glownachomikmapatrocinytags
Wymakracz Długosiodło - Kurpik Kadzidło 5:5 (1:2)
07.05.2023, 16:00
Stadion Leśny Długosiodło
Keeza.pl klasa okręgowa, grupa: Ciechanów-Ostrołęka
Widzów: ~100-130
Cena biletu: - (mecz niebiletowany)
       

Dziś mam do zaoferowania relację z meczu jedynie klasy okręgowej, który jednocześnie można nazwać derbami drużyn o wyjątkowo oryginalnych i sympatycznych nazwach. Piłkarze obydwu drużyn na pewno wzięli sobie do serca ciężar gatunkowy tego spotkania i zafundowali widzom prawdziwy roller-coaster.

Dotarcie na mecz
 

Osobie niezmotoryzowanej wcale nie tak łatwo dostać się do Długosiodła - prawdę mówiąc, nawet nie wiem, czy zatrzymuje się tu jakiś PKS. W każdym razie, rozglądając się po GoogleMaps znalazłem dość ciekawą okazję - otóż należało dojechać pociągiem Kolei Mazowieckich do stacji Przetycz (ale to tylko nazwa stacji, bo miejscowość nazywała się akurat Stare Bosewo), a następnie przejść 3 kilometry lasem wzdłuż gminnej drogi prowadzącej do Długosiodła. I właśnie ten plan wcieliłem w życie. O 13:25 wsiadłem w pociąg Kolei Mazowieckich relacji Warszawa Wileńska - Tłuszcz, skąd z kolei o 14:07 odjeżdżał pociąg w kierunku Ostrołęki przez Przetycz. Po drodze mijałem m.in. Wyszków - jeden z moich do tej pory niezrealizowanych celów groudhoppingowych (za każdym razem gdy próbuję sobie zaplanować tam podróż, akurat okazuje się, że pociąg odjeżdża stamtąd np. zaledwie 7 minut po końcowym gwizdku, a kolejny 2 godziny później). Zgodnie z planem, o godzinie 14:53 wysiadłem na stacji Przetycz - nie wiem, czy nie byłem jedyną osobą, która wysiadła tam z pociągu.

Później udałem się w stronę stadionu, idąc poboczem gminnej drogi - nie było to co prawda specjalnie bezpieczne, jednak nie miałem chyba innego wyboru. Dopiero kiedy jeden z lokalnych kierowców opieprzył mnie przy pomocy klaksonu, zorientowałem się, że chyba w takim razie istnieje jakaś bardziej bezpieczna droga dla pieszych i rzeczywiście, po jakimś czasie okazało się, że wzdłuż drogi biegnie przyzwoita leśna ścieżka (na swoją obronę powiem, że ścieżka ta początkowo wiodła jakimś łukiem przez las i dopiero później zakręciła z powrotem w kierunku drogi, tak że mogła mi się ukazać). W końcu, doszedłem do Długosiodła i idąc nieco naokoło uliczkami dotarłem do Stadionu Leśnego. Niestety, nie miałem już czasu zaliczyć związanej z miejscem kulturówki (kościół św. Rocha, pomnik Kościuszki, itp.).

Stadion
 

Stadion Leśny w Długosiodle - brzmi bardzo majestatycznie, zresztą element lasu na pewno się zgadza, bo przyjemny widok drzew mamy tu właściwie z każdej strony stadionu. Niestety, jeśli chodzi o sam obiekt, moje wrażenia były dość nijakie, ponieważ był znajdowała się na nim cała kompilacja rozwiązań, za którymi niezbyt przepadam.

Murawa jest niestety sztuczna, ale największym mankamentem jest fakt, że od trybuny oddziela ją bieżnia - a na ten moment nawet nie bieżnia, a pas piaskowego nieużytku (ale rzeczywiście, wygląda na to, że docelowo będzie tu bieżnia) - wraz z dodatkowym zbyt szerokim chodnikiem powoduje to, że odległość od trybuny do linii bocznej boiska wynosi aż 16,5 metra. Główna trybuna stadionu liczy łącznie 240 miejsc (trzy rzędy zielonych i żółtych krzesełek). Trybunka ta jest niestety bardzo niska (część osób wolała oglądać mecz z drugiej strony boiska, zza płotu, gdzie teren był nieco podniesiony względem murawy), a dodatkowo część jej miejsc jest odgrodzona, ponieważ wydzielono je na sektor gości. W przypadku dzisiejszego meczu kwestia sektora gości wyglądała tak, że pojedynczy goście z Kadzidła pojawili się na pikniku z gospodarzami, a w otwartej klatce gości zasiadło trochę kibiców gospodarzy. Czyli nie dość, że sektor gości się nie przydał (choć oczywiście rozumiem, że dla świętego spokoju zawsze trzeba jakiś wydzielić), to jeszcze jego wysokie ogrodzenie przesłaniało wydarzenia w jednym z narożników boiska.

