 |
Polska - Albania 4:1 (2:1)
02.09.2021 20:45
Stadion Narodowy, Warszawa
Eliminacje MŚ 2022 Katar
Widzów:
38.254
Cena biletu:
120 PLN (Normalny, Trybuna Zielona)
| |
Chomk w końcu spełnił swój patriotyczny obowiązek i udał się na mecz Reprezentacji Polski. Zanim to nastąpiło, powstały już 93 relacje.
| | Dotarcie na mecz |
    |
Zdarzyło mi się co prawda już być na meczu Reprezentacji na Narodowym (wraz z K. oraz siostrą cioteczną), ale był to zaledwie mecz towarzyski Polska - RPA (2012 rok, 1:0 dla Polski). Nie ulepiłem z tego żadnej relacji, ponieważ wtedy nie zgromadziłem materiału zdjęciowego , a poza tym, mecz był raczej ochłapem, ponieważ kilka dni po tym meczu Polska grała na Narodowym mecz el. MŚ z Anglią i tylko tym interesowali się normalni ludzie. Tym razem powracam na Narodowy jako pełnoprawny Chomik, z niskobudżetowym smartfonem w ręku, na którym zarejestrowałem 100 niskiej jakości zdjęć i trochę notatek.
Z racji tego, że siedziba mojej firmy jest w Warszawie, mój dojazd na mecz Reprezentacji polegał na tym, że przed godziną 19 wyszedłem z pracy, wsiadłem w metro, a potem przesiadłem się na pociąg KM relacji Warszawa Zachodnia - Siedlce, wysiadając na stacji Warszawa Stadion. Na trasie pomiędzy stacją a Narodowym porozstawiane były różne (legalne i nielegalne, bo przy niektórych stała Straż Miejska) kramy z gadżetami dla kibiców oraz foodtrucki i grille. Na stoisku z gadżetami zakupiłem sobie obowiązkowy szalik; z gastronomii nie skorzystałem, ale jeśli ktoś planuje coś jeść na stadionie, raczej rekomenduję zmienić te plany i rzeczywiście skorzystać z tych foodtrucków - nawet jeśli jedzenie jest w cenie typowego jedzenia z foodtrucków. Po przejściu przez kontrolę biletową i kontrolę osobistą plecaka, dostałem się w bezpośrednie otoczenie stadionu. Zrobiłem sobie spacer dookoła stadionu, podziwiając jego biało-czerwoną szaro-bordową kolorystykę (przy okazji, wiedzieliście, że Pałac Kultury i Nauki był oryginalnie koloru kremowego, a swój obecny kolor zawdzięcza temu, że przez dziesiątki lat wciągał on syf z warszawskiego powietrza niczym hadżar?), a następnie przeszedłem przez bramkę biletową.
A właśnie, byłbym zapomniał - jak w przypadku większości moich biletów w ciągu 2 ostatnich lat, także i ten musiałem kupić przez Internet. Akurat w przypadku Reprezentacji nie ma innej opcji niż zakup przez Internet, ale muszę przyznać, że PZPN oferuje opcję zakupu biletu w formie fizycznej z wysyłką kosztującą 19 PLN. W czasach przedcovidowych chyba bym się na to szarpnął, ale w obecnych covidowych czasach jeszcze jeden PDF zamiast prawilnego biletu już nie robi mi różnicy.
| | Stadion |
    |
    |
Każdy chyba wie, czym jest Stadion Narodowy, więc opisywanie jego standardowych parametrów (55 tys. miejsc i takie tam) raczej mija się z celem. Odczuwam prawdziwą przyjemność za każdym razem, kiedy oglądam go na żywo od wewnątrz (a parę razy się zdarzyło, ponieważ poza meczem Polska-RPA, zdarzyło mi się oglądać na nim mecz EURO 2012 Grecja-Rosja i niesławny finał Pucharu Polski Zawisza-Zagłębie; w przyszłym roku liczę też na to, że koncert Rammstein w końcu dojdzie do skutku). Układ trybun sprawia wrażenie sferycznego , dzięki czemu każde miejsce na stadionie zapewnia dobrą widoczność, a wisząca na linach iglica z czterma telebimami to prawdziwy majstersztyk. Jego widok od razu budzi dumę z bycia Polakiem - to jest nasze, przez nas wykonane, i to nie jest nasze ostatnie słowo!
