glownachomikmapatrocinytags
Start Krasnystaw - Powiślak Końskowola 0:2 (0:0)
03.05.2022 11:00
Stadion Miejski w Krasnymstawie
hummel 4. liga lubelska
Widzów: ~250
Cena biletu: 10 zł (trybuna Kryta)
       

Każdy, komu zdarzyło się w życiu spożywać jakiś nabiał, zapewne kojarzy nazwę Krasnystaw - ale nie każdy wie, gdzie ta miejscowość się znajduje. A to zaledwie 40 kilometrów w linii prostej od mojego domu.

Dotarcie na mecz
 

Tak jak napisałem we wstępie - Krasnystaw w linii prostej znajduje się w ok. 40 kilometrów od Świdnika (miejscowość, z której pochodzę i gdzie znajduje się mój dom rodzinny - to chyba oczywiste, że skoro mieszkam w Warszawie, sam z Warszawy nie jestem). Dlatego też do Krasnegostawu (nigdy nie rozumiałem właściwości języka polskiego polegającego na możliwości odmiany rzeczownika składającego się z przymiotnika i rzeczownika... jak przymiotnik i rzeczownik) udałem się przy okazji odwiedzin u rodziców w trakcie długiego weekendu majowego.

Muszę powiedzieć, że mam bardzo tolerancyjnych rodziców. Internety są co prawda pełne ckliwych opowieści o rodzicach, którzy zaakceptowali, że ich dzieci są homoseksualne/ transseksualne i takie tam - ale to wszystko blaknie przy fakcie, że moi akceptują mój popęd do niższych lig piłkarskich, a Tata podwiózł mnie nawet w dzień wolny na stację kolejową, żebym mógł sobie o 7:47 pojechać pociągiem na 4. ligę lubelską. Moim pociągiem był szynobus relacji Lublin Główny - Jarosław, prawdziwy Włóczęga Wschodu dla hardkorowych fanów kolei - 5,5 godziny wycieczki krajoznawczej, momentami niemal wzdłuż granicy polsko-ukraińskiej. Wspaniała trasa - aż szkoda, że wysiadłem zaledwie w Krasnymstawie.

Co prawda nie popchnie to akcji do przodu, ale muszę napisać, że nieopodal mnie siedziała dziewczyna, która głośno trajkotała swojemu towarzyszowi podróży wszystko, co jej przyszło do głowy - w pewnym momencie objaśniła mu nawet zawiłości terminologii hentai i czym jest yuri, a czym jest yaoi. Myślałem, że tylko ja wiem, co znaczą te słowa.

Punkt 9:00 dojechałem do stacji Krasnystaw Miasto - do meczu miałem jeszcze całe 2 godziny, dlatego też zacząłem zwiedzać okolicę. Najpierw udałem się na spacer wzdłuż Wieprza (poruszałem ten temat przy okazji relacji z Trawnik - dlaczego, wbrew pięknej polskiej tradycji, żaden klub piłkarski z miejscowości leżącej nad Wieprzem nie zdecydował się na przyjęcie nazwy na cześć swojej rzeki?), następnie udałem się na Rynek, popatrzyłem na dość znany zespół klasztorny i kiedy zorientowałem się, że słowa mojego Taty o Krasnymstawie były prawdziwe (Jestem w Krasnymstawie co miesiąc i nic ciekawego tam nie ma), skierowałem się w stronę stadionu.

Stadion
 

Stadion Miejski w Krasnymstawie, co prawda nie im. Marszałka Piłsudskiego, ale leżący przy ulicy Piłsudskiego, to wbrew pozorom, bardzo ciekawy obiekt. Składa się on z dwóch trybun - południowej i północnej, znacznie się od siebie wzajemnie różniących (południowa nazywa się Odkryta, a północna - Kryta). Trybuna północna to tak naprawdę budynek klubowy, w którym znajdują się m.in. biuro, szatnie, mała hala sportowa i sala konferencyjna (Napis na drzwiach prowadzących do salki był wydrukowany piękną czcionką Comic Sans), a na pięterku znajdowało się wyjście na zadaszoną trybunę, na której znajdowały się 3-4 rzędy żółtych krzesełek. Trybuna ta zapewniała odpowiednią widoczność, ale ze względu na prażące słońce ostatecznie zdecydowałem się na oglądanie meczu z trybuny południowej. Ogólnie, kursowałem między trybuną południową i północną jak dzika małpa i dopiero po meczu (czytając treść zerwanego plakatu zapraszającego na mecz) zorientowałem się, że cena biletów różniła się w zalezności od zajmowanej trybuny. Na szczęście, zakupiłem bilet w droższej taryfie (na Krytą), tak więc przynajmniej nikogo nie oszukałem. Ale za każdym razem gdy łaziłem z trybuny południowej w stronę północnej, mogłem wydawać się postronnym kibicom niesamowitą cebulą, która najpierw zapłaciła 8 PLN za wejście na trybunę Otwartą, a następnie przemieściła się na Krytą, zaoszczędzając tym samym całe 2 PLN.

