 |
Nadnarwianka Pułtusk - Amator Maszewo 1:0 (0:0)
15.04.2023 13:30 13:40
MOSiR Pułtusk
Decathlon 5. liga mazowiecka, gr. I
Widzów:
150-200
Cena biletu:
- (mecz niebiletowany)
| |
Wiekopomna chwila - Chomik po raz pierwszy relacjonuje mecz V ligi! W całkiem ciekawym miejscu i przeciwko zespołowi o całkiem ciekawej nazwie, która jest jedną z moich ulubionych.
| | Dotarcie na mecz |
    |
Oczywiście nieraz zdarzyło mi się już relacjonować na łamach tej strony spotkania na 6. poziomie rozrywkowym rozgrywkowym - ale po raz pierwszy zdarzyło mi się, że odbywały się one pod szyldem V ligi , stąd właśnie wiekopomność tej chwili. Coś takiego jak piąta liga występuje jedynie w trzech województwach - wielkopolskim, małopolskim i właśnie mazowieckim. W przypadku województwa mazowieckiego, wykwitła ona w MZPN-owskiej drabince ligowej dość niedawno, bo latem 2022. Nie wiem, jak zareagowali na ten fakt piłkarze KTS Weszło, którzy w sezonie 2021/22 pewnie wygrali swoją klasę okręgową i tym samym awansowali do nowoutworzonej V ligi (czyli awansowali z 6. poziomu rozgrywkowego na 6. poziom rozgrywkowy).
Ze względu na to, że w Pułtusku niestety nie ma stacji kolejowej, do miasta musiałem wybrać się autobusem (podróże autobusem są mniej ekscytujące niż podróże koleją; poza tym, w autobusie jest ciasno i zawsze w pobliżu mnie znajdzie się ktoś pijany lub jedzący śmierdzące jedzenie, podczas gdy w pociągu mi się to nie zdarza). O 10:10 wsiadłem w autobus relacji Warszawa Zachodnia - Olsztyn i o 11:35 wysiadłem na Dworcu Autobusowym w Pułtusku. Z racji tego, że do pierwszego gwizdka były jeszcze dwie godziny, zacząłem sobie zwiedzać miasto. Ku mojemu zdziwieniu, było tu co oglądać - jest przyzwoite Stare Miasto, brukowany Rynek (najdłuższy w Europie), wieża ratuszowa z XVI wieku, Zamek, a jeśli ktoś nie lubi zabytków, to może ukontentuje go ławeczka urodzonego w Pułtusku Krzysztofa Klenczona (a przy okazji, dopiero teraz doczytałem w Internecie, że jest to ławeczka grająca - nie wiem, na czym to polega, ale gdybym to wiedział wcześniej, spróbowałbym ją odpalić). Po zapoznaniu się z głównymi atrakcjami Pułtuska, udałem się na arenę dzisiejszego spotkania.
| | Stadion |
    |
    |
Areną dzisiejszego spotkania był Stadion MOSiR Pułtusk. Jest to dość malowniczy jak na okręgówkę obiekt, z wieloma autorskimi rozwiązaniami. Przede wszystkim, na uwagę zasługuje główna trybuna, całkiem oryginalna samoróbka połączona z budynkiem klubowym. Trybuna liczy łącznie 140 miejsc siedzących (czerwone krzesełka), które są porozmieszczane w sposób dość nieregularny - szczególnie dziwne wrażenie ma się siedząc w najwyższym rzędzie krzesełek, który jest umieszczony na zbyt niskim betonowym stopniu, przez co siedzi się na nim niemal w kucki . Jest to jednak częściowo zrekompensowane przez fakt, że można się wtedy oprzeć o znajdującą się za tym rzędem balustradę. Trybuna jest zadaszona w bardzo porządny sposób, tzn. dach podparty jest z tyłu, dzięki czemu żadne kolumny/filary nie przeszkadzają widzom w delektowaniu się szóstym poziomem rozgrywkowym. Za krzesełkami na szczycie trybuny znajduje się jeszcze przestrzeń, z której kilkunastu kibiców może oglądać mecz w całkiem dobrych warunkach na stojąco.
Naprzeciwko głównej trybuny znajduje się duzo mniej okazała trybuna odkryta, na której znajduje się pięć (przeważnie pięć, bo różnie z tym bywa) rzędów niebieskich krzesełek. Trybuna ta jest dość płaska, co jest dużym problemem biorąc pod uwagę, że na stadionie znajduje się niestety bieżnia. Nie dość, że w ogóle jest, to jeszcze na dodatek jest ona brzydka, bo żużlowa (choć z drugiej strony, dzięki temu jest nieco węższa niż powinna być - gdyby to był tartan, zapewne mielibyśmy tu 8 torów i jeszcze dodatkowo rozbieg do skoków w dal).
