glownachomikmapatrocinytags
Aalborg Boldspilklub - Brøndbyernes Idratsforening 2:1 (1:0)
21.08.2022 18:00
Aalborg Portland Park
3F Superligaen
Widzów: 8.754
Cena biletu: 155 DKK (Voksen, Complea Tribunen)
             

Kontynuacja duńskiej wycieczki - nadal ekstraklasa, ale tym razem w mieście Aalborg. Przeciwnikiem słynne Brøndby Kopenhaga IF.

Dotarcie na mecz
 
 

Z racji tego, że mecz w Aalborgu stanowił kontynuację mojej duńskiej wycieczki (poprzednim jej punktem był mecz FC Midtjylland), do Aalborga dojechałem z innego miasta na literę Aa, czyli z Aarhus. Pomimo tego, że jestem wielkim fanem kolei, nie zdecydowałem się na podróż pociągiem - biorąc pod uwagę duńskie ceny, w zupełności wystarczył mi ten jeden kurs koleją na trasie Herning - Aarhus. Do Aalborga dojechałem więc opcją bardziej odpowiednią dla kieszeni Polaka, czyli Flixbusem. Podróż Flixbusem wiązała się z pewnymi standardowymi niedogodnościami, m.in. faktem, że autobus był opóźniony. W końcu jednak doczekałem się na swojego Flixbusa - co ciekawe, był on relacji Warszawa - Aalborg, a jego tablica rejestracyjna wskazywała na Grodzisk Mazowiecki. Przywitałem się z kierowcą słowami Dzień dobry i ulokowałem się wśród zmordowanych całonocną podróżą pasażerów.

Aalborg to bardzo ciekawe portowe miasto - znajduje się ono nad fjordem, który oddziela Półwysep Jutlandzki od północnej części Danii, zwanej ponoć Nørrejyske Ø (występujące w tej nazwie samotne Ø jest słowem, którym w języku duńskim określa się... wyspę). Do Aalborga przyjechałem o godzinie 9:15, co oznacza, że do pierwszego gwizdka miałem jeszcze prawie 9 godzin. Przemierzyłem więc miasto wzdłuż i wszerz, oglądając ładne kamienice, krzywe szachulcowe domki, wycieczkowiec stojący w porcie (naprzeciwko niego na asfalcie był wysprayowany napis CRUISING TOWARDS CLIMATE CATASTROPHE), nieczynną gorzelnię (biorąc pod uwagę smak akvavitu, żadna to strata), mosty zwodzone, przystań dla jachtów, nowoczesną dzielnicę wybudowaną na nabrzeżu, operę, dworzec kolejowy... ogólnie, obskoczyłem wszystko, co tylko się dało. Bardzo intensywnie poszukiwałem przekąski o nazwie Fischbrötchen, ale niestety to bardzo popularne w Szlezwiku-Holsztynie danie chyba nie dało rady przekroczyć duńsko-niemieckiej granicy. Ciekawostką jest też fakt, że w tak turystycznym miejscu w ogóle nie mogłem znaleźć żadnych standardowych pamiątek, takich jak magnesiki, dzwonki czy nawet pocztówki (OK, dość miernie wyglądające pocztówki w końcu udało mi się znaleźć w sklepie 7-Eleven pozdro Czesław). W końcu, po kilku godzinach zwiedzania zameldowałem się w hotelu, a następnie udałem się pieszo na oddalony od niego o jakieś 2,5 kilometra stadion Aalborg Portland Park.