Na stadionie nie ma też niestety tablicy wyników, ale w tym przypadku na szczęście ratował nas spiker stadionowy. Na plus należy zaliczyć fakt, że na stadionie znajduje się sztuczne oświetlenie - co prawda wygląda ono na raczej szkoleniowe, jednak wydaje mi się, że 500 lx w zupełności wystarczy, by rozgrywać spotkania na 7. poziomie rozgrywkowym po zmroku. Dość specyficznym rozwiązaniem jest fakt, że szatnie znajdują się w kontenerkach, z których na murawę idzie się jakieś 100 metrów.

Atmosfera
 

Dzisiejszy meczyk nazwałem mianem derbów drużyn o oryginalnych nazwach. Klub z Długosiodła swoją nazwę wziął od rzeki Wymakracz, która przepływa przez tę miejscowość, z kolei sympatyczna nazwa klubu z Kadzidła wynika z faktu, że miejscowość ta jest istotnym punktem regionu kurpiowskiego. Obydwa kluby łączy również fakt, że ich barwami są żółty i zielony - z tego powodu goście zagrali w czarno-białych barwach a la Polonia Warszawa.

Dzisiejszy mecz zgromadził na oko nieco ponad stu widzów; wliczam tu również tych kibiców, którzy oglądali dzisiejszy mecz zza ogrodzenia ze względu na zakazy stadionowe słabą widoczność z właściwej trybuny stadionu. Ktoś może powiedzieć, że setka widzów to bardzo niewiele, ale biorąc pod uwagę, jaki odsetek mieszkańców wsi pofatygował się na dzisiejszy mecz, można powiedzieć, że był to lepszy wynik niż na Legii czy na Lechu.

Oczywiście te wszystkie ciekawostki przytaczam w tej sekcji dlatego, że niewiele jestem w stanie napisać o samej atmosferze. Z Długosiodła nie przywiozłem niestety żadnej materialnej pamiątki - nie było ani biletów, ani żadnych plakatów, a będąc na stadionie, nie pytałem nikogo o żadne gadżety, bo odpowiedź i tak zapewne byłaby przecząca (na trybunie nie dojrzałem żadnego szalika klubowego - poza paroma szalikami gości z Kadzidła). Przez większość meczu na trybunach dominowała atmosfera koneserska. Jedyną osobą, która próbowała zaprowadzić dziś w tym miejscu klimat kibicowski był jeden z przyjezdnych, który raz na jakiś czas wykrzykiwał różne hasła, swoją inspirację czerpiąc m.in. z Warszawy i Gdańska:

Ole-ole, ole-ola i tylko Kurpik, Kurpik z Kadzidła!
My chcemy gola! Hej, Kurpik, my chcemy gola!
Kurpik, Kurpiku nasz! Pokaż nam jak w piłeczkę grasz!
Kurpik jest nasz! Bo Kurpik do nas należy...

Osobiście najbardziej urzekła mnie ta ostatnia piosenka, ponieważ biorąc pod uwagę jej oryginalne brzmienie, wstawienie tam nazwy Kurpik w zasadzie nie miało żadnego sensu. Na kilkanaście minut przed końcem (wskutek wspaniałego come-backu gospodarzy którzy odrobili 3 gole w 3 minuty) uaktywnili się również kibice gospodarzy, którzy zaczęli śpiewać dość standardowe rzeczy, takie jak Wymakracz, jesteśmy z Wami!, Jeszcze jeden!, czy po prostu wykrzykując nazwę klubu Wymakracz Długosiodło! (a propos nazw klubów, raz również zaskandowali oni Legia Warszawa!).

Mecz
 

Przed dzisiejszym meczem, po 22 kolejkach sytuacja w mazowieckiej klasie okręgowej, grupie Ciechanów-Ostrołęka była następująca - Kurpik był na 7. miejscu (na 16 możliwych) z 33 punktami, z kolei Wymakracz znajdował się na miejscu przedostatnim, mając na koncie 17 oczek. Niemniej, gospodarze byli mocno podbudowani faktem, że w poprzedniej kolejce zremisowali oni na własnym boiskiem z liderującą Wkrą Bieżuń. Ciekawostką jest fakt, że tamto spotkanie zakończyło się wyjątkowo ciekawym i niespotykanym wynikiem, a mianowicie... 5:5.

