glownachomikmapatrocinytags
Žalgiris Vilnius - FK Panevežys 2:1 (1:1)
05.05.2019 19:00
LFF Stadionas, Vilnius
A Lyga
Widzów: 350-400
Cena biletu: 5 € (normalny)
       

Na Litwie słowo Žalgiris oznacza największy w historii wspólny triumf litewskiego i polskiego oręża. W Polsce kojarzy się ono głównie z największą w historii porażką (sportową i wizerunkową, vide transparent Lechitów o litewskich chamach) polskiego futbolu w starciu z litewskim. Ja postanowiłem wyrobić sobie swoje własne skojarzenia.

Dotarcie na mecz
 

Był to ciąg dalszy mojego litewskiego urlopu. Po owocnym meczingu w Kiejdanach zanocowałem w tamtejszym hotelu i o 9.26 wsiadłem w pociąg relacji Klaipėda - Vilnius. W Wilnie zwiedziłem to, czego nie zdążyłem wcześniej zobaczyć ze swoją siostrą cioteczną - m.in. Cmentarz Na Rossie, podobno obowiązkowy punkt dla Polaka odwiedzającego Wilno. Koncept zwiedzania cmentarza był dla mnie akurat trochę creepy (kto odwiedza cmentarz, na którym nie ma żadnego bliskiego, najprawdopodobniej jest blackmetalowcem i robi sesję zdjęciową na Häxän).

Mój hostel znajdował się nieopodal dworca kolejowego, a przede wszystkim nieopodal stadionu, tak więc na mecz miałem 5 minut spacerem. W drewnianej budce znajdującej się przy stadionie zakupiłem bilet za 5€ - istniała również możliwość zakupienia biletu na trybunę VIP za 13€, jednak ostatecznie zdecydowałem się na opcję groundhopperską niskobudżetową.

Stadion
 

Jeszcze kilka lat temu Žalgiris miał podobno swój własny staroświecki 15-tysięcznik, jednak obecnie można o nim mówić jedynie w czasie przeszłym. Aktualnie areną meczów Žalgirisu jest Lietuvos futbolo federacijos stadionas, czyli dawny stadion Vetry Vilnius, zaadaptowany przez LFF na siedzibę związku i stadion dla drużyny narodowej. Pierwsze przymiarki pod częściową rozbiórkę stadionu poczynili w 2007 roku kibice Legii (przy okazji innej sportowej i wizerunkowej porażki polskiego futbolu w starciu z litewskim), jednak ostatecznie jego przebudowa miała miejsce w 2015 roku - w 2010 roku upadła Vetra, a stadion został przejęty przez litewską piłkarską federację. Przebudowa była kosmetyczna - polegała głównie na odświeżeniu trybun, dodaniu telebimu oraz poprzekładaniu krzesełek na trybunie wschodniej, aby nie tworzyły już słowa VETRA.

Na stadionie znajduje się sztuczna murawa. Żadna inna nie wytrzymałaby bowiem takich obciążeń meczowych. Oprócz Žalgirisu, na stadionie grają swoje mecze domowe Viltis Vilnius, Vilniaus Vytis (łatwo się pomylić) i Ateitis Vilnius, z kolei drużyna FK Trakai (tzn. klub z Trok) grała tu domowe mecze już na tyle długo, że w końcu zmienili nazwę na FK Riteriai Vilnius. Od wschodniej strony murawy znajduje się największa trybuna, licząca na oko jakieś 2500-3000 miejsc. Nie jest ona zadaszona i jest pokryta głównie żółtymi krzesełkami z obramowaniem złożonym z krzesełek koloru czerwonego. W jej centrum znajduje się proste zadaszone stanowisko dla kamerzystów, w trakcie tego meczu wykorzystywane jako miejsce do wywieszenia biało-zielonych flag przez bardziej zapalonych pikników.

Trybuna znajdująca się za bramką to miejsce, gdzie gromadzą się fanatycy Žalgirisu (o tym szerzej w następnej sekcji); jest ona również pozbawiona zadaszenia i jest wyłożona totalnie randomową mieszanką żółtych, zielonych i czerwonych krzesełek, mimo że na archiwalnych zdjęciach widać, że tworzyły one kiedyś równą flagę Litwy. Za trybuną znajdował się stadionowy parking i mogłem na legalu podejść tam i zrobić zdjęcie autobusu gości. Od strony zachodniej znajduje się rozbudowana trybuna (jest to cały budynek, w którym mieszczą się przy okazji szatnie oraz siedziba LFF), która paradoksalnie ma chyba najmniejszą pojemność ze wszystkich. Zasiadający na niej widzowie mają do dyspozycji pięć rzędów częściowo zadaszonych siedzeń - są one głównie żółto-zielone, ale na jednym z sektorów układają się w... odwróconą flagę Litwy (!). Bilet normalny za 5€ upoważniał mnie do zajęcia dowolnego miejsca na każdej z opisanych trybun, wyłączając jedynie górny pokład górny sektor trybuny zachodniej. Sektor jest niewielki, wydawało mi się, że były to dwa zadaszone rzędy krzesełek. Za nimi znajduje się przeszklona strefa VIP-ów, którzy szarpnęli się i kupili bilet za 13€. Z tamtego miejsca oczywiście nie będzie relacji.