Stadion
 
 

Jak juz zdążyłem wspomnieć - stadion nosi nazwę Aalborg Portland Park. Tu każda z trybun na stadionie ma swojego własnego sponsora, podobnie jak w Herning (ogólnie, w niniejszym poście będzie bardzo dużo odniesień do relacji z poprzedniego meczu). Sponsorami trybun zabramkowych są Spar Nord oraz 3F, z kolei trybun położonych wzdłuż linii bocznej - Complea oraz A. Enggaard (sprawdziłem - jest to nazwa prywatnej firmy, a nie np. jakiejś legendy Aalborg BK z lat 50.). Podobnie jak w Herning, trybuny zabramkowe mają dość prostą konstrukcję i znajdują się na nich głównie miejsca stojące - dotyczy to całej trybuny zachodniej , a jeśli chodzi o trybunę wschodnią, to tylko część zajmowana przez gości jest stojąca (znajdujący się obok piknik już ma krzesełka). Wydało mi się dość dziwne, że trybuny zabramkowe chyba w ogóle nie są chronione piłkochwytami - może wynika to po prostu z poziomu ligi duńskiej (za to sektor gości otoczony był siatką, mającą zapobiegać wrzucaniu na murawę przedmiotów). Trybuny położone wzdłuż linii bocznych są nieco bardziej złożone w swojej konstrukcji od tych zabramkowych; są one dwupoziomowe i całe pokryte krzesełkami, a na górnym poziomie trybuny sponsorowanej przez A. Enggaard znajdują się również loże VIP. Cały stadion jest zadaszony, a nad nim górują 4 maszty oświetleniowe (czyli... znów jak w Herning).

Stadion liczy ok. 9000 krzesełek i podobnie jak w przypadku Herning, jego oficjalna pojemność jest zróżnicowana. W przypadku meczów krajowych jego oficjalna pojemność to ok. 14 tysięcy miejsc, z kolei w trakcie meczów międzynarodowych spada ona do zaledwie 10,5 tysiąca - jak rozumiem, dotyczy to meczów w ramach rozgrywek, które nie uznają czegoś takiego jak miejsca stojące i na trybunach zabramkowych instalowane jest dodatkowe 1,5 tysiąca krzesełek. Na stadionie znajdują się dwa porządne telebimy (ulokowane w pobliżu narożników boiska), na których w trakcie meczu wyświetlane są wszystkie wydarzenia boiskowe... włącznie z wszystkimi powtórkami. Dlaczego był to problem, opiszę w kolejnych sekcjach.

Atmosfera
 
 

Jeśli chodzi o atmosferę na stadionie, najłatwiej chyba będzie mi po prostu podlinkować relację z poprzednio obejrzanego meczu w Herning. Bo w Aalborgu w zasadzie wszystko odbywało się tak samo - po jednej stronie stadionu znajdował się młyn gospodarzy, a z drugiej strony sektor gości wypełniony po brzegi kibicami w prawie jednolitych strojach (tak samo jak w Herning, kibice zapełnili swój sektor już na pół godziny przed pierwszym gwizdkiem). Obydwie grupy już w trakcie rozgrzewki dopingowali trenujących bramkarzy oraz wyśpiewywali okrzyki wraz z piłkarzami/trenerami, którzy dyrygowali poprzez odpowiednie wymachiwanie rękami. W trakcie meczu wytrwały, ciągły doping z obydwu stron, niezależnie od wyniku spotkania, a po końcowym gwizdku całkowity spokój - kibice w żółtych koszulkach wracali ze stadionu tymi samymi ścieżkami co kibice w czerwonych barwach (przed meczem też całkiem spokojnie - dość powiedzieć, że szukając swojego wejścia, skierowałem się przypadkowo do sektora gości, a powstrzymał mnie dopiero steward). Tak samo jak w przypadku wczorajszego meczu, zakupiłem sobie bilet przez Internet, ale bez problemu uzyskałem w kasie materialną kopię na pamiątkę. Ten akapit to w zasadzie kopiuj-wklej z relacji z poprzedniego dnia.