To może opowiem o innych rzeczach - przed meczem na telebimach puszczano różne treści multimedialne, m.in. powtórki bramek z meczów Polska - Albania (2008, 1:0) i Polska-Norwegia (3:0 - dzień wcześniej miała bowiem miejsce 20. rocznica naszego pamiętnego awansu na MŚ 2002). Puszczono też animację pouczajacą widzów, kiedy podczas meczu jest stosowany VAR, ale niestety przy akustyce Narodowego, nie za dużo z tego zrozumiałem (oczywiście dobrze wiem, kiedy stosuje się VAR). Przed meczem puszczano oczywiście też różne ścieżki dźwiękowe, mające na celu umilenie widzom oczekiwanie na pierwszy gwizdek. Muszę przyznać, że było to nawet nie najgorsze, ponieważ choć playlista składała się raczej z popularnych kawałków niskich lotów, to puszczano neutralne, instrumentalne remiksy różnych kawałków. Puszczono w zasadzie jedno bezapelacyjne gówno (autorstwa tzw. Black Eyed Peas) i co ciekawe... ktoś wpadł na to, żeby akurat ten jedyny kawałek puścić oryginalnej wersji. Co za aberracja.
Z racji tego, że zasłyszałem to i owo o jakości jedzenia na Narodowym, postanowiłem osobiście wyrobić swoje zdanie na ten temat i kupiłem sobie hot-doga za 13PLN. I przyznaję, że legendy mówiły prawdę - letnia, niezbyt dobra parówka, w suchym pieczywie, które na dodatek jest całkowicie przekrojone, dzięki czemu w trakcie jedzenia wycieka z niego większość ketchupu. Ale muszę przyznać, że otrzymałem go w 10 sekund od złożenia zamówienia, co w przypadku takiej imprezy masowej... jest chyba bardziej kluczowe niż sam smak.
Z pozostałych ciekawostek, na stadionie dostępny jest komentarz audiodeskryptywny na częstotliwości 95.2 MHz... i cały czas latają na nim nietoperze.
| | Atmosfera |
    |
Atmosfera na Narodowym jest dość znana wszystkim telewidzom - na stadionie generalnie panuje cisza i pomruki, przerywane niezbyt długimi momentami niezbyt imponującego dopingu (podczas których Darek Szpakowski ekscytuje się tym, że Jest wsparcie trybun dla Biało-Czerwonych! ). Wiadomo -piknik, janusze, padaka i syf. Z punktu widzenia trybun wygląda to trochę inaczej - to raczej nie jest kwestia jakiejś wyjątkowej apatii czy niechęci pikniku na Narodowym - problemem jest po prostu brak na meczach Reprezentacji takiej instytucji jak młyn, czy choćby gniazdowy (tak, wiem, na meczach domowych jest jakiś zorganizowany bojkot kumatych). Na trybunach znajduje się sporo ludzi, którzy chętnie przyłączyliby się do dopingu, a nawet pewna liczba ludzi, którzy są takimi chadami, że garną się, żeby ten doping inicjować. Generalnie czytałem kiedyś pół-naukową analizę na temat rozchodzenia się dopingu po trybunach w zależności od rozkładu jednych, drugich, no i oczywiście tych, którzy wolą nie dopingować wcale. Nie zapamiętałem szczegółów analizy, w każdym razie wnioskuję, że proporcje wszystkich tych grup na trybunach były takie, że większość impulsów w postaci zarzucanego przez grupę osób dopingu wygasały po przebyciu kilku-kilkunastu metrów. Czasem przy odpowiednim układzie poszczególnych gatunków kibiców dochodziło do reakcji łańcuchowej/lawinowej i nagle cały stadion zaczynał śpiewać.
Inną kwestią jest to, że wtedy nie do końca wiadomo, co właściwie należy śpiewać - akustyka Narodowego jest mówiąc eufemistycznie nie najlepsza i często gdy fala dopingu docierała do naszego sektora, nie byłem w stanie rozróżnić, co jest śpiewane - Polska! Polska! , Polska, Biało-Czerwoni! , Biało-Czerwone to barwy niezwyciężone! , W górę serca, a Polska wygra mecz! , czy coś innego (w każdym razie, więcej piosenek w repertuarze nie było). Jedyne, co zostało odśpiewane naprawdę spójnie, to oczywiście Mazurek Dąbrowskiego przed meczem (dwie pełne zwrotki - jak przypominał spiker). W trakcie meczu Hymn nie był śpiewany - co mnie trochę zdziwiło, bo zwykle kibice pod koniec meczu dochodzą do wniosku, że odśpiewają Hymn jeszcze raz, bo to jedyna dłuższa piosenka , którą każdy zna. Przy okazji hymnów - bardzo przyzwoicie zachowaliśmy się jako kibice podczas hymnu Albanii, po którym rozległy się brawa na cały stadion. Biorąc pod uwagę, że jeśli chodzi o piłkę reprezentacyjną, ostatnio oglądałem w telewzji finał EURO na Wembley - jakaś taka fajna odmiana.
