glownachomikmapatrocinytags
Tłoki Stal Gorzyce - Azalia Wola Zarczycka 6:2 (2:1)
14.05.2022 11:00
Stadion GOSiR w Gorzycach
podkarpacka klasa okręgowa, gr. Stalowa Wola
Widzów: 100-150
Cena biletu: 8 zł (normalny)
       

Czy pamiętacie klub piłkarski o nazwie Tłoki Gorzyce? Ależ oczywiście - każdy szanujący się kibic polskiej kopanej powinien mieć tę nazwę wyrytą głęboko w swoim serduszku. Co prawda w Gorzycach nie produkuje się już tłoków (Tłoki zostały przetopione na Stal - dobry tekst, do którego prawa autorskie ma mój kolega, K.), przez co klub uznał za stosowne skorygować swoją szanowną nazwę, ale tak czy siak - 10-letni ja bardzo by się ucieszył słysząc, że za 20 lat zobaczy na żywo mecz w Gorzycach.

Dotarcie na mecz
 

Dotarcie na godzinę 11:00 do miejscowości znajdującej się na trasie Stalowa Wola - Sandomierz nie jest prostym przedsięwzięciem logistycznym, dlatego też postanowiłem sobie nieco ułatwić zadanie, startując ze Świdnika (w piątek skorzystałem z zalet pracy zdalnej). O 7:07 wsiadłem w szynobus relacji Zamość - Lublin Główny; w Lublinie przesiadłem się w szynobus relacji Lublin Główny - Rzeszów Główny, który odjeżdżał o 7:46. Zaczytując się w ciekawą książkę, którą otrzymałem na Gwiazdkę (Niezwykły świat przedwojennego futbolu), dotarłem do stacji Stalowa Wola Rozwadów o 9:26.

Zgodnie z moim planem, w Rozwadowie miałem wsiąść do busa, który jechał z centrum Stalowej w stronę Gorzyc, ale pojawił się pewien problem. Bus zgodnie z rozkładem zatrzymywał się przy Rynku w Rozwadowie, ale miejsce to było totalnie rozkopane i nie wyglądało na to, żeby miał tędy przejeżdżać jakikolwiek transport zbiorowy. Co więcej, rynek był rozkopany od dawna, ale ani w jego okolicy, ani w Internetach nie natrafiłem na żadną informację o tym, żeby w związku z tym nastąpiła jakaś modyfikacja trasy busa. Zacząłem więc krążyć po okolicy licząc na to, że natknę się na przejeżdżającego busa i zatrzymam go. Około godziny 10:10 zorientowałem się, że ten plan nie wypalił i zacząłem obmyślać alternatywne opcje - aż w końcu uzmysłowiłem sobie, że za jakieś 20 minut z dworca autobusowego w Stalowej odjeżdża kolejny bus. Było to co prawda 3 kilometry od Rozwadowa, ale stwierdziłem, że dobry futbol wymaga poświęceń, stąd udałem się szybkim truchtem w stronę dworca. Spociłem się jak dzika świnia, ale na szczęście (i na nieszczęście współpasażerów) zdążyłem na mój transport. Na mecz dotarłem z zaledwie 10-minutowym opóźnieniem (po drodze zbierając jeszcze plakat zapraszający na dzisiejszy szlagier).

Stadion
 

Stadion Stali to całkiem spory miszmasz różnych elementów. Główna trybuna to dobrze utrzymana oldschoolowa metalowa (a nawet stalowa) konstrukcja pamiętająca jeszcze szlagiery na drugim poziomie rozgrywkowym. Jedyną różnicą względem tamtych lat są nowe krzesełka, które układają się w biały napis STAL na niebieskim tle. Trybuna jest zadaszona, co ma swoje plusy dodatnie i plusy ujemne - wadą zadaszenia jest fakt, że z przodu podtrzymuje je pięć metalowych słupów, które lekko przeszkadzają w odbiorze meczu. Trybuna obejmuje jednak tylko jedną połowę boiska i nawet nie sięga do linii środkowej. Dalej znajduje się bowiem nieduży budynek klubowy, gdzie położone są szatnie, stanowisko spikera i takie tam. Od frontu budynku znajdują są dwa niewielkie sektory z czterema rzędami estetycznych krzesełek, tym razem w kolorze białym. Idąc dalej, po drugiej stronie budynku jest jeszcze jeden sektor - odkryta, nieco zdezelowana trybuna bez krzesełek, którą oddziela od boiska ogrodzenie przypominające rozwiązania stosowane w sektorach gości - nie wiem, czy jest ona wykorzystywana właśnie w charakterze sektora gości, w każdym razie, tego dnia zasiadali tam bardziej zagorzali kibice Stali. No i jest jeszcze wyłączona z użytku (chyba wyłączona) trybuna zabramkowa. Wygląda ona właściwie tak samo jak trybuna główna, tyle że po odjęciu zadaszenia i krzesełek (bo sama konstrukcja jest taka sama) oraz zaniedbana.