Przed stadionem znajdują się różnego rodzaju stoiska, na których można zakupić różne pamiątki - na jednym z nich zakupilem sobie niezbyt tani kubek termiczny, bo akurat innych nie udało mi się znaleźć (bardzo podobny do tego zakupionego dzień wcześniej w Herning, produkowany chyba przez tę samą firmę), a na drugim szalik. Pomiędzy stoiskami znajdowała się mini-scena, na której jakiś zespół rockowy umilał kibicom oczekiwanie na mecz (swoją drogą, chyba to samo widziałem też w Herning na Midtjylland). Po wejściu na stadion kupiłem sobie na stoisku gastronomicznym napój Faxe Kondi, a następnie zasiadłem na dość pustej jeszcze wtedy trybunie. Miałem lekki problem ze znalezieniem swojego miejsca, ponieważ były one numerowane w absurdalny sposób - po jednej stronie sektora były numery nieparzyste, a po drugiej parzyste. Może będzie to bardziej zrozumiałe, jak przedstawię to w następujący sposób:

1, 3, 5, 7, ..., 29, 31, 33, 32, 30, 28, 26, ..., 8, 4, 2, 1

Tak jak na stadionie Midtjylland, także i na moim sektorze większość krzesełek należała do karneciarzy, a każdy z nich miał na przypisanym do siebie miejscu naklejkę ze swoim imieniem i nazwiskiem (a co z RODO, pytam się?). Moje miejsce akurat nie było objęte karnetem, za to po mojej prawej znajdowały się co najmniej 4 krzesełka, na które karnety wykupiło... ZOO w Aalborgu (o, czyli są w Aalborgu jeszcze jakieś atrakcje, których jeszcze nie widziałem). Byłem bardzo ciekawy, czy obok mnie zasiądą tego dnia Słoń Piłkarski, Żyrafa Piłkarska, Okapi Piłkarskie i Pingwin Pilkarski, ale tego dnia krzesełka pozostały puste. Z innych ciekawostek, na kilkanaście minut przed pierwszym gwizkiem mecz zaczął zapowiadać konferansjer, który stał na murawie w czerwonym garniturze i był wyświetlany na żywo w telebimie - w tym czasie po murawie buszowała z kolei klubowa maskotka (chyba niedźwiedź). Wszystko to było bardzo sympatyczne. W oczy wpadł mi również dość nietypowy fakt, że na zabramkowej trybunie piknikowej (obok sektora gości) kibice gospodarzy powywieszali na barierce za sektorem swoje szaliki. Nie mam pojęcia, jak oni później ogarniali, który jest czyj.

Mecz
 

Nazwy duńskich klubów piłkarskich wyglądają tak pięknie, że aż nie mogłem się powstrzymać przed przytoczeniem ich w pełnej formie w nagłówku tego posta (Aalborg Boldspilklub - Brøndbyernes Idratsforening). Aczkolwiek, standardowe nazwy klubów też wyglądają całkiem spoko (Aalborg BK - Brøndby IF), najfajniejszy jest zaś skrót często stosowany w przypadku piłkarzy z Aalborga, czyli AaB.

Jeśli chodzi o sytuację obydwu drużyn w tabeli, piłkarze AaB zamykali stawkę, mając na koncie zdobyte 2 punkty i 3 bramki w pierwszych 5 meczach. Brøndby legitymowało się nieco lepszym bilansem, czyli 2-0-3, co dawało po 5 kolejkach 6 punktów. Co jednak najważniejsze, piłkarze Brøndby niecały miesiąc temu pokonali w eliminacjach LKE Pogoń Szczecin aż 4:0 (zespół z czołówki polskiej Ekstraklasy!!!1!), co sprawiało, że w moich oczach to goście byli faworytem tego spotkania (Pogoń jest taka mocna - sam widziałem jak w lutym pokonali Zagłębie!). Choć oczywiście, jako Chomik, liczyłem na gospodarzy.

