamowity wynik.
Na dzisiejszym meczu nie było właściwego młynu - wszyscy kibice byli ulokowani na trybunie prostej, co spowodowało, że dzisiejsza atmosfera była raczej piknikowa (choć ciężko oczekiwać wielkiego fanatyzmu na wydarzeniu, które jest de facto treningiem pokazowym). Było trochę śpiewania i o dziwo ani razu nie pojawiły się jakiekolwiek bluzgi na Wisłę. Najczęściej wałkowana była wpadająca w ucho piosenka (która będzie już zawsze mi się kojarzyć z Górnikiem, bo po raz pierwszy usłyszałem tę melodię właśnie w Zabrzu), która leciała następująco: Najpiękniejsze barwy Twe, walcz do końca nie poddawaj się! O zwycięstwo dzisiaj gra duma pasiatego Krakowa!
Po meczu miało miejsce wspólne zdjęcie obydwu składów Cracovii wraz z kibicami. Nawet się na nie załapałem, choć nie wypadłem imponująco, ponieważ tego dnia miałem kaca (o czym już wspominałem), a nie miałem ze sobą szalika (o czym nie miałem okazji wspomnieć).
| | Mecz |
    |
    |
Przyznam, że moje oczekiwania względem tego meczu były absurdalnie wysokie - chyba dlatego, że wyrobiłem je sobie jeszcze za dzieciaka, kiedy z zainteresowaniem czytałem w Piłce Nożnej o pierwszym meczu w roku , czyli Cracovia - Cracovia II. W rzeczywistości należy stwierdzić, że właściwie to nie był to nawet mecz (zresztą, nie bez powodu oficjalnie wydarzenie nazywane jest po prostu Treningiem Noworocznym Cracovii), ponieważ mecz piłki nożnej powinien być rozgrywany zgodnie z przepisami gry w piłkę nożną... podczas gdy te były w trakcie dzisiejszego wydarzenia wielokrotnie łamane.
Najbardziej jawnym odstępstwem od zasad był oczywiście fakt, że mecz rozegrano w formacie 2x30 minut - choć oczywiście nie będę się na to zżymał, bo mówimy o wydarzeniu, które miało miejsce w Nowy Rok w samo południe, tak więc należy się cieszyć, że piłkarzom chciało się biegać przez całą godzinę (nie jest to takie oczywiste, bo w poprzednich latach zdarzało się, że mecz ten rozgrywano nawet w formacie 2x20 minut). Być może trochę z tym bieganiem przesadziłem, bo tempo dzisiejszej rozgrywki nie było zbyt intensywne - należy wziąć jednak poprawkę na to, że był to środek przerwy zimowej, murawa nie była w idealnym stanie i byłoby dość absurdalne, gdyby któryś z piłkarzy biorący udział w tym wydarzeniu doznał kontuzji.
Abstrahując od czasu trwania meczu, mieliśmy jednak więcej problematycznych kwestii. O ile fakt, że Patryk Sokołowski postanowił w pewnym momencie zastąpić w bramce Sebastiana Madejskiego był jeszcze zgodny z zasadami (założył bowiem strój pozwalający odróżnić go od reszty drużyny), o tyle to, że w drugiej połowie Madejski wszedł na boisko jako zawodnik z pola... w barwach drużyny rezerw (a więc przeciwnika), jest rzeczą trudniejszą do udźwignięcia przez statystyków (tym bardziej, że Madejski strzelił gola - notabene, z parumetrowego spalonego, który został puszczony przez sędziego głównego). Największymi przypadkami złamania reguł były natomiast: samowolne zejście z boiska Sokołowskiego celem udzielenia wywiadu w trakcie meczu, schowanie w trakcie gry piłki do przenośnej lodówki na napoje oraz... gol strzelony przez chłopca do podawania piłek, który został zaliczony do protokołu meczowego.
Nie do końca był to więc mecz piłki nożnej, a raczej niezobowiązujące wydarzenie piłkarskie dla społeczności kibiców Cracovii - sympatyczne, choć momentami trochę bezbeckie. Zresztą, sami organizatorzy meczu przyznają to wprost, bo informacja, że nie jest to mecz, a Trening Noworoczny Cracovii znajdowała się nawet na biletach. Przyznam, że nie wiem, czego właściwie oczekiwałem, w każdym razie moje oczekiwania były absurdalnie wysokie. Ale da się w tej sekcji wspomnieć o kilku elementach stricte piłkarskich.
Pierwszy gol w roku 2025 padł w 13. minucie gdy po dośrodkowaniu Mikkela Maigaarda piłkę do siatki wpakował bliska strzałem głową Szymon Doba. 3 minuty później Duńczyk do asysty dorzucił jeszcze gola, pokonując w sytuacji sam na sam Konrada Golonkę (w tej sytuacji bardzo inteligentnie asystował Patryk Sokołowski). Gol na 3:0 padł w 23. minucie po dośrodkowaniu Kamila Rózgi, którego nie przeciął nikt (najbliżej był Sebastian Madejski, który zamienił się pozycjami z Patrykiem Sokołowskim i wybrał się na atak - na razie jeszcze w ramach swojej drużyny, bo jak już pisałem, drugą połowę rozegrał już jako ofensywny piłkarz dwójki ), z bramkarzem włącznie. W 25. minucie rezerwy odrobiły jednego gola, kiedy po dograniu po ziemi w pole bramkowe bramkę na 3:1 zdobył strzałem z bliska Mirosław Tabor.
O ile pierwsza połowa przypominała jeszcze mecz piłki nożnej (choć grany bez większego zaangażowania), o tyle w drugiej połowie mieliśmy już do czynienia raczej z piłkarskim freak-show, tak więc ciężko mi utrzymać konwencję poprzedniego akapitu. W każdym razie, to właśnie wtedy miały miejsce wszystkie owe dziwaczne wydarzenia, które zdążyłem wymienić wcześniej. Szczerze mówiąc, nawet źródła internetowe nie mają spójnego zdania na temat tego, co działo się w trakcie drugiej połowy, ponieważ oficjalna strona Cracovii jako wynik końcowy podaje... 6:3 (ale to wynik 6:4 jest zgodny z prawdą - ale nie mam niestety jednoznacznego dowodu, ponieważ wraz z końcowym gwizdkiem wynik przestał być wyświetlany na telebimie).
|
| |
| |
  
|
|