Na stadionie nie uświadczymy niestety tablicy wyników , ale muszę przyznać, że dostrzegłem na nim inny element, który na pewno zasługuje na opisanie w tej sekcji. Przy trybunie głównej znajduje się bowiem bardzo dziwna, wysoka na parę metrów metalowa konstrukcja rodem z PRL-u, które przeznaczenie nie jest mi do końca znane. Pierwszą moją hipotezą jest to, że jest to totalnie niepraktyczna (bo świecąca tylko w górę) latarnia, która jest tak źle skonstruowana, że aż dobudowano do niej metalowe schodki, żeby jakiś serwisant mógł mieć do niej dostęp. Drugą hipotezą - że jest to coś w stylu znicza olimpijskiego, obok którego znajduje się ciasne podium, będące w stanie pomieścić kilku zawodników. Ta druga hipoteza jest całkiem sensowna, biorąc pod uwagę, że na latarni/zniczu jest dospawane pięć kółeczek tworzących symbol z flagi olimpijskiej (ale sztos, 100-procentowy klimat PRL-u!). Piękna rzecz, naprawdę.
| | Atmosfera |
    |
    |
Dzisiejsze V-ligowe widowisko skusiło jakichś 150 (a może nawet 200) widzów, z czego większość zasiadła na głównej trybunie stadionu. Co do owej głównej trybuny, dominował na niej klimat piknikowy... ale na szczęście nie muszę opisywać, co jakiś emeryt krzyknął w stronę murawy w 20. minucie meczu, a kiedy piłkarze byli oklaskiwani, ponieważ za atmosferę odpowiadała grupa kibiców zgromadzona na przeciwko, na trybunie odkrytej (a o nich będzie w kolejnych akapitach). Wspomnę więc o innych rzeczach, których doświadczyłem, będąc na trybunie.
Mecz nie był niestety biletowany, ale udało mi się przywieźć z Pułtuska materialną pamiątkę - otóż przed meczem kierownik (albo inna osoba funkcyjna) chodził po trybunie i rozdawał najprawdziwsze programy meczowe. Owszem, była to tylko obustronnie zadrukowana kartka A4 zgięta na pół, ale wyglądało to bardzo profesjonalnie. Program był wydrukowany w kolorze, a zaprezentowany na jednej ze stron skład pokrywał się z tym, który wystawił tego dnia Paweł Zacharski. Pamiątek do zgarnięcia z Pułtuska było więcej - spiker zachęcał bowiem do zakupu cegiełek, które przy okazji uprawniały do wzięcia udziału w przerwie meczu w losowaniu nagród. Do wygrania była piłka Kipsta (w końcu, to jest Decathlon V Liga ), voucher do pułtuskiej restauracji oraz dawna koszulka meczowa Nadnarwianki. Ja wolałem jednak nie brać udziału w losowaniu, obawiając się, że wygram piłkę lub voucher, z którymi później nie wiedziałbym co zrobić.
OK, a więc skupmy się na młynku gospodarzy ulokowanym na trybunie odkrytej. Grupa kilkunastu nastolatków prowadziła dość dobry doping (jak na tę liczbę osób), a piosenki były dość zróżnicowane... choć wiadomo, że większość była po prostu skopiowana z Żylety. Większość kibiców z młynka miała na sobie szaliki (choć część to były po prostu szaliki Legii), mieli też z sobą skromny bęben, w akompaniamencie którego wyśpiewywali różne piosenki. Śpiewali takie hasła jak Nadnarwianka Pułtusk! , Ja kocham Pułtusk! O-ooo! , My chcemy gola! Hej, Pułtusk, my chcemy gola! , Niepokonany jest nasz MKS kochany! (MLKS nie pasuje do żadnej przyśpiewki). Z innych piosenek, dość długo katowali oni stosunkowo nowy hicior z Ł3, która w wydaniu pułtuskim brzmiała mniej więcej następująco: Gdybym jeszcze raz miał narodzić się, to za Nadnarwiankę oddam życie swe! Ole, ole! Ole, ole! Le-ole, ole-o! Le-ole, ole!
Poza tym, kibice pozdrawiali swoją zgodę, czyli GKP Targówek, a także Legię , choć akurat Nadnarwianka wcale nie nie ma z nią zgody. Kibice zaśpiewali też inną piosenkę, w przypadku której nazwa Nadnarwianka wyjątkowo dobrze pasowała do melodii: Nadnarwianka, tylko Nadnarwianka! Dzisiaj Pułtusk czeka na zwycięstwo Twe!
