glownachomikmapatrocinytags
Legia Warszawa - Sheriff Tiraspol 1:1 (0:0)
17.08.2017 20:45
Stadion Wojska Polskiego, Warszawa
Eliminacje LE, faza play-off
Widzów: 17.732
Cena biletu: 65 zł (normalny, Wschodnia, bez Karty Kibica)
             

Po intensywnej dawce antyfutbolu udałem się wraz z K. na detoks tam, gdzie można poczuć atmosferę wielkiej piłki. I tym samym możemy powiedzieć, że zaliczyliśmy w tym sezonie wszystkie domowe mecze polskich drużyn w europejskich pucharach w fazie play-off Ligi Europy, co czyni nas wielkimi patriotami.

Dotarcie na mecz
 

Prosto z pracy, komunikacją miejską. W pociągu tłok, w tramwaju tłok Przyjechałem na tyle wcześnie, że nie dane mi było odczuć zatłoczenia związanego z koncentracją kilkunastu tysięcy ludzi w jednym miejscu. W razie gdyby ktoś z jakichkolwiek powodów mógł zabłądzić w okolicy, wystarczy, że zacznie podążać w tę samą stronę, co wszechobecni ludzie w białych (względnie ciemnozielonych) trykotach i w końcu trafi na stadion.

Z racji tego, że to już nie jest pierwsza runda okręgowego Pucharu Polski, a europejskie puchary, aby obejrzeć mecz z niezłego miejsca, należało kupić bilety z wyprzedzeniem. Nie chciałem tego zrobić przez Internet, ponieważ bilet własnoręcznie wydrukowany to żaden bilet. Pofatygowałem się więc dzień wcześniej na Ł3, celem zakupienia biletów w kasie. Jak się okazało, kogoś niestety akurat poniósł długi weekend i kasy stadionowe 16 sierpnia były zamknięte – należało więc wystać swoje w Punkcie Obsługi Kibica, wraz z kibicami wypełniającymi różne formularze.

Stadion
 
 

Jest meczing, są pamiątki – na stadionie Legii znajduje się naprawdę konkretny FanStore, gdzie można dostać prawie wszystko, do czego pasuje herb Legii (jako przykład pamiątki, do której nie pasuje logotyp klubu Leśny kiedyś podał jako przykład Chelsea FC, która ma w ofercie miski dla psów). Maskotki też są, jednak miś Kazek z brwiami a la Breżniew nie jest dla mnie tak przekonujący jak np. Gołąb Radomiaka. Uzupełniłem więc tego dnia tylko kolekcję kubków, wybierając wzór z retro jedenastką Legii.

Ceny w FanStore nie są specjalnie konkurencyjne (choć akurat 25zł za kubek to cena przyzwoita), ale przemiał i tak mają tam konkretny. Na większych oldschoolowców czeka jeszcze m.in. znajdujący się w zasadzie obok FanStore’u sklep Żylety i kilka mniej lub bardziej improwizowanych stoisk z szalikami.

O Stadionie Wojska Polskiego nie da się napisać nic specjalnie odkrywczego – jest to po prostu jeden z najlepszych stadionów w Polsce. 31 tys. miejsc, nowe krzesełka, bardzo dobra widoczność nawet na tych średnio ulokowanych miejscach. Ci, którzy nic nie widzą pod przeciwległą bramką (jak czasami ja), zawsze mogą odwrócić głowę w kierunku jednego z dwóch wielkich telebimów, na których również transmitowany jest mecz. Nie mam tylko pojęcia, dlaczego prezentowane na telebimach podczas podawania składów herby drużyn i zdjęcia zawodników były porozciągane, niczym w prezentacji w podstawówce.

Na trybunie są kolejne stoiska Legia FanStore, są stoiska gastronomiczne (14zł za hot-doga z Pepsi), na terenie stadionu jest też spory namiot, gdzie można pożywić się produktami z grilla, czy bigosem. Gdyby ktoś akurat chciał odnowić w ZTM uprawnienia przysługujące z tytułu Karty Warszawiaka (do czego zachęcał Juras), takie stoisko również było.

