glownachomikmapatrocinytags
Polonia Bydgoszcz - Wojownik Wabcz 2:2 (2:1)
02.04.2022 11:00
Stadion Miejski im. Józefa Piłsudskiego, Bydgoszcz
Keeza klasa okręgowa, gr. kujawsko-pomorska I
Widzów: 50-80
Cena biletu: - (bilet darmowy)
         

W cieniu miejscowej miejscowego Zawiszy, miejscowego Chemika, a przede wszystkim... własnej sekcji żużlowej, KP Polonia Bydgoszcz walczy o powrót do piłki na sensownym poziomie rozgrywkowym.

Dotarcie na mecz
 

Do Bydgoszcza Bydgoszczy wybrałem się w piątek, udając się na Dworzec Centralny po skończonym dniu pracy (jako niezbyt ogarnięta życiowo osoba, pracuję w korporacji w Warszawie). Trochę zaskoczyła mnie pogoda, ponieważ miałem na nogach zwykłe adidaski firmy Nike najki, a tego dnia spadło kilka centymetrów roztapiającego się śniegu - na szczęście na północy Polski nie było takich anomalii pogodowych i nie musiałem chodzić cały weekend w mokrych butach.

Mój pociąg był relacji Warszawa Zachodnia - Bydgoszcz Główna, ale i tak przed dojazdem do Centralnego zdołał złapać już 20 minut opóźnienia (no dobra, zdaję sobie sprawę, że to pewnie było skomunikowanie). Około godziny 23:30 wysiadłem na stacji Bydgoszcz Wschód, a następnie ruszyłem dziarskim krokiem ulicą Fordońską w kierunku mojego hostelu. Po przejściu dystansu 2,5 kilometra trafiłem do mojego hostelu - w którym zanocowałem specjalnie po to, żeby zdążyć na widowisko w lidze okręgowej. Następnego dnia opuściłem hostel i przeszedłem się okrężną trasą, w trakcie której zobaczyłem SISU Arenę, lodowisko Torbyd, przystanek Bydgoskiego Tramwaju Wodnego, Dworzec Autobusowy, bardzo pretensjonalny Most Uniwersytecki oraz Bazylikę pw. św. Wincentego a Paulo. Jak na miasto dość często hejtowane w Internecie, zrobiło na mnie przyzwoite wrażenie.

Stadion
 
 

Nie wiem, czy zwierzałem już się z tego na Chomiku, ale żużel jest dla mnie nieodgadnionym fenomenem. Nie chodzi nawet o to, że jest to dziwny sport, który polega na tym, że faceci na motorach jadą sobie w kułko (no i w ogóle jakim cudem Bartosz Zmarzlik pokonał w plebiscycie PS Roberta Lewandowskiego). Bardziej zastanawia mnie fakt, że polski żużel to świetnie prosperujące uniwersum, stadiony zapełniane przez tysiące kibiców, którzy mają swoje barwy, flagi... podczas gdy ja nie byłem w ogóle świadomy istnienia tego świata, bo myślałem, że żużel to dyscyplina totalnie niszowa.

A to akurat jest pierwszy raz, kiedy moja chomicza pasja tak mocno przecięła się z polskim Speedwayem - mamy tu bowiem do czynienia ze stadionem stricte żużlowym, z którego dobrodziejstw korzysta drużyna piłkarska z szóstego poziomu rozgywkowego na zasadzie komensalizmu. Na jej szczęście, boisko piłkarskie może pomieścić się wewnątrz toru żużlowego; właściwie to jest ono idealnie wpisane w wewnętrzną krawędź toru. To jest absolutnie pierwszy raz, kiedy odwiedzam stadion żużlowy... ogólnie jakikolwiek stadion, na którym piłka nożna pełni rolę drugorzędną, dlatego wysilę tu swoje zwoje mózgowe, żeby wymęczyć jakieś użyteczne spostrzeżenia.

Stadion jest takim trochę patchworkiem, ponieważ łąćzy w sobie trzy różne style. Mamy tu przede wszystkim kanciastą zadaszoną trybunę główną z zielonymi krzesełkami, trochę przypominającą tę na Stomilu, choć nieco nowszą, bardziej wygodną i bardziej funkcjonalną. Vis a vis niej znajduje się nowsza trybuna (z krzesełkami w kolorach białym i czerwonym, układającymi się w gradient), która jest jednak z kolei trybuną odkrytą. Łuki z kolei wyglądają jak typowe betonowe konstrukcje z lat 70.-80., przy czym widać, że są one nadal w użytku, ponieważ ławki są w stosunkowo dobrym stanie, a na części z tych trybun znajdują się prawdziwe krzesełka - nie mówiąc o tym, że na trybunach znajduje się infrastruktura (toalety, stoiska, itp.).