Po północnej stronie boiska znajduje się boczne boisko (niewymiarowe i oczywiście pokryte sztuczną nawierzchnią), a także duży telebim na ciekawie wyglądających podporach. Poza tym, stadion wyposażony jest w cztery maszty oświetleniowe i bliżej nieokreśloną liczbę zraszaczy, które były uruchamiane zarówno przed meczem jak i w przerwie, powodując szybką ewakuację ludzi z niektórych sektorów.

Atmosfera
 

Na mecz przybyłem mniej więcej 50 minut przed pierwszym gwizdkiem, aby zdążyć obfotografować cały stadion, zanim pojawią się na nim te tłumy kibiców spragnione futbolu w wykonaniu (mimo wszystko) najbardziej medialnego klubu na Litwie. To mi się udało, zresztą widzowie schodzili na mecz wolniej i w mniejszej liczbie niż się spodziewałem. Niestety, nie udało mi się załatwić innej obowiązkowej rzeczy związanej z turystyką stadionową, ponieważ ani w kasach biletowych, ani na stoisku z jedzeniem nie prowadzono sprzedaży gadżetów. Ogarnąłem je następnego dnia, o czym pod koniec sekcji.

W trakcie gdy siedziałem na trybunie i czekałem na pierwszy gwizdek, przyglądałem się pojawiającym się w sektorach widzom. Wielu z nich miało na sobie biało-zielone szaliki, a pewna liczba również biało-zielone kaszkiety. Moją uwagę przykuł również fakt, że na trybunie pojawiło się kilka osób w czerwonych kaszkietach i szalikach zespołu z Poniewieża. Zasiedli właściwie w centralnej części pikniku. I co? I nic. Nie wiem, czemu spodziewałem się czegokolwiek (chyba jesteśmy 100 lat za Litwinami). W centrum trybuny wschodniej, w okolicach wspomnianego wcześniej stanowiska dla kamerzystów, zgromadzili się nieco bardziej fanatyczni kibice piknikowi - nie śpiewali co prawda żadnych piosenek, ale wywiesili na tym stanowisku biało-zielone flagi, a także machali nimi w różnych momentach meczu. Na płocie przed trybuną również wywiesili flagę w biało-zieloną kratę, na której znajdowały się litewska Pogoń, herb Žalgirisu oraz wilk.

Z kolei na trybunie południowej znajdował się młyn/młynek. Co prawda w jego skład wchodziło niecałe 50 kibiców, ale miał w sobie pierwiastek kumatości, której nie doświadczyłem dotąd ani na Litwie, ani na Łotwie. Kibice wywiesili na płocie trzy flagi: 1985, Pietų IV Ultras Vilnius i jedną z czyjąś sylwetką i hasłem, którego niestety nie zrozumiałem. Z tego co widzę, wszystkie trzy były też na sektorze gości w pamiętnym meczu z Lechem Poznań Dodatkowo jedna flaga znajdowała się na ogrodzeniu masztu oświetleniowego znajdującego się obok trybuny.

Kibice śpiewali przez cały mecz, ale znów nie za bardzo mam jak przytoczyć teksty przyśpiewek. Kibice mieli na szczęście w repertuarze również i krótkie zawołania, które mogłem zrozumieć; zawierały one frazy Žalgiris Vilnius, Vilniaus Žalgiris, czy Žaliai - Balti! (Zielono-Biali). W drugiej połowie bardzo fajnie zaktywizowali trybunę piknikową, z którą kilka razy powymieniali różne hasła; piknik był wtedy nawet głośniejszy niż ultrasi, głównie ze względu na przewagę liczebną. Przy okazji pikniku, w momencie gola dla gości okazało się, że zasiadało na nim co najmniej kilkunastu fanów drużyny z Poniewieża. Kilkoro kibiców gosci pojawiło się również na trybunie VIP.

Na koniec powrócę jeszcze do tematu pamiątek: otóż nazajutrz wyruszyłem rano na drugą stronę Wilii (lit. Neris) do gigantycznego centrum handlowego o nazwie Ozas, gdzie znajdował się sklep Sportland, który zgodnie z niesprawdzonymi informacjami w Internecie, mógł mieć w ofercie gadżety Žalgirisu. Zaryzykowałem jakieś dwie godziny zmarnowanego czasu i tym razem opłaciło się, ponieważ w sklepie znajdowała się cała wystawka z gadżetami Zielono-Białych. Niestety, w ofercie nie było już kubków, ale za to zakupiłem sobie szalik. Cena 15€ była trochę odstraszająca, ale w kasie z bliżej nieokreślonego powodu weszło mi 25% zniżki, w każdym razie nie protestowałem.