Zwykle w tej sekcji opowiadam o zaobserowanych na meczu flagach (jakieś PDW, czy inne Hool's, zgodnie z archaiczną ortografią). Tym razem flagi oczywiście były inne - biało-czerwone z napisami miejscowości. Nie było ich tak znowu dużo, jak się spodziewałem (w ogóle, samych kibiców nie było dużo, bo nieco ponad 37 tys.), ale zaobserwowałem najważniejszy amulet - słynną (tak mi się wydaje) flagę FOTO-HIGIENA .
| | Mecz |
    |
Parę lat temu zastanawiałem się, co będze jak kiedyś założę rodzinę (hehe) i będę opowiadał swoim dzieciom (hehe) o swojej futbolowej pasji. I dziecko pewnie mnie spyta, czy widziałem na żywo Cristiano Ronaldo - a ja mu odpowiem, że nie, ale widziałem Remigiusza Sobocińskiego na meczu w Iławie (z całym szacunkiem dla Remka - zresztą, 4 asysty w jednym meczu Ekstraklasy nadal budzą szacunek). Raczej nie uda mi się już zobaczyć na żywo CR7 - ale tego dnia, w trakcie meczu uświadomiłem sobie, że właśnie oglądam na żywo RL9, co należy uważać za wydarzenie równie doniosłe. Co więcej, widziałem też na żywo bramkę Lewego - Robert wyprowadził nas na prowadzenie (jak to miło napisać na Chomiku) w 12. minucie strzałem głową z metra po odegraniu głową Kamila Glika. Pierwsze 20 minut meczu poszło Polakom łatwiej niż się spodziewałem.
Później coś się jednak odmieniło, bo przez kolejne mniej więcej 20 minut Polacy zagrali totalny piach. Ciężko to sobie wyobrazić (no, nie tak ciężko, bo pewnie większość oglądała to w telewizji), ale Albania grała ciekawie i z polotem, podczas gdy Polacy biegali pomiędzy nimi ogarnięci niczym banda neandertali. Wiedziałem, że Albania to nie są takie ogórki (grają przecież tam gracze z Serie A, Serie B... trochę podobnie jak u nas - swoją drogą, biorąc pod uwagę, że w zbiorowej świadomości Albania pod względem poziomu piłkarskiego to pewnie taka większa Andora , ten mecz był dla Polaków dość niewdzięczną imprezą, podczas której można było mało zyskać, a dużo stracić), ale tego się nie spodziewałem. Było tak źle, że aż Sousa mniej więcej w 30. minucie zdecydował się na wędkę i wymienił na prawej obronie Bereszyńskiego na Dawidowicza. W trakcie okresu naporu potomkowie Hoxhy i Skanderbega wcisnęli nam gola, a szczerze mówiąc, gdyby nie Szczęsny, moglibyśmy się w tym meczu skompromitować. A, właśnie, a propos gola dla Albanii - opowiem, jak wyglądał on z perspektywy trybun:
Z przeciwległego końca trybuny szła powoli i dostojnie fala szumiącego dopingu, w trakcie którego miało miejsce pewne urozmaicenie, polegające na tym, że ludzie zdejmowali szaliki i wymachiwali nimi kółka. Ale to musi dobrze wyglądać w telewizji. Jak fala dojdzie do naszego sektora, też tak zrobię, żeby godnie reprezentować kraj. - w trakcie kiedy tak to rozkmniałem i trzymałem już w ręce szalik, podpatrując u sąsiadującego sektora sekretne techniki wymachiwania nim, nagle zdałem sobie sprawę, że na murawie stało się coś dziwnego. Zobaczyłem Albańczyków zebranych przy chorągiewce, Polaków stojących w polu karnym jak kołki, piłkę w bramce i Szczęsnego leżącego obok. Tak Albańczycy wyrównali stan gry - dobrze mieć relację z pierwszej ręki tego, kto był na stadionie. (oczywiście wiem, jak padł gol, ponieważ na stadionie na telebimach puszczane są powtórki)
Ale tego dnia akurat tak się złożyło, że Albania grała w piłkę, a my zdobywaliśmy gole. Pod koniec 1. połowy po wrzutce w pole karne celnym strzałem głową wyprowadził nas na prowadzenie Buksa. W drugiej połowie trochę magii pokazał Lewy, który przebiegł pół boiska, wymanewrowując obrońców i bramkarza, a następnie wystawił piłkę w pole bramkowe, a Krychowiakowi pozostało tylko strzelić z metra do pustaka. Przy stanie 3:1 dla nas miała miejsce duża kontrowersja polegająca na tym, że Glik wyciął w polu karnym Albańczyka - szczerze mówiąc, nawet z górnego pierścienia trybun było widać, że Glik przy tej interwencji nawet nie dotknął piłki. Sędzia stwierdził jednak, że nawet nie będzie sprawdzał tej sytuacji na VAR i Albańczycy dostali tylko kornera (i jedną żółtą kartkę za protesty). Pod koniec meczu Świderski altruistycznie odegrał w polu karnym do Linettego, a ten miał tyle miejsca, że ułożył sobie piłkę, a następnie strzałem z kilku metrów pokonał Berishę - piłka odbiła się od poprzeczki i wpadła do bramki (wyszło pięknie, ale nawet nie chcę sobie wyobrażać, co by było, gdyby piłka odbiła się jakoś inaczej i jednak nie wpadła).
|
| |
| |
  
|
|