Istotnym elementem stadionu jest oczywiście tor żużlowy - niczym bieżnia, powoduje on oddalenie trybun od boiska. A nawet jest on pod tym wzgiędem gorszy od standardowej bieżni - między torem a trybuną znajduje się bowiem jeszcze pas ziemi niczyjej - nie znam się na żużlu, ale potrafię sobie wyobrazić, że jest on niezbędny do sprawnego przeprowadzenia zawodów. W każdym razie, obecność toru żużlowego sprawia, że linia boczna boiska piłkarskiego znajduje się w abstrakcyjnej odległości 32 metrów (!) od głównej trybuny stadionu. Dodatkowym negatywnym wpływem istnienia toru zużlowego na powab meczu piłki nożnej jest fakt, że tor pyli się (nie wiem, z czego składa się nawierzchnia toru żużlowego, ale zdaję sobie sprawę, że nie jest to dosłownie wielkopiecowy żużel), a znaczna część tego pyłu opada na boisko. Na plus należy ocenić z kolei, że taki tor żużlowy jest lekko welodromowaty, dzięki czemu wybite poza boisko piłki po pewnym czasie w naturalny sposób wracają w pobliże pola gry.

Na stadionie znajduje się duża tablica świetlna, ale niestety, mecz okręgówki nie był na tyle istotną okazją, żeby ją odpalić.

Atmosfera
 

Klasa okręgowa, sobota, godzina 11, temperatura 1'C i przejmujący wiatr - te wszystkie czynniki spowodowały, że mecz nie przyciągnął tłumów. Szacuję, że na meczu mogło być 50-70 osób, rozsianych po całej trybunie głównej. Jeśli chodzi o szeroko pojęty doping, oczywiście nie mam tu zbyt dużo do napisania. Poza oklaskami przy groźnych okazjach oraz golach i pojedynczymi okrzykami dzieciaków nie działo się zupełnie nic - mogłem w spokoju przysłuchiwać się rozmowie paru kibiców, którzy analizowali bieżącą sytuację w Ukrainie. Oraz dźwiękom speedwayowych motocykli, ponieważ ta nieco bardziej medialna sekcja Polonii miała właśnie trening na bocznym boisku torze. Jako ciekawostkę mogę ewentualnie wskazać, że na trybunie znalazło się całkiem dużo sympatyków gości, ponieważ w momencie gdy Wabczanie (?) nieoczekiwanie wyrównali stan gry, wiele osób poderwało się z okrzykiem radości ze swoich miejsc.

Wchodząc na mecz, otrzymałem pamiątkowy bilet wstępu - jak na darmowy bilet, był on bardzo dobrze wykonany, była na nim wydrukowana nawet nazwa przeciwnika (co oznaczałoby, że większość nierozdanych wejściówek po meczu idzie na przemiał). Niestety, ale była to moja jedyna pamiątka z tego meczu. Stadion wyglądał co prawda bardzo obiecująco, ale cała ta infrastruktura wykorzystywana jest w pełni tylko przy okazji meczów żużlowych - i widać to było na każdym kroku. Przed wejściem na stadion znajdowała się tabliczka wskazująca drogę dla posiadaczy karnetów oraz drogę do programów meczowych. Przed stadionem znajdował się też rząd bramek biletowych - wszystkie oczywiście nieczynne, bo na mecz okręgówki wchodziło się przez otwartą furtkę. Między bramkami a wejściem na trybunę był rozstawiony namiot, który tego dnia pozostał jednak pusty i nie rozstawiono tam żadnego stoiska. W poszukiwaniu pamiątek wszedłem też do budynku klubowego, ale po dotarciu do wiszącej na ścianie kartki z napisem wejście tylko dla zawodników i pracowników klubu Polonia wycofałem się z powrotem na zewnątrz. Brak pamiątek zrekompensowałem sobie częściowo tym, że wejście na trybunę zabramkową okazało się możliwe, dzięki czemu mogłem porobić trochę zdjęć.

Mecz
 

Nie ukrywam, że nie jestem wielkim koneserem kujawsko-pomorskiej klasy okręgowej, dlatego nie byłem na bieżąco z aktualną sytuacją tych drużyn. Ba, nie wiedziałem nawet, że istnieje taka miejscowość jak Wabcz, a co dopiero klub o nieszablonowej nazwie Wojownik. Otóż przed dzisiejszym meczem sytuacja w tabeli wyglądała w ten sposób, że Polonia znajdowała się na 2. miejscu w tabeli, z punktem straty do rezerw Elany Toruń (biorąc pod uwagę, że pierwsza drużyna Elany w tym sezonie wycofała się po rundzie jesiennej, można powiedzieć, że rezerwy grają aktualnie wyżej niż jedynka , tak jak Willem II Tilburg). Z kolei piłkarze z Wabcza znajdowali się na przedostatnim, 15. miejscu w tabeli, charakteryzując się zdecydowanie najniższą liczbą zdobytych bramek i bardzo nietypowym bilansem meczów 2-8-7. Nie jest chyba nawet zbytnio zaskakujące, że pierwszy mecz między tymi drużynami w rundzie jesiennej zakończył się wynikiem 0:0.

