glownachomikmapatrocinytags
Milan Milanówek - Józefovia Józefów 0:1 (0:0)
22.05.2019 18:00
Stadion w Milanówku (boczne boisko)
Klasa okręgowa, grupa Warszawa II
Widzów: ~60
Cena biletu: - (mecz niebiletowany)
       

W podstawówce wraz z paroma kolegami mieliśmy fanklub Milanu. Zbieranie wycinków z gazet, gadżetów, omawianie wyników meczów i te sprawy. Jednym z naszych głównych (i bardzo abstrakcyjnych) celów było wybranie się na San Siro i zobaczenie Milanu na żywo.
Reszta członków naszego fanklubu (w sumie trzech) byłaby pewnie dumna, gdyby się dowiedzieli, że mi się to poniekąd udało.

Dotarcie na mecz
 

Bardzo lubię kolejki ligowe organizowane w środę - to jest bonusowy mecz, na który na dodatek można wpaść bezpośrednio po pracy. Ma to co prawda pewne swoje minusy, ponieważ mecz organizowany na tygodniu nie będzie miał takiego klimatu i takiej organizacji jak mecz rozgrywany na weekendzie, ale coś za coś. I tak byłem zdumiony organizacją w Milanówku, ale o tym w następnych sekcjach.

Do Milanówka przyjechałem pociągiem relacji Warszawa Wschodnia - Żyrardów. Wsiadłem do niego o 16.41 wraz z gromadą ludzi, którzy o tej porze wracali z pracy (kto by pomyślał), a o 17.17 byłem już w Milanówku. Wyszedłem z pociągu i udałem się na piechotę na stadion. Szedłem tak i szedłem, w każdym razie patrząc wcześniej na mapę nie spodziewałem się, że to będzie 2,7 kilometra. Na pewno ze stacji Milanówek WKD byłoby krócej, jednak WKD do Milanówka jeździ raz na godzinę, plus wukadce dojazd z Warszawy do Milanówka zajmuje dłużej niż kaemce. A więc szedłem tak i szedłem, po drodze uważając na przejeżdżające samochody, które rozbryzgiwały wodę stojącą na poboczach, aż w końcu natrafiłem na niepozorną ulicę Turczynek, w którą należało skręcić. Przeszedłem przez niepozorne przejście w blaszanym ogrodzeniu i moim oczom ukazał się Milanello cały kompleks sportowy Milanówka.

Stadion
 

Na kompleks składał się stadion i dwa boiska boczne - jedno trawiaste (chociaż bardziej wyglądało jak trawiasty plac) i jedno pokryte sztuczną murawą. Stadion sprawiał dobre wrażenie - trybuna na ok. 250 krzesełek na dość wysokim ziemnym nasypie, naturalna murawa, analogowa tablica wyników, czyli wielka biała plansza, na której było napisane MILAN - GOŚCIE... problem w tym, że mecz nie odbywał się tu. I nie było to żadne nagłe rozwiązanie awaryjne, ponieważ murawa na głównej płycie ewidentnie nie była przygotowana do gry - nie była skoszona i nie było na niej wytyczonych linii. Udałem się więc w stronę bocznego boiska, na którym był jakiś ruch, rozgrzewali się jacyś piłkarze i prawdopodobnie właśnie tam miał się odbyć dzisiejszy mecz.

Po drodze mijałem budkę, w której można było kupić przekąski oraz proste dania na ciepło, takie jak frytki, czy hot-doga. Można było też kupić ciepłą kawę, herbatę... fakt, że na meczu okręgówki i to w środę (!) można zjeść dobry ciepły posiłek jest dla mnie nieopisanym zaskoczeniem. Kupując w budce hot-doga, nie skorzystałem ze sposobności i nie spytałem, czy mają tu pamiątki, ale skoro nie było ich na widoku, założyłem, że nie mieli. Skoro już mamy omówioną budkę z jedzeniem, możemy przejść na boczne boisko stadionu w Milanówku