Od początku meczu było widać pewną jakościową różnicę między drużynami - gra odbywała się raczej na połowie Wymakracza, Kurpik lepiej też operował piłką. Najpierw obie drużyny zagroziły sobie wrzutkami (strzały głową z odległości zaledwie kilku metrów zarówno #12 z Wymakracza, jak i #3 z Kurpika były niecelne), a w 13. minucie zaczęło się strzelanie - piłka trafiła do Pawła Magdaleńskiego (nie wiem, czy w tej sytuacji nie był na spalonym), a ten w sytuacji sam na sam pokonał bramkarza gospodarzy strzałem w dług róg. W 21. minucie Paweł Drózd (obrońca Wymakracza) stracił w dość głupi sposób piłkę na własnej połowie na rzecz Kacpra Pabicha, po czym ratował się faulem. Skończyło się to żółtą kartką oraz rzutem wolnym, który został ciekawie rozegrany - krótkie podanie na skrzydło i centrostrzał, który trafił jedynie w poprzeczkę. W 27. minucie miała miejsce kolejna groźna akcja gości - po wrzutce Pabich bardzo dobrze przyjął piłkę w polu bramkowym i oddał strzał w krótki róg, który obronił Jakub Borczon. Kolejna wrzutka w 31. minucie była już zabójcza - po lekkim zamieszaniu strzałem w długi róg prowadzenie gości podwyższył na 2:0 Przemysław Śnietka. I choć niewiele wskazywało, że gospodarze mogą tego dnia o coś powalczyć, w 43. miucie po bardzo dobrze rozegranej akcji Marek Rytelewski wystawił piłkę do Kamila Iwańskiego, a ten z bliska pokonał bramkarza. Gol do kontenera szatniowego szatni dawał nadzieję gospodarzom, bo do przerwy było zaledwie 1:2.

Mimo to, 2. połowa wyglądała podobnie do pierwszej - w 56. minucie goście mogli (tak by się wydawało) zamknąć mecz, ale po podręcznikowej kontrze jakoś udało im się spalić ostatnie podanie. Żeby było śmieszniej, napastnik Kurpika, który otrzymał owo podanie, nie trafił z 4 metrów do pustej bramki (a przynajmniej z tego śmiali się kibice, bo na chorągiewkę nikt nie zwrócił uwagi). 4 minuty później miała miejsce kolejna groźna sytuacja gości, ale nikt nie doszedł do piłki, którą chyba Daniel Dworecki zagrał wzdłuż pustej bramki. Przewaga Kurpika była bardzo widoczna, aż w 62. minucie miała miejsce dziwna sytuacja, gdy Karol Antoszewski (kapitan gości) otrzymał dwie żółte kartki w przeciągu kilkunastu sekund - jedną, dyskusyjną, za faul, a drugą chyba właśnie za dyskusje.

Gospodarze ruszyli więc do ataku... i w przeciągu pięciu minut dostali dwa gongi. Najpierw w 65. minucie jeden z Kurpików wyciągnął w sytuacji sam na sam Borczona w kierunku narożnika pola karnego, a następnie wystawił na pustaka Magdaleńskiemu (nie było tu spalonego?), a ten trafił do bramki. Następnie, w 69. minucie po kolejnej sytuacji sam na sam i dobrej obronie Borczona z bliska dobił Łukasz Staśkiewicz. Znów miałem wątpliwości, czy nie było tu spalonego, zresztą liniowy początkowo go pokazał, ale po minutowej konsultacji (zastanawiam się, co właściwie ona wniosła, bo przecież nie była to konsultacja z VAR) sędziowie uznali tę bramkę. 1:4, totalna deklasacja.

Wymakracz ruszył więc rozpaczliwie do odrabiania strat i co ciekawe... udało mu się to, choć niewiele na to wskazywało. W 77. minucie Arkadiusz Borowy (co ciekawe, grający trener) po solowej akcji zmniejszył rozmiary porażki strzałem w długi róg. Minutę później Bartłomiej Kolankiewicz oddał strzał z dystansu, który Cezary Sieniawski jakoś wpuścił do bramki (nie była to najlepsza interwencja). Aż wreszcie, kolejną minutę później wrzutka Filipa Ciacha trafiła do totalnie odpuszczonego w polu karnym Iwańskiego, który z bliska trafił po ziemi w krótki róg między nogami bramkarza. Wymakracz w 3 minuty odrobił 3 gole!

Po wyrównaniu Wymakracz znów oddał inicjatywę, przez co doszło do paru groźnych sytuacji, a w 88. minucie Kurpik znów wyszedł na prowadzenie za sprawą Staśkiewicza. Goście mogli zamknąć mecz w doliczonym czasie gry, kiedy jeden z obrońców Wymakracza wystawił graczowi Kurpika piłkę (!), ale ten przegrał pojedynek sam na sam z Borczonem. Oczywiście, byłoby to bardzo smutne, gdyby po tak spektakularnej remontadzie Wymakracza skończyło się ostatecznie porażką gospodarzy. Na szczęście, w jednej z ostatniej akcji meczu, po ladze w pole karne Damian Roguszewski odebrał piłkę obrońcy (nakładką, ale nieważne) i z bliska wyrównał stan gry.

Odrobienie w 3 minuty z dość frajerskiego 1:4 na 4:4, gol wyrównujący w ostatniej minucie meczu, drugi mecz z rzędu zakończony wynikiem 5:5. Wymakracz napisał w ciągu ostatniego tygodnia ciekawą i budującą historię - taką, która... jest możliwa chyba tylko w okręgówce.

next  prev