Jak już zostało to mimochodem wspomniane, naprzeciw trybuny północnej - Krytej, znajduje się trybuna południowa - Odkryta. Architektonicznie różni się ona znacznie od tej Krytej - o ile Kryta to pewnego rodzaju improwizacja, czyli tak naprawdę budynek klubowy z krzesełkami, to trybuna Odkryta to po prostu standardowa trybuna stadionowa licząca na oko jakieś 1500 miejsc (krzesełka na trybunie są w barwach czerwono-niebieskich). Co prawda zasiadaniu na trybunie Odkrytej nie towarzyszy aż taki splendor jak na trybunie Krytej (2 PLN robi różnicę - toż to jeden Żubr, czy inny Kustosz), ale jej główną zaletą jest fakt, ze w słoneczne dni słońce nie daje tam prosto w twarz. Dlatego też, wolałem oglądać mecz z perspektywy właśnie trybuny Odkrytej.

Konsekwencją istnienia dwóch stref biletowych - tej za 10 PLN i za 8 PLN, jest fakt, że na stadionie istnieją dwa różne wejścia i dwa różne punkty sprzedaży biletów, co jest dość dużą ciekawostką jak na piąty poziom rozgrywkowy. Poza tym, nie zdążyłem scharakteryzować paru innych podstawowych elementów stadionu - otóż znajduje się na nim bieżnia, co trochę utrudnia odbiór meczu (ale przynajmniej można po niej łazić), a także tablica wyników. Na tablicy nadrukowane są napisy GOSPODARZE i GOŚCIE i można na niej wyświetlić jedynie czas i wynik, ale tak samo jest zresztą na Avii, więc chyba nie mam powodu, żeby narzekać.

Atmosfera
 

Start Krasnystaw w całkiem poprawny sposób prowadzi swoje social media - przyznam, że te relacje z meczów oraz informacje o potencjalnych pamiątkach bardzo rozbudziły mój apetyt. Ale niestety, jak się okazało na miejscu, na stadionie nie prowadzono żadnej sprzedaży pamiątek, a kubki Startu już dawno zostały wyprzedane. Jedyne, co udało mi się wyprosić, to trochę vlepek (opłaca się czasem wyjść ze strefy komfortu i popytać tu i ówdzie). Najbardziej cieszy mnie vlepka, na której poza herbem klubowym znajduje się również herb miasta - dla postronnych osób te dwa karpie w herbie miasta (w końcu miasto nazywa się Krasnystaw) wyglądają dość... groteskowo. Przy okazji herbów, muszę powiedzieć, że herb Startu jest bardzo ciekawy, jeśli chodzi o liternictwo - o ile dobrze widzę, na herbie znajdują się Arial, Impact oraz Times New Roman. Wraz z Comic Sansem na drzwiach salki konferencyjnej mamy więc wszystkich czterech czcionkowych jeźdźców Apokalipsy razem.

Na meczu stawiło się łącznie ok. 250 osób - całkiem dobra liczba, jak na mecz 4. ligi właściwie o nic - obydwie drużyny załapały się co prawda do grupy mistrzowskiej, ale awans do 3. ligi ma się rozstrzygnąć między Lublinianką a Świdniczanką (dla postronnych to zestawienie może brzmieć dosyć śmiesznie). Na stadionie atmosfera była piknikowa, aczkolwiek uświadczyłem na trybunach nieco więcej barw klubowych niż się spodziewałem. Ba, na trybunie zawieszono nawet flagę! (jej treść nie była rewolucyjna - Start Krasnystaw 1944). Z racji tego, że nie mam zbyt dużo do napisania o dopingu na meczu, może przytoczę tutaj hymn Startu, który został odtworzony przed meczem - fajna melodia, zaaranżowana tak swojsko, zupełnie jakby grali ją strażacy z OSP na dożynkach powiatowych (tekst przeklejony ze strony lubelskapilka.pl):

Chłopcy na START!
Do boju! Po zwycięstwo!
Z wami jest siła,
odwaga oraz męstwo!
Choć każdy wie,
jak strzelać trzeba gole,
to siła tkwi
w drużynie i w zespole!
Do boju! Do boju! Do boju!
Po zwycięstwo!
Więc grajcie fair,
w otwarte grajcie karty,
jak grał nasz START,
w roku czterdziestym czwartym!
Do boju! Do boju! Do boju! Po zwycięstwo!
Hej!

W sumie, ciekawa data ten czterdziesty czwarty - spójna z datą Manifestu PKWN (nie bez powodu, tamten okres nazywany jest w końcu Polską lubelską). A tak na zakończenie tej sekcji, żeby czasem ktoś nie pomyślał, że w Krasnymstawie jest totalny piknik - w drugiej połowie Odkryta się nawet zaktywizowała i kilkukrotnie odśpiewano przyśpiewkę zagrzewającą do boju gospodarzy:

Start! Start! Krasnystaw!
Start! Start! Krasnystaw!