Boczne boisko, jak zdążyłem wspomnieć, pokryte jest sztuczną murawą. Co prawda według strony PZPN areną dzisiejszego meczu był obiekt o nazwie trawa naturalna/trawa sztuczna (to oficjalna nazwa boiska?), ale prawdopodobnie ktoś źle wprowadził dane na stronie. Owszem, w okolicach linii bocznej widziałem na płycie trochę naturalnych źdźbeł, ale to były jakieś pierwsze organizmy pionierskie. Boisko było... po prostu sztuczne. Wzdłuż boiska ciągnęła się dość niska trybuna o dwóch rzędach siedzeń ze szczątkowym oparciem (siedząc w drugim rzędzie, można było oprzeć się o barierkę). Ogólnie jeśli chodzi o trybunę, nie mam zbyt dużo ciekawych rzeczy do powiedzenia - poza tym, że w trakcie meczu jedna z osób ze służby porządkowej chodziła po trybunie i przecierała po kolei krzesełka, ponieważ przed meczem padał deszcz i były mokre. Nie było to wcale konieczne, jednak robiono to dla wygody widzów (chyba pierwszy raz się z czymś takim spotykam). A w trakcie drugiej połowy zrobiono to ponownie, ponieważ w przerwie meczu znowu lało.

Atmosfera
 

Mecz grany w środę, w dodatku w dniu, w którym pogoda była dość niestabilna, nie mógł przyciągnąć rzeszy widzów. Stąd, na dzisiejszym meczu na trybunie było w sumie ok. 60 osób. Generalnie na trybunach nic się nie działo, nie było żadnej formy dopingu, choć parę razy piłkarze byli nagradzani oklaskami. Standardowy piknik i atmosfera koneserska.

W kwestii szeroko pojętej atmosfery mógłbym wyróżnić dyrektora klubu, który starał się o odpowiednią oprawę meczu okręgówki. Zrobił pamiątkowe wspólne zdjęcie kapitanom i sędziom, następnie zrobił zdjęcie pierwszej jedenastce Milanu, takie w stylu zdjęcia na plakat do Piłki Nożnej (w czasach, gdy była wydawana na normalnym papierze). Dyrektor oglądał mecz ze szczytu konstrukcji, będącej chyba stanowiskiem dla ewentualnym kamerzystów, skąd też zrobił kilka zdjęć, a wszystko na bieżąco wrzucał na facebooka. W ogóle, z tego co widzę, Milan ma całkiem rozbudowany marketing, ponieważ na stronie klubowej regularnie pojawiają się raporty z cyklu MILANGOL, w których omawiane są mecze wszystkich sekcji od U7 po drużynę seniorów.

Ciekawostką jest fakt, że na trybunach byli obecni goście z Józefowa. Nie rzucali się za bardzo w oczy i powiem szczerze, gdybym nieopodal ich nie siedział i nie słyszał o czym rozmawiają, nie odnotowałbym nawet, że nie są stąd. W każdym razie, na trzy mecze, podczas których widziałem Józefovię na wyjeździe (wliczając oczywiście dzisiejszy mecz), za każdym razem wśród widzów byli goście z Józefowa. A za każdym razem widziałem ich w środę.

Mecz
 

W tego typu meczach (środek tygodnia, na trybunach niewiele się dzieje) najważniejsze na czym można się skupić, to właśnie mecz. Pomimo złotej zasady mówiącej, że zawsze powinienem kibicować gospodarzom, w tym przypadku miałem dość duże wątpliwości. Bardzo cenię bowiem Józefovię, a ilekroć ją widzę, wygrywa ona po świetnej grze, cały czas kontrolując mecz. Moje wrażenia z meczów Józy zdążyłem zresztą opisać tutaj oraz tutaj. W tym sezonie Józefovia znów walczy o awans, a przed meczem traciła do prowadzącej AP Żyrardów już 3 punkty. Z kolei Milan jest w tym sezonie beniaminkiem ponieważ zeszły sezon spędził w Serie A (była to swojego rodzaju anomalia, ponieważ Milan od lat, rok w rok gra w okręgówce) i przed meczem zajmował bezpieczne miejsce w środku tabeli.

Od początku grę prowadziła Józa. Była przy piłce, grała atakiem pozycyjnym, wrzucała w pole karne, jednym słowem - miała przewagę. Tylko nie wiem, czy przewaga to na pewno odpowiednie słowo, ponieważ w pierwszej połowie goście nie wyprowadzili żadnej naprawdę groźnej akcji. Może to wina uważnej gry gospodarzy, może mokrej sztucznej murawy, ale każda akcja kończyła się lagą w pole karne i odbijaniem tam piłki głową (celowo nie użyłem tu słowa strzały); naprawdę szkoda było patrzeć na tę bezproduktywną grę. Co innego Milan, który wyprowadzał dziś znakomite kontry, których niestety nie umiał wykończyć. Obrońcy Józy grali wysoko i strasznie niefrasobliwie, ponieważ już w 14. minucie dwóch graczy Milanu wyszło sam na sam z Przybyszem. Bramkarz Józefovii zdołał odbić w bok strzał (a może było to podanie), a piłka trafiła do drugiego z graczy Milanu, którego strzał został zblokowany przez powracającego z dalekich wakacji obrońcę Józy. W 34. minucie Przybysz wygrał kolejny pojedynek sam na sam, a pod koniec I połowy gracze Milanu m.in. oddali dwa groźne strzały z dystansu, z których jeden minimalnie minął słupek, a drugi został w dobry sposób odbity przez Przybysza na róg.

