glownachomikmapatrocinytags
Przyszłość Włochy - Kosa Konstancin 4:1 (3:1)
25.05.2024 11:00
Stadion KS Przyszłość, Warszawa
Windoor Klasa A, gr. Warszawa III
Widzów: ~50
Cena biletu: - (mecz niebiletowany)
           

Dziś wybrałem się do Włoch (tzn. dzielnicy Warszawy), na mecz drużyny, której herb wygląda zupełnie jak ten Legii (ale to nie Legia). Potencjał na śmieszkowy nagłówek jest ogromny, ale jakoś dziś nie mam weny.

Dotarcie na mecz
 

To nie będzie specjalnie fascynująca historia. Jeszcze przed godziną 10 wyszedłem ze swojego mieszkania i udałem się pieszo w stronę stadionu. Przeszedłem pieszo przez stację Warszawa Ursus Północny, następnie przeszedłem na skos przez jedno z osiedli... i tu będzie chyba największy plot twist w tej sekcji, ponieważ natknąłem się na zamkniętą furtkę i musiałem obejść jeden z bloków naokoło.

Po kilku-kilkunastu minutach spaceru przez osiedle domków doszedłem do stadionu Przyszłości, nad którym górował kościół pw. św. Teresy od Dzieciątka Jezus i Męczenników Rzymskich (tak, to jest oficjalna nazwa). Obszedłem stadion dookoła i znalazłem się przed bramą wejściową. Nad bramą znajdował się napis KS PRZYSZŁOŚĆ WŁOCHY, a obok niego charakterystyczna biało-zielona tarcza przełamana w poprzek czerwonym pasem, w której prawym górnym rogu znajdowała się litera... P. Byłaby to w sumie zabawna historia o młodym dzielnicowym klubie, którego założyciele postanowili zerżnąć herb od drużyny, której kibicowali wszyscy w dzielnicy, gdyby nie fakt, że klub... posługuje się tym emblematem od 1929 roku, chyba niewiele krócej niż sama Legia (co więcej, do 1951 roku Włochy były osobnym państwem miastem i dopiero później zostały one przyłączone do Warszawy). Przyznam jednak, że nie znam dokładnej genezy przyjęcia przez klub właśnie takiego, a nie innego herbu.

Stadion
 
 

Stadion na ul. Rybnickiej we Włoszech na Włochach ma zaskakująco ciekawą historię, ponieważ służy Przyszłości od 1938 roku, ale sam obiekt nie jest zbyt imponujący. Stadion składa się z jednej trybuny, która liczy trzy rzędy krzesełek. Na uwagę zasługuje fakt, że nie jest to standardowa trybunka, jaką można kupić w każdym sklepie z trybunkami, ale konstrukcja stalowo-drewniana, która wymagała odrobinę inwencji twórczej. Krzesełka są przeważnie utrzymane w kolorystyce zielonej (a niektóre ledwo zielonej, ponieważ są już mocno wyblakłe ze względu na ekspozycję trybuny na południe), z pewną domieszką krzesełek czarnych. Krzesełka w najwyższym rzędzie mają oparcia, podczas gdy te w niższych rzędach to z reguły zaledwie siedziska. Stadion liczy oficjalnie łącznie 392 miejsca siedzące, choć trybuna jest nieco wybrakowana, bo niektóre krzesełka są zdezelowane lub też ich brakuje. Na zachodnim skraju trybuny znajduje się sektor lekko wygrodzony barierkami, nominalnie będący sektorem gości - piszę nominalnie, ponieważ nie jest to żadna klatka i nie ma żadnych fizycznych utrudnień w przemieszczaniu się pomiędzy owym sektorem a resztą obiektu. I akurat ten fragment trybuny jest najbardziej jednolity - wszystkie krzesełka są czarne i wszystkie mają oparcia.

