 |
TME UKS SMS Łódź - Śląsk Wrocław 3:2 (3:0)
24.09.2022 11:00
Łódź, stadion Widzewa
Ekstraliga kobiet
Widzów:
~150
Cena biletu:
- (mecz niebiletowany)
| |
Po 2,5 roku przerwy znów relacjonuję mecz piłki nożnej kobiet - w roli głównej tym razem Mistrzynie Polski z UKS SMS.
| | Dotarcie na mecz |
    |
Wycieczkę do Łodzi zaplanowałem sobie z pewnym wyprzedzeniem, stawiając na rozwiązanie niskobudżetowe, czyli autobus Flixbus relacji Warszawa Zachodnia - Praha Florenc przez Łódź Fabryczną. Z dworca autobusowego Warszawa Zachodnia wyjechałem o godzinie 7:10, czytając w drodze wciągającą książkę o Edzie Geinie. Na dworcu Łódź Fabryczna pojawiłem się zgodnie z planem ok. godziny 9:00, co oznacza, że do meczu miałem jeszcze 2 godziny. Udałem się więc na niewielkie zwiedzanie, które rozpocząłem właśnie od dworca Łódź Fabryczna. Jest to bowiem miejsce wyjątkowe - dworzec jest absurdalnie przestronny i jak na razie absurdalnie pusty. Zdaję sobie sprawę, że jest on inwestycją w przyszłość, ponieważ za jakieś 2-3 lata, gdy uda się połączyć tę stację tunelem z Łodzią Kaliską/Żabieńcem, coś się tutaj w końcu ruszy, ale jak na razie cały dworzec jest surrealistycznie opustoszały, a ten stan utrzymuje się od co najmniej 2017 roku, bo wtedy go po raz pierwszy zobaczyłem. Ciężko mi opisać ten bezmiar przestrzeni, w którym można zaobserwować jedynie parę sklepików/kawiarni i kilkudziesięciu podróżnych. W każdym razie, polecam każdemu spacer po tym miejscu.
Po opuszczeniu dworca Łódź Fabryczna przeszedłem na teren słynnej EC1 (co ciekawe, pomimo tego, że jest to centrum Łodzi, pomiędzy dworcem a EC1 znajduje się 100 metrów totalnego nieużytku) gdzie się trochę pokręciłem, a następnie udałem się w stronę... stadionu Widzewa. Pomimo tego, że UKS SMS Łódź ma swój własny stadion (i to chyba całkiem fajny), akurat tego dnia mecz odbywał się na Widzewie. O ile dobrze zrozumiałem insiderskie informacje uzyskane z pierwszej ręki od jednego z kibiców, na stadionie UKS SMS aktualnie przenoszona jest trybuna/murawa, dlatego też mecz również przeniesiono - w inne miejsce. I to nie na jakieś pierwsze lepsze boczne boisko (które, nie oszukujmy się, pomieściłoby wszystkich zainteresowanych widzów), a właśnie na 17-tysięczny stadion Widzewa.
Gdy doszedłem do samego stadionu, zaczepił mnie tam jeden z przechodniów, który poprosił mnie o zrobienie mu zdjęcia na tle stadionu. Kiedy już poszedł, było mi trochę głupio, że nie wpadłem na to, by poinformować go, że za godzinę odbędzie się tu mecz i można będzie wejść do środka całkowicie za darmo (niestety, mecz nie był biletowany).
| | Stadion |
    |
Jak już wspomniałem, mecz został rozegrany nie byle gdzie, a na stadionie Widzewa, na głównej płycie. Z racji tego, że miałem okazję opisać już stadion na al. Piłsudskiego w poście z cyklu Retrochomik (jest to cykl, w ramach którego wspominam mecze mające miejsce jeszcze przed założeniem przeze mnie tej strony) dot. meczu Widzew - ŁKS Łomża, nie ma chyba większego sensu, żebym się na jego temat rozpisywał (poza tym, można go raz na dwa tygodnie zobaczyć w telewizji w trakcie meczów Ekstraligi kobiet Ekstraklasy).