Mecz
 

Panevežys może brzmieć dla postronnego kibica trochę abstrakcyjnie. Ale jak sprecyzujemy, że chodzi tu o miasto Poniewież, to chyba każdemu zapala się w głowie lampka - czy chodzi o Ekranas Poniewież, który w latach 2008-2012 zdobył Mistrzostwo Litwy 5 razy z rzędu? Tak. I nie. Tamten klub zbankrutował w 2014 roku. Nowy klub, FK Panevežys, ma te same barwy, podobny herb, ale został założony w 2015 roku i oficjalnie nie ma nic wspólnego z Ekranasem... a w szczególności z jego długami. Przy okazji naszła mnie smutna refleksja, że tego dnia oglądałem mecz upadłego Ekranasa na stadionie upadłej Vetry. Miałem podobne refleksje w zeszłym roku, kiedy będąc na Łotwie, zastanawiałem się, dlaczego w Ridze nie ma Skonta, a Liepaja nie nazywa się już Metalurgs. Niestety, w krajach bałtyckich kluby piłkarskie nie mają łatwego życia.

Przed meczem sytuacja wyglądała mniej więcej tak, że Žalgiris prowadził w A-Lydze, a Panevežys miał na koncie 2 punkty po 8 kolejkach (i oczywiście ostatnie miejsce). Pewna jedynka na kuponie. Przy kick-offie zauważyłem, że piłkarze gości muszą być fanami Lotto Ekstraklasy, ponieważ zaczęli ze środka boiska zgodnie z najlepszymi standardami - lagą do przodu, która wyszła na aut. Potem jednak piłkarze ogarnęli się i grali litewski futbolas, który cenię za to, że nawet przejmując piłkę w swoim polu karnym, piłkarze wolą wyprowadzić piłkę kombinacyjnie niż wybijać ją na oślep. Dużo lepiej szło to gospodarzom, naprawdę fajnie klepali sobie w środku pola i przekładało się to oczywiście na akcje. W 7. minucie po zagraniu z prawego skrzydła piłkę na 10. metrze dostał Liviu Ionas Antalis (tzn. Antal); chyba sam się jej nie spodziewał, ponieważ strzelił po ziemi i prosto w bramkarza. Goście mieli swoją sytuację w 12. minucie, kiedy po złym zgraniu głową obrońcy Žalgirisu w dobrej sytuacji znalazł się Veliulis, ale jego strzał minimalnie minął bramkę. W 24. minucie gospodarze wyszli na prowadzenie - dorzucał Baravykas, a po interwencji głową obrońcy Panevežysu piłka spadła pod nogi Antalisa, który strzelił z woleja; piłka odbiła się jeszcze od nóg obrońcy gości i wpadła do bramki. W 35. minucie piłkarze z Poniewieża niespodziewanie wyrównali. Z prawego skrzydła w pole karne podawał Janušauskas, a w polu bramkowym najszybszy przy piłce był Sebastianas Vasquezas i mieliśmy już vienas - vienas.

Taki off-top - kiedyś śmiałem się z maniery Litwinów, polegającej na dodawaniu do wszystkich nazwisk końcówki -as, np. Jakubas Wilkas, Marcosas Junioras, Sandro Gotalas... Po powierzchownym zapoznaniu się z gramatyką języka litewskiego stwierdzam, że jest to całkowicie naturalny zabieg, ponieważ wszystkie rzeczowniki rodzaju męskiego w języku litewskim kończą się właśnie na literę s. Brak tych sufiksów uniemożliwiałby odmienianie nazwisk. Dodawanie końcówki -as do zagranicznego nazwiska jest więc niczym przejściówka przy podłączaniu europejskiej ładowarki do angielskiego gniazdka.

Wracając do samego meczu, goście się rozochocili, ponieważ w 44. minucie strzał Veliulisa został przyjęty na ciało przez obrońcę gospodarzy, a dobitka Vasquezasa minimalnie minęła bramkę Vitkauskasa. Po przerwie postanowili jednak raczej bronić cennego (dopiero trzeciego w 2019 roku) punktu, co przełożyło się na więcej sytuacji Žalgirisu. W 60. mieli dwie groźne sytuacje, z których jedna zakończyła się wyjaśnieniem przez obrońcę (przejął on piłkę w polu karnym i podał do bramkarza, a ten wybił w aut), a druga lekkim strzałem prosto w Suvaizdisa. W 70. minucie Suvaidzis obronił w sytuacji sam na sam strzał Antalisa; piłka wróciła do Rumuna, który wrzucił w pole bramkowe piłkę na głowę Kišasa, a ten trafił do bramki ekwilibrystycznym strzałem. Sędzia jednak nie uznał gola, ponieważ przy pierwszej sytuacji Antalis był na spalonym. W 81. minucie nikt już spalić nie mógł, ponieważ Kišas uderzał na bramkę z wolnego z odległości ok. 20 metrów. Kišas celował w część bramki nieosłoniętą przez mur, czym zaskoczył Suvaizdisa, ktory nawet nie interweniował. Po tej bramce wszystko się gościom posypało - Žalgiris wyprowadził jeszcze parę groźnych kontr, ale raz piłka minęła minimalnie bramkę, a dwa razy świetnie bronił Suvaizdis.

next  prev