Od strony zachodniej za linią końcową znajduje się pomnik upamiętniający członków SM Przyszłość, którzy w trakcie II WŚ zginęli za Ojczyznę (łącznie 24 nazwiska). Na tyłach trybuny znajduje się nieco sfatygowane zaplecze Przyszłości, m.in. hala sportowa, w której korytarzach wiszą starannie przygotowane oldschoolowe plansze podsumowujące historię klubu. Największymi plusami obiektu są naturalna murawa, bliskość trybuny do boiska (choć pewnym problemem jest to, że trybuna jest skierowana na południe, więc gdybym nie miał z sobą kaszkietu, pewnie skończyłbym tego dnia z porażeniem słonecznym) i nagłośnienie. Rozczarowaniem jest z kolei brak jakiejkolwiek tablicy wyników, a także fakt, że... Przyszłość chwaliła się przed meczem nowym metalowym kawałkiem, który miał być puszczany przed pierwszym gwizdkiem, ale nic takiego nam nie zaserwowano. Co więcej, przed meczem zatopiłem się w analizę sytuacji w Ekstraklasie, 1. Lidze i 2. Lidze (25 maja miała miejsce ostatnia kolejka Ekstraklasy i 2. Ligi, ostatnia kolejka 1. Ligi dzień później) spodziewając się, że z tego skupienia wybudzą mnie w porę właśnie dźwięki włoskiego metalu... i nawet nie zauważyłem, że piłkarze wyszli już na boisko.

Z innych ciekawostek, jakie należy poruszyć, stadion Przyszłości znajduje się nieco ponad 4 kilometry od lotniska Okęcie, dzięki czemu w trakcie meczu w tle widoczne były podchodzące do lądowania samoloty.

Atmosfera
 

Dzisiejszy mecz miał pewną stawkę, ale biorąc pod uwagę, że była to sobota, godzina 11, mieliśmy pełne słońce, a trybunka była skierowana w stronę południa... to generalnie niewiele sprzyjało wysokiej frekwencji. I rzeczywiście, na dzisiejszy mecz pofatygowało się ok. 50 widzów. W trakcie meczu na trybunach nie działo się nic ciekawego, może poza faktem, że na dzisiejszym widowisku stawiła się zaskakująco liczna grupa gości. Na meczu nie było oczywiście żadnego zorganizowanego dopingu (ani właściwie żadnego dopingu jako takiego), ale można było wywnioskować, że są to goście po ich rozmowach, z których wynikała całkiem duża znajomość graczy w czerwonych strojach. O ile dobrze kojarzę, w trakcie meczu do grupy kibiców gości dołączyła kolejna osoba, która przyjechała tu... rowerem z Konstancina.

W przerwie meczu postanowiłem się zainteresować kwestią pamiątek (dzisiejszy mecz oczywiście nie był biletowany, stąd groziło mi, że wyjdę bez żadnej materialnej pamiątki), ponieważ zgodnie z informacjami podawanymi w mediach Przyszłości, w trakcie meczu istniała możliwość ich zakupu. Chodząc od stewarda do stewarda dowiadywałem się w kwestii pamiątek coraz więcej, aż w końcu zaszedłem na piętro oldschoolowej hali sportowej, gdzie wydukałem odpowiedniej osobie, co jest mi potrzebne i udało mi się zakupić kubek. Był on dokładnie taki, jaki powinien być kubek klubu najbardziej kojarzonego z tym, że jego herb wygląda jak herb Legii (bo aktualnie klub nie jest kojarzony z futbolem na wysokim poziomie - choć w 2008 roku Przyszłości udało się awansować na poziom czwartoligowy, gdzie spędziła ona dwa sezony). Mianowicie, na kubku był wyeksponowany przede wszystkim herb klubu.

Kubek ten oczywiście zabrałem do pracy (tak samo jak robię ze wszystkimi kubkami zdobytymi w trakcie chomiczej profesji), gdzie budził pewną konfuzję wśród innych Pracowników (padło nawet pytanie, czy ten herb Legii z literą P to nie jest herb Polonii), do czasu aż kubek został zastąpiony kolejnym, również zdobytym w trakcie chomiczej profesji.

Mecz
 
 

Po 22 z 26 kolejek A-klasy, gr. Warszawa III sytuacja wyglądała następująco - Kosa Konstancin znajdowała się na 7. miejscu z dorobkiem 31 punktów... czy też może powinienem napisać znajdował się? Klub został założony jako szkółka Romana Koseckiego, znanego też jako Kosa, więc wydaje mi się, że mamy tutaj podobny casus jak bydgoskiego Zawiszy, czy jarocińskiego Jaroty. No więc, Kosa Konstancin znajdował się na 7. miejscu z dorobkiem 31 punktów - bez żadnych szans na awans, za to z szansami na wpadnięcie do strefy barażowej (nad którą miał 6 punktów przewagi). 3 miejsca niżej plasowała się Przyszłość, która miała na koncie 3 punkty mniej od Kosy, co oznaczało już tylko 3 punkty przewagi nad strefą barażową. A więc ten mecz był jeszcze o coś.