Zasiedliśmy z K. na trybunie wschodniej (im. Kazimierza Deyny), w sektorze znajdującym się w pobliżu trybuny południowej (im. Lucjana Brychczego). Topografii stadionu dopełnia więc trybuna północna (Żyleta) i zachodnia (bez żadnej konkretnej nazwy, za to prawie cała w lożach i innych Silverach; ja i K. jesteśmy w swoich korporacjach zdecydowanie za nisko, żeby się tam pchać). Na rogu trybuny południowej i zachodniej znajduje się Skybox oraz sektor gości – wiadomość nieistotna biorąc pod uwagę, że kibice z Naddniestrza Mołdawii nie pofatygowali się na mecz. Może bardziej istotne jest to, że pusty był i sektor gości i bufor, więc na stadionie ziała duża przerwa.

Atmosfera
 
 
 

Pierwszą rzecz, jaką usłyszeliśmy od Żylety jeszcze w trakcie rozgrzewki było „jazda z kurwami” i zastanawiałem się, czy chodzi tu o jakiś głębszy kontekst polityczny (Naddniestrze, Rosja i te sprawy), czy o automatyczną awersję do każdego rywala. Nie było jednak jakiegoś wielkiego ciśnienia na przeciwników – wspomniany bluzg rozległ się na meczu jeszcze tylko parę razy i chyba za każdym razem wtedy, gdy piłkarze Sheriffa faulowali na żółtą kartkę. Na ponad pół godziny przed meczem na Żylecie pojawił się transparent o treści „AND THE 35.000 FINE GOES TO…”, co sugerowało, że przygotowano ciekawą odpowiedź na karę nałożoną na Legię przez UEFA za niedrożne przejścia ewakuacyjne zaprezentowanie prawdy o Powstaniu Warszawskim. Nad wspomnianym napisem parę razy rozwinięto niedużą (stosunkowo niedużą) sektorówkę Legii, ale konkret miał miejsce tuż przed meczem, kiedy piłkarze wychodzili na murawę. Żyleta zaprezentowała wtedy słynną świnię, która tym razem nie dzierżyła już w racicach kartki z napisem „6<1”, a urnę pełną ciepłych kulek z herbem Legii. Kibice, którzy nie znaleźli się bezpośrednio pod oprawą ze świniakiem machali tysiącami czarnych balonów, które na tle trybuny ubranej w białe barwy wyglądały jak krążące wokół świniaka muchy, czy inne robactwo. Na deser odpalono piro, jako gest uprzejmości wobec UEFA, która dzięki temu nie będzie musiała pisać w kolejnym uzasadnieniu bzdur o niedrożnych przejściach i o transparencie niezwiązanym z meczem. Przez kilka minut rozbrzmiewała także wesoła przyśpiewka, którą częściowo podchwyciła również bardziej piknikowa część stadionu:

„La la la la la la la,
Fuck UEFA”

… po czym świnia zawinęła się, a Żyleta prowadziła przez cały mecz mocny, zróżnicowany doping. Zawieszono wszystkie flagi, pozdrowiono zgody: Zagłębie Sosnowiec, ADO Den Haag, Olimpię Elbląg i Radomiaka Radom, zaśpiewano „Mistrzem Polski jest Legia…”, a także takie splagiatowane przez Legię piosenki Ulubionej ETV Warszawa piosenki jak „Warszawa, Warszawa, Warszawa…”, a także:

„Tylko Legia!
Ukochana Legia!
Dziś Warszawa czeka
na zwycięstwo Twe”

… czy nową przyśpiewkę w rytmie utworu „Chałupy welcome to”:

„Legia CWKS,
Ciebie po życia kres
będziemy wspierać,
a wrogów jebać,
Legia CWKS!”