W drugiej połowie zobaczyliśmy również oprawę. Przygotowując się do jej zaprezentowania, kibice z młyna przez całą przerwę nadmuchiwali różnokolorowe balony (niebieskie, żółte i czerwone), jednak były one marnej jakości i do właściwej prezentacji oprawy dotrwał zaledwie ich ułamek. W końcu, ok. 66. minuty kibice ruszyli z prezentacją oprawy (zgrali się wprost idealnie ze strzelającym gola Nico Woutersem) - odpalili oni kolorowe świece dymne i zaczęli śpiewać (chyba znowu Gdybym jeszcze raz miał urodzić się... , ale już nie pamiętam), machając balonami (a przynajmniej tymi, które przetrwały 20 minut drugiej połowy). Byłem bardzo zadowolony, że drugą połowę oglądałem właśnie z trybuny odkrytej, stąd mogłem zobaczyć oprawę z bliska (choć prawilnie należałoby jej zrobić zdjęcie raczej od frontu, a nie bokiem).
| | Mecz |
    |
    |
Mecz planowo miał rozpocząć się o godzinie 13:30. Miałem wszystko dobrze odmierzone - tuż po końcowym gwizdku miałem udać się na Dworzec Autobusowy, skąd o 15:34 miał odjeżdżać autobus relacji Przasnysz - Warszawa Zachodnia... a dzięki mojemu dobremu rozplanowaniu wycieczki miałem jeszcze jakieś 10 minut buforu czasowego. O godzinie 13:28 sędzia Karolina Bojar-Stefańska wyprowadziła piłkarzy na murawę (zupełnym przypadkiem trzy tygodnie wcześniej również oglądałem sędziowany przez nią mecz... i to aż w Tczewie - dobrze, że nikt z obecnych tego nie wiedział, bo mógłbym zostać uznany za jakiegoś psycho-fana), piłkarze pozdrowili kibiców, liniowi sprawdzili chorągiewkami siatki, czyli generalnie odbyły się standardowe, rutynowe czynności. Niespodziewanie jednak jeden z liniowych odkrył... dziurę w bocznej siatce bramki, taką wprost idealną dla Andre Schürrle. Na początku meczu mieliśmy więc trochę komicznych obrazków prosto z niższych lig - najpierw osoba funkcyjna podsadziła na barana bramkarza gospodarzy, który próbował zaplątać siatkę. Następnie ktoś przyniósł krzesełko, dzięki czemu inna osoba funkcyjna z klubu sama wzięła sprawy w swoje ręce i przywiązała nimi siatkę do słupka. Mecz rozpoczął się z 10-minutowym opóźnieniem, co oznacza, że cały swój bufor czasowy zużyłem na oglądanie kierownika wchodzącego na krzesełko oraz bramkarza wchodzącego na kierownika.
W końcu, piłkarze mogli z 10-minutowym opóźnieniem rozpocząć grę. Niestety dla widzów, pierwsza połowa nie stała na zbyt wysokim poziomie. Tak naprawdę jestem w stanie wskazać trzy stosunkowo groźne sytuacje, jakie miały miejsce w jej trakcie, wszystkie autorstwa Nadnarwianki. W 3. minucie jeden z piłkarzy gospodarzy posłał dobrą długą piłkę do Tomasza Bobowskiego, którego jednak minimalnie ubiegł bramkarz gości, Tomasz Gorczyca, który wybiegł poza pole karne i wybiciem zażegnał niebezpieczeństwo. W 21. minucie piłka w polu karnym dość przypadkowo trafiła do Nico Woutersa, a napastnik gospodarzy strzelił tylko w boczną siatkę. W 39. minucie spektakularny rajd lewym skrzydłem przeprowadził Maciej Ostrowski, następnie wbiegł w pole karne i padł na murawę, próbując tu chyba wymusić karnego - piłka trafiła jednak jeszcze do Macieja Towarka, jednak jego strzał obronił bramkarz gości. I to by było na tyle, jeśli chodzi o pierwszą połowę. Spiker, który w przerwie zapraszał kibiców na losowanie nagród, stwierdził wprost, że są niemałe szanse, że przyniesie ono większe emocje niż pierwsza połowa meczu .
Druga połowa stała na tylko odrobinę wyższym poziomie niż ta pierwsza. Znów zarejestrowałem jedynie parę groźnych sytuacji, które tym razem mieli goście. W 53. minucie jeden z piłkarzy Amatora oddał mocny strzał z dystansu, który bramkarz gospodarzy (Łukasz Wilczewski) odbił na rzut rożny. Ogólnie, piłkarze Amatora grali w drugiej połowie nieco bardziej otwarcie, co zemściło się na nich w 66. minucie - Nadnarwianka wyprowadziła kontrę, Otulak dograł do Woutersa, a ten w sytuacji sam na sam pokonał Gorczycę. Amatorzy z Maszewa byli najbliżsi wyrównania w 84. minucie meczu - po wrzutce w pole karne zbyt blisko piłkę wypiąstkował Wilczewski, przez co piłka dotarła do Bartłomieja Dębickiego, który w tej sytuacji trafił tylko w słupek. Parę minut później (ok. 86.-87. minuty) musiałem niestety ulotnić się ze stadionu (podobnie zresztą jak w przypadku poprzedniego spotkania w Piasecznie), aby zdążyć na mój autobus powrotny do Warszawy. Na szczęście, żadna bramka już nie padła i tym samym nic nie przegapiłem.
|
| |
| |
  
|
|