Mecz
 

Jak już wspomniano - dzisiejszy mecz był raczej o nic. Obydwie drużyny rozkoszowały się faktem trafienia do grupy mistrzowskiej (szczególnie Powiślak), dzięki czemu nie musiały się martwić żadnymi restrukturyzacjami 4. ligi i konsekwencjami łączenia dwóch grup 4. ligi lubelskiej w jedną. Zdecydowanym faworytem dzisiejszego meczu był Start, który bez wiekszych problemów znalazł się w grupie mistrzowskiej - w przeciwieństwie do Powiślaka, który znalazł się tam dość szczęśliwie i do tej pory zaliczył dwie porażki, w tym jedną 0:7 na stadionie w Świdniku. A jeśli kogokolwiek nurtuje pytanie, które zadawali sobie kibice na trybunie (Gdzie jest, kurwa, Końskowola?), spieszę z odpowiedzią - otóż Końskowola leży, jak wskazuje nazwa klubu, nieopodal Wisły, w powiecie puławskim.

Od początku to Start prowadził grę, a Powiślak ograniczał się do kontr. Wbrew pozorom, taktyka gości nie była taka głupia, ponieważ pierwsza naprawdę groźna akcja, jaką sobie zanotowałem, to sytuacja Drzazgi, który w 23. minucie znalazł się w sam na sam z bramkarzem gospodarzy, ale Janiak dobrze skrócił kąt i skończyło się tylko rzutem rożnym. Ten sam piłkarz w 28. minucie mógł ponownie wyjść w sam na sam, ale jego akcję w ostatniej chwili przerwał powracający ostatni obrońca Startu. W 35. minucie role się odwróciły, ponieważ to Start wyprowadził kontrę, która skończyła się strzałem na wiwat Kornela Piwki z... 5 metrów (na obronę obrońcy Startu powiem, że był on naciskany przez piłkarza Powiślaka). W 39. minucie Janiak świetnie wyjął strzał głową Prylińskiego, ale w tej sytuacji mieliśmy spalonego. W 41. minucie mieliśmy trochę czwartoligowego folkloru, ponieważ groźna akcja Startu skończyła się tym, że Kożuchowski (#2, więc pewnie obrońca, co go częściowo rozgrzesza), będąc w polu bramkowym przy linii końcowej przy próbie dogrania... sam się nabił i akcja skończyła się wznowieniem z piątego metra. W 42. minucie bardzo dobry strzał Prylińskiego w stronę okienka bramki startu wybronił Janiak. Drużyny schodziły do szatni przy wyniku bezbramkowym i co ciekawe, tego dnia to Powiślak miał więcej z gry, a najlepszym piłkarzem Startu był bramkarz.

W przerwie w szatni pewnie padło trochę męskich słów, bo piłkarze Startu wyszli na drugą połowę trochę bardziej ogarnięci. W 49. minucie w świetnej sytuacji znalazł się Aliba Antonio Lando - Coruscantczyk Angolańczyk oddał strzał po ziemi w kierunku długiego rogu bramki Powiślaka, ale ten minimalnie minął bramkę (swoją drogą... co właściwie Angolańczyk robi w Krasnymstawie?). W 55. minucie ten sam piłkarz przeprowadził świetny rajd, w trakcie którego minął paru piłkarzy Powiślaka, a następnie oddał strzał, który znowu minął bramkę. W 65. minucie Kryspin Florek (swoją drogą, nienawidzę imienia Kryspin - w liceum pomyliłem go z Krescentem, przez co odpadłem z konkursu biblijnego) przeprowadził akcję skrzydłem, po której padł strzał, który Zagórski (bramkarz Powiślaka) odbił na słupek, a następnie piłka wróciła do jego rąk. W 69. minucie miała miejsce pewna kontrowersja, ponieważ jeden z graczy Powiślaka zagrał przed własnym polem karnym ręką. Skończyło się to tylko żółtą kartką - ale dla protestującego piłkarza Startu. Trybuny zareagowały soczystymi okrzykami ty kurrrrwo!, bo rzeczywiście sędzia gwizdał stykowe sytuacje na korzyść gości, a gospodarzy karał żółtymi kartkami.

A, właśnie - przede wszystkim, dwie minuty wcześniej miała miejsce wielka kontrowersja, ponieważ Powiślak zdobył nieco wątpliwą bramkę na 1:0. Olszewski dostał w polu karnym piłkę i wykonał coś pomiędzy strzałem, a podaniem do Gila, który znajdował się w polu bramkowym - i przy okazji, na dość wyraźnym spalonym. Piłka wpadła do bramki i... no właśnie. Sędzia uznał tego gola, a kibice śledzący na smartfonach transmisję wydarli się w stronę boiska Sędzia, był spalony, mamy to na taśmie!. W sumie, mieli rację, bo Gil rzeczywiście był na spalonym. Z drugiej strony, Powiślak również ma to na taśmie, ponieważ zamieścili na jutjubku powtórkę z kamery zabramkowej, z której wynika, że Gil ostatecznie nie trącił piłki (co by się zgadzało z protokołem meczowym, gdzie bramkę zaliczono Olszewskiemu). Gol na 2:0 nie był już kontrowersyjny - Powiślak wyprowadził kontrę, w wyniku której Pryliński po solowej akcji strzałem w długi róg podwyższył prowadzenie. Koniec końców, Powiślak osiągnął niespodziewane, ale całkiem zasłużone zwycięstwo.

next  prev