Wszystkie te elementy dodane do siebie dają oficjalną pojemność 3000 miejsc, z czego 1850 to miejsca siedzące. Poza tym, na stadionie mamy m.in. przyzwoitą tablicę wyników - tzn. nic specjalnego, można wyświetlić na niej wynik oraz czas, ale fajnie, że zamiast napisu GOSPODARZE - GOŚCIE mamy napis STAL - GOŚCIE oraz herb Stali. Poza tym, na stadionie mamy przyzwoitą murawę z nawodnieniem, przyzwoite nagłośnienie i piłkochwyty. W razie gdyby ktoś nie chciał płacić 8 PLN za bilet (a, właśnie, mecze są biletowane, co mi się bardzo podoba), może obejrzeć mecz zza ogrodzenia, widoczność jest nietragiczna.

Atmosfera
 

Pierwsze, co rzuca się w oczy po przyjściu na stadion, to pokryta bardzo fajnymi grafami budka z biletami. Niestety, poza biletami nie można w niej nic kupić (żadnych kubków ani tego typu rzeczy), ale jak się ładnie poprosi, można tam dostać pamiątki w postaci... też biletów, ale nie byle jakich. Otóż w moje chomicze łapki wpadły prawdziwe bilety na mecz Tłoków Gorzyce z czasów II ligi! (co ciekawe, w tamtych czasach wjazd na trybunę zabramkową kosztował 5 PLN, a na lepszy sektor - 10 PLN).

Atmosfera na głównej trybunie była piknikowa - nie mam tu za bardzo nic ciekawego do powiedzenia, dobre akcje były nagradzane oklaskami, kontrowersje były kwitowane jakimiś okrzykami w stronę boiska, np. gdy któryś z emerytów stwierdzi, że lepiej widział ze swojego miejsca czy był spalony niż biegający po boisku liniowy (co prawda liniowy nie miał zbyt sportowej sylwetki, ale dawał radę). Ewenementem był przypadek, kiedy jeden z piłkarzy gości tłumaczył się ze swojego zagrania kibicowi domagającemu się dla niego żółtej kartki (nie kryje się za tym żaden eufemizm, całkiem kulturalnie mu to wytłumaczył). Ogólnie, atmosferę na mojej trybunie najlepiej charakteryzuje zdanie Na trybunie dziadki wpierdalają czekoladki!, które wygłosił donośnie jeden z kibiców stojących przy barierce w okolicach chorągiewki (przy czym, akurat tamta grupka kibiców też nie zrobiła za wiele, by odpiknikować dzisiejszą atmosferę).

Ale była jeszcze jedna trybuna - ta znajdująca się po drugiej stronie budynku klubowego, gdzie zebrała się bardziej kumata grupa kibiców. Co prawda zbierali się oni dosyć wolno, ponieważ fakt rozgrywania meczu o 11 w sobotę (podpowiadam - to nazajutrz po piąteczku) nie sprzyjał punktualności, ale już w drugiej połowie mogli ruszyć z dopingiem. Układ stadionu powoduje, że jego akustyka jest nie najlepsza i bardziej wyraźnie słyszałem fale dźwiękowe odbijające się od znajdującego się po przeciwleglej stronie boiska blaszanego ogrodzenia (co prawda wspomniałem, że mecz można oglądać również zza płotu, ale żeby nie było aż tak łatwo, na znacznym jego odcinku wzdłuż linii bocznej boiska mamy ścianę z blachy falistej) niż te rozchodzące się bezpośrednio z sektora kibiców, zza budynku klubowego. Niemniej, coś tam udało mi się zasłyszeć - m.in. piosenkę chyba identyczną jak ta kibiców Stalówki:

My, ZKS Stal, zna Nas cały kraj!
Za Stal, za ZKS, pójdziemy aż po życia kres!

Na koniec dośpiewywana była chyba jeszcze linijka Mielec kurwa, tak jest!, ale to mogło mi się pomieszać. Za to na pewno były bluzgi na Wisłę - tę z Sandomierza oczywiście. Poza tym, uświadczyliśmy jeszcze m.in. okrzyki Stal, Stal, ZKS! Stal, Stal, ZKS! oraz pewną piosenkę, podczas której jeden kibic coś intonował, a reszta dopowiadała chórem Hej!, przy czym, tutaj fale dźwiękowe odbite od blachy były już dla mnie totalnie nieczytelne.