W drugiej połowie obraz gry się nie zmienił. Józa bardzo potrzebowała trzech punktów i waliła głową w mur, podczas gdy Milan miał sporo miejsca na jej połowie. W 57. minucie do długiej piłki zagranej z własnej połowy doszedł Przybylski i świetnie urwał się goniącemu go obrońcy, jednak znalazłszy się w sam na sam z Przybyszem skiksował i kopnął piłkę lekko i prosto w bramkarza. W 61. minucie Polakowski spróbował zagrania przewrotką (po raz drugi w meczu - za pierwszym razem nie trafił w piłkę) i trafił piłką w głowę interweniującego obrońcy Józy. Sędzia ze względu na wzajemną bliskość obydwu zawodników w tej sytuacji zakwalifikował to jako niebezpieczne zagranie i wlepił Polakowskiemu żółtko. W 62. minucie po nieudanej akcji Józefovii jeden z graczy Milanu przejął piłkę na 25. metrze od swojej bramki i ruszył skrzydłem. Biegł tak i biegł, aż... wyszedł w sam na sam z Przybyszem, a bramkarz Józy po raz czwarty w tym meczu wygrał pojedynek (choć tu trzeba przyznać, gracz Milanu nieco skrócił sobie kąt).

Po tym dzwonku alarmowym Józa się przebudziła, ponieważ w ostatnim kwadransie zaczęła wyprowadzać akcje godne uwagi. Dalej grali lagą w pole karne, ale zaczęli przejawiać w tym pomysłowość. W 74. minucie dwa razy gracze Józefovii mieli szansę na oddanie strzału głową z kilku metrów, jednak za pierwszym razem wyszło z tego tylko strącenie piłki, a za drugim razem strzał oddał gracz, który nie był świadomy, że za nim nabiega jego kolega, który miałby dużo lepszą pozycję. W 82. minucie po kolejnej wrzutce piłka wreszcie spadła komuś pod nogi, ale strzał Zęgoty z kilku metrów Kaszowski złapał w koszyczek. W 84. minucie miała miejsce najładniejsza akcja gości, ponieważ Banaszek przyjął niemal w pełnym biegu górną piłkę, dośrodkował w pole karne, gdzie stoper Milanu zgrał głową idealnie do Dukalskiego z Józy (?), a ten chyba się tego nie spodziwał, bo jego strzał głową przeleciał minimalnie nad bramką.

Sędzia doliczył do meczu 4 minuty, które zleciały na lagach, szarpanej grze, kradnięciu czasu i drobnych wzajemnych nieuprzejmościach. Jedna z nich skończyła się nawet przepychanką i czerwoną kartką dla Zęgoty z Józefovii- wyprowadziło go bowiem z równowagi to, że w ostatniej minucie meczu gracz Milanu po popełnionym przez siebie faulu w typowy dla polskiego futbolu sposób wziął piłkę w ręce i zaczął oddalać się z nią w nieznanym kierunku. Po tej scysji Józa grała w 10, ale za to miała rzut wolny z niezłego miejsca, ponieważ faul był popełniony na 30. metrze. Był to rzut wolny ostatniej szansy - ostatnia wrzutka, zwieńczająca 90 minut bezskutecznego pałowania w pole karne gospodarzy.

Wrzutka skończyła się celnym strzałem głową Rokickiego i golem, po którym sędzia od razu odgwizdał koniec meczu. Piękny obrazek - wszyscy z ławki rezerwowych momentalnie wbiegli na boisko, piłkarze biegali po murawie bez ładu i składu, co raz zbijając się w większe grupy ściskających się ludzi, a najbardziej ekspresywnie cieszył się chyba Przybysz, który w tym meczu wybronił co najmniej cztery sytuacje sam na sam.

next  prev