Z początku gra była dość wyrównana - to Kosa miał pierwszą groźną sytuację, kiedy w 6. minucie bramkarz Przyszłości odbił na róg strzał Bartosza Trzewika po jego solowej akcji lewym skrzydłem (w ogóle, piłkarz ten swoimi rajdami sprawiał zdecydowanie najwięcej problemów gospodarzom). Minutę potem Przyszłość wyprowadziła kontrę, a Cyprian Kucicki obronił strzał w długi róg Mateusza Najdera. Kapitan Przyszłości nie był w tej sytuacji skuteczny, jednak w ciągu następnych kilkunastu minut... skompletował klasycznego hat-tricka. Najpierw w 12. minucie wykorzystał sytuację sam na sam. Parę minut później w wyniku pressingu włoskiej drużyny trafiła do niego nieco przypadkowo odbita piłka i pokonał on z bliska Kucickiego. W 22. minucie Kucicki co prawda obronił sytuację kolejną sytuację sam na sam z Najderem, jednak minutę później Najder przy dość biernej postawie obrońców pokonał go z bliska po raz trzeci, a trener Kosy krzyczał do swoich piłkarzy Panowie, po co wy dzisiaj tutaj przyjechaliście?!.

W pierwszej połowie najgroźniejszą bronią gości były stałe fragmenty gry. W 18. minucie Kosa miał rzut wolny z ok. 25 metrów na wprost od bramki, który wykonywał Patryk Rzeszotek. Jego strzał trafił w poprzeczkę bramki - nie wiem, czy po drodze piłki dłonią nie trącił jeszcze Bartosz Michalski, ale sędzia wskazał na aut bramkowy. W 39. minucie Rzeszotek wykonywał rzut wolny w okolicach narożnika pola karnego i co ciekawe, w tej sytuacji również zdecydował się na strzał. Mierzona w okolice długiego słupka piłka wpadła Michalskiemu za kołnierz i było już tylko 3:1 dla Przyszłości. Gospodarze mogli jednak jeszcze podwyższyć prowadzenie przed przerwą za sprawą groźnego strzału głową Buzurgmehra Jusupowa - Kucicki jednak popisał się bardzo dobrą interwencją i skończyło się tylko kornerem. Co ciekawe, poza byciem piłkarzem Przyszłości, Jusupow jest jednocześnie piłkarzem futsalowej drużyny Legii, a przy okazji... był też zdecydowanie najniższym piłkarzem na boisku (166 cm), więc jeśli obrońcy Kosy dopuścili go do takiej sytuacji, to był najwyższy znak, że czas już zejść do szatni.

W drugiej połowie gra się wyrównała - akcje wyprowadzali głównie piłkarze Przyszłości, jednak nie były one na tyle groźne, żeby zasługiwały na wzmiankę. Goście z Konstancina mieli świetną sytuację na złapanie kontaktu w 78. minucie, kiedy Alan Laskowski (czy też Laskowska - tak przynajmniej jest wpisane w protokole meczowym) dostał dobrą długą piłkę i minął interweniującego na 30. metrze bramkarza Przyszłości. Wygonił się przy tym jednak nieco do boku, przez co jeden z goniących go obrońców Przyszłości zdołał mu przeszkodzić przy strzale z kilkunastu metrów w kierunku pustej bramki i skończyło się jedynie rzutem rożnym. Parę minut później wynik meczu został ustalony - gospodarze wyprowadzili kontrę, która przekształciła się w bezwładną kopaninę na linii pola karnego Kosy i kiedy już wydawało mi się, że kontra została zniweczona, nagle sytuację wyjaśnił Kacper Ślązak, który oddał niesygnalizowany strzał w kierunku dłuższego słupka bramki Kosy. Zaskoczony Kucicki nawet nie interweniował w tej sytuacji. Ostatecznie gospodarze wygrali 4:1 i oddalili się na w miarę bezpieczną odległość od strefy barażowej.

next  prev