Muszę jednak powiedzieć, że takie wydarzenie jak dzisiejsze to dośc duża gratka dla kogoś z zajawką groundhopperską - możliwość pochodzenia sobie totalnie za darmo (choć osobiście wolałbym za to zapłacić i otrzymać jakiś bilet do kolekcji) po w zasadzie pustej trybunie C i oglądania ciekawego meczu z właściwie dowolnej perspektywy. Bo kobieca piłka nożna jest dość ciekawa i nie rozumiem, dlaczego frekwencja na meczach jest tak marna.
| | Atmosfera |
    |
Jak już zdążyłem wspomnieć, frekwencja na meczu nie była zbyt imponująca - na obiekt na al. Piłsudskiego zawitało jakieś 150 osób; po prostu, zainteresowanie kobiecą piłką nie jest w naszym kraju zbyt wysokie. Pomimo tego, dzisiejszy mecz był w sposób profesjonalny transmitowany na żywo przez TVP Sport (jeden z niewielu przypadków, w którym telewizja rządowa rzeczywiście realizuje misję społeczną) - nie wiem, jak wyglądało to w TV, ale chyba nieźle, ponieważ przed stadionem stały tiry oraz wozy transmisyjne, a na stadionie za liniami bocznymi i końcowymi znajdowały się bandy wyświetlające różne reklamy. W każdym razie, otoczka na pewno była ekstraklasowa może dlatego pikniki wolały spędzić ten dzień przed telewizorem zamiast przyjść na stadion.
Pod stadionem zjawiłem się nieco po godzinie 10., krążąc to tu, to tam i zastanawiając się, czy mecz na pewno ma się odbyć dzisiaj, tutaj i o tej godzinie. Po jakimś czasie dołączyła do mnie również para emerytów, z którą zaczęliśmy rozprawiać na tematy futbolowe, aż w końcu przy wejściu na trybunę zjawił się również kierownik drużyny UKS SMS (albo jakaś osoba funkcyjna), aby nas powiadomić, że chętnie by nas już wpuścił, ale w wyniku małego zamieszania jeszcze nikt nie dostarczył mu kluczy. W końcu, mniej więcej o godzinie 10:30, zostaliśmy wpuszczeni na stadion, a ja zacząłem po nim buszować i fotografować wszystko, co popadło. W końcu zasiadłem na trybunie, wśród niezbyt imponującej grupy widzów. Sam spiker na kilka minut przed pierwszym gwizdkiem wypowiedział słowa Czekamy jeszcze na publiczność, może zjawi się więcej niż na ostatnim meczu .
I rzeczywiście, widzowie gromadzili się też po pierwszym gwizdku, w sumie uzbierało się ok. 150 osób. Niektóre osoby miały na sobie niebieskie barwy UKS SMS, ale niestety, na meczu nie była prowadzona żadna sprzedaż gadżetów (być może, gdyby mecz był rozgrywany na oryginalnym stadionie SMS-u, byłoby w tej kwestii inaczej). Na meczu pojawiło się też kilka osób z Wrocławia, w tym jeden gość, który miał na sobie koszulkę Śląska - dość ciekawy widok, biorąc pod uwagę, że byliśmy na stadionie Widzewa. Za doping odpowiadała głównie grupa ok. 10-letnich dziewczynek, które były wyposażone m.in. w trąbki, bęben oraz pompony do kibicowania. Nie do końca co prawda ogarniały, w jaki sposób wygrywa się na bębnie rytmy, ale parę razy udało im się porwać za sobą publikę (w drugiej części meczu funkcję bębniarza przejął jeden z rodziców, więc poszło nieco sprawniej). Wyśpiewywano standardowe rzeczy, takie jak Kto wygra mecz? SMS! Kto? SMS! Kto? SMS , czy też SMS, Mistrzem jest! . Ogólnie, było bardzo fajnie.
| | Mecz |
    |
Przed tym meczem faworytem były gospodynie - może nie tak zdecydowanym jak sugerowałby dotychczasowy bilans po 5 kolejkach (5-0-0, 18:0), ponieważ spośród poważniejszych rywalek miały na rozkładzie jedynie Czarne Czarnych Sosnowiec, ale gdybym miał postawić 2 ziko, to moim typem byłoby 1 .
