 |
Warta Zawiercie - Szombierki Bytom 1:2 (1:1)
20.05.2018 11:00
Stadion 1000-lecia Państwa Polskiego, Zawiercie
HAIZ 4. liga śląska, gr. I
Widzów:
~150
Cena biletu:
5 zł (normalny)
| |
Zawiercie. Miasto, w którym znajdują się źródła Warty. A także miasto, w którym w niedzielę o 11.00 można zobaczyć IV ligę śląską, co sprawia, że jest ono (chyba) łakomym kąskiem dla groundhopperów powracających z konurbacji śląskiej.
| | Dotarcie na mecz |
    |
Do Zawiercia trafiłem o 10.24, przyjeżdżając pociągiem Kolei Śląskich wprost z Gliwic. Po drodze bardzo ucieszyłem się z widoku słupów ogłoszeniowych, na których znajdowały się plakaty zapraszające do obejrzenia dzisiejszego meczu (niestety, plakaty nie były przyklejane do słupów punktowo , a były całkowicie nasmarowane klejem, stąd nie udało mi się wejść w posiadanie nowej pamiątki). Dodatkowo ucieszyłem się z faktu, że w lokalnym sklepie monopolowym (otwartym w niedzielę niehandlową) mogłem kupić zimnego Powerade'a po dumpingowej cenie 2,49 PLN (od początku dnia było cholernie gorąco) oraz z tego, że w okolicach stadionu mogłem zrobić zdjęcie pomnika Adama Mickiewicza. Na stadion dotarłem bez większego problemu, więc niestety ta sekcja ta musi pozostać jałowa.
| | Stadion |
    |
Stadion 1000-lecia Państwa Polskiego - myślę, że jego nazwa mówi już wszystko nt. jego wyglądu. Brama stadionu jest doprawdy urzekająca - znajduje się na niej wielki druciany napis stadion 1000-lecia państwa polskiego , przywodzący trochę na myśl legendarne PRL-owskie zakłady przemysłowe, ewentualnie równie legendarne ogródki działkowe. Nie wyobrażam sobie osoby, która mogłaby przechodzić tędy w dniu meczowym i oprzeć się pokusie, żeby zajść w te skromne old-schoolowe progi. Po zakupie w kasie biletu za całe 5zł (przypominam - to tyle samo, ile poprzedniego dnia dałem za bilet na szlagier decydujący o pozostaniu w Lotto Ekstraklasie: Piast Gliwice - Termalica Bruk-Bet Nieciecza) i prowizorycznej kontroli państwa ochroniarzy mogłem podziwiać jego piękno w pełnej krasie.
Stadion Warty jest typowym dziełem PRL-owskiej myśli technicznej (niczym stadion Boruty Zgierz, czy Hutnika Warszawa), która polega na tym, że tworzy się ziemną nieckę, w środku której znajduje się (niestety, zazwyczaj otoczone bieżnią - generalnie obserwatorzy na takich stadionach znajdują się dość daleko od właściwej akcji) boisko piłkarskie. Zaś na obrzeżach niecki (o ile pozwala na to budżet) buduje się trybuny. W przypadku obiektu Warty, jest to jedna trybuna położona wzdłuż linii bocznej - znajduje się na niej w sumie jakieś 1300 (o ile umiem dobrze mnożyć) krzesełek w nierozróżnialnych kolorach jasno-zielonym i jasno-niebieskim. Jedna czwarta tej trybuny jest zadaszona dość prostą, kanciastą konstrukcją, na zwieńczeniu której napisane jest po prostu OŚRODEK SPORTU i REKREACJI . Co prawda obejrzałem tę trybunę dokładnie (najbardziej spodobał mi się zakaz spożywania słonecznika - podczas gdy w Warszawce mozna napotkać jedynie zakazy palenia), jednak ostatecznie zdecydowałem się na oglądanie meczu zza barierek znajdujących się naprzeciwko. Być może jestem za stary... albo po prostu nie chciałem mieć słońca prosto w twarz.
| | Atmosfera |
    |
Cóż, z tego co widzę, w Zawierciu raczej nie ma zorganizowanego ruchu kibicowskiego. Choć z tego, co zasłyszałem tu i ówdzie, jeszcze wczoraj na stadionie miał miejsce jakiś festyn i cała płyta boiska była pozastawiana różnego rodzaju dmuchanymi oraz jeżdżącymi sprzętami. Może więc to dzień wczorajszy wykluczył z dzisiejszego meczu osoby mogące potencjalnie zrobić atmosferę (co ciekawe, po boisku w ogóle nie było widać trudów wczorajszego dnia). Dziś na trybunie dało się słyszeć tylko pewnego podstarzałego jegomościa, który raz na jakiś czas wykrzykiwał na cały stadion różnego rodzaju inwektywy. W stronę sędziego (dzie masz kartki , kurwa, głąb jesteś! ). W stronę strzelca bramki dla Szombierek (chuju ty zagięty! ), który później okazał się mieć również i nazwisko (Zając, ty pedale! ). Co się tyczy kibiców gości, pewna grupa osób z Bytomia (dość incognito, może to po prostu gracze spoza meczowej osiemnastki) znajdowała się na meczu i rozprawiała przy barierkach na temat gry. Parę osób uwieczniało kamerką przebieg meczu dla potomnych.