Mecz
 

Nie jestem wybitnym florystą, ale całkiem dobrze kojarzyłem, że Azalia to nazwa kwiatu. Jest to dość nietypowa nazwa dla drużyny (skądinąd, całkiem sympatyczna - z całym szacunkiem, ale Orłów, Sokołów i innymi mocarnych ptaków jest już na polskiej mapie aż do porzygu) i poza zespołem z Woli Zarczyckiej, w całej Polsce nosi ją jeszcze tylko jedna drużyna... grająca w znajdującej się zaledwie kilka kilometrów dalej Brzozie Królewskiej. O ile dobrze wyczytałem w Internetach, kluby te wzięły nazwę od znajdującego się w okolicy rezerwatu przyrody Kołacznia, gdzie wspomniana roślina sobie rośnie. W tych okolicach operuje również lokalny przewoźnik Azalia-Trans, którego busami zresztą przyjechali na dzisiejszy mecz piłkarze gości.

Wracając do samego przebiegu meczu, Stal objęła prowadzenie w 10. minucie za sprawą Grzegorza Szymanka. Miło, że piłkarze poczekali z bramkami na moje przybycie, ale mogli wytrzymać jeszcze minutę, ponieważ dopiero wchodziłem na trybunę i nie dojrzałem jak właściwie wyglądał ten gol. Następne sytuacje śledziłem jednak dość uważnie. W 18. minucie Azalia miała dobrą sytuację, ale strzał z bliska Soboty piętą (!) minął bramkę Stali. W 21. minucie Albrycht (bramkarz Azalii) wybronił na refleks strzał w krótki róg swojej bramki, a w 30. minucie obronił niezły strzał z rzutu wolnego Kwiatkowskiego w długi róg bramki (obok muru). W międzyczasie został też dość nieelegancko sfaulowany przy próbie wznowienia gry wykopem i co ciekawe, chyba bez konsekwencji w postaci żółtej kartki dla gracza Stali. W 32. minucie musiał jednak skapitulować po raz drugi w tym meczu, ponieważ po pinballu w polu karnym piłka trafiła do Kwiatkowskiego, który oddał dobry strzał z woleja w długi róg. Goście złapali kontakt w 39. minucie, kiedy sytuację sam na sam z Kuszajem wykorzystał Sypek. Pod koniec pierwszej połowy Stal miała jeszcze dwie groźne okazje - najpierw Szymanek mając zaledwie 4 metry do bramki oddał strzał prosto w Albrychta, a minutę później turlającą się do pustej bramki piłkę zdążył wybić stoper Azalii. Do przerwy było tylko 2:1.

Druga połowa zaczęła się od sytuacji, która ustawiła już resztę meczu. W 49. minucie ostatni obrońca Azalii (Paweł Florek - podaję imię, ponieważ w Azalii grało dwóch piłkarzy o tym nazwisku) zatrzymał nieprzepisowo przed polem karnym napastnika Stali, a sędzia ukarał go czerwoną kartką. Przy okazji, na niewiele się to zdało pozostałym piłkarzom Azalii, ponieważ do stojącej piłki podszedł Kwiatkowski i trafił idealnie w okienko bramki strzeżonej przez Albrychta. Od tej pory rozpoczął się, jak powiedziałby trener Łazarek, pojedynek gołej dupy z batem. Stal wyprowadzała z rozmachem kontry, a poprzestawiana linia obrony gości nie mogła tego ogarnąć - jak również bramkarz, który w charakterze ostatniego obrońcy zaliczał bardzo niepewne wyjścia poza swoje pole karne. W 57. minucie Szymanek wyminął na linii pola karnego Albrychta, a następnie powracającego obrońcę i skierował piłkę do bramki. W 72. minucie bramkarz Azalii zaliczył jeszcze gorsze wyjście z bramki, ponieważ zakończyło się ono zgraniem spod chorągiewki na środek pola karnego, gdzie do pustaka trafił Kwiatkowski, wygrywając z Szymankiem wyścig o skompletowanie hat-tricka. Jednak 4 minuty później również i Szymanek skompletował hat-tricka - i to nie byle jak, bo inteligentnym lobem w okienko bramki z ok. 20 metrów (piłka odbiła się jeszcze od słupka). Na pocieszenie, w 89. minucie Sypek strzelił swoją drugą tego dnia bramkę dla Azalii, sprawiając, że wynik, który poszedł w świat (2:6), nie wyglądał aż tak źle.

next  prev