Nieoczekiwanie to gościnie miały pierwszą stosunkowo groźną okazję - w 12. minucie Klaudia Adamek (siostra Kamila, napastnika, który kilka lat temu grał w Ekstraklasie w barwach Podbeskidzia i Korony) dostała podanie i choć mogłaby chyba wyjść sam na sam z Oliwią Szperkowską, zdecydowała się na strzał z ok. 20 metrów, który bramkarka UKS SMS spokojnie obroniła. Później to gospodynie zaczęły kreować sytuacje - w 24. minucie po wrzutce Nadii Krezyman Dominika Kopińska oddała strzał głową w słupek. Dwie minuty później Łodzianki wyszły na prowadzenie - prawym skrzydłem aż pod linię końcową pociągnęła Klaudia Jedlińska, po czym wycofała do Kopińskiej, która oddała strzał na bramkę Moniki Sowalskiej. Bramkarka Śląska obroniła ten strzał, ale odbijając piłkę do boku - tam czyhała już Anna Rędzia, która z bliska wbiła ją do bramki nad interweniującą wślizgiem Małgorzatą Kordą. W 32. minucie było już 2:0 - Kopińska zagrała przed pole karne do Ernestiny Abambili, która wypuściła w sam na sam Annę Rędzię, a ta pokonała Sowalską po raz drugi. W 37. minucie Rędzia mogłą skompletować hat-tricka klasycznego po bezpośrednim wkręceniu z kornera, ale Sowalska przeniosła ten strzał nad bramką. W doliczonym czasie pierwszej połowy Sowalska obroniła strzał z ostrego kąta (to była Rędzia albo Kopińska), odbijając piłkę na rzut rożny. Na niewiele się to zdało, ponieważ po wrzutce z kornera Jedlińskiej Kopińska podwyższyła wynik na 3:0 strzałem głową w długi róg. Idealny gol do szatni, bo bezpośrednio po tym zagraniu sędzia Angelika Gębka odgwizdała koniec połowy (bez wznawiania od środka).
W przerwie trener Wrocławianek dokonał zmiany na lewym skrzydle (tamtędy przechodziła w 1. połowie większość ataków UKS SMS), co trochę poukładało grę gościń. W 58. minucie piłkę na 25. metrze od bramki otrzymała Natalia Sitarz, obróciła się i przymierzyła idealnie w okienko bramki Szperkowskiej - piłka odbiła się od słupka i wpadła do bramki; było już 3:1. W 62. minucie Adamek dobrze zagrała w pole bramkowe gospodyń, ale Szperkowska pierwsza dopadła do piłki.
Później piłkarki UKS SMS miały kilka sytuacji, żeby ostatecznie zamknąć mecz - najpierw w 64. minucie Jedlińska trafiła z ostrego kąta w słupek, potem w 69. minucie jedna z Łodzianek oddała w polu karnym strzał, który dobrze wślizgiem zablokowała Korda, prawdopodobnie ratując swoją drużynę przed stratą bramki. W 79. minucie Rędzia wyszła sam na sam z Sowalską, ale bramkarka WKS-u wygrała ten pojedynek. W 86. minucie Gabriela Grzybowska w zasadzie pokonała Sowalską, ale lecącą do bramki piłkę wybiła znowu Korda, tak więc ciągle utrzymywał się wynik 3:1.
W 88. minucie piłkarki Śląska zdobyły gola kontaktowego - Adamek wbiegła w pole karne i gdy już się wydawało, że straci piłkę na rzecz Wiktorii Zieniewicz, udało jej się odegrać wślizgiem do Marceliny Buś (jestem pewien, że to była Marcelina, bo tego dnia w kadrze WKS-u znalazła się tylko jedna z sióstr), a ta podała do Katarzyny Białoszewskiej, która z bliska pokonała Szperkowską. Mieliśmy więc emocje w ostatnich minutach meczu, bo gospodynie wycofały się do obrony, a gościnie pałowały w pole karne, ale ostatecznie tym pierwszym udało się dociągnąć szóstą z rzędu wygraną.
|
| |
| |
  
|
|