Osobny akapit na pewno trzeba poświęcić osobie spikera. Był to przedstawiciel nieco ginącego już gatunku gawędziarzy, który mówił dużo ciekawych rzeczy. Podejrzewam, że tutejszych kibiców mocno wkurza, kiedy słyszą po raz kolejny te wszystkie ciekawostki na temat swojej własnej drużyny, jednak dla kogoś takiego jak ja Pan Spiker po prostu spadł z nieba. Spiker m.in. opowiadał o przeszłości graczy Warty: Rafała Maścibrzucha (kiedyś Polonia Bytom), Marcina Drzymonta (130 meczów w Ekstraklasie) oraz trenera Andrzeja Orzeszka. Opowiadał również o aktualnych wynikach 4. ligi śląskiej i co ciekawe, również Ekstraklasy. O nadchodzącym meczu Lech-Legia, rozstrzygającym o mistrzostwie, powiedział: Dzisiaj o 18 wielki mecz. Pół policjantów Polski zjechało się pilnować porządku. Z kolei zapowiadając mecz Górnik Zabrze - Wisła Kraków, stwierdził, że kuurła, kiedyś to było To kiedyś były mecze . Fajnie było przyjechać na mecz, choćby dla Pana Spikera.
Ale poza tym, warto też przyjeżdżać na mecz dla pamiątek. Z tego, co usłyszałem w kasie, pamiątki klubowe dostępne były w kawiarni klubowej - jednak sama kawiarnia miała nie być do końca dostępna, ze względu na odbywającą się w niej... imprezę komunijną. Na szczęście zasięgnąłem informacji u jednego z ochroniarzy i ten wytłumaczył mi, że owszem, impreza ma się odbyć, ale kawiarnia jeszcze jest czynna dla osób postronnych. Udałem się więc do kawiarni i stanąłem w kolejce, zawijającej wokół zastawionego stołu, na którym stał już sok w dzbankach oraz talerze z nałożonym makaronem. Po przestaniu ok. 10 minut w tej nieco dziwnej scenerii, dotarłem do kasy i jako jedyny nie zamówiłem ani kiełbasy, ani piwa, a poprosiłem o coś z pamiątek. Niestety, nie było w sprzedaży kubków, stąd zakupiłem sobie saszetkę w kolorach Warty Zawiercie (w której teraz trzymam wszystkie przypinki, breloczki i inną drobnicę zebraną na meczach).
Po meczu z szatni gości dochodziły śpiewy Kto wygrał mecz? Szombry! . Pod budynkiem zaś, pewien przechodzień znajomym już dla mnie głosem odkrzykiwał w stronę uchylonego okienka szatni jebać Szombierki! Macie tu kurwa nie przyjeżdżać .
| | Mecz |
    |
Żodyn nie wie, ale dzisiejszy mecz był Derbami Złego Liternictwa. Co prawda tylko ja to tak nazwałem, ale naprawdę tego dnia spotkały się dwie drużyny o nieprzeciętnie dziwnym liternictwie w herbie. Warta Zawiercie nazwę zespołu na tarczy ma wypisaną do góry nogami, z kolei na herbie Szombierek nazwa zespołu układa się w naprawdę dziwaczny sposób (choć akurat ten herb i to liternictwo to klasyk - właśnie z tym emblematem Szombry zdobyły w 1980 roku Mistrzostwo Polski). Na dodatek spotkały się dwie drużyny z tą samą, zielono-białą kolorystyką w herbie. Ku mojemu zaskoczeniu, to goście zagrali tego dnia na czerwono.
Mecz lepiej zaczęły Szombry. Po dośrodkowaniu z kornera Gwiaździńskiego i zamieszaniu w polu karnym przytomnym strzałem piętą gola na 1:0 strzelił Amadeusz Zając. I dopiero dzięki brakowi reakcji ze strony trybun upewniłem się, że to gospodarze grają dziś na czerwono. Stracona bramka podziałała więc na czerwonych motywująco i wzięli się do ataków - w 14. minucie po wrzutce w pole karne i strzale jednego z graczy Warty bramkarz Szombrów (Wojciech Fościak) wygarnął piłkę z samej linii bramkowej, po czym Stefaniak ratował się wybiciem jej na róg. W 35. minucie po wrzutce w pole bramkowe strzałem z najbliższej odległości stan meczu wyrównał Wojciech Jamróz (również nazwisko nasuwające skojarzenia z Ekstraklasą, ale tym razem jest to chyba przypadek). Drużyny zeszły na przerwę przy stanie 1:1.
Drugą połowę znów lepiej zaczęli goście. I znowu strzelcem gola Amadeusz Zając, który w 47. minucie wykorzystał sytuację sam na sam z Rafałem Maścibrzuchem (któremu przy okazji, przez całą pierwszą połowę odklejała się z pleców jedynka). Warta niby atakowała, ale i tak wszystkie najgroźniejsze akcje tej połowy miały miejsce pod jej bramką. W 71. minucie po wrzutce w pole karne Warty, która mocno zakręciła na wietrze, Maścibrzuch jedynie strącił piłkę, która trafiła do jednego z graczy Szombierek. Ten odegrał do gracza z 19, który nie trafił do pustaka (niestety dla gracza z 19 , dokopałem się do informacji jak się nazywał - Roman Terbaljan). W 88. minucie po wrzucie z autu i zamieszaniu w polu karnym jeden z graczy Szombierek z bliska trafił w słupek. Szombierki dociągnęły zwycięstwo, a Warta zaczęła się niebezpiecznie zbliżać do strefy spadkowej. Ale jak powiedział jeden ze starszych kibiców No, jak spadną to przynajmniej będą derby ze Spartą i będą w końcu jakieś ciekawe mecze .
|
| |
| |
  
|
|