Co do trybun piknikowych, nie były one do końca piknikowe, ponieważ tutaj gdy pada „wszyscy wstają i śpiewają”, wówczas nadspodziewanie dużo (jak na polskie standardy) osób wstaje i śpiewa. Pod koniec meczu cały stadion odśpiewał też Hymn Polski, co akurat wyszło dosyć średnio, jak w zasadzie każde zbiorowe śpiewanie hymnu, w którym miałem okazję brać udział. Co więcej, w okolicach trzeciej refrenu Sheriff strzelił wyrównującą bramkę, przez co ton „Mazurka Dąbrowskiego” mocno zadrżał, jednak udało się go dociągnąć do końca. A ostatnie minuty meczu upłynęły w rytmie śpiewów „Fuck UEFA” i „Legia grać, kurwa mać!”.

Mecz
 

Mecz można było zareklamować chwytliwym hasłem „na boisku trzech podstawowych reprezentantów 5. drużyny na świecie”, ale kiedy realizator pokazał na telebimie Nawałkę, ten nie był specjalnie nakręcony ich grą. W ogóle pierwsza połowa była straszliwą padaką. Legia niby prowadziła grę, ale za samo przebywanie na połowie przeciwnika goli się niestety nie przyznaje. Tylko parę akcji zakończyło się strzałami (za każdym razem miałem wrażenie, że strzelał Jędrzejczyk – mówiłem, że nie za dobrze widzę, co dzieje się pod przeciwną bramką), które i tak były zwykle niecelne. Stosowana często w zeszłym sezonie taktyka „grać do Vadisa, Vadis coś wymyśli” tym razem się nie kleiła, bo ani Szymański, ani Moulin Vadisem nie są. A Guilherme, czyli prawdopodobnie najbardziej kreatywny piłkarz na boisku, zszedł z powodu kontuzji w 24. minucie. Na dodatek zmienił go Kucharczyk.

W drugiej połowie coś drgnęło, głównie za sprawą Nagy’ego Nagy’a, który parę razy błysnął nieszablonowym zagraniem na lewym skrzydle, akurat w sektorze boiska, który wraz z K. widzieliśmy ze swoich miejsc najlepiej. Raz wykreował sytuację, po której Szymański bardzo przytomnie posłał piłkę po ziemi przez całe pole bramkowe, jednak nikt tego nie zamknął, choć trochę piłkarzy tam się kręciło. W końcu Nagy za kozaczenie w drugiej połowie został… zmieniony przez Hildeberto. Grubego piłkarza, o ile się nie mylę, po kontuzji, który w Legii dopiero odbudowuje swoją formę i kondycję. Od biedy brzmi to jak historia VOO. I co ciekawe, Hildeberto (choć skrzydłowy) rzeczywiście został p.o. VOO w taktyce „grać na Vadisa”. Co prawda poruszał się na boisku jak wieprz (co początkowo wywołało lekki śmiech na naszej trybunie), ale za to nie bał się pojedynków 1:1 i grał świetne piłki. Jak mówi stare piłkarskie porzekadło, lepiej mądrze się toczyć niż głupio biegać. W końcu zagrał dobrą piłkę do Hlouska, ten dograł w pole karne, a Hamalainen (też wprowadzony w drugiej połowie) przytomnym strzałem wyprowadził Legię na prowadzenie. Nie strzelał na siłę, a technicznie, w długi róg bramki.

Była to 76. minuta. Po kilku minutach bardzo dobrą okazję miał Kucharczyk, kiedy zupełnie niekryty na 10. metrze dostał świetną wrzutkę, ale zamiast przyjąć piłkę, wolał stanąć w miejscu, pochylić głowę i podać nią piłkę do bramkarza. A w 87. minucie po rzucie rożnym dla Sheriffa nieupilnowany Cyrille Bayala miał już dużo lepszą od Kucharczyka okazję do strzału głową, trafił więc na 1:1. To był chyba pierwszy celny strzał gości w tym meczu.

next  prev