Mecz rozpoczął się bardzo ciekawie, ponieważ już w 1. minucie jeden z piłkarzy Aalborga przejął piłkę na 25. metrze od bramki Brøndby, po czym zagrał do Allana Sousy, który trafił w słupek. Piłkarze AaB mieli jednak kolejną sytuację w 10. minucie i tym razem brazylijski pomocnik już się nie pomylił, pokonując w sytuacji sam na sam Thomasa Mikkelsena (przy okazji, mała ciekawostka - w momencie gdy piłka wpadała do bramki Brøndby, sektor gości właśnie śpiewał jakąś dłuższą piosenkę i nie ucichł nawet o decybel). W 16. minucie piłkarze Aalborga mogli podwyższyć prowadzenie, ale po świetnej wymianie podań między pogubionymi obrońcami BIF Anosike Ementa strzelił obok bramki. W 20. minucie piłkarze Brøndby mieli swoją pierwszą okazję - w polu karnym do piłki doszedł Daniel Waas, ale zamiast wrzucać, zdecydował się na strzał z ostrego kąta w okienko bramki, co Josip Posavec spokojnie wyłapał (gościom do statystyk wpadł pierwszy strzał celny, ale trener BIF był wyraźnie niezadowolony). I do końca pierwszej połowy było to właściwie na tyle, jeśli chodzi o groźne sytuacje. Do przerwy wynik meczu AaB - BIF wynosił 1:0.

W drugą połowę lepiej weszli piłkarze gości - w 52. minucie piłka chodziła pomiędzy piłkarzami BIF jak po sznurku, a piłka dotarła w polu karnym do Kvistgaardena, którego wolej został zablokowany; również z woleja dobijał Schwartau, ale jego strzał minął okienko. Za to w 58. minucie gościom udało się wyrównać za sprawą właśnie Kristgaardena. Ciekawostką jest fakt, że w duńskiej ekstraklasie nie ma co prawda VAR, za to w trakcie meczów pokazywane są kibicom dokładne powtórki sytuacji bramkowych. I tak, pół minuty po tym jak sędzia Kjaersgaard-Andersen zaliczył gola dla BIF, cały stadion zobaczył na telebimie, że piłkarz, który asystował w tej sytuacji Kristgaardenowi sam był wcześniej na lekkim spalonym, co spowodowało na trybunach totalny kociokwik (skoro już jesteśmy przy telebimie, bardzo urzekł mnie fakt, że w momencie gdy któryś z piłkarzy leżał na murawie, na telebimie wyświetlano reklamę firmy medycznej FYSIO Danmark).

Tego dnia graczy gości interesował chyba tylko remis, bo od tego momentu właściwie już tylko piłkarze AaB kreowali groźne sytuacje. W 60. minucie Anosike Ementa znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem gości i po starciu z nim padł na murawę. Sędzia uznał to za symulkę napastnika gospodarzy i nagrodził ten wyczyn żółtą kartką. Po kilkunastu sekundach na telebimy wjechała zaś powtórka, która wyraźnie wskazywała, że Mikkelsen jednak zahaczył w tej sytuacji Ementę i gospodarzom należał się rzut karny... na trybunach oczywiście znów rozległ się totalny harmider, a kibice z młynu Aalborga zaczęli rzucać w pole karne gości jakieś losowe przedmioty. Obydwie te sporne sytuacje nie były co prawda ewidentne i prawda wychodziła jednoznacznie dopiero na powtórkach, ale... jak można jednocześnie uniemożliwiać sędziom korzystanie z powtórek i wyświetlać je od razu kibicom? W 68. minucie piłkarze Aalborga znów mieli sytuację sam na sam - a konkretnie Iver Fossum. Norweg niepotrzebnie jednak skrócił kąt (zwykle takie sformułowanie odnosi się do bramkarza, ale tym razem to właśnie napastnik sam z siebie wygonił się w kierunku krókiego słupka) i Mikkelsen to obronił. W 83. minucie Makarić (Aalborg) znalazł się z piłką na 5. metrze w polu karnym i pomimo tego, że miał na plecach obrońcę BIF, jakoś udało mu się obrócić i oddać strzał... i jakoś też udało mu się przestrzelić. W końcu jednak piłkarze AaB dopięli swego, bo po wrzutce w pole karne piłkę do bramki skierował w 87. minucie Matthias Ross Jensen. Gospodarze dociągnęli całkiem zasłużone prowadzenie do końca meczu i mogli się cieszyć pierwszymi w tym sezonie trzema punktami.

next  prev