Pierwsze, co rzucało się w oczy od początku spotkania to to, że murawa na stadionie Polonii nie była zbyt dobrze przygotowana - wszystkie podania kierowane po ziemi podskakiwały na nierównej nawierzchni, przy niektórych zagraniach dostrzegalny był też wzbijany w powietrze zalegający na murawie pył. Sytuacja ta sprzyjała drużynie broniącej się, a istotnie utrudniała zadanie drużynie próbującej grać kombinacyjnie i prowadzącej grę - a więc gospodarze generalnie sami sobie zaszkodzili tym stanem murawy. Dodatkowym elementem randomizującym był mocny wiatr, choć należy przyznać, że dość nieoczekiwanie wszystkie bramki z gry w tym meczu zostały strzelone przez drużyny grające właśnie pod wiatr.

W końcu jednak gra Polonii zaczęła się zazębiać, ponieważ w 10. minucie zawodnik oznaczony #9 (niestety, admini na stronie laczynaspilka.pl zajmują się chyba tym samym co ich odpowiednicy z jbzd.pl, ponieważ protokoły meczowe przestały działać - dlatego też w mojej relacji zwykle nie jestem w stanie ustalić, kto brał udział w danej akcji) opanował piłkę będąc na 10. metrze na wprost bramki Wojownika, ale jego strzał w róg bardzo dobrze wyjął bramkarz gości. W 13. minucie po wrzutce w pole karne Makowski strzałem z bliskiej odległości wyprowadził gospodarzy na prowadzenie, a z głośników rozległo się Seven Nation Army. W 17. minucie jeden z graczy Polonii znalazł się w sytuacji nieomal sam na sam, ale jego strzał zablokował goniący go ostatni obrońca - bramkarz gości leżał już na ziemi i tylko patrzył jak piłka przetoczyła się obok słupka, na szczęście dla niego, mijając go od właściwej strony. Gospodarze dostali więc tylko kornera, po którym też było gorąco, ponieważ piłka spadła niespodziewanie pod nogi Makowskiego na 7. metrze - ale on też się tego nie spodziewał, więc jego sytuacyjne uderzenie minęło bramkę. W 27. minucie po fajnej kombinacyjnej akcji #9 trafił w spojenie bramki Wojownika. W 32. minucie było już 2:0 - Makowski dostał podanie na dobieg, które go wygoniło do linii końcowej, ale zdołał opanowałć piłkę i z bliska pokonał bramkarza.

Piłkarze gości ograniczali się jedynie do bojaźliwych kontr, jednak w 35. minucie w niezbyt groźnej sytuacji jeden z zawodników Polonii popełnił niepotrzebny faul w polu karnym, a jedenastkę strzałem w prawy róg wykorzystał Zarembski (zdaje się, były gracz Polonii). Do przerwy było już tylko 2:1, co było dość niebezpiecznym dla gospodarzy wynikiem, ponieważ gracze Wojownika zaczęli drugą połowę z większym animuszem. Nie widziałem co prawda pierwszej minuty drugiej połowy, ponieważ przerwa trwała niecałe 14 minut i pierwszy gwizdek zastał mnie w toalecie, ale na początku tej części gry Wojownicy robili dobre wrażenie. Nie stworzyli w zasadzie żadnej rzeczywiście groźnej akcji, ale w końcu coś tam działo się na połowie Polonii. Groźne akcje mieli za to gospodarze - w 67. minucie Ohaga (chyba on - trybuna jest na tyle daleko od boiska, a ja mam na tyle słaby wzrok, że mogłem pomylić białego z Murzynem) trafił w słupek, co było o tyle śmieszne, że po odbiciu się od słupka piłka wpadła wprost do rąk leżącego na murawie bramkarza. W 73. minucie #15 minął w polu karnym niczym na podwórku dwóch obrońców gości zwodami na zamach, następnie niczym na podwórku ustawił się z piłką gdzieś 10 metrów na wprost bramki... a na koniec niczym na podwórku uderzył z całej siły obok słupka.

A że niewykorzystane sytuacje się mszczą i takie tam, w 84. minucie goście wyrównali. Po wrzutce/centrostrzale Pawlickiego i rozpaczliwej interwencji bramkarza gospodarzy, Flis z bliska wbił głową piłkę do bramki. Jak można się domyślić, w ostatnich minutach grę prowadzili gospodarze, którzy atakowali coraz prostszymi i coraz bardziej rozpaczliwymi sposobami; sprzyjał im również wiatr, który pod koniec meczu zaczął wiać tak mocno, że wybijane przez obrońców gości piłki dosłownie zawracały w powietrzu. Wojownik dowiózł ostatecznie swój upragniony remis - ulubiony rezultat, 9. w ciągu 18 kolejek.

next  prev